UFC

Vitor Belfort: „Zawodnicy sami wybierają sobie walki”

Vitor Belfort opowiada o pojedynku z Kelvinem Gastelumem na UFC Fight Night 106, krytykuje Michaela Bispinga oraz opowiada o potencjalnej emeryturze.

Ubiegły rok zdecydowanie nie należał do Vitora Belforta, który doznał dwóch porażek, padając najpierw pod ciosami Ronaldo Jacare Souzy a następnie Gegarda Mousasiego. Pomimo tego Brazylijczyk przekonuje, że czuje się doskonale, także – a może przede wszystkim – od strony mentalnej.

Jestem dosłownie inną osobą.

– przekonywał Belfort w rozmowie z MMAJunkie.com.

Absolutnie zmotywowany i szczęśliwy. Nawet nie potrafię tego wyjaśnić. Zmiany zostały dokonane ze łzami i krwią, ale zostały dokonane.

Phenom już jakiś czas temu nie ukrywał, że chciałby stanąć do rewanżu z Andersonem Silvą, przekonując, że teraz właśnie jest najlepszy moment na taką konfrontację. Ostatecznie jednak 11 marca na gali UFC Fight Night 106 stanie naprzeciwko Kelvina Gasteluma, podczas gdy Pająk pójdzie w tany z Derekiem Brunsonem.

Jak ujawnia Brazylijczyk, to nie do końca miało tak wylądaoć.

Prosił o tę walkę i ją dostał.

– powiedział o Gastelumie.

Natomiast gość, który walczy z Andersonem Silvą, odrzucił walkę ze mną. Miałem się bić z Brunsonem, ale odmówił. Gastelum był podekscytowany ostatnim zwycięstwem, poprosił o walkę ze mną i od razu powiedziałem „tak”.

To gość, który wychodzi się bić. Młody, chce pokazać UFC, na co go stać. I tyle mi wystarczy – zawodnik taki jak on, który będzie naciskał, to będzie dobra walka. Jestem zadowolony..

39-latek, który swoją pierwszą walkę pod banderą UFC stoczył w 1997 roku, jest też kolejnym zawodnikiem – po m.in. Demianie Mai – który nie ukrywa, że nie podoba mu się kierunek, w jakim zmierza sport.

Moi ostatni rywale (Jacare i Mousasi) mają niestety problem.

– powiedział Belfort.

Nikt nie chce się z nimi bić. Jak to działa? Teraz zawodnicy sami wybierają sobie walki. Nie ma szacunku. Ludzie nie chcą być znani z tego, z kim się biją, ale chcą być znani z tego, jak się biją. Ważą szanse na zwycięstwo, ryzyko porażki.

Wielcy zawodnicy chcą się bić z najlepszymi. Tego się nauczyłem – w tym sporcie bijesz się z najlepszymi.




Belfort nie oszczędził też Michaela Bispinga, którego swego czasu brutalnie znokautował, na trwale go okaleczając. Zasiadający na szczycie kategorii średniej Hrabia w ostatnich miesiącach solidnie strzelił sobie w stopę, najpierw garnąc się jak szalony do walki z Georgesem Saint-Pierrem, by następnie, gdy okazało się, że Kanadyjczyk jest niedostępny, ale rywal wypadł Ronaldo Souzie, przekonywać, że jednak ma poważne urazy.

Teraz widzimy, że właściciel pasa to mięczak. Gość bez honoru – „O, jestem teraz kontuzjowany, nie mogę się bić. Jacare, nie mogę się bić, ale mogę się bić z gościem z niższej kategorii (Tyronem Woodley’em).” To gość, który wybiera sobie walki.

To właśnie zostawia dla swoich fanów – dziedzictwo mięczaka. Nie możesz tego robić. Gdy gość jest mistrzem, musi walczyć z najlepszymi. Wtedy jest prawdziwym mistrzem.

Po porażce z Mousasim Belfrot w jednym z wpisów w mediach społecznościowych zasugerował, że zbliża się koniec jego kariery. Teraz jednak nie zamierza ustalać sobie żadnej liczby walk, jakie zamierza stoczyć jeszcze w swojej zawodowej karierze.

Moje dziedzictwo zostało już stworzone. Vitor Belfort nie musi nikomu nic udowadniać. Jestem tu, aby rywalizować.

– powiedział Phenom.

Robię to od 20 lat. Chcę, żeby fanom się podobało. Chcę, żeby media mogły pisać świetne historie. Nie mogę oczekiwać, aby wszyscy myśleli w taki sposób jak ja, ale muszę dzielić się tym, co myślę. Uważam, że to kwestia wytrzymałości i to mój osobisty sukces. Nie pozwalam, aby porażki smakowały gorzko – zamieniam je w słodycz.

Tak długi, jak w moim sercu będzie płonął ogień, będę podążał za głosem walki.

*****

Krzysztof Jotko zaprasza Vitora Belforta do walki: „Jestem tutaj”

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button