Typowanie KSW 46 – Khalidov vs. Narkun II


Analizy i typowanie wszystkich walk gali KSW 46 – Khalidov vs. Narkun II, która odbędzie się w Gliwicach.

Przypominam, że poszczególne ikony przy przewidywanych rezultatach walk w lekkim uproszczeniu oznaczają:

IkonaOpis
Tylko kataklizm mógłby sprawić, że mój faworyt przegra.
Jestem przekonany do swojego typu, ale nie skreślam całkowicie jego rywala, bo ma narzędzia, by zwyciężyć – choć szanse na to są niewielkie.
Zawodnik, na którego postawiłem powinien to bez większych problemów wygrać, choć jego rywal może stawić spory opór, który może zaprowadzić go nawet do zwycięstwa.
Nie jestem przekonany, bliżej mi, rzecz jasna, do zawodnika, na którego postawiłem, ale jego oponent ma umiejętności, by to wygrać.
Absolutnie nie będę zdziwiony, jeśli wytypowany przeze mnie zawodnik polegnie z kretesem, szalenie wyrównana walka, może pójść w dwie strony.




77 kg: Krystian Kaszubowski (6-0) vs. Michał Michalski (6-3)

Kursy bukmacherskie: Krystian Kaszubowski vs. Michał Michalski 2.10 – 1.67

Obaj zawodnicy będą zgoła odmiennie wspominać swoje debiuty w KSW – Krystian Kaszubowski ekspresowo zdemolował Christophera Henze, podczas gdy Michał Michalski pomimo dominującej w swoim wykonaniu pierwszej rundy w trzeciej odklepał duszenie Davidowi Zawadzie.

Trudno wskazać tutaj faworyta. Przewaga fizyczne powinna należeć do zbudowanego jak Hulk Kaszubowskiego – może ona mieć spore znaczenie w klinczu oraz w parterze, jeśli Krystian znajdzie się na górze. Nie sposób nie odnotować też, że reprezentant gdyńskiego Mighty Bulls ma dopiero 24 lata na karku, co oznacza, że z walki na walkę może notować spory progres, łatając dziury w swojej grze i dodając do niej nowe elementy.

Z kolei Michalski powinien mieć po swojej stronie przewagę szybkościową. We wspomnianej walce z Zawadą zaprezentował się bardzo dobrze od strony stójkowej – był bardzo ruchliwy, dobrze orbitował, nie dając się zamykać na siatce, balansował na lewo i prawo, świetnie korzystał z lewego prostego, skracał dystans z ostrymi i szybkimi kombinacjami, a we wszystko to wplatał próby zapaśnicze.

Szczególnie zatem w pierwszej rundzie Michalski może mieć przewagę z uwagi na wspomnianą szybkość i lotny styl walki – choć jak najbardziej gabaryty – zasięg! – oraz moc w pięściach Kaszubowskiego mogą w pewnym stopniu niwelować mobilność Michała.

Spore znaczenie dla losów walki mogą mieć aspekty zapaśnicze, bo spodziewam się, że prędzej czy później obaj spróbują przenieść walkę do parteru. Odrobinę większe na to szanse daję dobrze skracającemu dystans z ciosami, kamuflującemu w ten sposób obalenia, Michalskiemu. Z drugiej zaś strony, stójka wrocławianina nie wygląda już tak efektownie, gdy dopada go zmęczenie. Ma wówczas tendencje do bicia z pełną mocą, wpadania w rywali. Kaszubowski jest w swoich poczynaniach bardziej wyrachowany i metodyczny, walczy równym tempem.

Nie zdziwi mnie żaden wynik – ale minimalnie bardziej skłaniam się ku mającemu większe doświadczenie z walk z mocnymi rywalami Michałowi Michalskiemu.

Zwycięzca: Michał Michalski przez decyzję

61 kg: Sebastian Przybysz (4-1) vs. Antun Racic (21-8-1)

Kursy bukmacherskie: Sebastian Przybysz vs. Antun Racic 2.35 – 1.57

Antun Racic jest w swoich poczynaniach bardzo konsekwentny – nawet jeśli tu i ówdzie wda się w jakieś stójkowe wymiany, to ostatecznie jest to jedynie narzędzie służące mu do osiągnięcia celu, którym niemal zawsze jest położenie rywala na plecach. I nie inaczej będzie w pojedynku z Sebastianem Przybyszem.

Na papierze klucz do pokonania Chorwata nie jest zatem szczególnie skomplikowany. Jak to osiągnąć, pokazali w pierwszych rundach Paweł Polityło oraz Kamil Selwa, którzy sprawili Antunowi Racicowi sporo problemów, powstrzymując jego zapędy zapaśnicze i utrzymując go na końcach pięści i kopnięć – szczególnie Selwa. Sebastian Przybysz również posiada kickbokserskie narzędzia, aby uprzykrzyć życie rywalowi, kąsając go długimi prostymi, kopnięciami, mieszając pozycje, pracując po łuku.

Przewaga szybkościowa należeć będzie jednak najprawdopodobniej do mniejszego, zrywniejszego Chorwata, co może pomóc mu w zneutralizowaniu zasięgu i stójkowych szlifów polskiego zawodnika. Dawid Gralka – zawodnik gabarytowo nieco podobny do Antuna Racica – był kilka razy w stanie dosięgnąć reprezentanta Mighty Bulls, a nawet zamknąć go na siatce. Podobnie rzecz się miała z Jakubem Wikłaczem, który od strony zapaśniczej ustępuje Antunowi Racicowi. Wszystko to zwiastuje ciężki pojedynek dla Przybysza.

Z drugiej zaś strony Sebastian ma oczywiście dopiero 25 lat, więc progres, jakiego dokonuje, może być dynamiczny. Być może teraz jego praca na nogach, kontrola dystansu i defensywne zapasy uległy poprawie na tyle, aby powstrzymać parterowe zapędy Racica, ale za bardziej prawdopodobny scenariusz uważam ten, w którym wyraźnie górujący nad naszym zawodnikiem pod względem doświadczenia Racic kończy walkę z tarczą – właśnie dzięki przewadze w aspektach zapaśniczych i parterowych. W poddanie nie wierzę, skoro wspomniany Wikłacz nie był w stanie zmusić Przybysza do klepania.

Zwycięzca: Antun Racic przez decyzję

70 kg: Artur Sowiński (18-10) vs. Kamil Szymuszowski (16-5)

Kursy bukmacherskie: Artur Sowiński vs. Kamil Szymuszowski 2.20 – 1.55

Piekielnie wyrównane starcie, w którym nie uniesie mojej brwi w zasadzie żaden rezultat. W stójce powracający do kategorii lekkiej Artur Sowiński powinien dysponować przewagą szybkościową, posiadając też bogatszy arsenał. Kamil Szymuszowski może jednak w sporym stopniu zniwelować te elementy doskonałym zasięgiem i zaprzęgnięciem do działania broni utrzymujących Kornika na dystans – czyli głównie ciosów prostych i kopnięć frontalnych.

Trudno powiedzieć natomiast, jak może przebiegać walka w klinczu. Sowiński jest w tym obszarze mocny, ale Szymuszowski wcale nie musi odstawać – a dzięki tężyźnie fizycznej i prawdopodobnej przewadze siłowej może nawet w zwarciu przeważać. Obaj zawodnicy nie są ułomkami w parterze, ale wydaje się, że to reprezentant Shark Top Team jest w walce na chwyty sprawniejszy – i jeśli znajdzie się na górze – o co zapewne powalczy – radzionkowianin może mieć spore problemy z powrotem na górę z uwagi na dobrą kontrolę Szymuszowskiego.

Forma obu stanowi spory znak zapytania. Szymek powraca po rocznej przerwie i ponownie będzie katował się ścinaniem do 70 kilogramów, podczas gdy Kornik dostał ostatnio lanie od Salahdine Parnasse’a. Na barkach obu spoczywa też spora presja, bo obaj w razie porażki nie mogą być pewni pozostania pod sztandarem KSW.

Nie zdziwi mnie w najmniejszym stopniu wiktoria Sowińskiego – najpewniej poprzez utrzymanie walki na środku klatki i przewagę kickbokserską – ale jednak za minimalnie bardziej prawdopodobny uznaję scenariusz, w którym dysponujący świetnymi warunkami fizycznymi Szymuszowski nie pozwala Kornikowi rozkręcić się na nogach, gnębiąc go długodystansowymi atakami, by fragmentami przenosić też walkę do klinczu i do parteru, tam przeważając.

Zwycięzca: Kamil Szymuszowski przez decyzję

70 kg: Grzegorz Szulakowski (9-2) vs. Marian Ziółkowski (19-7-1)

Kursy bukmacherskie: Grzegorz Szulakowski vs. Marian Ziółkowski 1.37 – 2.90

Styl walki Grzegorza Szulakowskiego w ogólnym zarysie pozostaje od dawna taki sam – Szuli rusza z impetem na rywali, tu i ówdzie rzuci jakiś cios, skracając dystans, wchodzi w klincz, szuka obalenia, a potem gnębi nieszczęśników uderzeniami z góry, poszukując też okazji do poddania. Spadnę z krzesła, jeśli na okoliczność walki z Marianem Ziółkowskim wniesie do klatki inny plan – a to dlatego, że Golden Boy będzie miał po swojej stronie przewagę warunków fizycznych, przewagę zasięgu. Szulakowski nie może zatem dawać rywalowi czasu i przestrzeni – spróbuje zatem pozbawić ich Mariana właśnie ostrą presją i grą zapaśniczo-parterową.

Ziółkowski dysponuje dobrym arsenałem stójkowym, chętnie korzystając z długich ciosów prostych, kopnięć frontalnych. Posiada też niezłą moc w uderzeniach, choć na ogół raczej skupia się na precyzji, a nie na wyprowadzaniu uderzeń z pełną mocą – co oczywiście ma swoje zalety.

Rzecz jednak w tym, że warszawianin ma tendencje do oddawania pola, cofając się przy tym prosto na siatkę, ewentualnie krążąc blisko niej – a na okoliczność pojedynku z agresywnie usposobionym, poszukującym klinczu, zapasów, parteru Szulakowskim jest to fatalny prognostyk.

W żadnym wypadku nie wykluczam scenariusza, w którym Golden Boy w pewnym stopniu łata tę dziurę w swoim stylu – na przykład częściej orbitując, podkręcając stójkową aktywność, aby utrudnić Szulakowskiemu przedzieranie się do zwarcia, ewentualnie może poszukując kontr łokciami i kolanami – bo, nie oszukujmy się, doskonale zdaje sobie sprawę, jak Szuli podejdzie do tematu. Zdaje sobie sprawę, że reprezentant Berkutu Arrachionu Olsztyn spróbuje ustawić go na siatce, tam gnębiąc zapasami, klinczem, obalając.

Ba, nie można zapominać, że Ziółkowski ma za sobą pełen obóz przygotowawczy, podczas gdy Szulakowski bierze pojedynek w zastępstwie. Może mieć to kapitalne znaczenie dla przebiegu walki i jej wyniku – kto wie, na jak długo Szuliemu starczy paliwa w baku, aby wywierać ostrą presję, z której słynie? Scenariusz, w którym początkowo notuje sukcesy, męcząc Ziółkowskiego w klinczu, może parterze, by jednak z każdą minutą opadać z sił, pozwalając warszawiakowi przejąć stery pojedynku w swoje ręce w drugiej części walki, jest realny. Golden Boy w pełni poświęcił się MMA, trenuje sumiennie, ma za sobą świetny sztab trenerski – a potencjału nie brakowało mu nigdy.

Tym niemniej… Szulakowskiemu wystarczy paliwa na dwie pierwsze rundy i choć będzie miał problemy z przewracaniem i kontrolowaniem sprawnego w parterze Ziółkowskiego, to wygrywając pierwsze dziesięć minut, przekona do siebie sędziów punktowych.

Zwycięzca: Grzegorz Szulakowski przez decyzję




66 kg: Roman Szymański (10-4) vs. Daniel Torres (7-3)

Kursy bukmacherskie: Roman Szymański vs. Daniel Torres 1.57 – 2.35

Pomimo tego, że Roman Szymański jest sprawnym bokserem, to wydaje się, że w płaszczyźnie stójkowej przewaga powinna należeć do Daniela Torresa. Brazylijczyk nie jest tak dobrze poukładany technicznie, ale jest twardym i charakternym bitnikiem, który potrafi przyjąć i potrafi oddać, regularnie też polując na niesygnalizowane kopnięcia na głowę.

W stójce najcenniejszą bronią polskiego zawodnika mogą okazać się jego praca na nogach oraz kopnięcia na kolano. Nic bowiem nie studzi ofensywnych zapałów rywali bardziej niż jakieś kopnięcie na kolano – a w ich wyprowadzaniu Szymański jest bardzo sprawny.

Polak będzie jednak musiał poszukać parteru, bo tam powinien cieszyć się przewagą. O przewrócenie Torresa łatwo nie będzie, ale Szymański potrafi obalać na wiele różnych sposobów – haczeniami z klinczu, rzutami, zejściami do nóg, wybraniem nogi, suplesem. Od tego, czy przeniesie walkę do parteru może zależeć jej wynik, bo pomimo naprawdę solidnych szlifów stójkowych Roman nie jest typem zawodnika, który ochoczo wdaje się w bójki – a uniknięcie takiej w stójce z zawsze agresywnie nastawionym Danielem to piekielnie trudna sztuka.

Myślę jednak, że wspomniana agresja Brazylijczyka stanowić może na nogach szansę dla Polaka do przenoszenia walki do parteru poprzez zanurkowanie do nóg rywala pod ciosami. Jeśli natomiast Szymański zamknie rywala na siatce, musi przeplatać różne techniki zapaśnicze – tzw. chain-wrestling – w przeciwnym wypadku może stracić na próby obaleń masę sił, ostatecznie nie kładąc oponenta na plecach.

Brazylijczyk sam czasami obala, ale w starciu z Polakiem czeka go w parterze ciężka przeprawa. Kostrzynianin z pleców jest bardzo aktywny, atakuje łokciami, szuka trójkątów, balach, omoplat, przetoczeń, podczas gdy z góry porusza się niezwykle zwinnie, kapitalnie, z lekkością i gracją przedostając się do coraz dogodniejszych pozycji.

Mając na uwadze, że Roman powraca po rocznej przerwie i kontuzji, absolutnie nie skreślam Daniela – to kawał bitnika, który utrzymując walkę na nogach, najprawdopodobniej wyrąbie sobie zwycięstwo decyzją sędziowską, będąc znacznie agresywniejszym i aktywniejszym. Jednak świetny zapaśniczo i bardzo mocny parterowo Szymański sfinalizuje kilka obaleń i to on zyska uznanie w oczach sędziów punktowych.

Zwycięzca: Roman Szymański przez decyzję

80 kg: Roberto Soldic (14-3) vs. Vinicius Bohrer (16-6)

Kursy bukmacherskie: Roberto Soldic vs. Vinicius Bohrer 1.17 – 5.00

Niby Vinicius Bohrer zapewnia, że jest w formie, bo szykował się do innej walki, ale… Jeśli tutaj nie będzie jednostronnej rzezi, szczerze się zdziwię. Walka na tak wielkiej scenie – z tysiącami fanów na trybunach, przy bajecznej otoczce i wśród milionów światełek – będzie dla Brazylijczyka nowością. Niby nie ma nic do stracenia, co może stanowić jego atut, ale bardziej prawdopodobne, że zostanie po prostu przygnieciony wagą całego wydarzenia.

Grzechem byłoby nie wspomnieć, że ostatni poważny pojedynek – przegrany – debiutujący w KSW reprezentant Kraju Kawy stoczył trzy lata temu z Luizem Dutrą Jr. Do jego dwóch ostatnich występów, w których pokonywał rywali z rekordami 0-0 i 2-2, trudno podchodzić poważnie.

Od strony technicznej przewaga Soldica w stójce powinna być gargantuiczna. Jedyne niebezpieczeństwo będzie groziło mu w parterze, ale szczerze wątpię, aby dał się przewrócić – nie dość bowiem, że defensywa zapaśnicza Chorwata stoi na wysokim poziomie, to i od strony siłowej powinien zdecydowanie przeważać. Nie wspominam już o tym, że ofensywne zapasy Bohrera to niższe stany średnie.

Innymi słowy, Robocop dostał rywala pod rozszarpanie i pod nowe highlightsy. Przegrać tę walkę może tylko w swojej głowie, jeśli kompletnie zlekceważy Bohrera. Chociaż, Bogiem a prawdą, nawet wtedy wyraźnie go faworyzuję, więc…

Zwycięzca: Roberto Soldic przez (T)KO

66 kg: Marcin Wrzosek (13-4) vs. Salahdine Parnasse (10-0-1)

Kursy bukmacherskie: Marcin Wrzosek vs. Salahdine Parnasse 2.55 – 1.51

Pojedynek Marcina Wrzoska z Salahdinem Parnasse zapowiada się wybornie – i nie będę ukrywał, że mam poważne problemy z wyobrażeniem sobie scenariusza, w którym byłby nudny – bez względu na to, czy będzie toczony w stójce, klinczu czy parterze.

Style walki obu zawodników determinują ich cele – młody Francuz postara się za wszelką cenę utrzymać walkę na dystansie kickbokserskim, wykorzystując w szermierce na pięści i kopnięcia swoje świetne szlify stójkowe, duży zasięg, doskonałą szybkość i dynamikę oraz szeroki wachlarz uderzeń. Z kolei Marcin Wrzosek powalczy o to, aby ustawić sobie rywala na siatce, ewentualnie położyć go na plecach i nieustannie gnębić uderzeniami, nie dając mu ani czasu, ani miejsca na rozpuszczenie rąk. Innymi słowy, Polski Zombie spróbuje Francuza zajechać.

Nie ukrywam jednak, że szczególnie pierwsza runda walki może być dla reprezentanta Shark Top Team mocno skomplikowana. Rozwijający się z walki na walkę – i to jak! – Parnasse dysponuje bowiem niesamowitą dynamiką, umiejętnie unikając też przyszpilenia do siatki. To nie wszystko, bo w konfrontacji z Arturem Sowińskim błysnął też kapitalnymi kontrami, z których nigdy wcześniej znany nie był. Walcząc z odwrotnej pozycji, chętnie męczy też rywali różnorodnymi kopnięciami – na nogi, na korpus i na głowę – często niesygnalizowanymi lub przygotowanymi kiwkami. Marcin będzie zatem musiał mieć się na baczności. Ustrzelenie Francuza w dystansie kickbokserskim będzie piekielnie trudne, ale Polak na pewno może uprzykrzyć mu życia lowkingami na wysokości łydki, ograniczając w ten sposób mobilność młodziana.

Wizualizując sobie ten pojedynek w głowie, widzę Parnasse’a wygrywającego pierwszą rundę – będzie lotny na nogach, nieuchwytny, karcąc nacierającego Wrzoska pojedynczymi ciosami i kopnięciami, które nie będą co prawda robić na Polaku większego wrażenia, ale pozwolą Francuzowi wyjść obronną ręką z pierwszych pięciu minut. Jeśli zaś chodzi o rundę trzecią, nie mam większych wątpliwości, że padnie ona łupem Marcina, który jest świetnie znany z doskonałej kondycji, podczas gdy aktywność młodziana w trzecich rundach mocno już spada. Pytanie zatem, kto wygra rundę drugą?

Tutaj temat mocno się komplikuje, bo nie spadnie mi szczęka na podłogę, jeśli Francuzowi starczy jednak paliwa na drugą rundę – i będzie w stanie trafiać w dystansie częściej, nadal hasając po klatce, ewentualnie szybko zrywając klinczerskie zapędy Wrzoska.

Nie ukrywam jednak, że spadek aktywności i mobilności Parnasse już nawet w drugiej rundzie walki z Kornikiem, stanowi dla mnie przesłankę wskazującą na to, że tempo narzucone przez Wrzoska okaże się dla niego zabójcze – i już w drugiej rundzie w jego poczynania wkradnie się chaos. Pojawią się problemy z orbitowaniem, porzuci elegancki, techniczny styl na rzecz mniejszych lub większych cepów – co czyni notorycznie, gdy dopada go zmęczenie.

Parnasse pokazał oczywiście niezłe narzędzia kontrujące w klinczu, haczeniami kilka razy przewracając Sowińskiego, ale… kilka razy oddał też podwójne podchwyty, raz będąc ciśniętym o deski jak kukła. Wrzosek posiada narzędzia, aby napsuć w tej płaszczyźnie wiele krwi młodemu Francuzowi. W parterze natomiast powinien go co najmniej skontrolować, choć solidny ostrzał jest jeszcze bardziej prawdopodobny.

Nie znaczy to w żadnym razie, że skreślam Salahdine’a Parnasse’a – nic z tych rzeczy! Chłopak ma dopiero 20 lat na karku. Zanim przyszedł do KSW, wyglądał jako tako. W debiucie z Łukaszem Rajewskim pokazał natomiast furę nowych umiejętności, a w potyczce z Arturem Sowińskim wyglądał jak krzyżówka profesora z wirtuozem stójki! Jego rozwój jest więc widoczny gołym okiem – i Bóg jeden raczy wiedzieć, jakie nowe umiejętności wniesie do klatki w sobotę. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dysponuje ogromnym potencjałem.

Rzecz jednak w tym, że Francuz nie udowodnił jeszcze, że potrafi uniknąć bójki – a każda niemal walka Marcina Wrzoska to bójka. Bójka kontrolowana, rzecz jasna. A na bójce Polski Zombie zjadł zęby. Dla Parnasse’a tempo narzucone przez Wrzoska oraz jego agresja stanowić będą poważną barierę. Tutaj nie będzie kickbokserskich technicznych szachów w dystansie – a to oznacza, że…

Zwycięzca: Marcin Wrzosek przez decyzję




66 kg: Mateusz Gamrot (14-0) vs. Kleber Koike Erbst (24-4-1)

Kursy bukmacherskie: Mateusz Gamrot vs. Kleber Koike Erbst 1.53 – 2.50

Pojedynkowi o złoto wagi piórkowej pomiędzy Mateuszem Gamrotem i Kleberem Koike Erbstem przyjrzałem się w osobnej analizie. Dlaczego wyraźnie faworyzuję Polaka, opisałem tutaj – zapraszam!

Zwycięzca: Mateusz Gamrot przez decyzję

92 kg: Tomasz Narkun (15-2) vs. Mamed Khalidov (34-5-2)

Kursy bukmacherskie: Tomasz Narkun vs. Mamed Khalidov 1.95 – 1.74

Do szczegółowej analizy tego kapitalnie zapowiadającego się rewanżu – w dużej mierze opartej na przykładach z obu walk Conora McGregora z Natem Diazem, które mają wiele punktów wspólnych z rywalizacją Mameda Khalidova z Tomaszem Narkunem – zapraszam tutaj. Tam też szczegółowo uzasadniłem swój poniższy typ.

Zwycięzca: Mamed Khalidov przez decyzję

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

2 Comments

  1. Pingback: Dana White planuje "turniej" w wadze lekkiej z udziałem Nurmagomedova, McGregora, Fergusona i Poiriera - Lowking.pl

  2. anonimuskobra

    5 lutego 2019 at 13:40

    Typowałem:
    1 Kaszubowski – KO
    2 Racic – decyzja
    3 Sowiński – decyzja
    4 Szulakowski – poddanie
    5 Szymański – decyzja
    6 Soldic – KO
    7 Parnasse – decyzja
    8 Gamrot – decyzja
    9 Narkun – decyzja

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply