KSWPolskie MMATechnika MMA

Analizy KSW 46 – Khalidov vs. Narkun II, czyli tropem McGregora

Techniczna analiza rewanżowej walki Mameda Khalidova z Tomaszem Narkunem, do której dojdzie podczas sobotniej gali KSW 46 w Gliwicach.

W daniu głównym sobotniej gali KSW 46 w Gliwicach dojdzie do rewanżu za jedno z najlepszych starć w historii polskiego giganta – zdaniem wielu: najlepsze – w którym naprzeciwko siebie ponownie staną Tomasz Narkun i Mamed Khalidov.

Obaj spotkali się po raz pierwszy w marcu przy okazji gali KSW 42 w Łodzi. Faworyzowany Czeczen wygrał dwie pierwsze rundy, ale w trzeciej zmuszony był odklepać trójkąt, doznając w ten sposób pierwszej od ośmiu lat porażki.

Kto na papierze jest faworytem drugiej walki? Czy garnący się do rewanżu od chwili zakończenia pierwszej potyczki Khalidov wyciągnie wnioski z porażki? Jak – czy? – zmieni swoje podejście Narkun? Przeanalizujmy…

Pierwsze starcie

W sytuacjach takich jak ta – a więc gdy po kilku miesiącach dochodzi do natychmiastowego rewanżu, a naprzeciwko siebie stają dwaj doświadczeni zawodnicy, których style walki dobrze już znamy – analiza pierwszego starcia jest na wagę złota. Stanowi prawdziwą kopalnię wiedzy i wniosków, które można próbować przełożyć na rozczytanie rewanżu.

Wśród ogromnej rzeszy nadwiślańskich fanów panuje przekonanie, wedle którego porażka Mameda Khalidova w pierwszym pojedynku była jedynie wypadkiem przy pracy. Dominował – ale dał się złapać. Lucky sub.

Oczywiście – da się taką tezę uzasadnić, ale trzeba pierwej spełnić kilka warunków: przede wszystkim solidnie zakrzywić rzeczywistość i podejść z wyjątkowym poziomem ignorancji do wszystkiego, co faktycznie wydarzyło się wówczas w klatce. Na bardzo ogólnym poziomie rzeczywiście można stwierdzić, że „wygrywał i przegrał”, ale jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach. W zwycięstwie Żyrafy – rozumianym jako przebieg całej walki a nie tylko zapięcia trójkąta w ostatniej rundzie – nie było żadnego przypadku.

Szczegółowo przyjrzałem się tematowi w obszernej analizie pierwszej batalii, do której wszystkich Czytelników zainteresowanych detalami zapraszam tutaj. Tam pojedynek został omówiony akcja po akcji.

W niniejszym tekście nie będę zatem ponownie rozpisywał każdego celnego i niecelnego uderzenia obu zawodników, ale grzechem byłoby nie przypomnieć zawartych we wspomnianej analizie wniosków co do przebiegu pierwszego starcia. Mają one bowiem – tj. oczywiście: mogą mieć – kluczowe znaczenie dla przebiegu i wyniku rewanżu.

Przypomnijmy sobie zatem najważniejsze aspekty techniczne marcowego boju Tomka z Mamedem…

Szybkość Khalidova vs. zasięg Narkuna

Mamed był oczywiście zawodnikiem znacznie szybszym, co nie stanowiło żadnego zaskoczenia. I stanowić nie mogło, bo pomimo upływających lat Czeczen przewyższa szybkościowo wielu średnich – a co dopiero dużego półciężkiego, który nigdy z wielkiej dynamiki nie słynął.

Rzecz jednak w tym, że gabaryty Narkuna – rozumiane także dystans, w którym walczy – stanowiły przeciwwagę dla szybkości Khalidova, w dużym stopniu ją neutralizując. Czeczen nie jest bowiem przyzwyczajony do walk z zawodnikami, którzy z uwagi na swoje gabaryty mogą utrzymywać w klatce tak duży dystans jak Narkun. Trzymając się poza dużym zasięgiem rażenia stargardzianina, zawodnik Berkutu Arrachionu wpadał w inną pułapkę – musiał pokonać bardzo duży dystans, aby doskoczyć do rywala z ciosami. Pokonanie dużego dystansu wymaga natomiast czasu – a im dłużej trwa rzeczone skracanie dystansu, tym większa szansa, że Żyrafie wystarczy go do reakcji obronnej – w postaci uniku, podniesienia gardy czy też odejścia.

Konieczność pokonywania większego niż zazwyczaj dystansu prowadziła też do innego problemu…

Kondycja Czeczena

Mamed walczy przede wszystkim w krótkich zrywach – tj. ostrych szarżach, którymi stara się ustrzelić rywali, najczęściej sam inicjując wymiany. Nie walczy metodycznie, nieustannie ostrzeliwując oponentów uderzeniami o zróżnicowanej mocy – zamiast tego czai się na krótkie, ale dynamiczne – a zatem pochłaniające sporo energii – natarcia.

Mierząc się natomiast z rywalem o charakterystyce Narkuna – czyli górującego nad nim pod względem warunków fizycznych – Czeczen zmuszony był wkładać w swoje krótkie szarże jeszcze więcej dynamiki – bo i dystans do pokonania był większy niż zwykle. Ba, mając na uwadze, że dosięgnięcie Żyrafy ciosami było skomplikowane, trzeba było do maksimum wykorzystać każdą próbę, a to przekładało się na bite z pełną mocą uderzenia. A te oczywiście drenowały kondycję czeczeńskiego zawodnika.

Nie one jedyne…

Frontale Narkuna

Poza ciosami prostymi – o nich za chwilę – frontalne kopnięcia na korpus w wykonaniu stargardzianina stanowiły jego największą i najważniejszą broń. Żyrafa potrafi je wyprowadzać z obu nóg, będąc przy tym bardzo precyzyjnym. Na przestrzeni nieco ponad dwóch rund trafił Khalidova łącznie jedenastoma tego rodzaju smagającymi kopnięciami na schaby, co nie mogło pozostać bez wpływu na nigdy niezachwycający pojemnością bak z paliwem Czeczena.


Co warte podkreślenia, wyprowadzając rzeczone kopnięcia, Tomasz potrafi wykorzystywać pełen zasięg nóg – a to piekielnie utrudnia próbę kontry tego rodzaju frontali. Khalidov nawet takowych zresztą nie podejmował, bo i – co istotne – nigdy nie był on typem kontruderzacza.

Na tym nie koniec – cardio Mameda cierpiało też z uwagi na inne elementy…

Presja Narkuna

Przez większość walki to Narkun – pomimo czujności w defensywie po dwóch knockdownach na początku starcia – był zawodnikiem, który poruszał się do przodu, swoim zresztą zwyczajem. Mamed pracuje oczywiście świetnie na nogach, ale walka pod presją, ze wstecznego kosztuje więcej energii niż poruszania się w naturalnym dla człowieka kierunku tj. do przodu – przynajmniej jeśli nie nazywasz się Lyoto Machida

Dwa ostatnie aspekty, które trzeba przytoczyć w kontekście spadającego z każdą minutą paska z energią Khalidova to…

Ekwilibrystyczne techniki Mameda i kontry Narkuna na kopnięcia

Nie jest żadną tajemnicą, że wyprowadzanie wszelkiego rodzaju obrotówek pochłania sporo energii. Khalidovowi nie przynosiły one sukcesów, ale drenowały jego zasoby kondycyjne.

Wreszcie, taktyka mistrza wagi półciężkiej polegająca na kontrowaniu każdego niemal kopnięcia – mniej lub bardziej ekwilibrystycznego – Khalidova powodowała, że Czeczen tracił siły nie tylko na samo wyprowadzanie rzeczonego kopnięcie, ale też – a może przede wszystkim? – na ucieczkę po wyprowadzeniu tejże techniki nożnej. Wszystko z powodu Narkuna, który na każdą tego rodzaju próbę rozpuszczał ręce, idąc z kontrą.



Powyżej trzy przykłady prawic Tomka w odpowiedzi na kopnięcia Mameda.

Poprawki dokonane przez Narkuna

Początek walki należał zdecydowanie do zawodnika z Olsztyna – stargardzianin nie spodziewał się, że rywal będzie aż tak szybki, co doskonale pokazał pierwszy knockdown. Od tego jednak czasu Narkun zdecydowanie poprawił defensywę – i nawet przy drugim knockdownie zdołał zamortyzować uderzenie.

O ile bowiem na samym początku walki mógł mieć wrażenie, że zajedzie Khalidova presją, to niemal całą pierwszą rundę – po knockdownach! – przewalczył z mocnym nastawieniem na obronę. Nie wpadał już w półdystans, na każdy przyruch Khalidova reagował odchyleniem się, cofnięciem, uniesieniem gardy czy wyprostowaniem rąk.

W drugiej rundzie Mamed stracił na dynamice – a Tomek zaczął powoli się otwierać i rozkręcać. Przy atakach Khalidova nie tylko pozostawał uważny w defensywie, ale też zaczął odgryzać się rywalowi kontrami, coraz częściej inicjując też własne ataki.


Druga runda. Khalidov rusza z lewym rozbijającym gardę pod prawego, tym razem na korpus. Narkun – oswoiwszy się już ze stylem rywala – cofa się, zgina w pół, ale zostawia lewicą, udanie kontrując.

Powyżej bliźniaczo podobna akcja – Mamed znów szuka schabów stargardzianina, ale ten ponownie wykorzystuje swoje doskonałe warunki fizyczne, karcąc nacierającego przeciwnika lewym na głowę.


Tym razem Khalidov rusza z bezpośrednim prawym prostym, ale Narkun zachowuje czujność, odchyla się, unikając ciosu – i odpowiada długim lewym.

Sprawę ułatwił też polskiemu zawodnikowi sam olsztynianin…

Powtarzalność Khalidova

Przez całą niemal walkę czeczeński zawodnik odwoływał się nagminnie do dwóch technik – kombinacji lewego z prawym, tj. lewego rzucanego dla zmyłki, ewentualnie rozbijającego gardę, z krosem bądź ciasnym sierpem, oraz w późniejszym etapie walki – bezpośredniego lewego sierpowego.

Pierwszą z tych technik – kombinacją lewego i prawego, którą wielokrotnie zaprzęga do działania w każdej walce – Mamed posłał nawet na deski Tomka w pierwszej rundzie, ale potem nie notował już takich sukcesów w jej wykorzystaniu. Ba, tenże markowany lub rozbijający gardę lewy nawet ułatwiał Żyrafie reakcję, stanowiąc sygnał ostrzegawczy informujący, że zaraz pójdzie prawica! Gdy więc Khalidov ruszał z lewym, Narkun był już gotowy na prawego.

Powyżej ulubiona od lat technika Mameda Khalidova – lewy rozbijający gardę/służący za zmyłkę z prawym na szczękę. W starciu z reprezentantem Berserkerów nadużywał jednak tej techniki po tym, jak posłał nią rywala na deski.

W drugiej rundzie Czeczen spróbował zaskoczyć Polaka inaczej – bezpośrednim lewym sierpowym. I próbował wielokrotnie, ale nie miał już wystarczająco dużo dynamiki, aby z pierwszym ciosem skrócić tak duży dystans, z jakiego wojuje Berserker. Ba, to właśnie nieudany bezpośredni lewy sierpowy na początku trzeciej rundy okazał się początkiem końca czeczeńskiego zawodnika.



W drugiej odsłonie Khalidov kombinację lewego z prawym zastąpił bezpośrednim lewym sierpem, którym co i rusz próbował dosięgnąć Narkuna – bez powodzenia i, jak się okazało, na swoją zgubę.

Wbrew bowiem temu, co mówił po walce, na siatkę Czeczen cofnął się w trzeciej rundzie nie dlatego, że chciał dać się wystrzelać rywalowi – bądźmy poważni! – ale dlatego, że zainkasował soczystą kontrę na wspomnianego lewego sierpa, będąc zmuszonym do salwowania się ucieczką.

Powyżej kluczowa w całej walce akcja. Po tym, jak całą drugą rundę Khalidov spędził na poszukiwaniu bezpośredniego lewego sierpowego, Narkun był już na tę technikę gotowy. Czeczen atakuje powyżej lewym sierpem i cios dochodzi nad prawą ręką Tomka. Ten jednak w międzyczasie skręca się lekko do prawej i odpala własnego lewego sierpa. Prawica Khalidova jest zbyt nisko i…

Lewy sierpowy Narkuna dosięga szczęki Khalidova. To jednak nie wszystko, bo Żyrafa odpala też prawicę! Z powtórki trudno orzec, czy dosięgnęła ona czubka nosa Khalidova, ale absolutnie wykluczyć tego nie sposób. Przez milisekundę widać następnie, jak Mamed traci kontrolę nad błędnikiem i włącza ostry wsteczny.

Innymi słowy, przyzwyczajony od wielu lat do wykorzystywania tylko kilku technik – które z nawiązką wystarczały do wygrywania walk – Khalidov w płaszczyźnie bokserskiej nie namalował przed Narkunem wielu obrazów. Regularnie próbował dwóch technik.

Absolutnie nie znaczy to oczywiście, że Czeczen nie notował w pierwszej walce żadnych sukcesów. Nic z tych rzeczy!

Knockdowny i lowkingi

O knockdownach już wspominałem – nie były one ciężkie, bo przy obu Narkun zdołał podeprzeć się rękami, ale przewaga szybkościowa Khalidova na początku stanowiła zaskoczenie nawet dla stargardzianina. Czeczen świetnie zresztą ustawił go sobie pod ciosy na głowę, wcześniej dwa razy próbując dosięgnąć go krosem na korpus.

W drugiej natomiast rundzie Mamed najwięcej sukcesów zanotował w obszarze bitych na wysokości łydki lowkingów. W pewnej chwili wydawało się nawet, że przesądzą one o walce, bo w poczynania próbującego się przed nimi bronić Żyrafy wdało się sporo chaosu – by nie rzec: paniki.


Podsumowanie pierwszej walki

Nie było przypadku. O rezultacie walki zadecydował ciąg sprzężonych ze sobą zdarzeń. Khalidov rozpoczął walkę z wysokiego C, ale z każdą minutą jego przewaga – wynikająca z aspektów techniczno-szybkościowych oraz dużej mobilności – topniała. Wszystko to oczywiście z powodu zmniejszającego się z każdą minutą paska energii Czeczena, na co kluczowy wpływ miały następujące czynniki (za pierwszą analizą):

  • próby urwania Narkunowi głowy, pełna moc w każdym niemal uderzeniu
  • niskie kopnięcia Tomka
  • frontale na korpus autorstwa Narkuna
  • ciągła presja ze strony Berserkera
  • przedzieranie się przez długie kończyny stargardzianina
  • ekwilibrystyczne techniki drenujące energię – głównie obrotówki
  • walka na wstecznym przez większość pojedynku
  • ucieczka po próbach kopnięć spowodowana kontrami Narkuna

Innymi słowy, „Narkun przetrwał wszystko, co Khalidov miał do zaoferowania, poczynił poprawki, rozkręcił się i zajechał Czeczena.”

Już po pierwszej rundzie marcowej batalii – wyraźnie przegranej przez Żyrafę, który wylądował przecież dwa razy na deskach! – nie ulegało wątpliwości, kto lepiej znosi walkę kondycyjnie. Dlatego wówczas pozwoliłem sobie umieścić poniższy wpis na Twitterze.

Styl Mameda nigdy nie opierał się na osadzaniu nóg i wymianie bomb w półdystansie. Cechowała go zawsze lotność, taktyka polegająca na wykorzystywaniu niebywałej dynamiki, doskok-atak-odskok. W trzeciej rundzie walki z Żyrafą nie miał już na to sił – dlatego został zamknięty na siatce (nie zszedł do boku), wdając się potem w niezwyczajną dla siebie wojnę z rywalem, by następnie poszukać odpoczynku w parterze.

Ba, już w drugiej rundzie ciosy stargardzianina zaczęły dochodzić celu coraz częściej z uwagi na mniejszą mobilność i szybkość reprezentanta Berkutu Arrachionu Olsztyn, a także pewność siebie, jakiej z minuty na minutę nabierał rozkręcający się Żyrafa.

Mamed jak Conor, Tomek jak Nate

W skrócie omówiliśmy zatem pierwszy pojedynek. Wnioski jak najbardziej wykorzystamy do próby przewidzenia rezultatu rewanżu, ale… Przyjrzymy się jeszcze jednemu pojedynkowi – a w zasadzie dwóm. Chodzi mianowicie o kultowe już boje… Conora McGregora z Natem Diazem!

Rzecz bowiem w tym, że dublińsko-stocktońska rywalizacja ma mnóstwo punktów wspólnych z rywalizacją Khalidova z Narkunem. I w tym kontekście analiza obu walk Irlandczyka z Amerykaninem może odpowiedzieć nam na kilka piekielnie istotnych pytań odnośnie rewanżu Polaka z Czeczenem.

Jak zawsze, Czytelników zainteresowanych szczegółami, zapraszam do poświęconych tematowi analiz – pierwszej walki Conora z Natem oraz rewanżu i poprawek, jakie Irlandczyk wprowadził w drugiej potyczce.

Przyjrzyjmy się pokrótce podobieństwom między pierwszymi starciami McGregora z Diazem i Khalidova z Narkunem.

Gabaryty rywali

Khalidov i McGregor mierzyli się z rywalami, którzy górowali nad nimi pod względem warunków fizycznych. Skracanie dystansu w starciach przeciwko wysokim oponentom z dużym zasięgiem ramion jest znacznie bardziej skomplikowane – i pochłania więcej energii.

Odporność Diaza i Narkuna

Amerykanin i Polak potrafią przyjąć. Skruszenie ich szczęki jest piekielnie trudne. Ani McGregor, ani Khalidov nie byli przyzwyczajeni do wojowania z rywalami, na których ich bomby nie robiły większego wrażenia.

Nastawienie na nokaut

W pierwszej walce McGregor i Khalidov próbowali jednak ustrzelić Diaza i Narkuna. Nie docenili ich odporności, przecenili natomiast moc w swoich pięściach. W rezultacie wiele uderzeń wyprowadzali z pełną mocą, drenując w ten sposób swoją kondycję.

Aspekty kondycyjne

Irlandczyk i Czeczen stawili czoła rywalom, którzy rozkręcają się z rundy na rundę, zdecydowanie górują nad nimi kondycyjnie. Jeśli nie ustrzelisz ich w pierwszej rundzie – o co niezwykle trudno z uwagi na wspomnianą odporność Diaza i Narkuna – musisz zachować siły na kolejne odsłony. McGregor i Khalidov spróbowali rozstrzygnąć walkę w pierwszych pięciu minutach – bez powodzenia. Potem za to zapłacili.

Wyższość techniczna i szybkościowa

McGregor i Khalidov zdecydowanie górowali nad Diazem i Narkunem w aspektach szybkościowych oraz technicznych. Gdy jednak ich kondycja słabła – a wraz z nią szybkość, czas reakcji, praca na nogach – świetnie dysponowani wydolnościowo Amerykanin i Polak zaczęli przejmować stery walki w swoje ręce.

Parter

McGregor nie chciał zejść z Diazem do parteru, Khalidov z Narkunem. Dla Irlandczyka i Czeczena kluczem do zwycięstwa było utrzymanie walki na nogach i wykorzystanie swoich stójkowych umiejętności.

Umiłowanie do obrotówek i drenujących energię technik

Conor i Mamed podeszli do rywali bez respektu. Sukcesy na początku walki – zdzielili oponentów solidnymi razami – rozzuchwaliły ich. Zaczęli korzystać z pochłaniających sporo energii technik obrotowych, które nie przynosiły żadnych korzyści. Irlandczyk po walce przyznał nawet, że niepotrzebnie tracił siły na tego rodzaju ataki.

Zbyt ciężcy

Notorious po porażce z Diazem stwierdził, że rozpasł się, za dużo jadł, nie był sobą. Jego trener John Kavanagh ocenił, że brak ścinania wagi był dużym błędem – bo tradycyjny proces prowadzący do walki został zaburzony. Podkreślał, że ścinanie wagi jednak wyostrza zmysły, rodzi w zawodniku ogień, stanowi pewnego rodzaju przygotowanie do wojny. Cierpienie, przez które trzeba przejść, aby dobrać się rywalowi do skóry.

Khalidov o ścinaniu wagi nie mówił, ale stwierdził, że wniósł do klatki za dużo kilogramów, co w zasadzie oznacza dokładnie to samo. Nie był wystarczająco szybki. Zamierza to zmienić w rewanżu.

Obrona przed lowkingami

Nate Diaz lowkingów bronić nie potrafił, nie potrafi i prawdopodobnie nigdy potrafił nie będzie. Taki już urok stocktońskich braci Diazów, co ten starszy swego czasu zresztą wyjaśniał, opowiadając o lowkingach.

Jeśli zaś chodzi o Tomasza Narkuna… U stargardzianina o tak wielkiej pogardzie do blokowania lowknigów jak w przypadku braci Diaz mowy być nie może, ale… Żyrafa miał poważne problemy z bronieniem tych wyprowadzanych przez Khalidova w pierwszej walce. Jego gabaryty, masa i brak pewnego rodzaju lotności na nogach nie ułatwiają mu oczywiście zadania. W drugiej rundzie był nawet fragment, w którym w poczynania ostrzeliwanego lowkingami Berserkera wdało się sporo chaosu.

Ciągła presja

Conor i Mamed mierzyli się nie tylko z rywalami, którzy są więksi i piekielnie odporni, ale też walczą w stylu in your face mothermother – szczególnie, gdy się rozkręcą. Nie dają ci czasu, przestrzeni, są aktywni, napierają, nie zniechęcają się przyjmowanymi uderzeniami.

Oddajmy zresztą głos Georgesowi Saint-Pierre’owi, który swego czasu takimi słowami opisał starcie z Nickiem Diazem.

Ciągle na ciebie idzie, cały czas, do przodu. Potrafi przyjąć cios i dalej napierać. Ciągle do przodu. Pamiętam, że to był straszne, gdy z nim walczyłem, bo gość ciągle szedł do przodu. Powoduje, że czujesz się tam klaustrofobicznie, bo ciągle idzie do przodu. Jest szczególnie niebezpieczny w późniejszy rundach – po trzeciej czy czwartej. Nigdy się nie męczy, a dla ciebie jest to wycieńczające – także nerwowo, mentalnie. Niekoniecznie fizycznie – chodzi o system nerwowy. Idzie na ciebie, ciągle do przodu, markuje…

Tomasz Narkun walczy podobnie. Naciera. Metodycznie. Zbiera, co ma zebrać, ale nie daje ci miejsca i czasu, obciążając maksymalnie twój procesor.

Mentalne nastawienie

Diaz i Narkun to twardzi skurwiele. Nie tylko fizycznie, ale też właśnie mentalnie. Inkasując bombę za bombą od Rafaela dos Anjosa, Nate Diaz nie przestawał go rugać i ostrzeliwać stocktońskimi liśćmi. Gdy Tomasz Narkun wylądował na deskach w walce z Mamedem Khalidovem, od razu przeszedł do wyjaśniania Czeczenowi, że nic się nie stało, następnie ostentacyjnie zapraszając go do parteru.

Walka z rywalami, których złamanie jest piekielnie trudne – by nie rzec: niemożliwe – jest zawsze skomplikowana.

Między Mamedem Khalidovem i Conorem McGregorem oraz Tomaszem Narkunem i Natem Diazem istnieją też oczywiście pewne różnice – niemałe! – ale do nich wrócę w dalszej części analizy. Teraz natomiast spróbujmy wcielić się w sztaby trenerskie obu zawodników, szukając ich drogi do zwycięstwa w rewanżu.

Khalidov vs. Narkun II

Jakich zatem zmian dokonać może Mamed Khalidov, aby rewanż wygrać? Co poprawić może Tomasz Narkun, aby zapewnić sobie kolejną wiktorię?

Jeśli chodzi o osobę Czeczena, to, kontynuując poprzedni wątek… trzeba oczywiście rzucić okiem na to, jak swoją grę w rewanżu dostosował pod Nate’a Diaza Conor McGregor! Z uwagi na stylistyczne różnice między Mamedem i Conorem oraz Tomkiem i Natem nie da się oczywiście niczego przełożyć w identyczny sposób – ale pewne założenia taktyczne, z jakimi do drugiej potyczki ze stocktończykiem podszedł dublińczyk, będą miały pełne uzasadnienie także i w podejściu Czeczena do sobotniego boju.

Otóż, grze Mameda Khalidova w Gliwicach przyświecać musi kilka absolutnie kluczowych założeń taktycznych – i nie ukrywam, że jestem niemal pewien, że zadbał o to duet trenerski Paweł Derlacz i Szymon Bońkowski.

Efektywne zarządzanie kondycją

Nie jest żadnym sekretem, że przewaga kondycyjna należeć będzie do Tomasza Narkuna. Trzeba zatem zadbać o to, aby zneutralizować ją na tyle, na ile jest to możliwe. Można tego dokonać na kilka sposobów.

Cierpliwość

„Nie skończysz go. Nie podpalaj się, gdy wyląduje na deskach. Powstrzymaj strzał adrenaliny. Cierpliwości” – tak zapewne John Kavanagh instruował Conora McGregora przed rewanżem z Natem Diazem. Rezultat? O ile w pierwszej walce po udanym ciosie Notorious ruszał z furią na rywala, szukając rozstrzygających bomb, to w rewanżu posławszy stocktończyka na deski aż trzykrotnie, zachował całkowity spokój.

W sobotę w Gliwicach spodziewam się identycznego podejścia ze strony Khalidova. Będzie mentalnie przygotowany na to, że posłanie Narkuna na deski jeszcze niczego nie przesądza.

Precyzja zamiast mocy

Khalidov jest szybszy od Narkuna, McGregor od Diaza. Nie ma żadnej potrzeby, aby swoją przewagę szybkościową niwelować wkładaniem pełnej mocy w uderzenia, bo to nie służy ich szybkości – a ubicie tytanoszczękich Narkuna i Diaza i tak będzie trudno. Co najważniejsze jednak, wyprowadzanie bomb to najkrótsza droga do szybkiego opróżnienia baku z paliwem.

W pierwszej potyczce z Diazem McGregor poszukiwał nokautu za wszelką cenę – próbując dosięgać rywala, wpadał w półdystans, tracił równowagę, inkasował stocktońskie liście w kontrze. Natomiast w rewanżu Irlandczyk kiwkami wymuszał na Diazie reakcje, następnie szukając kontr – i zachowując swoją pozycję.

W pierwszym starciu z Diazem McGregor atakował jak furiat, rozpuszczając lewicę, wpadając w Amerykanina i inkasując raz za razem liście z prawej.

Notorious nie był cierpliwy – każdą niemal lewicę rzucał z morderczymi intencjami, często jednak pudłując z uwagi na zasięg Diaza – vide pierwsza akcja. Regularnie wpadał też w półdystans, klincz po atakach, ułatwiając zadanie stocktończykowi – vide drugi przykład.

W rewanżu Irlandczyk trzymał pozycję, nie wpadał w rywala. Zwracam uwagę na lewą nogę, która po ciosie zostaje na miejscu. W pierwszej walce odrywał ją, szedł za ciosem, wpadał w klincz albo zbierał liścia w kontrze. Teraz trzymał balans.

Również i Mamed Khalidov w pierwszej potyczce dawał się ponosić bojowemu nastawieniu, szukając szczęki Tomasza Narkuna, próbując z impetem dopaść go z ciosami, wpadając w niego, poświęcając na to cenne zasoby kondycyjne.

W rewanżu spodziewam się zatem zdecydowanie bardziej wyrachowanej i ukierunkowanej na efektywność postawy Mameda. A to oznacza też…

Koniec z obrotówkami

Irlandczyk w drugim starciu z Amerykaninem nie wyprowadził żadnej obrotówki, podczas gdy w pierwszym spamował nimi, nie notując żadnych sukcesów – a jedynie drenując swoją kondycję.

Kiedy Mamed ostatnio zaskoczył rywala obrotówką? No właśnie… Nie ma sensu. Szkoda energii. Obrotówek nie będzie.

Za to wypadałoby, aby spróbował smagających kopnięć na korpus, bo potrafi z nich doskonale korzystać, a akurat na konfrontację z Narkunem nadałyby się idealnie – także dlatego, że są piekielnie trudne do przechwycenia.

Kiwki

Przewaga szybkościowa McGregora i Khalidova daje im mnogość opcji w wykorzystaniu wszelkiego rodzaju kiwek, przyruchów, markowania ataków. Wymusiwszy na wolniejszych rywalach reakcję, mogą zaatakować w drugie tempo, za cel obierając sobie niechroniony wówczas fragment ciała. Tak w rewanżu czynił Irlandczyk, tego spodziewam się po Czeczenie.

Rewanż. McGregor podchodzi blisko, doskakuje, markując prawy prosty – Diaz przyjmuje pozycję obronną…

…by następnie w swoim stylu odchylić się i ruszyć z kontrującym liściem/sierpem. Tym razem jednak – odwrotnie do pierwszej walki – McGregora zostaje na pozycji.

Tego rodzaju próby wyprowadzania Diaza w pole kiwkami McGregor podejmował w rewanżu regularnie. Przyjrzyjmy się jeszcze jednej.

Conor wywiera presję, ma Diaza blisko siatki. Markuje atak – Diaz reaguje – unosi okopywaną regularnie nogę i podnosi gardę. Jak widać na drugim obrazku, znajduje się w pozycji defensywnej, z której nie jest w stanie wyprowadzić żadnej ofensywy. McGregor nie atakuje jednak, czeka na drugie tempo.

I w końcu jest atak – Irlandczyk, mając unieruchomionego rywala, atakuje krótką kombinacją prawego i lewego. Oczywiście nie wpada w Diaza – zostaje na swojej pozycji. Sieje zamęt w głowie rywala.

Będę szczerze zdziwiony, jeśli tego rodzaju kiwek, ataków w drugie tempo w rewanżu z Tomaszem Narkunem nie spróbuje podczas KSW 46 Mamed Khalidov.

Urozmaicenie arsenału

Były mistrz wagi średniej nigdy nie był zawodnikiem, który lubował się w korzystaniu z lewego prostego. Pora to zmienić i dostosować swoją grę pod rywala. To najszybszy cios, jaki może zadać. Jeśli naprawdę może polować na długiego krosa – a robił to w pierwszej walce notorycznie! – to skuteczniejszą metodą powinien być szybki lewy prosty.

Nie może wiecznie polegać na dwóch technikach, którymi spamował w pierwszej potyczce – czyli swojej firmowej kombinacji lewego rozbijającego gardę z krosem oraz bezpośredniego lewego sierpa. Lewy prosty jest szybszy i może wyrządzić więcej obrażeń, na przykład rozbijając Narkunowi nos. A przypominam – nie chodzi o ustrzelenie Żyrafy, bo to niebywale trudna sztuka.

Lowkingi

Conor McGregor nigdy nie był fanem lowkingów, a po zwycięskim rewanżu stwierdził nawet, że nigdy więcej ich kopać nie zamierza – bo nie lubi, bo bolą. A jednak na te 25 minut dostosował się, wykorzystał oczywistą piętę achillesową Diaza.

W drugiej walce Irlandczyk regularnie gnębił amerykańskiego rywala lowkingami – wcześniej dzięki świetnej pracy na nogach uzyskując dominującą boczną pozycję, w której był względnie bezpieczny przed potencjalnymi kontrami.

Jak wspominałem, u Tomasza Narkuna obrona przed lowkingami nie kuleje tak bardzo jak u stocktończyka, ale w pierwszej potyczce Mamed Khalidov notował w tym obszarze sporo sukcesów. Myślę, że w rewanżu zintensyfikuje wykorzystanie tej broni.

Garda

Podniesienie rąk będzie akurat piekielnie trudne u zawodnika takiego jak Mamed Khalidov, który całe niemal życie przewalczył, obronę opierając na pracy na nogach i balansie, ale… Podobnie było z Andersonem Silvą – a jednak do rewanżu z Chrisem Weidmanem i starcia z Nickiem Diazem wyszedł z rękami przy głowie. Schował dumę do kieszeni, dostosował się.

O ile na początku walki, gdy Czeczen będzie miał jeszcze dużo sił, prawdopodobnie praca na nogach i uniki, odchylenia powinny stanowić skuteczną defensywę, to z czasem, gdy zacznie dopadać go zmęczenie, nie będzie już tak zrywny, nogi staną się ociężałe – warto unieść ręce. Ryzyko zainkasowania bomby, która w trzeciej rundzie pierwszej walki zagnała go na siatkę, spadnie.

Obalenia

Nie. Nie oszalałem. Obalenia w końcówkach rund mogą okazać się kluczowe, jeśli runda będzie wyrównana. Narkun nie jest zawodnikiem, który słynie ze stawiania oporu w momencie, gdy ktokolwiek próbuje przenosić walkę do parteru – i choć jest niebywale niebezpieczny z pleców, to przecież Khalidov ułomkiem parterowym nie jest i posiada umiejętności, aby przetrwać w jego gardzie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt sekund – a może i dłużej?

Jak natomiast sytuacja przedstawia się po stronie Tomasza Narkuna? Co może zmienić, poprawić?

Otóż, w myśl powiedzeń, że lepsze jest wrogiem dobrego czy zwycięskiego składu się nie zmienia, przyjąć można, że w jego grze żadne większe zmiany nie są potrzebne, ale… Nie zapominajmy, że stargardzianin przegrał dwie pierwsze rundy i skończenie w trzeciej było dla niego warunkiem zwycięstwa. Nie mam wątpliwości, że w rewanżu nie chciałby doprowadzić do podobnej sytuacji – czyli przegrać dwóch pierwszych odsłon.

Presja

Przewaga szybkościowa Khalidova w rundzie pierwszej będzie wyraźna. O jej wygranie Narkunowi będzie piekielnie trudno. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że Czeczen jest najgroźniejszy na początku walki, co potwierdzają statystyki – z 14 ostatnich zwycięstw aż 10 odnosił w pierwszej rundzie.

Spodziewam się zatem, że przegrana pierwsza runda jest wkalkulowana w plan na walkę mistrza wagi półciężkiej. Jego celem w pierwszych pięciu minutach będzie zatem nie tyle ustrzelenie czy poddanie Mameda – bo to stanowić będzie gargantuiczne wyzwanie – ale zmuszenie go do pracy, do wykorzystania energii. Można tego dokonać oczywiście właśnie poprzez wywieranie presji. O ile w przypadku McGregora jest to bardzo ryzykowne na początku walki, bo Irlandczyk to wyborny kontruderzacz, to Czeczen nie jest typem zawodnika, który przepuszcza ciosy i odpowiada własnymi. Nic z tych rzeczy. Mamed potrzebuje czasu i przestrzeni – odbierając mu je, pozbawia się go tlenu.

Powyżej bardzo rzadkie akcje w wykonaniu Czeczena, gdy zdobywszy dominującą pozycję, bezpośrednim prawym prostym próbuje ustrzelić zmierzających na niego rywali.

Warto jednak pamiętać, że dokładnie w ten sposób w pierwszej walce posłał po raz pierwszy Narkuna na deski – wobec czego stargardzianin i tak będzie musiał mieć się na baczności.

Klincz

Byłem szczerze zaskoczony, że w pierwszej potyczce Narkun tak długi toczył kickbokserski bój z Khalidovem. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dopadnięcie mobilnego Czeczena w klinczu to arcytrudne zadanie, ale właśnie w tej płaszczyźnie można skutecznie wykorzystać przewagę siłową Polaka, co odbije się na wydolności Mameda. Obawa Khalidova przed sprowadzeniem – nie oszukujmy się, w środku rundy nie będzie za nic w świecie chciał wylądować w parterze – powinna stanowić dla Żyrafy sposobność do rozpuszczenie krótkich ciosów, kolan i łokci w klinczu.

Kopnięcia frontalne i lowkingi

Jak wspominałem, Żyrafa doskonale kopie frontale z obu nóg – a Mamed w pierwszej walce nie spróbował skontrować ani jednego! Czy dlatego, że po prostu nie jest typem kontruderzacza, czy może chodzi bardziej o duży dystans, z jakiego wyprowadzał je Tomek, wykorzystując cały zasięg nóg – bez znaczenia. Kopnięcia frontalne zmuszały Czeczena do cofania się, a gdy dochodziły, drenowały jego cardio.

Stargardzianin notował też pewne sukcesy w obszarze lowkingów – i nie będę zdziwiony, jeśli odwoła się do nich ponownie, ale ze wzmożoną intensywnością. Już lata temu Mauricio Shogun Rua w konfrontacji z Lyoto Machidą pokazał, jak radzić sobie z szybkonogimi rywalami, gnębiąc Smoka metodycznie lowkingami.

Lewy prosty

Conor McGregor to wybitny specjalista od kontrowania jabów. Mamed Khalidov – nie. Gdy Tomasz Narkun nabrał w drugiej rundzie więcej werwy, jego długi lewy, często podwójny, działał całkiem nieźle.


Na czterech powyższych zdjęciach widzimy podwójnego lewego prostego w wykonaniu Narkuna. Khalidov unika pierwszego ciosu, cofając odrobinę głowę, ale przed kolejnym – z doskokiem – już nie jest w stanie się ustrzec, inkasując go na szczękę.

Aktywna lewa ręka stargardzianina może stanowić istotny element rozbijający ofensywne zapędy Khalidova w rewanżu.

Mentalność

Nie jest żadną tajemnicą, że „w walce 90% zależy od nastawienia mentalnego, a pozostałe 10% od głowy” i w tym kontekście podejście obu zawodników do rewanżu może okazać się kluczowe.

Kto może mieć w tym obszarze przewagę? Trudno rzec. Jednym z elementów, który stanowi o sukcesach Tomasza Narkuna, jest właśnie zbójeckie nastawienie mentalne – czyli ogromna pewność siebie, zdolność do utrzymywania jej na wysokim poziomie nawet w niekomfortowych sytuacjach. Jestem przekonany, że w rewanżu tejże pewności siebie mu nie zabraknie po wiktorii w pierwszym boju. A i o motywację martwić się raczej nie musi, bo zdaje sobie sprawę, że w pierwszej potyczce przegrał dwie pierwsze odsłony.

Z drugiej zaś strony, wierzę Mamedowi Khalidovowi, gdy twierdzi, że odzyskał ogień. Wierzę mu, gdy mówi, że dał z siebie absolutnie wszystko podczas obozu przygotowawczego przed rewanżem – znacznie więcej niż przed pierwszą walką, w której – zaryzykuję – nieco zlekceważył Tomasza Narkuna, jak i Conor McGregor zlekceważył Nate’a Diaza. Nie mam też wątpliwości, że Khalidov zdaje sobie sprawę, że pewne poprawki taktyczne mogą zagwarantować mu zwycięstwo. Wyjdzie więc do walki pełen pasji i wiary w zwycięstwo.

Innymi słowy – podchodzę z dużym dystansem do tez, wedle których bezczelna pewność siebie Narkuna albo rozpalony na nowo ogień w Khalidovie zapewnią zwycięstwo jednemu lub drugiemu. Żadnemu z nich w obszarze mentalnym niczego nie brakuje.

Typowanie

Mając wszystko to na uwadze, kogo faworyzuję w rewanżu? Otóż… Sprawa jest skomplikowana. Na pohybel wysyłam od razu wyznawców jednego i drugiego zawodnika, którzy nie mają żadnych wątpliwości, że ich bożyszcze wygra. Istnieje bowiem szereg argumentów przemawiających za jednym i drugim – i wyraźne faworyzowanie jednego z nich możliwe jest wyłącznie wówczas, gdy przymknie się oko – tj. zignoruje – elementy przemawiające za tym drugim.

Przed pierwszym starciem McGregora z Diazem stawiałem na Irlandczyka. Pomimo wyniku walki przed rewanżem również typowałem zwycięstwo Notoriousa. Przed konfrontacją Khalidova z Narkunem faworyzowałem tego pierwszego. Skoro zatem między rywalizacjami irlandzko-amerykańską i polsko-czeczeńską jest tak wiele punktów wspólnych, powinienem postawić na Mameda, ale…

Istnieją pewne różnice między Khalidovem i McGregorem, które czynią zadania stojące w sobotę przed Czeczenem trudniejszym niż to, jakiemu w rewanżu z Diazem stawić musiał czoła Irlandczyk. Już o tym wspominałem, ale przypomnę – Notorious to wyborny kontruderzacz. Diaz jest agresorem. Irlandczykowi stylowo pasuje rywal, który idzie do przodu i – najważniejsze – inicjuje wymiany! Daje mu to bowiem okazje do kontr.

Khalidov nie jest natomiast counterpuncherem. Nic z tych rzeczy! Gdy ruszasz na niego, odbierasz mu przestrzeń, obierasz mu czas niezbędny na to, aby sam zainicjował atak – co lubi najbardziej. Owszem, raz na ruski rok zdarzy mu się wyprowadzenie jakiejś kontry, ale to po prostu nie jego styl. 38-letni, w pełni ukształtowany zawodnik, który nigdy nie brylował w walce z kontry, w kilka miesięcy nie zmieni się w przepuszczającego na odchyleniu ciosy rywala wirtuoza, który następnie karci go kombinacją. A w starciu z metodycznie nacierającym, dużym i odpornym rywalem o świetnej kondycji – czyli Tomaszem Narkunem – stanowi to problem. Duży problem.

To jednak nie wszystko, bo wiek i doświadczenie Czeczena stanowić mogą też o innym problemie – niezdolności do dostosowania się do nowych wymagań, jakie stawia przed nim Żyrafa. Conor McGregor potrafi zmienić styl z walki na walkę – czasami wychodzi agresywnie, inicjując ataki (Dennis Siver), czasami agresywnie, zmuszając rywali do ataków, które kontruje (cała kariera w Cage Warriors), czasami w karateckim stylu odskakuje i doskakuje, siejąc spustoszenie w głowie rywala (Jose Aldo), czasami jest wyrachowany jak sam skurczybyk (Eddie Alvarez), a czasami odwołuje się do technik, z jakich nie korzystał nigdy wcześniej (rewanż z Natem Diazem). Styl Czeczena pozostaje natomiast niezmienny od lat – bo też dlaczego miałby go zmieniać, skoro rąbał każdego niemal rywala w pierwszej rundzie? Nie było potrzeby. Teraz natomiast potrzeba jest – czy stary pies nauczy się nowych sztuczek?

38 lat na karku Khalidova każe postawić też inne pytanie – czy na tym etapie swojej kariery jest on w stanie poprawić kondycję? Nie zapominajmy, że właśnie na poprawie tego elementu całe przygotowania do rewanżu z Natem Diazem oparł Conor McGregor, tworząc słynny już program McGregor FAST, którym następnie handlował.

Warto pamiętać też, co ostatecznie okazało się kluczem dla Irlandczyka do pokonania Amerykanina – otóż, było to smagające kopnięcie na wątrobę, które pozwoliło mu wygrać czwartą rundę. Na dobre 2-3 minuty przejął wtedy inicjatywę, co w ostatecznym rozrachunku okazało się decydujące. Niby zatem szlifował cardio jak zły, ale to snap-kick na schaby stocktończyka okazał się przepustką do wiktorii i dalszej spektakularnej kariery.

Powyżej najważniejsze w karierze kopnięcie Irlandczyka, po którym Amerykanin zgiął się w pół, następnie klejąc prawy łokieć do boku i tracą rezon na kilka minut.

Ba, Narkun ma przecież dopiero 28 lat – a to oznacza, że nadal może się dynamicznie rozwijać, wzbogacać swój warsztat o kolejne narzędzia. Do rewanżu może wyjść w jeszcze lepszej formie niż do pierwszego starcia.

A jednak… A jednak podobnie jak w irlandzko-amerykańskich bojach dwukrotnie stawiałem na McGregora, tak w czeczeńsko-polskich po raz drugi postawię na Khalidova. Rzecz bowiem w tym, że rewanż odbędzie się na dystansie trzech rund, co ma kapitalne, absolutnie kluczowe znaczenie.

W najmniejszym stopniu nie skreślam Żyrafy i nawet mi brew nie drgnie, jeśli zada Mamedowi drugą porażkę, bo – powtarzam – posiada narzędzia, aby wydrenować do cna zasoby kondycyjne Czeczena, szczególnie, jeśli będzie nieco agresywniejszy, aktywniejszy, ale… Wyrachowane, nastawione na efektywność, oszczędniejsze w ruchy podejście reprezentanta Berkutu Arrachionu pozwoli mu wyjść obronną ręką z dwóch pierwszych odsłon – i tym razem zachować więcej sił na trzecią. Na tyle – by ją przetrwać, tym samym zwyciężając pojedynek decyzją sędziowską.

Zwycięzca: Mamed Khalidov przez decyzję

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły po kliknięciu w okno poniżej. Dziękuję!

Powiązane artykuły

Komentarze: 39

  1. Jestem w szoku, że Król Lowkinga ma bliźniacze podejscie do rewanzowego starcia co moja skromna osoba, ba nawet 3 minuty po pierwszym ich starciu porownywalem to co obejrzalem wlasnie do Conora i Diaza.
    Mysle, ze tutaj słowo klucz to Trzy. Trzy rundy :)

  2. Bartek, Bartek

    tak zachwalasz na ogół Narkuna, że nawet top10 w UFC.
    a teraz typujesz Mameda?

    jak Narkun przegra z prawie czterdziestoletnim zawodnikiem z niższej kategorii, to nie wiem, co on miałby robić w UFC, chyba iść śladem Prachnio

Dodaj komentarz

Back to top button