UFC Wichita: Lewis vs. JDS – wyniki i relacja


Wyniki i relacja na żywo z gali UFC on ESPN+ 4: Lewis vs. JDS, która odbywa się w Wichicie.

W walce wieczoru Junior dos Santos (21-5) nie dał szans Derrickowi Lewisowi (21-7), kończąc Amerykanina uderzeniami w drugiej rundzie. Pełna relacja ze starcia – tutaj.

*****

W co-main evencie Elizeu Zaleski (21-5) zdeklasował Curtisa Millendera (17-4), zwyciężając przez poddanie w rundzie pierwszej. Pełna relacja z pojedynku – tutaj.

*****

Nico Price (13-2) miał sporo problemów, ale ostatecznie spektakularnie znokautował Tima Meansa (28-11-1). Pełna relacja z walki – tutaj.




*****

Powracający do akcji po prawie trzyletniej przerwie spowodowanej zawieszeniem za doping Ben Rothwell (36-11) rozpoczął walkę z Blagoiem Ivanovem (17-2) agresywniej, zmuszając oponenta do hasania wzdłuż oktagonu. Ściął Ivanova srogim lowkingiem, ale Bułgar szybko wrócił na nogi. Tam nadal orbitował, szukając pojedynczych ciosów – z pewnymi sukcesami z uwagi na swoją przewagę szybkościową. Srogi lewy wstrząsnął jednak Ivanovem! Ale jest odpowiedź Bułgara – seria sierpów, po których to głowa Amerykanina odskakuje! Rothwell nadal jednak naciera, trafia lowkingiem – ale inkasuje śliczna kontrę. Ivanov nie po raz pierwszy atakuje korpus rywala prostymi. Nadal hasa do boków, ale jest i tak aktywniejszy w swoich poczynaniach. Rothwell podąża za nim jak zombie, ale nie jest szczególnie aktywny w obszarze wyprowadzanych uderzeń. Ivanov kąsa go pojedynczymi prostymi na korpus i głowę. W końcówce Amerykanin ruszył w końcu ostrzej, dosięgając przeciwnika prawicą.

Początek drugiej rundy wyglądał podobnie – Rothwell naciera, ale nie jest aktywny, inkasując sporo prostych od hasającego Ivanova. Łady lewy Amerykanina, ale Bułgar odpowiada ślicznym prawym. Dokłada jeszcze jednego. Lewica Rothwella dochodzi. Coraz więcej ostrych wymian. Big Ben zbiera ciosy, ale naciera jak zły – i jego uderzenia dochodzą celu! Srogie wymiany! Obaj trafiają! To jednak Amerykanin nieustannie naciera. Częstuje rywala serią lowkingów. Soczyste proste Rothwella dochodzą, ale w półdystansie Ivanov odpowiada sierpami.

Od początku trzeciej rundy to Ben był oczywiście stroną atakującą, zachowując więcej paliwa w baku. Jego uderzenia dochodziły częściej, chociaż Ivanov cały czas pozostawał w grze, polując na ostre sierpy w kontrach – z pewnym powodzeniem. Ciosy te nie robiły jednak na Amerykaninie większego wrażenia – nawet jeśli na milisekundę się zachwiał. Dwie minuty do końca walki. Rothwell odkręca tempo, trafia, ale Ivanov nie pozostaje mu dłużny. Obaj zakrwawieni, porozbijani. Amerykanin jednak skuteczniejszy i agresywniejszy. Dwa srogie lewe Ivanova dochodzą. Rothwell odpowiada własnymi uderzeniami i kopnięciem na głowę.

Sędziowie wypunktowali pojedynek zgodnie w stosunku 3 x 29-28 dla Blagoia Ivanova – choć wydaje się, że równie dobrze decyzja mogła pójść na konto Amerykanina.

*****

Beneil Dariush (16-4-1) miał ogromne problemy w pierwszej rundzie, ale w drugiej poddał Drewa Dobera (20-9). Pełna relacja z walki – tutaj.

*****

W starciu otwierającym kartę główną Tim Boetsch (21-13) rozpoczął agresywniej, ale Omari Akhmedov (18-4-1) zdzielił go niesygnalizowanym lowkingiem, przenosząc walkę do klinczu. Tam wypracował sobie podwójny podchwyt, ale nie był w stanie przewrócić silnego Amerykanina. Dagestańczyk nie wypuszczał jednak rywala z klinczu, nadal szukając obalenia. Boetsch dobrze jednak wybronił się i walka wróciła na środek oktagonu. Dwie minuty do końca. Barbarzyńca dręczy rywala lowkingami na łydkę, Akhmedov odpowiada sierpami na głowę, dokładając potem też własne lowkingi na łydkę. Akhmedov polował na potężnego prawego, ale regularnie pruł powietrze. Boetsch dobrze wybronił się też przed kolejną próbą zapaśniczą, karcąc rywala krótkim podbródkiem.

Od początku drugiej rundy obaj wdali się w szermierkę na pięści i kopnięcia. Toczoną jednak w spokojnym, niespiesznym tempie. Amerykanin był agresywniejszy, ale szybszy Dagestańczyk trafiał częściej, jednym z krosów gruchocząc nos oponenta.

Akhmedov kilka razy ładnie skarcił też kontrami próbującego kopać frontale Boetscha – a nawet raz sam zdzielił go takowym. Dwie minuty do końca. Barbarzyńca naciera, ale niewiele z tego wynika. Dagestańczyk hasa wzdłuż oktagonu, doskakując z pojedynczymi uderzeniami. W końcu skraca dystans i zamyka Boetscha w klinczu na siatce. Tam utrzymał go do końca rundy.

Amerykanin rozpoczął ostatnią odsłonę agresywniej, ale to Dagestańczyk był skuteczniejszy, głównie w kontrach rozpuszczając ostre sierpy. Wieloma z nich dosięgnął Barbarzyńcę, ale ten nieustannie nacierał, szukając rozpuszczenia bomb w półdystansie. Połowa rundy. Ostra wymiana – Akhmedov wychodzi z niej lepiej, dosięgając rywala kilkoma bombami. Boetsch jest już cały zalany krwią – z nosa i oczu. Nadal jednak naciera. Minuta do końca. Dagestańczyk nadal hasa jak szalony, ale słabnie. Pół minuty. Akhmedov przenosi walkę do klincz i tam dobiega ona końca.

Wszyscy trzej sędziowie wypunktowali walkę zgodnie w stosunku 30-27 dla odnoszącego trzecie zwycięstwo w ostatnich czterech występach – jedną walkę zremisował – Omariego Akhmedova, który nadal pozostaje niepokonany od czasu przejścia do wagi średniej. Dla Tima Boetscha jest to druga z rzędu porażka – i trzecia w ostatnich czterech występach.

*****

W wyróżnionej walce karty wstępnej Tony Martin (16-4) skrzyżował rękawice z Sergio Moraesem (14-4-1).

Brazylijczyk zainkasował na otwarcie dwa lowkingi, ale agresywnie szukał obalenia – i dopiął swego, przewracając Martina. W kotłowaninie Brazylijczyk poszukał gilotyny, ale Amerykanin przetrwał, kończąc na górze. W parterze nic się jednak nie działo i sędzia w końcu podniósł obu zawodników. W stójce Moraes był aktywniejszy, ale Martin gnębił go lowkingami na wysokości łydki i pojedynczymi prostymi. Kolejny srogi lowking autorstwa Amerykanina – ale tym samym odpowiada w końcu Brazylijczyk. Moraes był odrobinę agresywniejszy, ale Martin – skuteczniejszy.

Reprezentant Kraju Kawy rozpoczął drugą rundą bardzo agresywnie, ale Amerykanin kolejnym lowkingiem szybko poskromił jego mordercze żądze. W stójce przewaga należała do lepiej poukładanego technicznie Amerykanina, który dobrze korzystał z prostych, nieustannie zagrażając też rywalowi lowkingami. Brazylijczyk cały czas pozostawał jednak w grze, rozpuszczając ręce w sierpach, z których pojedyncze doszły celu. Martin dobrze pracował na nogach, frustrując nacierającego oponenta. Wybronił się też przed jedną z prób zapaśniczych rywala. Dopiero w ostatnich sekundach Brazylijczyk przewrócił Amerykanina, ale nie miał czasu na wykonanie żadnej ofensywnej akcji.

Przez cztery i pół minuty trzeciej rundy Martin prezentował się lepiej na nogach – trafiał prostymi, lowkingami, jednocześnie dobrze pracując na nogach i unikając coraz bardziej desperackich szarży z obszernymi sierpami w wykonaniu Moraesa. Na pół minuty przed końcem Brazylijczyk w końcu sfinalizował obalenie, próbując ataku gilotyną w ostatnich sekundach, ale zabrakło czasu.

Punktowi nie mieli wątpliwości, punktując zgodnie w stosunku 30-27 dla Anthony’ego Rocco Martina. Amerykanin wygrywa w ten sposób już czwartą z rzędu walkę od czasu przejścia do 170 funtów.




*****

W jedynej w rozpisce walce kobiet najstarsza uczestniczka gali, 41-letnia Marion Reneau (9-5-1) poprzestawiała w trzeciej rundzie nos Yanie Kunitskayę (12-4), ale przegrała dwie pierwsze rundy i ostatecznie cały pojedynek w stosunku 3 x 29-28.

*****

Debiutujący w oktagonie Grant Dawson (13-1) – znany z pulsacyjnego efektu turinabolowego – nie dawał Julianowi Erosie (22-7) ani miejsca, ani czasu w pierwszej rundzie, nieustannie nacierając i regularnie kładąc rywala na plecach. Z góry jednak nie był szczególnie skuteczny, rozpuszczając ręce w ostrych bombach bez wcześniejszczego ustabilizowania pozycji – w czym zresztą mocno przeszkadzał mu aktywny z pleców Erosa.

W drugiej rundzie Erosa zaprezentował lepszą obroną przed obaleniami – i w rezultacie obaj wymieniali się uderzeniami w stójce. I to jak! Nie brakowało szalonej ofensywy z obu strony i potwornego chwilami chaosu. Gdy wydawało się, że Erosa regularnie ścinający Dawsona lowkingami nabiera wiatru w żagle, debiutant zasypał go serią uderzeń, szukając skończenia. W końcówce rundy to jednak ponownie Erosa rozpuścił ręce, dosięgając najmłodszego uczestnika gali kanonadą ciosów z bioder – na tym etapie walki tylko takie bowiem wyprowadzali, będąc okrutnie zmęczonymi.

Ostatnia runda należała już bezwzględnie do Granta Dawsona, który zdołał w końcu przewrócić Juliana Erosę, gnębiąc go do końca walki uderzeniami z góry i próbami poddań.

Sędziowie punktowi wskazali na Dawsona (30-26, 30-27, 29-27), który notuje tym samym udany debiut. Dla Erosy jest to druga z rzędu porażka po powrocie do UFC, która jego dalszą przygodę pod flagą amerykańskiego giganta stawia pod znakiem zapytania.

*****

W trzeciej walce rozpiski pomiędzy dwoma debiutującymi w oktagonie ciężkimi wielki jak brzoza Maurice Greene (8-2) rozpoczął agresywniej, próbując kąsać Jeffa Hughesa (10-3) ciosami prostymi, coby wykorzystać długie ramiona – ale ze zmiennym szczęściem. Był jednak zdecydowanie aktywniejszy i pomimo tego, że masą uderzeń pruł powietrze, i tak trafiał częściej. Szczególnie w klinczu zaprezentował niezłą pracę, kilka razy dosięgając rywala łokciami. Próbował też kopnięć na kolano. W końcówce rundy to jednak Hughes wypadł lepiej, trafiając kilka razy w szarżach sztywnego w swoich poczynaniach rywala ciosami na głowę.

Hughes wyglądał zdecydowanie lepiej w pierwszych minutach drugiej rundy. Regularnie kontrował koślawo kopiącego rywala ciosami na głowę. W połowie rundy naruszył go nawet srogim prostym na korpus, ale wpadł w klincz, zaprzepaszczając szansę na skończenie rywala. Niespodziewanie to Greene posłał jednak Hughesa na deski kontrującym prostym. Hughes szybko jednak wrócił do gry – ale walka się wyrównała. Ochoczo zmieniający pozycje Greene nadal poszukiwał kopnięć, zaprzęgając też do działania długie ręce, natomiast Hughes starał się znaleźć okazję do doskoczenia w tempo z sierpami.

Trzecia odsłona toczyła się w niespiesznym tempie. Obaj zawodnicy wymieniali się uprzejmościami w stójce. Hughes był nieco precyzyjniejszy i wydawało się, że trafiał częściej.

Sędziowie ostatecznie niejednogłośnie (2 x 29-28, 28-29) wskazali jednak na Maurice’a Greena, który tym samym rewanżuje się Jeffowi Hughesowi za porażkę z LFA.

*****

Bukmacherski underdog Matt Schnell (13-4) poddał w pierwszej rundzie Louisa Smolkę (15-6). Pełna relacja z pojedynki – tutaj.

*****

Alex Morono (16-5) rozbił w pierwszej rundzie Zaka Ottowa (17-7). Pełna relacja z walki – tutaj.

*****

W pojedynku otwierającym galę Dan Moret (13-5) nie kalkulował – skróciwszy dystans z ciosami, ruszył po ostre obalenie. Alex White (13-5) dobrze jednak bronił się przy siatce, zagrażając nawet rywalowi w pewnej chwili gilotyną. Na dwie minuty przed końcem rundy Moret w końcu położył White’a na plecach, wcześniej trafiając go jeszcze dobrymi uderzeniami w klinczu. W parterze zdołał zdzielić jeszcze rywala kilkoma łokciami, jednym z nich mocno go rozcinając na czole.

https://twitter.com/ufc/status/1104506054333755392

Druga runda wyglądała zupełnie inaczej. White powstrzymał wszystkie próby zapaśnicze ze strony Moreta, a w licznych ostrych spięciach – których nie brakowało z powodu agresywnego nastawienia Moreta – zdzielił go dobrymi ciosami, także w kontrach.

Niemal cała trzecia runda toczyła się w klinczu, gdzie obaj zawodnicy mocowali się, szukając obaleń. Tu i ówdzie jeden przewrócił drugiego, ale nic z tego nie wynikało. W ostatnich sekundach obaj wdali się w szalone wymiany w stójce, rozpuszczając ręce jak w amoku.

Sędziowie wypunktowali walkę zgodnie w stosunku 3 x 29-28 dla Alexa White’a, który przerywa czarną serię dwóch porażek, ratując się prawdopodobnie przed zwolnieniem. Dla Dana Moreta jest to druga przegrana z rzędu, która stawia pod znakiem zapytania jego dalszą przygodę z UFC.




Wyniki UFC on ESPN+ 4

Walka wieczoru

265 lbs: Junior dos Santos (21-5) pok. Derricka Lewisa (21-7) przez TKO (uderzenia), R2, 1:58

Co-main event

170 lbs: Elizeu Zaleski (21-5) pok. Curtisa Millendera (17-4) przez poddanie (RNC), R1, 2:35

Karta główna

170 lbs: Nico Price (13-2) pok. Tima Meansa (28-11-1) przez KO (prawy sierp), R1, 4:50
265 lbs: Blagoi Ivanov (17-2) pok. Bena Rothwella (36-11) jednogłośną decyzją (2 x 29-28)
155 lbs: Beneil Dariush (16-4-1) pok. Drewa Dobera (20-9) przez poddanie (balacha), R2, 4:41
185 lbs: Omari Akhmedov (18-4-1) pok. Tima Boetscha (21-13) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)

Karta wstępna

170 lbs: Tony Martin (16-4) pok. Sergio Moraesa (14-4-1) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)
135 lbs: Yana Kunitskaya (12-4) pok. Marion Reneau (9-5-1) jednogłośną decyzją (3 x 29-28)
145 lbs: Grant Dawson (13-1) pok. Juliana Erosę (22-7) jednogłośną decyzją (30-27, 30-26, 29-28)
265 lbs: Maurice Greene (7-2) pok. Jeffa Hughesa (10-2) niejednogłośną decyzją (2 x 29-28, 28-29)
135 lbs: Matt Schnell (13-4) pok. Louisa Smolkę (15-6) przez poddanie (trójkąt), R1, 3:18
170 lbs: Alex Morono (16-5) pok. Zaka Ottowa (17-7) przez TKO (poddanie), R1, 3:34
155 lbs: Alex White (13-5) pok. Dana Moreta (13-5) jednogłośną decyzją (3 x 29-28)

*****

Lowing.pl trzy miesiące z Patronite.pl


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

1 Comment

  1. Mecenas

    9 marca 2019 at 22:44

    Oby Yana Kunitskaya wygrała ! :) zamyka kupon :)

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply