UFCZapowiedzi gal UFC

Typowanie UFC on FOX 31 – Lee vs. Iaquinta II

Analizy karty głównej gali UFC on FOX 31 – Kevin Lee vs. Al Iaquinta II, która odbędzie się w sobotę w Milwaukee.

Transmisja z gali UFC on FOX 31 rozpocznie się dzisiaj o godzinie 22:00 w aplikacji UFC Fight Pass. Karta główna od 02:00 na kanale Polsat Sport oraz w aplikacji UFC Fight Pass.

Przypominam, że poszczególne ikony przy przewidywanych rezultatach walk w lekkim uproszczeniu oznaczają:

IkonaOpis
Tylko kataklizm mógłby sprawić, że mój faworyt przegra.
Jestem przekonany do swojego typu, ale nie skreślam całkowicie jego rywala, bo ma narzędzia, by zwyciężyć – choć szanse na to są niewielkie.
Zawodnik, na którego postawiłem powinien to bez większych problemów wygrać, choć jego rywal może stawić spory opór, który może zaprowadzić go nawet do zwycięstwa.
Nie jestem przekonany, bliżej mi, rzecz jasna, do zawodnika, na którego postawiłem, ale jego oponent ma umiejętności, by to wygrać.
Absolutnie nie będę zdziwiony, jeśli wytypowany przeze mnie zawodnik polegnie z kretesem, szalenie wyrównana walka, może pójść w dwie strony.




155 lbs: Charles Oliveira (24-8) vs. Jim Miller(29-12)

Kursy bukmacherskie: Charles Oliveira vs. Jim Miller 1.33 – 3.75

Bartłomiej Stachura: Pojedynki z udziałem Charlesa Oliveiry na ogół są trudne do przewidzenia – to bowiem jeden z najbardziej chimerycznych zawodników w UFC, który kapitalny, dominujący występ, w którym pomimo zainkasowania serii uderzeń nie zwalnia tempa i naciera jak morderca, ostatecznie kończąc rywala, potrafi przepleść z fatalnym, w którym cała pewność siebie ulatuje z niego po przyjęciu jednego dobrego uderzenia.

Z Jimem Millerem pojedynkował się już osiem lat temu – i Amerykanin zadał mu wówczas pierwszą w karierze porażkę, zmuszając go do… odklepania balachy na kolano. Brazylijczyk w swoich parterowych poczynaniach bywa bowiem tak agresywny, że sam naraża się na ogromne ryzyko – czy to poddania, czy też zainkasowania bomb z góry. A Jim Miller to zaprawiony w bojach weteran, który z niejednego pieca już chleb jadł – i nie spadnie mi szczęka na podłogę, jeśli ponownie złapie Brazylijczyka w poddanie, choć tym razem raczej nie w balachę, ale w jakąś gilotynę, jak to w przeszłości czynili Anthony Pettis i Ricardo Lamas.

Rzecz jednak w tym, że Amerykanin ma już swoje lata i wydaje się znajdować na ostatniej prostej swojej kariery. Niby w ostatniej potyczce z Alexem Whitem wyglądał bardzo dobrze, a czterech poprzednich porażek doznał w starciu z bardzo mocnymi rywalami – Dustinem Poirierem, Anthonym Pettisem, Francisco Trinaldo i Danielem Hookerem – ale szczególnie od strony kondycyjnej wyglądał bardzo przeciętnie. Charles Oliveira niby tytanem kondycji nigdy nie był, ale… Wywierając presję, potrafił zajechać kilku rywali – i taki scenariusz nie zdziwi mnie w tej walce.

Mając jednak na uwadze chybotliwość mentalno-fizyczną Brazylijczyka, nie skreślam Amerykanina. Jego odwrotna pozycja i niezłe ręce – szczególnie na początku, gdy ma jeszcze dużo paliwa w baku – mogą nie tylko skomplikować życie Charlesowi Oliveirze, ale nawet przesądzić o zwycięstwie Jima Millera. W ostatnich pojedynkach – przede wszystkim tym z Christosem Giagosem – Do Bronx zaprezentował jednak sporą odporność i pełną gotowość do toczenia dalszej walki pomimo problemów na nogach, wobec czego tego samego spodziewam się tutaj. Brazylijczyk zamęczy presją – frontale, ciosy proste! – przebąkującego od jakiegoś czasu o emeryturze Amerykanina, znajdując następnie drogę do poddania, najpewniej przez jakieś duszenie.

Zwycięzca: Charles Oliveira przez poddanie

135 lbs: Sergio Pettis (17-4) vs. Rob Font (15-4)

Kursy bukmacherskie: Sergio Pettis vs. Rob Font 2.50 – 1.63

Bartłomiej Stachura: Dla Sergio Pettisa starcie to będzie powrotem do kategorii koguciej – kilka ostatnich lat spędził bowiem w 125 funtach. Oznacza to, że będzie wyraźnie ustępował Robowi Fontowi pod względem fizycznym, ale też będzie miał po swojej stronie wyraźną przewagę szybkościową. To jednak nie wszystko, bo Pettis jest też znacznie wszechstronniejszym i lepiej technicznie poukładanym uderzarzem od Roba Fonta.

Sęk jednak w tym, że wspomniane przewagi techniczna i szybkościowa mogą zostać w dużej mierze zneutralizowane przez zasięg, gabaryty i moc w pięściach Fonta – szczególnie, że ten najchętniej korzysta z ciosów prostych, stroniąc od obszernych sierpów. Na tym jednak nie koniec, bo Font jak najbardziej może spróbować zaprzęgnąć do działania zapasy – a obrona przed obaleniami to od dawna jedna z największych luk w oktagonowej grze braci Pettisów. Font nie jest oczywiście żadnym wyjątkowym zapaśnikiem, ale jego przewaga siłowa może okazać się kluczowa w bojach klinczersko-zapaśniczo-parterowych.

Jestem jednak bardzo daleki od skreślania Pettisa. Font nie jest bowiem typem zawodnika, który dobrze radzi sobie z pokonywaniem trudności. Bywał już w poprzednich walkach przełamywany, najzwyczajniej w świecie mając dość. Rzecz jednak w tym, że Sergio nie dysponuje szczególnie dużą mocą w swoich uderzeniach. Jest na pewno sprawniejszy technicznie od Johna Linekera czy Pedro Munhoza, ale nie ma ani kowadła w pięściach jak ten pierwszy, ani nie narzuca morderczego tempa walki jak ten drugi.

Sergio Pettis może wygrać ten pojedynek, na przestrzeni trzech rund po prostu trafiając częściej – to ze wszech miar realny scenariusz – ale minimalnie skłaniam się w kierunku większego, dobrze operującego szczególnie lewym prostym i mogącego zawsze odwołać się do zapasów Roba Fonta.

Zwycięzca: Rob Font przez decyzję

155 lbs: Edson Barboza (19-6) vs. Dan Hooker (17-7)

Kursy bukmacherskie: Edson Barboza vs. Dan Hooker 2.00 – 1.83

Bartłomiej Stachura: Nie będę ukrywał, że przez długi czas delikatnie faworyzowałem w tym pojedynku Dana Hookera, spodziewając się, że jego gabaryty, przyzwoity boks oraz przede wszystkim presja i zagrożenie zapaśnicze stanowić będą barierę nie do przeskoczenia dla Brazylijczyka. Odświeżywszy jednak sobie pojedynki Nowozelandczyka w kategorii lekkiej, muszę zweryfikować swoje zdanie.

Przede wszystkim – Dan Hooker nie jest zawodnikiem wywierającym presję jakkolwiek porównywalną z tą, jaką swego czasu Edsona Barbozę zajechali Khabib Nurmagomedov, Kevin Lee, Tony Ferguson czy nawet Michael Johnson. Jako zawodnik wysoki, z dobrym zasięgiem Hooker tak naprawdę preferuje walkę w dystansie kickbokserskim! Owszem, starał się zamykać na siatce chociażby Marca Diakiese, ale nie czynił tego szczególnie agresywnie. Zawodnik z Kongo miał sporo miejsca i czasu na to, aby wyprowadzić kopnięcia – większością jednak przestrzelił, bo… Nowozelandczyk utrzymywał dystans.

To piekielnie ważne, bo konfrontacja z Edsonem Barbozą w dystansie kickbokserskim to cholernie ryzykowna gra – nawet jeśli Dan Hooker spróbuje wywrzeć presję. Powtarzam bowiem, że do Tony’ego Fergusona jest mu w tym elemencie bardzo, bardzo daleko. Ba, nie posiada zapasów, którymi mógłby sparaliżować poczynania Brazylijczyka, jak uczynili to Lee czy Nurmagomedov. Defensywa Barbozy przed obaleniami stoi na dobrym poziomie – a w tym starciu powinien mieć też po swojej stronie przewagę siłową. Myślę, że nie będzie bał się klinczu tak bardzo, jak obawiał się go w starciach ze wspomnianymi Lee oraz Nurmagomedovem.

Nawet w parterze nie powinien panikować, bo Hooker żadnym tytanem walki na chwyty nie jest. W walce z Diakiese zaszedł rywalowi za plecy i nie miał pojęcia, co z tym fantem zrobić, inkasując nawet uderzenia.

W stójce natomiast Barboza powinien mieć po swojej stronie przewagę szybkościową – a jego lowkingi i kopnięcia na korpus po przekroku – Hooker walczy z klasycznej pozycji – jak najbardziej przesądzić mogą o wyniku walki. W starciu z Beneilem Dariushem Junior pokazał też całkiem niezłego lewego prostego – novum w swojej grze! – który może przydać mu się na tę okoliczność. Nie znaczy to jednak, że w szermierce na pięści i kopnięcia zdecydowanie faworyzuję reprezentanta Kraju Kawy. Presja – niewielka ale jednak! – oraz długie ręce Hookera jak najbardziej mogą sprawić problemy niesłynącemu przecież z tytanowej szczęki Brazylijczykowi. Daniel także dobrze operuje lewym prostym, uwielbia gnębić rywali lowkingami na wysokości łydki, czai się na kontry podbródkami i kolanami na głowę. Będzie bardzo niebezpieczny.

Ba, nie zapominajmy, że Edson to zawodnik, który ma za sobą wiele oktagonowych wojen – w tym dwie ostatnie z Khabibem i Kevinem. Bóg jeden raczy wiedzieć, jak odbije się to na jego dyspozycji, na jego odporności. Hooker natomiast jeszcze nigdy nie przegrał przez nokaut.

Z drugiej zaś strony… Defensywa stójkowa Nowozelandczyka zdecydowanie nie należy do najmocniejszych. Gdy w trzeciej rundzie Diakiese podkręcił tempo, Hooker inkasował cios za ciosem na siatce. Ross Pearson również notował sporo sukcesów w szermierce na pięści i kopnięcia z Hangmanem – a o starciach w 145 funtach, w których obrona Nowozelandczyka wołała o pomstę do nieba, nawet nie wspomina.

Warto zaznaczyć też, że dla Brazylijczyka będzie to pierwsza walka pod sztandarem American Top Team, gdzie spędził przygotowania. Jak zmieniła się jego gra? Co do niej dodał, co poprawił? Tego dowiemy się dopiero w oktagonie. Na pewno jednak na brak wybornych sparignapartnerów narzekać nie mógł.

Absolutnie nie skreślam tutaj Daniela Hookera, który po przejściu do kategorii lekkiej nabrał wiatru w żagle. Nie spadnie mi szczęka na podłogę, jeśli pokona Edsona Barbozę w dowolny sposób – przez decyzję, nokaut lub poddanie. Doświadczony Brazylijczyk mierzył się już jednak ze znacznie mocniejszymi rywalami, a cierpliwy mimo wszystko styl walki Nowozelandczyka oraz jego przeciętne zapasy każą widzieć minimalnego faworyta w Juniorze – będzie on miał wystarczająco dużo miejsca i czasu, aby odpalać kopnięcia, które przesądzą o wyniku pojedynku.

Zwycięzca: Edson Barboza przez decyzję




155 lbs: Kevin Lee (17-3) vs. Al Iaquinta (13-4-1)

Kursy bukmacherskie: Kevin Lee vs. Al Iaquinta 1.29 – 3.90

Bartłomiej Stachura: Obaj zawodnicy spotkali się już niespełna pięć lat temu, ale trudno wyciągać z tamtej potyczki jakieś głębsze wnioski – choć wydaje się, że dynamika rewanżu może być jednak podobna. Znaczy to, że Al Iaquinta zrobi, co w jego mocy, aby utrzymać pojedynek w stójce, podczas gdy Kevin Lee polował będzie na obalenia, szukając rozstrzygnięcia walki w parterze.

W szermierce na pięści i kopnięcia trudno nie faworyzować Iaquinty. Porusza się sprawnie, ma dobry boks, szybkie ręce, solidną obronę przed uderzeniami, twardą szczękę i ciężkie ciosy. Jego gra stójkowa nie jest szczególnie skomplikowana z uwagi na rzadkie odwoływanie się przezeń do kopnięć, ale jego bokserskie szlify są naprawdę solidne. Korzysta z lewego prostego, czai się na soczystego krosa, potrafi uderzyć w drugie tempo, nie ładuje ciosów, nie sygnalizuje ich, a jednocześnie pozostaje precyzyjny.

Z całą pewnością gargantuiczny zasięg ramion Kevina Lee utrudni mu pracę – szczególnie, że spodziewam się dużej liczy kopnięć ze strony Motowna Phenoma – ale i tak wydaje się, że to Ragin Al będzie rozdawał karty na nogach. Lee po dziś dzień pozostaje bowiem w swoich stójkowych poczynaniach mocno niepewny – jest sztywny, nie pracuje głową, zostaje po ciosach, a jego kontrola dystansu i sama praca na nogach pozostawiają wiele do życzenia. Bóg nie obdarzył go też tytanową szczęką.

Najprawdopodobniej walka ta rozstrzygnie się w płaszczyźnie zapaśniczej. O ile bowiem w stójce to Iaquinta jest sprawniejszym zawodnikiem, to trudno w parterze nie faworyzować Lee. I tutaj robi się naprawdę ciekawie… Na starcie Ala Iaquinty z Khabibem Nurmagomedovem można bowiem patrzeć z różnych perspektyw.

Otóż, Amerykanin w pierwszych dwóch rundach został zdominowany zapaśniczo – nie był w stanie bronić obaleń, spędził masę czasu na dole – choć nie dał też zrobić sobie większej krzywdy, nawet będąc rozpłaszczonym na brzuchu. Jego defensywny grappling stoi na wysokim poziomie – i nigdy się nie poddaje, bez względu na to, w jak trudnym położeniu się znajduje. Kevin Lee nie kontroluje może rywali z góry tak sprawnie, jak czyni to mistrz – ale jest agresywniejszy i ma smykałkę do zachodzenia oponentom za plecy, co jest niemal gwarancją poddania. Teoretycznie zatem Iaquinta może mieć łatwiejsze zadanie z wracaniem na nogi, ale najmniejszy choćby błąd może oznaczać, że odda plecy. Nurmagomedov metodycznie zamęcza, Lee rozbija w pył i czai się na poddania.

Z drugiej zaś strony, w rundach trzeciej i czwartej walki z Nurmagomedovem Iaquinta udowodnił, że potrafi powstrzymywać zapędy zapaśnicze Dagestańczyka – wówczas już nieliczne, ale jednak! Jeśli do trzeciej rundy walki z Kevinem Lee wyjdzie w takim stanie, w jakim wyszedł do trzeciej rundy pojedynku z Dagestańskim Orłem – czyli niezbyt porozbijany – jednocześnie mając za sobą przygotowania pod 25 minut (bardzo ważne!), jak najbardziej może rozstrzelać Motowna Phenoma.

Jestem też niemal pewien, że Kevina Lee czeka w Milwaukee trudniejsza przeprawa niż ta, którą miał z Edsonem Barbozą. Ragin Al jest znacznie niebezpieczniejszy w aspekcie kontruderzeń, dysponuje mocą w prawicy, a do tego nie panikuje i nie oddaje pola tak ochoczo jak Brazylijczyk, który nieustannie potrzebuje dystansu kickbokserskiego, w półdystansie kompletnie się gubiąc. Amerykanin w półdystansie nadal czuje się dobrze – i jest tam bardzo niebezpieczny.

Niewątpliwie Iaquinta wyjdzie nisko na nogach – podobnie jak z Dagestańskim Orłem – gotowy do obrony przed próbami zapaśniczymi Lee. Będzie czaił się na kontry, starając się utrzymać walkę na środku oktagonu. I nawet mi brew nie drgnie, jeśli w dowolnej rundzie znajdzie drogę do szczęki rywala – najprawdopodobniej jakimś krosem – zwyciężając walkę przez (techniczny) nokaut. W tym kontekście kursy bukmacherskie tak wyraźnie faworyzujące Lee stanowią dla mnie zaskoczenie.

Tym niemniej, nie mam jednak wątpliwości, że to Kevin Lee rozwinął się znacznie bardziej od czasu pierwszej walki obu – nie tylko od strony fizycznej, o czym opowiadał sam Al Iaquinta, ale także zapaśniczej. Łączy teraz stójkę z zapasami znacznie lepiej, a ponadto jest w swoich poczynaniach konsekwentny. Wie, że kickboxing nie jest jego domeną i odwołuje się do swoich najmocniejszych stron – czyli zapasów i parteru. Iaquinta mnóstwo czasu spędził, zajmując się nieruchomościami i borykając się z rozlicznymi kontuzjami. To twardy, zadziorny i niezmordowany zawodnik, który z każdą rundą powinien czuć się coraz lepiej – i jak najbardziej może skończyć tę walkę z tarczą. Mimo wszystko spodziewam się, że poprawione zapasy Lee oraz jego tężyzna fizyczna stanowić będą barierę nie do przeskoczenia dla Iaquinty. Przegra on co najmniej trzy rundy na kartach sędziowskich albo – ten scenariusz jest również możliwy – w którymś momencie odda plecy i zostanie uduszony. Nie odklepie, bo nowojorscy gangsterzy nie klepią.

Zwycięzca: Kevin Lee przez decyzję




PODSUMOWANIE

WalkaBartek S.
Lee - Iaquinta
1.30 - 4.05

Lee
Hooker - Barboza
1.83 - 2.00

Barboza
Font - Pettis
1.63 - 2.50

Font
Oliveira - Miller
1.33 - 3.75

Oliveira
Grant - Ottow
1.36 - 3.35

Grant
Green - Klose
3.20 - 1.42

Klose
Gordon - Silva
1.67 - 2.40

Silva
Meerschaert - Hermansson
2.35 - 1.65

Hermansson
Ige -Griffin
1.57 - 2.55

Ige
Milstead - Rodriguez
1.74 - 2.15

Milstead
Smith - Cummings
3.55 - 1.32

Cummings
de la Rocha - Adams
4.60 - 1.22

Adams
Ostatnia gala6-7
Łącznie1338-742
Poprawne64,32 %

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button