Lucky shot, odrodzony Emmett i oktagonowy ekscentryk – trzy wnioski po UFC Sacramento


Przed galą UFC on ESPN+ 13 na ustach wszystkich fanów znajdował się powracający z emerytury Urijah Gaber – i nie inaczej jest po gali.

Rekordowo krótka pod względem łącznej długość walki wieczoru i co-main eventu gala UFC on ESPN+ 13 w Sacramento przeszła do historii. Co z niej zapamiętamy?

UFC Sacramento: Ladd vs. de Randamie – wyniki i relacja

Lucky shot zdefiniowany

Tak, tak, w MMA nie ma lucky shotów. Skoro zawodnik zrobił, co chciał, czyli wyprowadził cios, który doszedł celu, nie może być mowy o przypadku czy łucie – nie wspominając o furze! – szczęścia. Jasne.

Jeśli jednak powracający po prawie 3-letniej emeryturze weteran, który najlepsze czasy ma już dawno za sobą, przez nokaut nie wygrał od 2007 roku, na karku ma już 40 lat, a w pierwszych sekundach walki zostaje zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami i przewidywaniami naruszony, cofając się panicznie na siatkę, by potem desperacko poszukać klinczu czy obalenia, trafia dającego się ponieść młodzieńczej brawurze rywala prawym cepem, wzrok wbijając w deski oktagonu, wówczas… Lucky shot jak się patrzy!

Tak. Urijah Faber miał furę szczęścia w starciu z Rickym Simonem. W rewanżu bez cienia zastanowienia postawiłbym na młodziana i nie mam wątpliwości, że i bukmacherzy to w nim ponownie widzieliby faworyta. Podobnie jak miało to miejsce przed rewanżowym starciem Gegarda Mousasiego z Uriahem Hallem – pierwszą walkę wygrał wówczas przez nokaut Jamajczyk, ale to Ormianin był zdecydowanym bukmacherskim faworytem w rewanżu, co miało oczywiście pełne uzasadnienie.

California Kid zrobi teraz, co w jego mocy, aby w rajdzie po pas mistrzowski magią swojego nazwiska przyćmić ostatnie dokonania Petra Yana i Aljamaina Sterlinga – zawodników, którzy sportowo zasługują na starcie o złoto zdecydowanie bardziej od Kalifornijczyka. Nie oszukujmy się. Urijah Faber nie byłby faworytem w starciu z żadnym rywalem z czołowej dziesiątki wagi koguciej, o czołowej piątce już nie wspominając. Jakakolwiek dodatkowa walka przed potencjalną konfrontacją z Henrym Cejudo – a już podskubuje Triple C – stanowiłaby dla niego gargantuiczne ryzyko zaprzepaszczenia ziarna, jakie… Znaczy, oczywiście, broń Boże, nie ziarna, jakie trafiło się ślepej kurze, ale: szansy, jaką wyrąbał sobie lucky shotem i nazwiskiem budowanym przez lata.

I mam poważne obawy, że rządzący lepką ale miłościwą ręką w Team Alpha Male Kalifornijczyk dopnie swego. Stanowiłoby to oczywiście kompletny żart i farsę, ale… Nie takie mieliśmy już wątpliwą przyjemność oglądać w UFC.




Josh Emmett w formie życia

Przy okazji typowania gali w Sacramento wspominałem, że Josh Emmett bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją dyspozycją w starciu z Michaelem Johnsonem, którego ustrzelił w trzeciej rundzie. Widać było jak na dłoni, że przepędził demony przeszłości z walki z Jeremym Stephensem. Ba, człowiek miał nawet wrażenie, że wcześniej wypytał je dokładnie o pochodzenie, bo takiej formy nie prezentował nigdy w karierze.

W tym kontekście jego wiktoria z Mirsadem Bekticem – zawodnikiem wybitnym w obszarze zejść do nóg oraz GNP, ale zdecydowanie nieposiadającym tytanu w szczęce i kilku innych cennych atrybutów – nie stanowiła dla mnie większego zaskoczenia.

Trudno nie zadumać się jednak nad tym, jak potoczyło się życie Josha Emmetta. W lutym ubiegłego roku jego kariera zawisła na włosku po oktagonowym mordzie, jakiego dopuścił się na nim Lil Heathen. Połamane kości twarzy, cudem ocalałe oko, wielomiesięczne bóle głowy utrudniające normalne funkcjonowanie, o treningach nie wspominając. A dzisiaj? Forma życia, ścisła czołówka wagi piórkowej, doskonałe perspektywy.

Oktagonowy ekscentryk Ryan Hall

Mina znudzona, a w ruchach nonszalancja, ale walki Ryana Halla mają w sobie to coś. Niby jest to zawodnik do cna przewidywalny – miesza próby wkręcenia się do nóg z obrotówkami wszelakimi, tu i ówdzie poszukując jakiejś kontry krosem – ale… Spamowanie tak różnymi od siebie technikami stanowi jego ogromny atutu, mocno utrudniając rywalom próby rozczytania jego zamiarów.

A defensywa? Hasa jak szalony, by w sytuacji poważniejszego zagrożenia natychmiast położyć się na plecach – jak swego czasu Fabricio Werdum czy… Mamed Khalidov. Wie doskonale, że nikt nie zejdzie za nim do parteru.

Darrena Elkinsa posłał na deski aż trzy razy i choć nie był w stanie go skończyć, a w trzeciej rundzie chwilami ostentacyjnie wręcz unikał walki, to był w tym wszystkim pewien urok, pewna oryginalność.

Prędzej czy później ekscentryczny Hall odbije się od dobrze poukładanego stójkowicza z solidną defensywą przed obaleniami, ale póki na takiego nie trafi – chwilo, trwaj.




Jednym zdaniem

  • Przerwanie walki Germaine de Randamie z Aspen Ladd było przedwczesne
  • Wellington Turman to charakterny 22-latek, którego warto mieć na oku
  • Marvin Vettori potwierdził mocną mentalność, twardą szczękę i świetną obronę przed obaleniami
  • Andre Fili w końcu zaczyna spełniać oczekiwania, jakie wiązano z nim przed laty po doskonałym debiucie

*****

Lowking.pl trafia na Patronite.pl – oto dlaczego


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *