„Musi zmierzyć się z małym, niskim zapaśniczym Hobbitem z cepem w prawicy” – Alex Volkanovski z przesłaniem do Maxa Hollowaya

Alexander Volkanovski podsumował efektowną wiktorię z Chadem Mendesem, nie ukrywając swoich mistrzowskich aspiracji.

W najważniejszej potyczce w swojej sportowej karierze, będącej jednocześnie najtrudniejszym na papierze zestawieniem, Alex Volkanovski zaprezentował wyborną formę, demolując podczas gali UFC 232 w Los Angeles Chada Mendesa.

Na pewno postawiłem pieczęć.

– powiedział Australijczyk po walce w rozmowie z ESPN.com.

Chad Mendes to bardzo mocny zawodnik. Przegrywał tylko z wielkimi. To nigdy nie byłaby łatwa walka. Rzuciłem mu wyzwanie wyłącznie z powodu jego pozycji w rankingu. Był wysoko w rankingu. Nie sądziłem wcale, że to będzie łatwa walka. Kto sądziłby, że Chad Mendes to łatwa walka?

Mój styl polega na wywieraniu presji, ale to niebezpieczny zawodnik pod taki styl. Jednocześnie jednak wiedziałem, że z czasem zacznie zwalniać. Nie spodziewałem się natomiast, że pierwsza runda będzie tak wyrównana. Mógł mnie tam wygrać minimalnie na kartach. Wiedziałem jednak, że będzie blisko. Widziałem, że zaczyna zwalniać, a ja się rozkręcałem. Trzecia runda byłaby dla niego nawet gorsza.




W drugiej rundzie Volkanovski wylądował na deskach po jednym z ciosów Mendesa, ale błyskawicznie wrócił na nogi, po chwili wracając do ostrych ataków. Jak stwierdził, odczuł ten cios, ale nie był ani przez chwilę zamroczony, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co dzieje się w oktagonie.

Po wszystkim 30-latek zaprosił w oktagonowe tany zasiadającego na tronie wagi piórkowej Maxa Hollowaya.

Rzuciłem wyzwanie Maxowi Hollowayowi nie dlatego, że uważam, że jestem następny w kolejce, bo takim jest raczej Moicano – chociaż trochę popsuł swoje położenie, nie robiąc ostatnio wagi, a teraz walczy z Jose Aldo. Jeśli wygra Aldo, czy dostanie kolejny rewanż? Nie wiem.

– ocenił sytuację w dywizji Volkanovski.

Wielu ludzi po prostu pyta, co dalej z Maxem Hollowayem? Czy przeniesie się wyżej? Mówią, że nie ma już dla niego żadnych wyzwań w wadze piórkowej. Nadal jednak musi zmierzyć się z małym, niskim zapaśniczym Hobbitem z cepem w prawicy – czyli gośćmi takimi jak ja, Frankie Edgar i Chad Mendes.

Z takim stylem jeszcze się nie mierzył i uważam, że będzie to dla niego prawdziwy sprawdzian. Udowodniłem, że jestem przed Chadem Mendesem, więc teraz ja albo Frankie Edgar. I jeśli sprzątnie jednego z nas, to może określać się mianem jednego z najlepszych w historii tej dywizji. Uważam jednak, że jesteśmy dla niego złym zestawieniem.

Powtórzę – uwielbiam go, jest świetny, pełen szacunek, uwielbiam jego styl, ale tak to widzę.

Australijczyk stąpa jednak po ziemi twardo i zdaje sobie doskonale sprawę, że w następnym starciu nie dostanie walki o pas mistrzowski. Wierzy jednak, że skrzyżuje rękawice z rywalem z czołowej piątki, zwycięstwem torując sobie drogę do potyczki o złoto.

*****

Piko Jones, Piotruś Pan i australijski Hobbit – sześć wniosków z UFC 232

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply