Krągła legenda, Zombie Souza i nigeryjski Narcyz – pięć wniosków po UFC 230


Walkę wieczoru zestawiono w ostatniej chwili, a z rozpiski powypadali Nate Diaz, Dustin Poirier, Luke Rockhold czy Yoel Romero – ale gala UFC 230 nie zawiodła.

Trzecia w historii amerykańskiego giganta gala organizowana w Madison Suqare Garden nie była może tak nafaszerowana mocnymi nazwiskami jak dwie poprzednie, ale… Działo się!

UFC 230: Cormier vs. Lewis – wyniki i relacja

Co więc zapamiętamy szczególnie z UFC 230?

Daniel Cormier stawia kropkę nad „i”

Głównodowodzący UFC Dana White harował jak zły, zaklinając przed galą rzeczywistość i przekonując, że Derricka Lewisa w starciu z Danielem Cormierem skreślać nie można – bo kowadło w pięści, bo jeden cios, bo wielki i silny, bo świeżo po obozie przygotowawczym, bo nigdy się nie poddaje i ma serce do walki.

Sfinalizowane przez mistrza wybranie za stopę w rundzie drugiej najdobitniej pokazało jednak, jak wielka różnica w szlifach zapaśniczych dzieli obu zawodników – co nie powinno stanowić żadnego zaskoczenia dla nikogo, kto oglądał poprzednie walki Czarnej Bestii czy chociażby rzucił okiem na jego statystyki obrony przed obaleniami.




A zatem – Cormier z dziecinną łatwością postawił kropkę nad i, zamiatając oktagon potężnym rywalem.

O walce cały świat zapomniał już chwilę po jej zakończeniu, a tematem przewodnim konferencji prasowej z mistrzem była oczywiście jego przyszłość. Podobnie zresztą jak przed walką, czemu trudno się dziwić…

Jak zatem wyglądają plany DC? Otóż, absolutnym priorytetem w ostatniej walce w karierze – bo nadal trzyma się wersji, wedle której 20 marca 2019 roku przechodzi na emeryturę – są dla niego pieniądze, czyli Brock Lesnar. Przebąkuje co prawda o potencjalnych walkach z Jonem Jonesem lub Stipe Miocicem, ale wyłącznie wtedy, jeśli gwiazdor WWE nie byłby z jakiegoś powodu dostępny.

Mam mieszane uczucia w tym temacie, bo Stipemu Miocicowi należy się rewanż jak psu buda. A jeśli przyjmiemy nawet pokrętnie, że jednak się nie należy, to na swoją szansę niewątpliwie zapracował też Curtis Blaydes – szczególnie, jeśli zrewanżuje się Francisowi Ngannou w Chinach – ale… Kto jak kto, ale Daniel Cormier wszystkim, czego w życiu doświadczył – z kulminacyjnym momentem, gdy w 2003 roku zmuszony był oglądać pogruchotane ciało swojej 3-miesięcznej córki, która zginęła w wypadku samochodowym – i jak sobie z tym poradził, zapracował na takie zakończenie kariery, jakie sobie wymarzy.

I tylko ręcznika żal… Naprawdę.

Ronaldo Zombie Souza

Mauricio Shogun Rua słynął swego czasu z doskonałej walki w trybie zombie, ale Ronaldo Jacare Souza wynosi ten element oktagonowego rzemiosła – a więc toczenie pojedynku w warunkach skrajnego wyczerpania i porozbijania – na nowy poziom.

Chris Weidman wyglądał najlepiej od lat, dobrze pracując na nogach i szeroką gamą zróżnicowanych pod względem mocy ciosów gnębiąc Brazylijczyka, ale… Tu nokaut wisiał w powietrzu od samego początku walki. Ultra-agresywne podejście Jacare musiało doprowadzić do ostrych wymian – i doprowadziło. Nawet pomimo mocno poprawionej pracy na nogach, kontroli dystansu i szlifów bokserskich Amerykanin nie był w stanie uniknąć fragmentów bijatyki, co ostatecznie przypłacił ciężkim nokautem w trzeciej rundzie.

W ten sposób Ronaldo Souza toruje sobie z powrotem drogę w pobliże walki o pas mistrzowski kategorii średniej, będąc też pierwszym Brazylijczykiem, który pokonał Chrisa Weidmana – a przed nim próbowało tego aż pięciu innych, w tym takie tuzy jak Anderson Silva, Lyoto Machida, Vitor Belfort czy Demian Maia.

Aligator nie ma wątpliwości, że sobotnim zwycięstwem zapewnił sobie pojedynek o złoto, ale nie miejmy złudzeń – niczego sobie nie zapewnił. Niedawno walczył już zarówno z Robertem Whittakerem, jak i z Kelvinem Gastelumem, z oboma kończąc na tarczy. Owszem, nigdy w karierze nie przegrał rewanżu, ale to nie uzasadnia jego pretensji do tronu. Musi stoczyć jeszcze jedną walkę.

Przy okazji tej konfrontacji grzechem byłoby nie wspomnieć o próbie kolejnego walk-off KO w wykonaniu Brazylijczyka – zepsutego przez kompletnie niezorientowanego w sytuacji sędziego Dana Miragliottę. Muszę przyznać w tym kontekście, że skończenia walk, jakie serwuje Jacare, są jednym z najbardziej gangsterskich w historii MMA, zostawiając być może w tyle nawet Marka Hunta. Gdy Aligator dobija, robi to metodycznie i niespiesznie – a zarazem brutalnie.

Wielkie umiejętności i wielka gęba Israela Adesanyi

Nikt o zdrowych zmysłach nigdy nie podważał stójkowych umiejętności Israela Adesanyi. Pytanie brzmiało zawsze – jak przełożą się one na warunki panujące w oktagonie UFC? Jak poradzi sobie od strony zapaśniczej i parterowej?

Po czterech pojedynkach, jakie stoczył już pod sztandarem amerykańskiego giganta, można śmiało rzec, że, owszem, jego defensywa zapaśnicza stoi na bardzo dobrym poziomie. Co prawda jak na mój gust odrobinę zbyt łatwo daje się czasami zamykać na siatce, ale dopóki broni się przed zapędami parterowymi rywali tak, jak czynił to w konfrontacji z Derekiem Brunsonem, dopóty nie powinno stanowić to dlań większego problemu – a to oczywiście z uwagi na bajecznie kreatywną stójkę, jaką dysponuje.




Nie ukrywam, że szczególnie po drugiej potyczce nowozelandzkiego Nigeryjczyka – zwycięstwie z Marvinem Vettorim – miałem poważne wątpliwości co do jego oktagonowego potencjału, ale rozwiały je dwie ostatnie pojedynki tego byłego kickboksera. To materiał na ścisłą czołówką – a może nawet mistrza?

Wyniki UFC 230: kapitalnie dysponowany Israel Adesanya demoluje Dereka Brunsona – video

Kickboxing Adesanyi zasługuje na osoby rozdział… Tzn. artykuł – i takowy pojawi się niebawem na Lowkingu. Tutaj odnotuję jedynie oczywistą oczywistość – wachlarz kickbokserski Nigeryjczyka w połączeniu z jego umiejętnością walki z obu pozycji, a także nieprawdopodobną precyzją i luzem, z jakim wyprowadza wszystkie uderzenia, stanowić będą gargantuiczny problem dla każdego rywala w 185 funtach.

Na korzyść Israela przemawia też fakt, że jest postacią mocno medialnie polaryzującą fanów. Trudno przejść obojętnie obok tego, jak się zachowuje, co mówi, jak mówi. Osobiście należę do grupy niebędącej pod wrażeniem medialnej kreacji Nigeryjczyka – ileż można wysłuchiwać, jak pompuje siebie do granic absurdu i oskarża każdego średniego na świecie, że się go lęka – ale dopóki nie wdrapał się na szczyt i nie zaczął wybrzydzać na temat kolejnych obron pasa, łypiąc w kierunku kasowych walk – niech gada.

Jeśli jednak po tak narcystycznej narracji powinie mu się noga…

… czeka go zimny prysznic. O ile bowiem taki, powiedzmy, Darren Till również nigdy skromnością nie grzeszył, to zawsze otwarcie opowiadał o porażce – i zniósł ją całkiem nieźle. Nigeryjczyk robi z siebie półboga – a tacy upadają z hukiem.

Bezzębny Adam Wieczorek

Aj… Ależ szkoda tej pierwszej akcji, w której Adam Wieczorek kompletnie zaskoczył Marcosa Rogerio de Limę, skracając dystans z ciosami i kamuflując w ten sposób obalenie… Gdy znalazł się na górze, byłem przekonany, że zwycięstwa nie wypuści już z rąk – podda, rozbije albo skontroluje na tyle długo, aby do drugiej rundy Pezao wyszedł na ostatnich oparach.

Nic z tego jednak – Brazylijczyk wstał, odwrócił pozycję i… reszta jest historią. Siwy nie miał niestety w tej potyczce nic więcej do zaoferowania. Permanentny wsteczny z plecami na siatce, oddawanie podchwytów, notoryczne powtarzanie tej samej akcji przy próbach sprowadzania. Bezbarwnie.

Z drugiej zaś strony, 26-letni ledwie Polak wziął ten pojedynek niespełna dwa tygodnie przed galą, więc i cudów trudno było oczekiwać. Nie ukrywam jednak, że przed walką pokonania przeciętnego Marcosa Rogerio de Limy w kategoriach cudu absolutnie nie postrzegałem – nawet i bez obozu przygotowawczego.

Metamorfoza Jareda Cannoniera

Karierę w UFC rozpoczął w kategorii ciężkiej, potem przechodząc do półciężkiej, by w sobotę zadebiutować w 185 funtach – i to jak!

Jared Cannonier kompletnie rozmontował Davida Brancha, powstrzymując jego zapaśniczo-parterowe zapędy i dominując w obszarze kickbokserskim.

Dołączył tym samym do nielicznej grupy zawodników, którzy w swoich karierach w oktagonie wojowali w trzech różnych kategoriach wagowych, w każdej z nich odnosząc jedno choćby zwycięstwo – Conora McGregora, Kenny’ego Floriana, Vitora Belforta czy Lucasa Martinsa.

Niby Killa Gorilla ma już na karku 34 lata, ale nie jest to zawodnik o dużym przebiegu – i niewykluczone, że najlepsze dopiero przed nim. Zawsze prezentował miłą dla oka i skuteczną stójkę oraz świetny defensywny grappling – a teraz uzupełniając to o solidną obronę przed obaleniami oraz niwelując różnice gabarytów, jakie dzieliły go z półciężkimi, może sprawić sporo problemów starzejącej się elicie kategorii średniej.




Jednym zdaniem

  • Karl Roberson ma czutkę do ślicznych kontr – warto mieć go na oku!
  • Jason Knight potwierdza, że jest ze Stockton – więc tak też należy go traktować i oszczędzić mu walk z zapaśnikami!
  • Wiązałem duże nadzieje z Julio Arce, ale to koguci – w starciu z Sheymonem Moraesem było to aż nadto widoczne.
  • Lando Vannata – jedyny zawodnik w historii UFC, który z sześciu walk wygrał tylko jedną, ale nikt o zdrowych zmysłach nie myśli o jego zwolnieniu.
  • Słynący z tytanowej szczęki Shane Burgos zaliczył dechy w drugiej z rzędu walce – odrobinę niepokojące.

*****

Lowking.pl trafia na Patronite.pl – oto dlaczego


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.