Sierpem #69: Francis Ngannou vs. Cain Velasquez


Techniczna analiza i typowanie epicko zapowiadającego się starcia w królewskiej wadze pomiędzy Francisem Ngannou i Cainem Velasquezem.

W szlagierowo zapowiadającej się walce wieczoru gali UFC on ESPN 1 w Phoenix urodzony z kowadłami zamiast dłoni Francis Ngannou skrzyżuje rękawice z powracającym do akcji po prawie 3-letnim rozbracie ze sportem byłym mistrzem Cainem Velasquezem.

Czy faworyzowany przez bukmacherów Amerykanin poskromi Kameruńczyka, wracając do oktagonu w glorii chwały i udowadniając tym samym, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa? Czy może Predator zgotuje staremu lisowi brutalne powitanie, pokazując mu, że jego czas już przeminął?




265 lbs: Francis Ngannou (12-3) vs. Cain Velasquez (14-2)

Kursy bukmacherskie: Francis Ngannou vs. Cain Velasquez 2.40 – 1.63

Obaj zawodnicy prezentują zupełnie inne podejście do walki. O ile Kameruńczyk to artysta nokautu z krwi i kości, który uwielbia utrzymywać dystans, by rozpuścić ręce w stójce, dobrze czując się też w kontrach, tak Amerykanin to wywierający morderczą presję rzeźnik, który szuka klinczu, obaleń, gnębiąc rywali brudnym boksem i ground and pound – choć potrafi też przyłożyć z dystansu.

W przeciwieństwie do Ngannou, Velasquez bardzo chętnie zaprzęga też do działania kopnięcia na wszystkich poziomach – choć jego gra stójkowa rzadko bywa celem samym w sobie, znacznie częściej służąc mu za środek do skrócenia dystansu, złapania klinczu, przejścia do obalenia. Niewyróżniające Caina warunki fizyczne w ogromnej mierze determinują jego styl – w dystansie kickbokserskim nie ma na ogół czego szukać, będąc zmuszonym do wchodzenia w półdystans – możliwie bezpiecznie, ale z ciosami.

Z kolei Francis rzadko co prawda korzysta z arsenały nożnego – co najwyżej z lowkingów i od wielkiego dzwona z frontali – ale potrafi walczyć z obu pozycji, klasycznej i odwrotnej. I w obu pozostaje piekielnie niebezpieczny. Potrafi zarówno inicjować akcje, jak i czaić się na kontry. Atakuje pojedynczymi ciosami oraz kombinacjami – rzadko jednak za cel ataków obiera sobie korpus rywali, polując niemal wyłącznie na głowę. Prawdopodobnie żaden inny zawodnik w wadze ciężkiej nie dysponuje tak ciężkimi pięściami jak Kameruńczyk właśnie.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej technicznym aspektom walki w każdej z płaszczyzn oraz pozostałym elementom, które mogą mieć kapitalne znaczenie dla wyniku starcia…

Boks

Przyjęło się uważać, że defensywa Velasqueza jest dziurawa jak szwajcarski ser, ale… To nie do końca prawda. Jak bowiem wspominałem, Amerykanin z uwagi na swoje warunki fizyczne oraz oczywiście inklinacje klinczersko-zapaśnicze zmuszony jest nieustannie skracać dystans, występować w roli agresora.

Cain rzeczywiście nie szuka żadnych bocznych kątów przy skracaniu dystansu, rzadko korzysta z gardy, nie zdobywa dominującego ustawienia, zamiast tego po prostu nacierając w linii prostej – ale oddać mu trzeba, że jego głowa nie pozostaje statyczna. Cały czas balansuje, stara się nie utrzymywać jej na środku, gdzie byłaby łakomym kąskiem dla rywali.

Na pierwszym przykładzie z walki z Travisem Browne Cain Velasquez nieustannie porusza głową, naciera, łapie dystans lewym prostym, by następnie ruszyć do ostrej kombinacji z ciosami na korpus i głowę, którymi rzuca rywala na siatkę.

Na drugim przykładzie widzimy natomiast szybkiego lewego prostego – oraz przede wszystkim dobry balans. Velasquez przepuszcza bowiem kontrę lewym Browne’a.

Tak agresywny styl walki stanowi jednak ryzyko – wszak kilka knockdownów w swojej karierze Cain już zaliczył, a przy wielu, wielu okazjach bomby rywali śmignęły mu tuż koło głowy. W starciu z Ngannou ryzyko to będzie jeszcze większe – nie dość bowiem, że Predator dysponuje kowadłem w pięściach, co oznacza, że prawdopodobnie nie musi trafić nawet czysto, aby zachwiać Velasquezem, to potrafi też walczyć z kontry.

Nie oszukujmy się też, że praca głową byłego championa jest szczególnie przemyślana… Raczej buja się po prostu na boki, nieszczególnie przejmując się poczynaniami rywali. Jak przepuści cios – świetnie. A jak nie – no cóż…

Przyjrzyjmy się dwóm nieco podobnym przykładom z walk obu zawodników.

Na pierwszej animacji nacierający Cain próbuje dosięgnąć Travis kombinacją lewego prostego i lewego sierpa, ale inkasuje kontrę prawym – na jego szczęście ześlizguje się ona z jego głowy, którą przytomnie odchyla do boku. Potem ponawia atak, próbując dopaść rywala z dwoma kolejnymi lewymi, ale Browne uchodzi do boku.

Natomiast na drugim przykładzie widzimy początek walki Francisa Ngannou z Alistairem Overeemem. Holender rusza do błyskawicznego ataku i pomimo tego, że są to pierwsze sekundy, Kameruńczyk jest już gotowy do kontry. Podobnie jak Browne wyżej, Ngannou szuka kontry prawym z odejściem, którego poprzedza jeszcze lewym z dołu. Pruje jednak powietrze.

To jednak nie wszystko. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Velasquez w starciu z Ngannou szukał będzie skrócenia dystansu, klinczu, obalenia. Oczywista oczywistość. Rzecz jednak w tym, że pomimo tego, iż Amerykanin jest w swoich poczynaniach agresywny, ostro naciera, to… Zdecydowanie nie jest mistrzem w zamykaniu oponentów na siatce. Zamiast zamykać im przestrzeń ucieczki, raczej podąża za nimi, niemalże ich ganiając. Wtedy natomiast wystarczy, aby jeden z drugim delikatnie orbitował – i już Cain ma poważne problemy z unieruchomieniem ich na ogrodzeniu.

Powyżej przykład niezachwycającej pracy na nogach byłego mistrza, który idzie do przodu – ale nie zamyka Browne’owi przestrzeni. W rezultacie Hawajczyk inkasuje co prawda lowkinga, ale krąży spokojnie do boku, unikając przyszpilenia do siatki.

Z drugiej zaś strony – Cain czasami miewa jednak przebłyski, inteligentniej skracając dystans, co utrudnia rywalom ucieczkę. Ponadto Ngannou nie słynie jednak z orbitowania i poruszania się do boku – zamiast tego raczej idzie do przodu, zostaje w miejscu, szukając kontr, lub – rzadziej – cofa się w linii prostej.

Pomimo tego nawet cofając się prosto na siatkę, Kameruńczyk będzie piekielnie niebezpieczny. Potrafi bowiem przyjąć – i potrafi oddać, będąc w dziwacznym, pokracznym ustawieniu.

Stipe Miocic rozpuszcza ręce, smaga seriami prostych cofającego się nieporadnie i inkasującego uderzenia Francisa Ngannou – ale ten nie ustaje w wiatrakach, dosięgając Amerykanina lewym i prawym, po których Amerykanin szybko idzie po rozum do głowy i rusza z obaleniem.

Nawet zatem jeśli reprezentant American Kickboxing Academy będzie w stanie zmusić przeciwnika do walki ze wstecznego, cały czas będzie musiał mieć się na baczności. Kameruńczykowi naprawdę nie potrzeba bowiem idealnego ustawienia stóp, aby posłać oponentów na deski czy solidnie nimi wstrząsnąć. Niemal z niczego potrafi wygenerować okrutną moc w pięściach.




Grzechem byłoby jednak nie wspomnieć, że defensywa Francisa Ngannou – oparta w zasadzie wyłącznie na pracy na nogach i bardzo rzadka (bo prawie zawsze w półdystansie sam szuka ciosów) – nie zachwyca. O ile gdy w baku ma jeszcze dużo paliwa, świetnie hasa na nogach, utrzymując bądź dynamicznie skracając dystans, to gdy dopadnie go pierwsze zmęczenie, wszystko to sypie się jak domek z kart – i wychodzą jego okrutne braki techniczne, głównie w obszarze pozostawania w miejscu po atakach.

Po trzech minutach walki ze Stipe Miocicem próbujący urwać ówczesnemu mistrzowi głowę każdym uderzeniem Francis Ngannou był już wyraźnie zmęczony. Powyżej inkasuje od Amerykanina śliczne kontry po lewym prostym (pierwszy przykład) i próbie kombinacji (drugi przykład).

Nie znaczy to oczywiście, że na zmęczeniu Predator nie będzie groźny – będzie. Nawet w późniejszych rundach walki z Miocicem – gdy miał ledwie siły trzymać ręce w górze – potrafił spiąć się na pojedyncze okazje i wygenerować ciężkie uderzenia.

Tym niemniej, zmęczony Kameruńczyk może mieć poważne problemy z Velasquezem nawet w stójce. Cain to bowiem przyzwoity bokser – a jeśli zachowa więcej sił w dalszej części pojedynku, powinien mieć też po swojej stronie przewagę szybkościową. W przeszłości Amerykanin pokazał kilka świetnych akcji, które może powtórzyć, jeśli naprzeciwko niego znajdzie się wymęczony Kameruńczyk.

Na obu przykładach powyżej Cain Velasquez posyła na deski swoich rywali – Travisa Browne i Antonio Silvę – prawicą. Na pierwszym z nich mocno pochyla się do lewej, przepuszczając lewego Hawajczyka, na drugim krosa poprzedza lewym, uziemiając Brazylijczyka. Na obu przykładach wszystko kończy przestrzelonym lewym sierpem.

Amerykanin w pierwszej akcji czeka na atak Antonio Rodrigo Nogueiry. Brazylijczyk wyprowadza lewego i dosięga Amerykanina, ale ten odpowiada prześliczną kombinację lewego, prawego i lewego, następnie precyzyjnym i szybkim GNP dopełniając dzieła zniszczenia.

Na drugim przykładzie Cain Velasquez atakuje ulubioną kombinacją Daniela Cormiera – czyli lewym prostym i lewym sierpem. Następnie ponawia atak lewym-prawym, wszystko kończąc kopnięciem na głowę po przekroku. Browne cały czas poszukuje kontr, ale Velasquez pozostaje poza jego zasięgiem.

Tym niemniej, nawet pomimo tego, że nie wykluczam scenariusza, w którym lepiej dysponowany kondycyjnie Velasquez trafia w stójce częściej niż zmęczony Ngannou – będzie to i tak igranie z ogniem. W pierwszej rundzie – z ogniem piekielnym.

Powyżej widzimy ulubioną kombinację Francisa Ngannou na trzech przykładach – lewy sierp, prawy sierp, lewy z dołu. W przypadku walki z Alistairem Overeemem z uwagi na atak Holendra Kameruńczyk na chwilę zastygł po pierwszym wyprowadzonym lewym, ale potem dołożył prawego i skończył potężnym lewym, którym urwał Holendrowi głowę.

Tej same kombinacji próbował też kilka razy w starciu ze Stipe Miocicem. Zagoniwszy mistrza na siatkę, rozpuścił ręce w tej samej 3-uderzeniowej kombinacji, ale przestrzelił. Spróbował następnie dostosować wysokość ataku do obniżonej pozycji rywala, ale i przy drugim podejściu Amerykanin zwiódł go balansem, uciekając spod topora.

Nawyk mocnego balansu Caina Velasqueza oraz chętnego obniżania przezeń pozycji może go wiele kosztować w konfrontacji z Predatorem – a to z uwagi na podbródki, które Kameruńczyk chętnie zaprzęga do działania. To właśnie przecież atomowym podbródkiem ustrzelił w debiutanckim boju w oktagonie Luisa Henrique – a kilka razy dosięgnął też tą techniką nurkującego nisko Stipego Miocica.

Na obu przykładach powyżej Kameruńczyk łapie dystans lewym, wymuszając na Miocicu reakcję – Amerykanin obniża pozycję prosto pod soczyste podbródki z prawicy. Na jego szczęście Predator był już na tych etapach walki – końcówka rundy pierwszej i druga – mocno zmęczony.

Jeśli mówimy o płaszczyźnie bokserskiej, to absolutnym niedopatrzeniem byłoby, gdybyśmy nie wspomnieli o najprostszej kombinacji, z jakiej korzysta Francis Ngannou – a zarazem jednej ze swoich ulubionych – krosa bądź ciasnego sierpa poprzedzonego kiwką lewą w postaci jaba lub zaczepnego sierpa.

Obie przedstawione powyżej akcje są bliźniaczo podobne – w obu Francis Ngannou wywiera presję, dosięgając próbujących jaba Curtisa Blaydesa i Stipego Miocica kombinację lewego z prawym. W obu przypadkach ciosy dochodzą czysto. Blaydes ląduje na deskach, Miocic ma nieco więcej szczęścia.

W tym kontekście grzechem byłoby nie wspomnieć o pierwszej potyczce Caina Velasqueza z Juniorem dos Santosem. Niby lata temu, Cain z kontuzją i z fatalnym planem na walkę, ale… Porównajcie to z knockdownem Ngannou na Blaydesie…

Były pretendent uwielbia też zaprzęgać do działania lewego sierpa, często obszernego, wyprowadzanego niemal z biodra – zarówno inicjując w ten sposób ataki, jak i szukając uderzenia w kontrze.

Warto omówić jeszcze jeden element stójki, który może mieć kapitalne znaczenie dla przebiegu kickbokserskiego boju między oboma zawodnikami. Chodzi oczywiście o…




Lowkingi

O ile Kameruńczyk, jak wspominałem, nie jest wielkim fanem niskich kopnięć – w ogóle rzadko kopie, preferując ciosy – tak Cain Velasquez lubi ostrzeliwać kończyny dolne rywali.

Podobnie jak w przypadku walki bokserskiej, tak i przy wyprowadzaniu niskich kopnięć Velasquez pozostaje mobilny – tj. pracuje głowę, stara się przepuścić kontry. Widzimy to na obu przykładach powyżej – na pierwszym Cain odchyla się przed kontrą Browne’a do prawej, na drugim – do lewej.

Jednak nie zawsze tak bywało – na przestrzeni swojej kariery Amerykanin nie raz, nie dwa zainkasował jednak kontry po niskich kopnięciach.

Na powyższych przykładach Velasquez próbuje ustawić sobie Browne’a i Silvę pod zewnętrznego lowkinga kiwką lewicą. Obaj pozostają jednak czujni i choć nie są w stanie zblokować niskiego kopnięcia Velasqueza, odpowiadają krosem. W obu przypadkach kontry dochodzą, choć w walce z Brazylijczykiem Amerykanin dobrze ją amortyzuje.

Natomiast przyjęcie kontry z rąk Ngannou może okazać się dla Velasqueza opłakane w skutkach – nawet jeśli spróbuje ją zamortyzować balansem. Nieprzygotowany lowking to bowiem zawsze okazja dla Kameruńczyka na rozpuszczenie rąk.

Predator potrafi odpowiadać ciosami na lowkingi bez względu na ustawienie, w jakim się znajduje. Na pierwszym przykładzie jest ustawiony klasycznie, naruszając kopiącego Miocica prawicą, a na drugim ustawiony odwrotnie, lewicą posyłając na deski kopiącego Blaydesa.

Także z uwagi na umiłowanie do podbródków Predatora niskie kopnięcia mogą okazać się dla Velasqueza bardzo ryzykowne.

Dobrze przygotowane niskie kopnięcia mogą jednak mocno uprzykrzyć życie Kameruńczykowi, bo nie słynie on z ich blokowania. Jednak każdy taki atak ze strony Velasqueza może stanowić dla niego szansę na rozpuszczenie cegłówek w kontrze.

Podsumowując aspekty stójkowe, trudno nie widzieć w tym obszarze faworyta w osobie ciężkorękiego Predatora. W pierwszej rundzie będzie piekielnie niebezpieczny – zarówno przy inicjowaniu ataków, bo jest zrywny, dynamiczny i potrafi w okamgnieniu skrócić dystans, a także w kontrach, na które z uwagi na agresywny styl walki Velasqueza może mieć sporo okazji.

Na swoje szczęście Amerykanin preferuje ciosy proste, co może odrobinę ograniczyć ryzyko, gdy rusza przed siebie. Znaczenie mogą mieć też dla niego niskie kopnięcia, ale ich zaprzęganie do boju będzie wiązało się ze sporym ryzykiem.

Jeśli jednak kondycja Velasqueza odrobinę choćby przypomina tę sprzed jego walki z Fabricio Werdumem, a ta Francisa Ngannou nie została bardzo mocno poprawiona, stójkowe boje w dalszych rundach mogą być dla Amerykanina łatwiejsze – choć cały czas będzie musiał pozostać czujny.

Co natomiast stanie się, jeśli Velasquez utoruje sobie drogę do tak lubianego przez siebie klinczu?




Klincz, zapasy i parter

Wbrew pozorom – które mogą sugerować, że Amerykaninowi wystarczy tylko dopaść Kameruńczyka pod siatką raz, aby mocno obniżyć jego pasek z energią, ułatwiając sobie tym samym drogę do zwycięstwa – sytuacja wcale nie jest taka oczywista w aspektach klinczerskich.

Rzecz bowiem w tym, że Predator jest silny jak tur.

Powyższe dwa fragmenty stanowią nie lada ostrzeżenie dla Caina Velasqueza. Na pierwszym Francis Ngannou ustawia na siatce jak dzieciaka słynącego przecież z klinczerskich umiejętności Alistaira Overeema, nie dając mu ani milimetra swobody. Na drugim natomiast – będąc jeszcze kompletnie „zielonym” w obszarze zapaśniczym – odwraca bardzo mocnego i silnego wrestlera Curtisa Blaydesa – i również nie daje mu rozwinąć skrzydeł.

To jednak nie wszystko, bo w pierwszej rundzie Predator kilka razy poprzestawiał też Stipego Miocica.

Powyżej dwie bliźniacze akcje – choć z dwóch różnych stron. Na obu przyszpilony do siatki Kameruńczyk unieruchamia w przegubie rękę Miocica, swoją wolną odkręcając Amerykanina i tym sposobem łapiąc dystans.

Innymi słowy, nawet nie drgnie mi brew, jeśli Velasquez zostanie sam poustawiany klinczersko w pierwszej rundzie – dopóki Kameruńczyk dysponował będzie siłami witalnymi. Nie sądzę co prawda, aby Predator był w stanie zagrozić rywalowi w klinczu – kolanami atakuje rzadko, łokciami prawie nigdy – ale scenariusz, w którym były mistrz w otwierającej walkę rundzie ma gargantuiczne problemy z utrzymaniem oponenta na ogrodzeniu – a może nawet sam jest tam przetrzymywany – jest realny.

Jeśli jednak przewaga kondycyjna rzeczywiście należeć będzie do Amerykanina – a wydaje się, że nawet jeśli jego cardio ucierpiało wraz z upływem lat, to nadal jest lepsze niż kameruńskie – walka z klinczu na przestrzeni pojedynku może zmienić się znacznie szybciej niż walka w stójce. O ile bowiem w stójce nawet zmęczony Franciszek może mieć swoje okazje z uwagi na twardą szczękę i kowadła w pięściach, to w klinczu nie wróżę mu już takich potencjalnych sukcesów, gdy z jego baku uleci paliwo.

Pod względem klinczerskim Velasquez to bowiem wersja 2.0 Miocica. Jego kontrola pod siatką, brudny boks, kolana, obalenia – dla zmęczonego Ngannou będzie to gehenna.

W takim scenariuszu – a więc gdy walka wyjdzie za rundę pierwszą, może drugą, a Velasquez nie będzie porozbijany w pył, chwiejąc się na nogach – przebieg pojedynku może wyglądać, w optymistycznej dla Kameruńczyka wersji, tak:

Na pierwszym przykładzie Velasquez ujeżdża zapaśniczo Browne’a, a na drugim – Miocic wymęczonego Ngannou.

Zwracam uwagę na to, że Stiopic na przestrzeni całej walki w takich właśnie sytuacjach preferował wolną rękę (powyżej lewą) wykorzystywać do spychania głowy Predatora, drenując tym samym jego kondycję. Reprezentant American Kickboxing Academy – podobnie jak jego klubowi kompani, Daniel Cormier i Khabib Nurmagomedov – preferuje wykorzystywać ją do ostrzału, choć absolutnie nie wykluczam, że na okoliczność starcia z Ngannou zmieni nastawienie – z uwagi na tężyznę fizyczną Kameruńczyka, która czyni go trudnym do unieruchomienia.

Jeśli natomiast chodzi o aspekty zapaśnicze, firmową techniką Velasqueza jest zejście do jednej nogi, czasami do samej kostki.

W obu powyższych akcjach Cain Velasquez zaprzęga do działania te same techniki. Schodzi do wykrocznej nogi Brocka Lesnara i Travisa Braowne’a, następnie szuka posadki, a nie będąc w stanie w ten sposób sfinalizować obalenia, zachodzi obu za plecy, nacierając z pełną mocą. W rezultacie Lesnar ląduje na deskach, a Browne trafia pod siatkę.

Nie zawsze oczywiście próby zapaśnicze byłego mistrza kończą się sukcesami. W tym elemencie przypomina on nieco Khabiba Nurmagomedova, który próbuje obalać do czasu, aż obalenie sfinalizuje – i w tym kontekście próby, które nie zakończyły się powodzeniem, nie mają większego znaczenia.

Na pierwszej akcji broniący się przed zejściem do jednej nogi Browne jest w stanie cofnąć ją oraz utrzymać dystans lewicą. Antonio Silva natomiast ucieka, spychając głowę Amerykanina – i traktuje go młotem, zanim łapie ponownie dystans.

Nie ukrywam, że tenże młot Big Foota, którym powyżej potraktował szukającego obalenia Velasqueza, daje do myślenia. Co stanie się, jeśli podobnym młotem potraktuje Amerykanina kowadłoręki Ngannou?

Powyżej jedno z najlepszych obaleń w karierze Velasqueza, który kapitalnie wychwytuje lowkinga Silvy, drugą ręką przewracając Brazylijczyka – co okazało się wtedy początkiem jego końca.

Jak natomiast prezentuje się obrona przed obaleniami – przede wszystkim przed zejściem do jednej nogi – Franciszka? Otóż – nieźle, ale z poważnym zastrzeżeniem.

Na pierwszym przykładzie Blaydes próbuje ustawić sobie Ngannou pod obalenie prawym prostym. Kameruńczyk odpowiada standardowo – czyli uwielbianym przez siebie lewym sierpem – ale w porę cofa rękę i atakowaną nogę, broniąc się przed wylądowaniem na deskach.

Na drugiej animacji do wykrocznej nogi Predatora schodzi Overeem, ale jest z łatwością powstrzymany – podchwyt z lewej i po sprawie. Holender ma potem szczęście, że Ngannou jest zbyt blisko, aby rozpuścić ręce z powodzeniem.

Jeśli jednak zejdzie się w tempo pod ciosami Kameruńczyka, można zanotować sukcesy nawet wtedy, gdy Kameruńczyk jest jeszcze rześki, co pokazał Stipe Miocic.

Początek walki. Bojowo nastawiony Ngannou szuka nokautu lewym sierpem – ale Miocic idealnie w tempo nurkuje do jego wykrocznej nogi i usadza go na deskach – choć nie jest w stanie utrzymać tam rywala.

Wydaje się, że więcej sukcesów może w początkowym etapie walki przynieść Velasquezowi ostry wjazd w nogi Ngannou, bo Kameruńczyk był już w ten sposób na przestrzeni swojej kariery w UFC przewracany kilka razy przez różnych przeciwników.

Francis jest jednak typem zawodnika, który po wylądowaniu na deskach nie zasypia gruszek w popiele – nie pozwala rywalom na ustabilizowanie pozycji, od razu harując jak zły, aby powrócić na nogi. Jest to co prawda energochłonne, ale głównie dzięki jego ogromnej sile – skuteczne.

Jeśli bowiem znajdzie się na plecach, nie będąc w stanie natychmiast wstać… Nie wygląda to dobrze.

W pierwszej rundzie walk z Miocicem Ngannou wyglądał na plecach jak odwrócony na skorupę żółw. Oddał z łatwością pozycję boczną, krucyfiks. Tylko i wyłącznie ofensywne nastawienie Miocica, który w pewnej chwili rozpuścił pięści, oddając podchwyt, umożliwiło wtedy Francisowi powrót na nogi.

Z góry Velasquez to potwór – bez względu na gabaryty i siłę rywali.

Cain bombarduje z góry Silvę, zarzynając Brazylijczyka jak prosiaka.

Wydaje się, że za pewnik przyjąć możemy, iż Ngannou z pleców – jeśli da się rozpłaszczyć – nie zagrozi Velasquezowi w żadnym elemencie. I to właśnie w tej płaszczyźnie – tj. parterze – pasek z energię Kameruńczyka będzie się kurczył najszybciej – nie w klinczu.

Podsumowując aspekty klinczerskie, zapaśnicze i parterowe… W pierwszej rundzie przyszpilenie i utrzymanie Predatora na siatce będzie dla Velasqueza trudne – to bowiem kawał silnego jak tur zawodnika, który dodatkowo wie, jak spod siatki uciekać. Podobnie ma się sprawa z położeniem go na plecach i ustabilizowaniem pozycji – nie lada wyzwanie.

Jeśli jednak Cain – czyli lepszy, przynajmniej za najlepszych lat, zapaśnik od Stipego – położy oponenta na plecach, kondycja Kameruńczyka zapikuje.




Pozostałe czynniki

Na koniec omówmy sobie pozostałe elementy – także poza-oktagonowe – które mogą mieć znaczenie dla przebiegu i wyniku konfrontacji Francisa Ngannou z Cainem Velasquezem.

Przerwa Velasqueza

Cain Velasquez nie był widziany w oktagonie od lipca 2016 roku, gdy ubił Travisa Browne’a. To bardzo długa przerwa – najdłuższa między walkami w karierze Amerykanina.

Oktagonowa rdza – objawiająca się w postaci braku pewności w swoich poczynaniach na początku walki, trudności z wyczuciem dystansu – jest ze wszech miar możliwa. W starciu z najbardziej niebezpiecznym właśnie w pierwszych minutach walki Francisem Ngannou może okazać się dla Caina Velasqueza zabójcza.

Rozwój Caina?

Nie jest żadną tajemnicą, że nowe umiejętności zdobywa się wtedy, gdy na horyzoncie nie ma żadnej walki. Velasquez znajdował się w takim położeniu przez długi czas – bo jak twierdzi jego trener Javier Mendez, były mistrz jest w pełni sprawny i regularnie trenuje od początku 2018 roku.

Gdy ostatnio powrócił do oktagonu po długiej przerwie, Cain Velasquez zaprezentował obrotówki na głowę, których wcześniej w jego arsenale nie stwierdzono.

Pomimo zatem zaawansowanego wieku – ma na karku 36 lat – Amerykanin miał wiele czasu na poszerzenie wachlarza swoich technik. Może doda lowkingi na łydkę? Może chętniej w klinczu zacznie korzystać z łokci? Stompów? Kopnięć frontalnych? Możliwości jest multum.

Zdrowie i odporność Velasqueza

Bóg jeden raczy wiedzieć, jak tak naprawdę od strony zdrowotnej prezentuje się prześladowany od lat przez kontuzje – i to te najgorsze, do dotykające pleców – Cain Velasquez. Wszak swego czasu poważnie rozważał zakończenie kariery.

Pod wielkim znakiem zapytania stoi też odporność – czyli szczęka – Amerykanina. Tytanowa nie była nigdy, choć Cain potrafił bardzo szybko wracać do siebie po knockdownach.

W starciu z Cheickiem Kongo, a więc rywalem nieco przypominającym Francisa Ngannou, Cain Velasquez – wówczas fatalny w defensywie (nieruchoma głowa przy wchodzeniu w dystans) – błyskawicznie wracał do gry po wylądowaniu na deskach.

Przyznam jednak szczerze, że o ile nie spodziewam się, aby nagle jego szczęka stała się szklana – w końcu od dłuższego czasu trenuje mądrzej i raczej nie bierze udziału w wojnach na wyniszczenie, które wystawiłyby ją na szwank – to kwestia zdrowia byłego mistrza jest znacznie bardziej niepokojąca.

Velasquez vs. Browne

Co o formie Caina może powiedzieć nam jego ostatni występ? Otóż, niewiele. Warto jednak zwrócić uwagę, że Velasquez dwukrotnie z własnej woli wyszedł z klinczu, co może sugerować, że albo nabrał pewności do swoich pięści – albo po prostu nie czuł się z Hapą pod siatką komfortowo.

Znacznie ciekawszy aspekt to jednak kondycja Velasqueza w tejże walce. Otóż, w końcówce rundy wydawał się oddychać ciężej niż za swoich najlepszych lat. Jednocześnie jednak wyglądał w tym elemencie zdecydowanie lepiej niż w konfrontacji z Fabricio Werdumem na dużej wysokości w Meksyku.

Tak czy inaczej, niewykluczone – a nawet wysoce prawdopodobne – że cardio 36-letniego Amerykanina dziś nie jest już tak żelazne, jakim było lata temu. Czy jednak nadal wystarczająco dobre, aby po przetrwaniu rudny pierwszej i nieskończeniu na deskach przejąć stery walki z Ngannou w swoje ręce? Wiele oczywiście zależy od przebiegu pierwszych pięciu minut, ale… Prawdopodobnie tak.

Ngannou vs. Miocic

Nie myli się Francis, twierdząc, że chciał urwać Stipemu głowę każdym uderzeniem, że szukał nokautu za wszelką cenę – nawet tam, gdzie nie miał prawa go znaleźć. Z całą pewnością odcisnęło się to piętnem na jego kondycji. Nie ma w tym temacie wątpliwości.

Z drugiej zaś strony – nic nie tłumaczy oddychania rękawami Predatora w drugiej rundzie. I tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się jeszcze, na ile aspekty kondycyjne uległy poprawie – bo w to nie wątpię – u Kameruńczyka. W walce z Derrickiem Lewisem nic się bowiem nie działo, a starcie z Curtisem Blaydesem skończyło się w niespełna minutę.

Oktagonowa determinacja Velasqueza

Ile Caina zostało w Cainie? Aby poskromić kameruńską bestię, musi on wykazać determinację podobną do tej, jaką zaprezentował w rewanżowym starciu z Juniorem dos Santosem.

Amerykanin na początku walki przestrzelił masę obaleń, chwilami pokracznie lądując z szczęką na deskach. A jednak w najmniejszym stopniu nie osłabiło to jego determinacji, woli walki – oraz przede wszystkim nie wpłynęła na metodycznie realizowany plan taktyczny.

Także i w starciu z Predatorem reprezentant American Kickboxing Academy musi wykazać podobny stopień determinacji w dążeniach do klinczu lub parteru – będąc jednak piekielnie uważnym.

Nawet jeśli Kameruńczyk powstrzyma kilka pierwszych prób, co jest wysoce prawdopodobne, jego nastawienie może zostać przeprogramowane na bronienie obaleń – a to może otworzyć Amerykaninowi drogę do uderzeń.

Kto wygra walkę o dystans?

Dla Caina sytuacja jest prosta jak konstrukcja cepa – musi albo pozostawać poza zasięgiem górującego nad nim warunkami fizycznymi Franciszka – albo skrócić dystans tak bardzo, aby ten nie był w stanie zaprzęgnąć do działania kowadeł w pięściach. Albo bardzo daleko – albo w budce telefonicznej.

Z której bowiem strony nie spojrzeć, oktagonowa gra Kameruńczyka nie jest szczególnie zróżnicowana. Szuka miejsca na bomby sierpami lub podbródkami – i to w zasadzie tyle. Łokcie w klinczu, brudny boks? Póki co nie stwierdzono. Podobnie jak kontrujące kolana w odpowiedzi na próby obaleń ze strony rywali, które mogłyby poważnie zagrozić ciągotkom zapaśniczym Velasqueza.

Jest jednak jeden problem w tym aspekcie…

Rozwój Ngannou?

Pomimo 32 lat na karku Kameruńczyk to nadal oktagonowy świeżak. Karierę rozpoczął bowiem ledwie pięć lat temu i nadal jest zawodnikiem, który rozwija się, urozmaica swój arsenał.

Wobec tego nie sposób absolutnie wykluczyć, że w niedzielę wniesie do oktagonu nowe narzędzia – kopnięcia, łokcie, kolana? – których dotychczas w jego oktagonowej grze nie widzieliśmy.

Styl robi walkę

Stipe Miocic okazał się koszmarnym zestawieniem dla Francisa Ngannou. Stiopic jest co prawda sprawniejszym bokserem od Caina – ale jest słabszym zapaśnikiem.

Nie ulega wątpliwości, że Velasquez za najlepszych lat swojej kariery byłby dla Ngannou piekielnie niewygodnym rywalem – w jeszcze większym stopniu niż Stipe w styczniu ubiegłego roku.

Rzecz jednak w tym, że nie wiemy, ile Caina pozostało w Cainie? Pomimo bowiem tego, że od strony fizycznej Amerykanin bez żadnych wątpliwości nie jest już tym samym zawodnikiem co kilka lat temu, to pytanie brzmi: czy zdziadział już na tyle, by zostać pokonanym przez Predatora? Czy widzieliśmy wystarczająco dużo przesłanek w oktagonie i poza nim, aby stwierdzić, że Velasquez nie jest już sobą? Na ile takie tezy oparte są na spekulacjach, a na ile na twardych danych – jego występach w oktagonie, przebytych kontuzjach?

Nie mam bowiem wątpliwości, że Amerykanin nawet w formie niedorównującej tej, którą prezentował przed laty, jest w stanie napsuć Kameruńczykowi mnóstwo krwi – właśnie z powodu stylu walki.

Zejście do jednej nogi?

Koronna ta technika zapaśnicza Caia Velasqueza jest o tyle korzystna, że trudniej skontrować ją podbródkiem – atakujący schodzi bowiem najczęściej głową do zewnątrz wykrocznej nogi rywala. Kontra lewym podbródkiem na taki atak – a więc z przedniej ręki, jeśli Kameruńczyk będzie ustawiony klasycznie, czego się spodziewam – nie jest prosta.

Dodatkowo, niskie zejścia Amerykanina do kostki również utrudniają próby skontrowania podbródkiem przed broniącymi się rywalami.

W pierwszym obaleniu Dagestański Orzeł zszedł bardzo, bardzo nisko do nóg Conora McGregora – i choć i tak nadział się na kontrę kolanem, dopiął swego. Cain Velasquez, chcąc uniknąć kowadeł Kameruńczyka, może podejść do tematu podobnie.




Typowanie

To nie jest pojedynek, w którym łatwo wskazać faworyta – wbrew kursom bukmacherskim, które swego czasu na zwycięstwo Francisa Ngannou zbliżały się do oderwanego od rzeczywistości – nawet tej zakrzywionej! – 3.0.

Styl walki Caina Velasqueza to jednak koszmar dla Francisa Ngannou. Pytanie jednak nie tylko, czy Amerykanin ma jeszcze w sobie nie tyle determinacji, sportowej ambicji i innych cech mentalnych, aby wyjść do walki w dawnym stylu – ale przede wszystkim, czy jest w stanie poprzeć to atrybutami fizycznymi tj. przede wszystkim kondycją oraz odpornością.

Podkreślam jednak, że Amerykanin za swoich najlepszych lat zamordowałby dzisiejszego – nadal jednak rozwijającego się! – Kameruńczyka. Ma więc pewien zapas regresu, na jaki może sobie w niedzielę pozwolić, aby ostatecznie i tak skończyć z tarczą. Jego kondycja może być gorsza niż przed laty – ale nadal prawdopodobnie będzie lepsza od tej, jakiej na zasilanie wielkiego, muskularnego cielska potrzebuje Predator.

Scenariusz, w którym Kameruńczyk usypia Amerykanina w rundzie pierwszej – może nawet w pierwszych sekundach walki! – jest ze wszech miar realny. W pełni rozumiem takie prognozy.

Brak jednak wystarczająco mocnych przesłanek, które świadczyłyby o regresie Caina Velasqueza tak dużym, aby nie był on w stanie poradzić sobie z naprawdę nieskomplikowaną i ograniczoną – choć piekielnie niebezpieczną! – oktagonową grą Kameruńczyka. Gdyby z Travisem Browne zaprezentował się słabo – wtedy jasne, rozumiem. Tak jednak nie było. Starcie z Fabricio Werdumem było natomiast dla Caina Velasqueza koszmarem z uwagi na oktagonową grę Brazylijczyka, o czym swego czasu obszernie pisałem tutaj.

Nie wykluczam co prawda, że Cain powraca w dużej mierze dla pieniędzy, co mogłoby sugerować, że wyjdzie do walki pomimo problemów zdrowotnych, ale… Swego czasu, po porażce z Juniorem dos Santosem – zawodnikiem pod względem stylu walki wcale nie mniej skomplikowanym od Francisa Ngannou, bo obdarzonym też rewelacyjną obroną przed zapasami i solidną kondycją – zapowiedział bowiem, że więcej z poważnymi urazami do oktagonu wchodzić nie zamierza. Przebywszy w ostatnich latach poważne kontuzje, które zagroziły jego dalszej karierze, nie będzie ponownie podejmował ryzyka wychodzenia do walki bez pełnego zaufania do swojego ciała.

Nie zapominajmy też, że Cain Velasquez w 2018 roku nie próżnował, nie tylko szlifując w spokoju nowe umiejętności, ale też regularnie pomagając Danielowi Cormierowi w przygotowaniach do trzech walk, jakie stoczył w ubiegłym roku.

Innymi słowy, w pierwszej rundzie będzie gorąco. Velasquez znajdzie się w podbramkowych sytuacjach – ale przetrwa. Od drugiej rundy zacznie przejmować stery walki w swoje ręce i skończy z tarczą. Nie wykluczam, że ubije Ngannou z góry – bo to znacznie brutalniejszy i skuteczniejszy artysta GNP od Miocica – ale Kameruńczyk to kawał twardziela. Będzie decyzja.

Zwycięzca: Cain Velasquez przez decyzję

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

2 Comments

  1. Puczi

    15 lutego 2019 at 13:01

    Warto też wspomnieć, że w przygotowaniach Cainowi nie mógł w pełni pomóc kontuzjowany Cormier – cholera wie, jak będzie „dociążony”.

    • Bartłomiej Stachura

      15 lutego 2019 at 13:16

      Tak, chociaż Cain w wywiadach ściemniał, że czasami przychodził i pomagał ;) Wiem, że pod względem dociążenia Cormier dobry – ale stylowo niekoniecznie.

      Generalnie podobało mi się to, co powiedział o przygotowaniach Cain. Powiedział, że trenował z wielkimi, młodymi, silnymi gośćmi, którzy mają doskonałe zapasy. Słuszne podejście. Na stójkę Francisa i tak się nie przygotuje, więc pójście w szlifowanie obaleń przeciwko podobnym rywalom to dobra decyzja.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply