UFC

Gangster z Brooklynu, rębajłowie z Brazylii i nowozelandzki zombie – pięć wniosków z UFC on FOX 31

Podsumowanie sobotniej gali UFC on FOX 31 – Lee vs. Iaquinta II w formie pięciu najważniejszych z niej wniosków.

Gala w Milwaukee – ostatnia na dużym kanale FOX – obfitowała w mordercze walki i brutalne skończenia, choć nie zabrakło też 15-minutowych usypiaczy.

UFC on FOX 31: Lee vs. Iaquinta II – wyniki i relacja

Oto pięć najważniejszych z niej wniosków.

Gangster daje lekcje pokory

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie uśmiechnie się szelmowsko, gdy tryskający pewnością siebie – by nie rzec: arogancją – zawodnik, który przed walką głosem nieznoszącym sprzeciwu wieszczy rywalowi śmierć i pożogę, do oktagonu wychodząc tanecznym krokiem, kończy rywalizację z kwaśnym uśmiechem na ustach.

Dobra, wiem, że tu i ówdzie znajdą się tacy, którym taki model marketingowy – rozprawianie wszem i wobec o swojej wyższości nad całą resztą – przypada do gustu, ale… Ten temat już wielokrotnie przerabialiśmy. Wszystko to kwestia naturalności i stopnia oderwania od rzeczywistości mierzonego poprzez porównanie dotychczas zaprezentowanych w oktagonie umiejętności z poziomem medialnego samozachwytu.

https://twitter.com/streetfitebanch/status/1074201970846633984

Od dawna pierwszym zawodnikiem, który przychodził mi do głowy w tym kontekście – czyli ociekającego pewnością siebie przed, ale kończącego na tarczy po – był Alistair Overeem przed potyczką z Antonio Silvą – choć oczywiście trudno pominąć tutaj też nadwiślańskie akcenty z Joanną Jędrzejczyk przed pierwszą konfrontacją z Rose Namajunas. Tym niemniej, Kevin Lee nie odstawał!

Od dawna w kpiącym tonie wyrażający się o Khabibie Nurmagomedovie, Dustinie Poirierze, Justinie Gaethje, Conorze McGregorze czy wreszcie Alu Iaquincie Motown Phenom po raz czwarty w karierze zaznał goryczy porażki, nie znajdując sposobu na techniczny, urozmaicony boks rywala i jego solidną defensywę zapaśniczo-parterową.

Kevin ma niby na karku dopiero 26 lat, więc całą karierę przed sobą, ale wydaje się, że wraz z porażką jego szanse na podbój dywizji lekkiej – co zawsze było jego celem – stopniały niemal do zera. Jako jednak, że jest gigantycznym lekkim, być może zdecyduje się przenieść do kategorii półśredniej – nie brakuje wszak zawodników, dla których taka zmiana okazała się błogosławieństwem, by wspomnieć choćby o Robercie Whittakerze, Kelvinie Gastelumie, Dustinie Poirierze, Anthonym Smisie czy Tonym Martinie.

A Gangster z Brooklynu? Półtora roku po spiżowym już „Stul, kurwa, mordę!” skierowanym do Dany White’a – nie pierwszych tego rodzaju pozdrowieniach pod adresem głównodowodzącego UFC – znajduje się w wybornym położeniu. Od strony finansowej i marketingowej jeszcze nigdy nie stał tak dobrze.

Opcji na srogie starcia – co nie miara! Jeśli Khabiba Nurmagomedova czeka dłuższa przerwa – a to realny scenariusz – wówczas z nieskrywaną przyjemnością obejrzałbym brooklyńskiego gangstera sprowadzającego na ziemię farbowanego medialnego gangstera od biznesów. Nie pogardziłbym też zestawieniem z Tonym Fergusonem czy Dustinem Poirierem, ale wydaje się, że pod nieobecność Dagestańskiego Orła dwójka ta mogłaby stanąć naprzeciwko siebie – z tymczasowym pasem mistrzowskim na szali. Bo dlaczego nie?

Nowozelandzki Wisielec zamordowany w Milwaukee

Nie przesadzajmy – przerwanie walki Edsona Barbozy z Danem Hookerem przez narożnik Nowozelandczyka w przerwie między drugą i trzecią rundą nosiłoby znamiona nieporozumienia. Owszem, Wisielec był już mocno porozbijany – ale cały czas szukał swoich okazji, starał się wywierać presję, wyprowadzał ciosy, podczas gdy Brazylijczyk oddychał już naprawdę ciężko. W trzeciej rundzie – tak, tutaj można było przerwać tę rzeź o kilkadziesiąt sekund wcześniej.

Wyniki UFC on FOX 31: Edson Barboza po wojnie ubija Dana Hookera – video

Tak czy inaczej, serce do walki Hookera, jego odporność, charakter – nie do podrobienia. No, może tydzień wcześniej Brian Ortega zaprezentował podobny charakter – i podobną nieporadność w stójce. Powtórzę więc – tego rodzaju egzekucja jak najbardziej może odbić się na dalszej karierze Hangmana – jego odporności fizycznej i formie mentalnej.

https://twitter.com/streetfitebanch/status/1074206758661472257

Co zaś tyczy się Edsona Barbozy… Rzeźnik! Czyli – standard. Kluczem do jego zwycięstwa okazały się oczywiście lowkingi, bo to obrażenia wykrocznej nogi Nowozelandczyka zmusiły go do patyczakowatego ganiania Brazylijczyka po oktagonie i zbierania uderzenia za uderzeniem. Mógł podobać się lewy prosty Juniora, składał też niezłe kombinacje, atakował korpus – ale tracił na to wszystko wiele sił, często uderzając z pełną mocą. Na wstecznym swoim zwyczajem zaczynał się gubić. Na owoce jego treningów w American Top Team będziemy musieli jeszcze poczekać.

Brazylijczyk obronił zatem swoją pozycję, jednocześnie obnażając srogie luki w stójkowej defensywie Nowozelandczyka, któremu zadał pierwszą w karierze porażkę przez nokaut. Wyrównał też rekord sześciu zwycięstw przez nokauty w dywizji lekkiej należący wcześniej do Melvina Guillarda, a do swojej imponującej kolekcji skończeń – obejmującej nokauty po kopnięciach na nogi, korpus, głowę oraz latające kolano – dołożył cios na korpus.

Co dalej z Juniorem? Otóż, dajcie mu uderzacza! Justin Gaethje byłby jak znalazł – też powrócił ostatnio na zwycięskie tory po dwóch porażkach.

Rekordzista Oliveira

Charles Oliveira nie dał najmniejszych szans Jimowi Millerowi, rewanżując się Amerykaninowi za porażkę sprzed… ośmiu lat! Jednocześnie wyśrubował swój rekord poddań w UFC do dwunastu, po raz kolejny udowadniając, że w płaszczyźnie parterowej jest ultra-agresywnie nastawionym magikiem.

Wyniki UFC on FOX 31: Charles Oliveira ekspresowo poddaje Jima Millera – video

Z 25 zwycięstw w karierze Do Bronx aż 23 odnosił przed czasem, co daje rewelacyjne 92% skuteczności skończeń. Carlos Condit może czuć się zagrożony!

Wygląda też na to, że Brazylijczyk powoli godzi się z tym, że do kategorii piórkowej już nie wróci – całkiem zresztą słusznie po tylu przestrzelonych tak spektakularnie ważeniach.

Oliveira nie jest materiałem na mistrza – ale jest gwarancją oktagonowych fajerwerków.

To nie jest dywizja dla małych ludzi

Szkoda Sergio Pettisa. Świetny technicznie, młody zawodnik, który jednak w 135 funtach – gdzie przeniósł się z uwagi na plany rozwiązania kategorii muszej UFC – nie ma czego szukać. Tzn. pokona pewnie większość dywizji, może nawet będzie w stanie utrzymać się w czołowej piętnastce dywizji, ale… Aspiracje mistrzowskie musi odłożyć na półkę. Nie w kategorii koguciej.

Opcje są dwie. Albo pogodzi się z rolą solidnego średniaka, albo… ONE Championship? Brave CF? ACA?

Rob Font zrobił natomiast kapitalny użytek ze swojej przewagi gabarytów w stójce i przewagi siły w obszarze zapaśniczym oraz parterowym.

Brazylijski rębajło, amerykański twardziel

Edson Barboza nie był jedynym reprezentantem Kraju Kawy, który w sobotę wieczorem w Milwaukee wszedł do oktagonu z morderczymi żądzami. Drugim był Joaquim Silva, który stanął naprzeciwko Jareda Gordona.

Wyniki UFC on FOX 31: Joaquim Silva po wojnie ubija Jareda Gordona – video

Pamiętam go dobrze jeszcze z czasów brazylijskiego TUF-a, w którym pokazał się z bardzo dobrej strony. Niby wywodzi się z brazylijskiego jiu-jitsu – stąd pseudonim Netto BJJ – ale specjalizuje się w oktagonowej rąbance. Mocny parter, solidna defensywa zapaśnicza, szybkie i ciężkie ręce, umiłowania do ataków na korpus, spokój i opanowanie. Dobrze się ogląda. W każdym z nas jest w końcu cząstka Just Bleed.

https://twitter.com/streetfitebanch/status/1074093403376418816

A Gordon? Jakim cudem nie odklepał ataku na nogę w ostatnich sekundach drugiej rundy? Jak wyszedł do trzeciej o jednej w zasadzie kończynie dolnej? Kawał twardego skurwysyna! W jego przypadku nieszczególnie to jednak dziwi, bo Amerykanin ma za sobą znacznie poważniejsze i ryzykowniejsze dla życia i zdrowia doświadczenia niż usankcjonowana walka w kontrolowanym środowisku z pełną obsługą medyczną tuż za klatką.

Jednym zdaniem

  • Juan Adams – póki co dramatyczny przerost formy nad treścią, a Tai Tuivasa – młodszy!
  • Jack Hermansson po raz kolejny potwierdza niszczycielską grę z góry – choć tym razem rywal w osobie Geralda Meerschaerta harował jak zły, aby ułatwić mu zadanie
  • Drakkar Klose to charakterna maszyna do wygrywania decyzjami – choć jego walka z Bobbym Greenem mogła pójść równie dobrze na konto tego ostatniego

*****

Lowking.pl trafia na Patronite.pl – oto dlaczego

Powiązane artykuły

Back to top button