Justin Gaethje: „Nie mogę bawić się w oktagonie tak dobrze – muszę tam wyjść jak do pracy”

Justin Gaethje spróbuje wyjść do walki z Jamesem Vickiem z nowym nastawieniem – za cel stawiając sobie przede wszystkim zwycięstwo, a nie stoczenie kolejnej wojny.

Przygodę z UFC Justin Gaethje rozpoczął z przytupem, po prawdziwej wojnie zadając pierwszą w karierze porażkę przez nokaut Michaelowi Johnsonowi. W dwóch kolejnych występach również dał krwawe oktagonowe wojny – ale skończył je na tarczy, będąc zmuszonym uznać wyższość Eddiego Alvareza i Dustina Poiriera.

O powrót na zwycięskie tory 29-latek powalczy już za tydzień, w walce wieczoru gali UFC Fight Night 135 w Lincoln stając w szranki z Jamesem Vickiem – i na tę okoliczność zapowiada zmiany w swojej oktagonowej grze.

Tak naprawdę skupiam się przede wszystkim na tym, żeby nie być zbyt zadowolonym z siebie i nie bawić się aż tak dobrze w oktagonie.

– powiedział Gaethje w rozmowie z FloCombat.com.

Zaraz przed tym kolanem (od Eddiego Alvareza) trafiłem kilkoma mocnymi podbródkami i mocno się rozluźniłem. W swojej głowie już widziałem go znokautowanego, a na takim poziomie nie możesz tego robić, szczególnie przeciwko gościom takim jak Eddie Alvarez. To samo było w walce z Dustinem (Poirierem). Powinienem był już wtedy odrobić lekcję, ale wyszedłem tam i czułem się zbyt pewnie.

Muszę tam wyjść i cały czas się lękać. Muszę zrozumieć, że wszystko może się skończyć jednym uderzeniem, które może się pojawić w dowolnym momencie – szczególnie, gdy walczę z gośćmi z czołowej dziesiątki UFC. Podczas tego obozu starałem się cały czas pozostać czujnym i skupionym.




Justin Gaethje już na okoliczność walki z Dustinem Poirierem wspominał o możliwym zaprzęgnięciu zapasów i klinczu, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Nadal w oktagonie cechowała go niezmącona niczym agresja i dążenie do ostrych wymian w półdystansie.

O ile chciałbym powiedzieć, że robię to wszystko dla fanów, to tak jednak nie jest, bo robię to dla siebie.

– powiedział.

Robię to dla swojej rodziny. Taką po prostu jestem osobą. Nie potrafiłbym zmienić swojego stylu walki, nawet gdybym chciał. Mogę spróbować zwracać większą uwagę na to, aby pozostawać w dogodnych pozycjach. Nie mogę poczuć się tam komfortowo i nie mogę się dobrze bawić. To musi być dla mnie praca – a nie wyłącznie przyjemność. Muszę tam wyjść jak do pracy i wykonać swoją robotę.

*****

„Dziękuję ci, Dana White! Jesteś wspaniały” – ojciec stanie w narożniku Khabiba na UFC 229?

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply