Sierpem #45 – jak Werdum ubił Velasqueza

Przebieg pojedynku unifikującego pasy mistrzowskie kategorii ciężkiej pomiędzy Cainem Velasquezem a Fabricio Werdumem wzbudził burzliwe dyskusje – zwłaszcza odnośnie dyspozycji Amerykanina.

Na gali UFC 188 szczwany brazylijski lis, Fabricio Werdum, po krwawej i morderczej batalii udusił w trzeciej rundzie uznawanego dotychczas za zdecydowanie najlepszego ciężkiego na świecie Caina Velasqueza. Komentatorzy i fani z lewa i prawa raz po raz podkreślają, że to nie był ten sam Cain, że to raczej Velasquez przegrał, a nie Werdum wygrał. I tak dalej…

Zanim zatem przejdziemy do właściwej analizy technicznej całego pojedynku, odnotujmy kilka rzeczy. Przede wszystkim, ten stary Velasquez, który robił z rywalami (w ostatnich pięciu latach dwoma, Juniorem dos Santosem i Antonio Silvą), co chciał, to Velasquez sprzed prawie dwóch (i więcej) lat. W MMA to bardzo długi okres czasu, w czasie którego zawodnicy mogą notować spektakularny progres lub dramatyczny regres. Odnoszenie się do ostatniej walki danego zawodnika i próba wskazania, że wyglądał w niej o wiele lepiej niż w przegranym teraz boju, ma pewne uzasadnienie – czasami może rzeczywiście stanowić argument na rzecz tezy, że tenże zawodnik nadal jest doskonały, ale po prostu trafił mu się słabszy występ, z tego czy innego powodu. W odniesieniu do Velasqueza jednak nie można ot tak, po prostu odnieść się do jego ostatniej walki, budując na podstawie jej przebiegu jakiekolwiek argumenty mające za zadanie wyjaśnić jego dyspozycję na UFC 188 – ostatnie starcie Amerykanina z meksykańskimi korzeniami miało bowiem miejsce, powtarzam, prawie dwa lata temu!

Na formę Velasqueza zapewne miała wpływ bardzo długa przerwa, oktagonowa rdza, a także miejsce rozgrywania gali, choć akurat warunki były jednakowe dla obu zawodników. Od nich zależało, jak przygotują się na walkę na tak dużej wysokości, kiedy rzeczone przygotowania rozpoczną.

Celem niniejszej analizy jest jednak próba odsunięcia spraw pozaoktagonowych na dalszy plan – jako nie mających decydującego wpływu na przebieg pojedynku – i przyjrzenie się, jakie konkretne akcje doprowadziły do takiego a nie innego rozstrzygnięcia najważniejszej od dawna batalii w kategorii ciężkiej UFC.

Kondycja Velasqueza

A konkretnie deficyty tejże kondycji. Jaki był powód słabej dyspozycji Caina Velasqueza? Nie chodzi o wysokość nad poziomem morza, na jakiej położona jest stolica Meksyku. Nie chodzi o ledwie dwutygodniowy pobyt tam Amerykanina. Ani też o jego długą przerwę. Przyjrzyjmy się, co w największym stopniu doprowadziło do tego, że po pierwszej rundzie Amerykanin był już potwornie zmęczony. Odnotujmy też przy tej okazji, ubiegając nieco wnioski, że i kondycja Fabricio Werduma nie wyglądała dobrze i on sam również oddychał już w pierwszej przerwie przysłowiowymi rękawami.

Wśród czterech głównych powodów, które doprowadziły do tego, że Velasquez po pierwszej odsłonie był już cieniem samego siebie (tego sprzed dwóch lat, podkreślam), wyróżnić należy: przyjęcie wielu czystych ciosów na szczękę, morderczą walkę z tajskim klinczem Werduma, kopnięcia i kolana na korpus w wykonaniu Brazylijczyka oraz agresywny styl walki samego Caina, który okazał się gwoździem do jego trumny.

Ciosy na szczękę

Niewiele akcji mocniej drenuje kondycję zawodników niż przyjęte na szczękę czyste, mocne ciosy. Fabricio Werdum nie jest może szczególnie ciężkorękim zawodnikiem, ale w wadze ciężkiej nie sposób mówić o pięściach z waty. W pierwszej odsłonie pojedynku Cain Velasquez przyjął bardzo wiele czystych uderzeń. Pisząc czystych, mam na myśli naprawdę czyste ciosy, lądujące idealnie na szczękę czy też nad/za uchem.

Tajski klincz Werduma

Pomimo tego, że od dawna wiadomo, że Fabricio uwielbia w tajskim klinczu ściągać głowę rywali oburącz, by razić ich kolanami na korpus lub głowę, niższy Velasquez długimi fragmentami nie radził sobie dobrze z tą techniką Brazylijczyka. Zdołał co prawda przemycić kilka mocnych ciosów pod siatką, ale zupełnie nie był w stanie skontrolować tam Werduma, będąc zmuszonym do skupienia się nie tylko na defensywie przed kolanami przeciwnika, ale i przed obaleniami. Ciągła walka o prostowanie kręgosłupa i zrywanie uchwytu z karku kosztowała go mnóstwo energii, aż do tego momentu, że już w drugiej połowie otwierającej pojedynek rundy nie chciał mieć nic wspólnego z klinczem Werduma.

Kolana / kopnięcia na korpsu

Meksykański Amerykanin przyjął ich wiele w pierwszej rundzie pojedynku i nie ulega wątpliwości, że musiały one odbić się negatywnie na jego kondycji. Werdum mógł sobie śmiało pozwolić na kopnięcia frontalne w dystansie kickbokserskim i kolana w klinczu, bo w najmniejszym stopniu nie obawiał się wylądowania na plecach. Nikt inny wcześniej w konfrontacji z Velasquezem nie miał takiej swobody w odwoływaniu się do kopnięć – dotychczasowi jego rywale za nic w świecie bowiem nie chcieli znaleźć się na plecach, a wyprowadzanie kopnięć właśnie do tego mogło doprowadzić.

Agresywny styl Velasqueza

Amerykanin w każdy niemal cios w dystansie kickbokserskim wkładał całą siłę, dążąc do znokautowania rywala. Nieustannie niemal parł do przodu, nawet po przyjęciu bardzo mocnych ciosów. Cechowało go nieumiarkowanie w agresji, które przyczyniło się do szybszego wykorzystania jego zasobów kondycyjnych.

Poniżej przeanalizujemy wymienione powyżej elementy. Na wielu gifach widać ich połączenie, czyli, przykładowo, akcje, w których Velasquez przyjmuje ciosy, by potem walczyć z tajskim klinczem Werduma.

Pierwsza, rozstrzygająca runda

Jak to wszystko wyglądało w praktyce? Spójrzmy…

GIF 1, GIF 2

Powyżej trzy pierwsze akcje pojedynku. Już w pierwszych sekundach walki (GIF 1) obaj zawodnicy poszli na bardzo ostrą wymianę. Velasquez zaatakował mocnym lowkingiem, zupełnie jednak się odsłaniając, co umożliwiło Werdumowi pokaranie go bardzo mocnym krosem, który trafił idealnie na szczękę Amerykanina. Żaden z kolejnych ciosów obu nie doszedł już celu.

Chwilę potem po nieudanym wysokim kopnięciu Werdum znalazł się na deskach (GIF 2), rozpoczynając z desek oktagonu ostrzał korpusu zbyt blisko podchodzącego Velasqueza.

GIF 3, GIF 4

Bodaj najmocniejszy jednak cios w całej pierwszej rundzie Amerykanin przyjął chwilę później, gdy akcją bokserską próbował utorować sobie drogę do klinczu, a więc płaszczyzny, w której jeszcze wówczas upatrywał swojej największej szansy na zwycięstwo. Na GIFie 3 (powtórka tej samej akcji na GIFie 4) Velasquez próbuje ustawić sobie Werduma lewym prostym, ten obniża lekko pozycję i wyczekuje szarży, będąc już blisko siatki. Cain rusza z lewym, na co tylko czekał Vai Cavalo, który najpierw mocnym podbródkowym prześlizguje się po twarzy rywala, by potem błyskawicznie wyprowadzić potężny lewy sierpowy, który trafia Velasqueza w czubek głowy (skojarzenia z walką Conora McGregora z Dustinem Poirerem wskazane) – w rezultacie pod Amerykaninem uginają się nogi (w ostatniej chwili zdołał podeprzeć się prawą) i niejako wpada głową do przodu na Werduma – siłą rozpędu i swojej agresji nadal jednak rzuca ciosy, z których jeden nawet dochodzi celu.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, jak na zasoby energii, a także na psychikę, która odgrywa w tej sytuacji istotną rolę, wpływają ciosy na głowę, po których pod zawodnikiem uginają się nogi.

GIF 5, GIF 6

Dochodzimy wreszcie do kolejnego, prawdopodobnie najistotniejszego elementu, który zdecydował o przebiegu przebiegu całej walki – tajskiego klinczu. Na przestrzeni całego pojedynku Werdum próbował ściągać głowę Velasqueza przy każdej niemal okazji. Gdy tylko Amerykanin się zbliżał, jedna ręka Brazylijczyka błyskawicznie wędrowała za jego głowę, a za chwilę dołączała do niej druga.

Uchwyt Werduma musiał być bardzo mocny – Velasquez miał wielokrotnie problemy z jego zerwaniem, tracąc mnóstwo sił na odchylanie głowy, prostowanie pleców, zbliżanie bioder, aby uniemożliwić wyprowadzanie kolan rywalowi. Daniel Cormier, a więc główny sparingpartner Caina, o wiele niższy od Werduma, nie mógł przygotować Velasqueza do takich sytuacji. Najprawdopodobniej w rolę Brazylijczyka podczas sparingów skoncentrowanych na klinczu wcielał się jego ulubieniec, Luke Rockhold, ale… gdzie klincz Rockholda, a gdzie Werduma?

Na GIFie 5 widzimy pierwszą akcję w klinczu, jak miała miejsce podczas walki. Werdum błyskawicznie przechwytuje głowę Velasqueza, ten próbuje jeszcze uderzać górą, ale schowana głowa Brazylijczyka i niebezpieczeństwo przyjęcia kolan szybko doprowadzają do tego, że musi zaprzestać ofensywy i skupić się na defensywie – obniża zatem lewą rękę w obawie przed kolanami, co jednak powoduje, że Werdum może spokojnie odkręcić się od siatki do swojej prawej strony, by zyskać więcej miejsca – Velasquez jeszcze próbuję łapać go w pas, by temu zapobiec, ale jest już za późno i z powrotem cofa rękę, by chronić się przed kolanem. Werdum w końcu atakuje, ale uderzenie nie trafia czysto, a dodatkowo Velasquez próbuje je przechwycić – choć i tak Fabrycemu wszystko jedno. Wyląduje na plecach czy nie – bez znaczenia. W końcu Amerykanin mocnym prawym rozbija klincz, ale właśnie… rozbija – nie był w stanie skontrolować tam Werduma, nie pierwszy i nie ostatni raz.

W kolejnej akcji (GIF 6) Velasquez, który nadal jeszcze chciał klinczować, skraca dystans ciosami, z których jeden dochodzi nawet szczęki Brazylijczyka, i sam próbuje odwdzięczyć mu się za poprzednią akcję, ściągając głowę rywala na kolano. Zaprawiony jednak w klinczerskich bojach Werdum, który lewą rękę zdążył już założyć – od wewnątrz – na głowę Amerykanina, prawą spokojnie blokuje uderzenie kolanem rywala. Chwilę potem również prawicą ściąga już głowę Velasqueza, więc ten swoją prawą ręką łapie podchwyt i próbuje powtórzyć to, co tak doskonale funkcjonowało w konfrontacji z Juniorem dos Santosem – a więc kontrolowanie rywala głębokim podchwytem z jednej strony, dociskanie go do siatki, ustawienie swoją głową jego głowy do boku, by wolną ręką wyprowadzać uderzenia. W starciu z Werdumem taka taktyka nie miała jednak prawa działać – zwróćmy bowiem uwagę, co robi Fabricio w takiej sytuacji – otóż, jego lewa ręka (pod pachą której przełożona jest kontrolująca prawica Caina) jest względnie wolna. Co prawda bliskość Amerykanina z jednej strony oraz siatki za plecami z drugiej ogranicza mu działania, ale Brazylijczykowi to nie przeszkadza – wykorzystuje lewą rękę, by założyć ją za głową Velasqueza, robi to przegubem, ponieważ rywal jest zbyt blisko. W tym samym momencie jednak, mając już lewicę przegubem ściągającą głowę Velasqueza, wykorzystuje otwartą drogę do swojej prawej strony (jest ona otwarta, bo Amerykanin lewą rękę wykorzystuje do wyprowadzania uderzeń, a nie kontroli), odwraca się bokiem do siatki, jednocześnie zyskując przestrzeń, by swoją prawą rękę przełożyć za głową przeciwnika i dostosować lewą – teraz bowiem ma już odpowiedni dystans, by mocno ściągać jego głowę. W konsekwencji wyprowadza mocne kolano na korpus, a Velasquez znów robi wszystko, aby prostować plecy, odchylać głowę, stawać na palcach i zbliżać biodra. Innymi słowy – drenuje swoją kondycję.

Taktyka Velasqueza z walk z Juniorem dos Santosem nie miała prawa się powieść. Kontrolowanie przeciwnika podchwytem z jednej strony, by atakować go wolną ręką z drugiej zostało całkowicie wyłączone przez tajski klincz Werduma, który wykorzystując przestrzeń z jednej strony i własną wolną rękę z drugiej, był w stanie nie tylko neutralizować poczynania Velasqueza w klinczu, ale też spychać go do defensywy, jednocześnie mocno go osłabiając.

GIF 7, GIF 8, GIF 9

Aby jeszcze lepiej to zrozumieć, przyjrzyjmy się GIFowi 7, na którym jest to dobrze widoczne. Velasquez ma podchwyt z prawej strony, spycha swoją głową głowę Werduma na swoją lewą, aby zaprzęgnąć do działania wolną lewicę. Brazylijczyk tymczasem po pierwszy uderzeniu, które, nawiasem mówiąc, blokuje, nie mając oporów, by podnosić ręce, od razu wykorzystuje przestrzeń (brak kontroli Velasqueza) ze swojej prawej strony (pamiętajmy, że Cain lewicą uderza, nie kontroluje), by znów ściągać głowę Amerykanina.

Na kolejnej akcji (GIF 8) Amerykanin znów zmaga się z tajskim klinczem Brazylijczyka, próbując rozerwać go kombinacją prawego na korpus i lewego na głowę. Później obaj znajdują się lustrzanej sytuacji – lewą ręką ściągając swoje głowy i wyprowadzając kolana na korpus. Chwilę potem Velasquez sam po raz kolejny próbuje złapać tajski klincz, dokładając prawą rękę za głowę Werduma. Jednak (GIF 9) niższy Velasquez ma utrudnione zadanie, zwłaszcza że Fabricio błyskawicznie przekłada do wewnątrz swoją lewą rękę. W rezultacie Amerykanin znów musi myśleć o obronie. Uderza jeszcze kolanami, ale nie znajduje sposobu na utrzymanie Brazylijczyka przy siatce – ten bowiem wykorzystuje każdy moment, by znów ściągać głowę Amerykanina, a milimetr przestrzeni z prawej strony pozwala mu się ponownie odkręcić od siatki.

GIF 10, GIF 11, GIF 12

W akcji na GIFie 10 obaj zawodnicy wyprowadzają lewy, ale Velasquez na tym kończy swoją akcję – obaj chybiają – natomiast Werdum kontynuuje mocnym krosem, który z impetem trafia w szczękę Amerykanina. Chwilę potem dokłada jeszcze celny lewy prosty. Na GIFie 11 Brazylijczyk w odpowiedzi na lowkinga rywala atakuje kombinacją, którą wykorzystuje, do zapięcia klamry na głowie Caina – ten odwdzięcza mu się ciosami, ale chwilę potem zmuszony jest po raz kolejny prostować plecy, przyjmując jednocześnie kolano na korpus, po przechwyceniu którego walka przenosi się na chwilę do parteru. Kolejna akcja (GIF 12) to dwa mocne kopnięcia frontalne w wykonaniu Vai Cavalo, któremu nie sprawiało różnicy, którą nogą je wyprowadza, ani czy wyląduje po nich na plecach czy nie. Rzeczone kolana oraz wspomniane kopnięcia na korpus (sześć celnych w pierwszej rundzie) dodatkowo uszczuplały zasoby kondycyjne reprezentanta American Kickboxing Academy.

GIF 13, GIF 14, GIF 15

Werdum nie tylko jednak tajskim klinczem zagrażał przy siatce Velasquezowi – na GIFie 13 Amerykanin ma podchwyt z lewej strony, a Brazylijczyk błyskawicznie próbuje rzucić go na deski. Sztuka ta się nie udaje, ale po raz kolejny Fabricio nie ma problemu z uwolnieniem się z klinczu, podczas gdy Velasquez po raz kolejny nie jest w stanie utrzymać tam rywala, czy też wyprowadzić znaczącej ofensywy.

Po rozerwaniu klinczu obaj rzucają lewy prosty, ale obaj nie trafiają czysto. Następne Velasquez próbuje kombinacji lewy – prawy, ale ta Werduma, wyprowadzona chwilę później, jest skuteczniejsza. Amerykanin kontynuuje jednak natarcie, przeprowadzając swoją najlepszą akcję w pierwszej rundzie, kilkoma mocnymi ciosami rzucając Brazylijczyka na siatkę.

Gdy walka przenosi się do klinczu (GIF 14), Brazylijczyk od razu próbuje zapinać ręce za głową Caina, ale wobec prawych Amerykanina chętnie unosi rękę, dając sobie zapiąć podchwyt z prawej strony – jak pamiętamy z poprzednich akcji, niewiele sobie z tego robił.

W tym momencie (GIF 15) Velasquez ma już podwójny podchwyt, daje krok do tyłu i próbuje atakować kolanem na korpus – ale na to właśnie czeka Werdum (niczym Marcin Tybura z Damianem Grabowskim), przechwytując kolano i obalając zaskoczonego rywala, który musi teraz w popłochu ratować się, powracając do stójki. Na domiar złego przyjmuje jeszcze mocne kolano na głowę, gdy wstaje.

GIF 16, GIF 17, GIF 18

Gdy pojedynek powraca do stójki (GIF 16), Werdum ponownie terroryzuje Velasqueza tajskim klinczem. Amerykanin próbuje skracać dystans, prostować się i atakuje pojedynczym lewym będącego już na siatce Brazylijczyka, ale ten po raz kolejny wykorzystuje ten moment wolności i przestrzeni po swojej prawej stronie, by odkręcić się od siatki i ściągnąć rywala na bardzo mocne kolano na korpus.

Kolejna akcja (GIF 17) była znamienna dla przebiegu tego starcia. Wymęczony walką w klinczu Cain Velasquez po raz pierwszy w pojedynku sam wychodzi z klinczu. Odpycha Brazylijczyka i wycofuje się. Już do końca pojedynku walka trafiała będzie do klinczu tylko w wyniku inicjatywy Werduma, który albo sam będzie spychał tam rywala, albo sam będzie lądował na siatce w wyniku obrony przed tajskim klinczem w wykonaniu Amerykanina.

GIF 18 to kolejne soczyste kopnięcie frontalne na korpus w wykonaniu Vai Cavalo.

GIF 19, GIF 20, GIF 21

Po przestrzelonych uderzeniach z obu stron (GIF 19) Cain Velasquez szybko zrywa klincz wobec kolejnych prób ściągania jego głowy przez Werduma, który zdołał jeszcze poczęstować go kolejnym kolanem na korpus. Pod Amerykaninem już zaczynają plątać się nogi ze zmęczenia i powoli odmawiającego posłuszeństwa błędnika.

W akcji na GIFie 20 obaj zawodnicy nie trafiają lewym, potem w półdystansie Cain trafia lowkingiem, ale całkowicie się odsłania, podczas gdy Werdum wyprowadza kombinację lewy-prawy-lewy, z których ostatni dociera do szczęki Amerykanina. Cain znajduje się na wstecznym, próbuje balansować głową, ale podopieczny Rafaela Cordeiro trafia kolejnym lewym prostym. Velasquez próbuje pochylać się do prawej, ale otrzymuje krótki, ale bardzo mocno prawy idealnie na szczękę (w powtórce widać, jak mocno przekręca się głowa Caina w wyniku tego ciosu). Werdum ponownie próbuje łapać tajski klincz, a zmordowany Velasquez w odruchu obronnym spycha go na siatkę, chcąc przykleić się do Brazylijczyka.

Werdum następnie (GIF 21) w klinczu unieruchamia lewą rękę Amerykanina, prawą przekładając za jego głową – Velasquez wykorzystuje ten moment do wyprowadzenia dwóch podbródkowych prawą ręką, z których szczególnie drugi trafia czysto. Jednak Brazylijczyk szybko wykorzystuje przestrzeń, którą wypracował sobie, unieruchamiając lewicę rywala i atakuje kolanem na korpus. Wycofującego się Amerykanina, który, przypominam, ma już dość klinczu, częstuje jeszcze dwoma celnymi prostymi.

GIF 22, GIF 23, GIF 24

Na pierwszej z powyższych akcji (GIF 22) Vai Cavalo raz jeszcze trafia frontkickiem i choć w rezultacie ląduje na deskach, gra warta była świeczki.

Pod koniec pierwszej rundy Cain powoli przechodził w tryb desperacji. Na GIFie 23 rzuca potężny prawy, ale Werdum spokojnie zbiera uderzenie na gardą, od razu zagrażając rywalowi tajskim klinczem, a jednocześnie spychając go na siatkę. Velasquez szybko jednak decyduje się uciec od siatki, potwierdzając, że na tamtą noc miał już dość klinczu z Werdumem.

Chwilę potem (GIF 24) kolejne frontalne kopnięcie Brazylijczyka dochodzi celu, jeszcze bardziej osłabiając Amerykanina.

GIF 25

Powyżej w samej końcówce otwierającej pojedynek rundy Werdum atakuje kombinacją lewego i prawego (o niej za chwilę), z których ten ostatni trafia Velasqueza za uchem. Potem Brazylijczyk dokłada lewy i znów straszy Caina tajskim klinczem, ale ten dobrze odpowiada podbródkowym i zrywa klincz.

Lewy-prawy Werduma

Tę nieskomplikowaną kombinację Fabricio Werdum stosował z ogromnymi sukcesami w drugiej rundzie pojedynku, raz po raz trafiając szczególnie tym ostatnim ciosem Caina Velasqueza. Do tego dokładał kolejne kolana w klinczu na panicznie reagującym już na zwarcia Velasquezie.

GIF 26, GIF 27, GIF 28, GIF 29, GIF 30, GIF 31

Nie wdając się w szczegółową analizę powyższych – bo i przebieg drugiej rundy był przede wszystkim konsekwencją pierwszej – chcę tylko zwrócić uwagę, na krosy Fabricio, którymi powyżej trafiał Caina. Niby Amerykanin próbował chwilami balansować głową, ale ani nie czuł dobrze dystansu, ani jego powolne, mocne odchylenia nie stanowiły żadnego zabezpieczenia przed prostymi rywala.

GIF 32, GIF 33, GIF 34

Na GIFie 32 Werdum znów trafia kombinacją lewy-lewy-prawy, a zdesperowany Velasquez markuje obalenie – tym razem Brazylijczyk odrzuca nogi, ale… później nie popełni już tego samego błędu. Kolejne dwie akcje to już obijanie Amerykanina – którego balans był sygnalizowany do granic możliwości i nawet nie grzeszący szybkością, a i przecież również mocno już wtedy zmęczony Werdum był w stanie go regularnie trafiać.

GIF 35

W samej końcówce drugiej rundy Vai Cavalo był bliski skończenia przeciwnika, potężnym kolanem na szczękę (w momencie, gdy niepohamowany w agresji Cain próbował jeszcze podbródkowego, zamiast odpocząć) powalając go na deski. Nie zdecydował się jednak na ostateczną szarżę, prawdopodobnie zdając sobie sprawę, że i tak ma już Amerykanina na widelcu.

Parterowa finezja

Na koniec chciałbym przedstawić jeszcze dwa obalenia w wykonaniu Caina Velasqueza, który w przerwie między drugą a trzecią rundą został poinstruowany przez narożnik, aby sprowadzić walkę do parteru.

GIF 36, GIF 37

Przy pierwszym obaleniu (GIF 36) Fabricio od razu próbował zapinać gilotynę, ale Velasqueza uratowało to, że upadając, w ostatniej niemal chwili zdołał odbić się lewą nogą na prawą stronę (jak do bocznej Brazylijczyka), co pozwoliło mu wykaraskać się z opresji – Brazylijczyk nie zdołał swoją lewa nogą zastopować tej defensywy Amerykanina.

Jednak w ostatniej akcji pojedynku naprawił swój błąd – znów przechwycił szyję rywala, nie walcząc w ogóle o obronę przed obaleniem, i tym razem skontrował próbującego ratować się po raz kolejny zejściem do prawej Amerykanina, oplatając go lewą nogą (i oczywiście wcześniej prawą) i zmuszając do odklepania.

Rewanż?

Wiele elementów w większym lub mniejszym stopniu wpłynęło na taki a nie inny wynik analizowanego starcia. Kluczem nie był jednak 2-tygodniowy pobyt Velasqueza w Meksyku czy jego prawie dwuletnia przerwa od występów, jak próbują tłumaczyć porażkę byłego mistrza zaklinający rzeczywistość fani, a także wielu dziennikarzy. Nawet bowiem będąc w formie z walk z Juniorem dos Santosem, meksykański Amerykanin nie pokazał nic, co sugerowałoby, że byłby w stanie poradzić sobie z klinczerską i kickbokserską grą Fabricio Werduma. Cygan bowiem pod względem umiejętności walki na chwyty nie dorównuje w najmniejszym stopniu aktualnemu mistrzowi. Rewelacyjny tajski klincz tego ostatniego, przewaga warunków fizycznych (być może też siłowa), przyzwoity kickboxing i brak obawy przed wyprowadzaniem kopnięć i kolan z uwagi na rewelacyjny parter, a także znacznie mądrzejsze zarządzanie zasobami kondycyjnymi stanowiły klucz do pokonania Velasqueza.

Miał rację trener Amerykanina, Javier Mendez, że to jego podopieczny decydował będzie o płaszczyźnie, w której toczyć będzie się walka. Problem w tym, że w każdej z nich Velasquez ustępował Werdumowi. Pod koniec pierwszej rundy pogromca Juniora dos Santosa miał już dość klinczu. Po drugiej rundzie miał już dość stójki. W trzeciej zatem spróbował ostatniej szansy – walki w parterze – podpisując na siebie wyrok.

fot. MMAFighting.com

…………………

Poprzednie części cyklu Sierpem:

Jak ubić Taisumova?
Held 2.0 demoluje Pitbulla
Sierpem – jak ubić Pitbulla
Jak Hallmann przegrał z Tibau
TJ Dillashaw, łamiąc rytm
Jak dos Anjos ubił Hendersona?
Trzy błędy Grabowskiego w walce z Tyburą
Weidman vs Machida – analiza po walce
Jotko vs Cedenblad – analiza po walce
Pawlak vs Sobotta – co zawiodło?
Cerrone vs Barboza – uchylając nieba
Ubijamy niepokonanego Dereka Andersona
Ubijamy Jareda Rosholta!
Materla vs Silva III – analiza przed walką
Wyborni szachiści – Machida vs Mousasi
Weidman rozwiewa wątliwości
Jotko vs Santos – jak ubić Cariocę?
GSP vs Hendricks – rabunek czy sprawiedliwość?
Iaquinta lepszy od Hallmanna
Hallmann vs Iaquinta – jak ubić Ala?
Velasquez vs JDS III – analiza przed walką
Omielańczuk vs Guelmino – jak ubić Huna?
Hallmann vs Trinaldo – czym dysponuje Massaranduba?
Fenomen Conora McGregora
Machida vs Davis – kontrowersja czy skandal?
Weidman detronizuje Silvę
Analiza stójki Chrisa Weidmana
Szczwany lis Fabricio Werdum
Jak JDS znokautował Hunta?
JDS vs Hunt – analiza przed walką
Czy Daniel Cormier to Fedor 2.0?
Gegard Mousasi – archetyp fightera
Held nie ubił Jansena – analiza
Held vs Jansen – jak w stójce ubić Dave’a cz. II
Held vs Jansen – jak w stójce ubić Dave’a
Machida nieuchwytny dla Hendersona
Aldo vs Edgar – analiza rund mistrzowskich
Aldo vs Edgar – analiza pierwszych 3 rund
Jak Pettis ubił Cerrone
Velasquez vs JDS II – analiza walki
Boks Juniora dos Santosa
Stójkowy arsenał Nate’a Diaza
Te Huna i jego boks
Co na GSP ma Condit

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.