Jan Błachowicz dostał propozycję walki – kim może być jego rywal?


Sklasyfikowany na 5. miejscu w rankingu wagi półciężkiej Jan Błachowicz ogłosił otrzymanie propozycji kolejnej walki – przeanalizujmy, kto może być jego rywalem.

A zatem stało się! Niespełna dwa tygodnie po praskiej klęsce z Thiago Santosem w walce wieczoru gali UFC on ESPN+ 3 cieszący się dozgonnym szacunkiem każdego przyzwoitego fana MMA nad Wisłą Jan Błachowicz otrzymał propozycję nowego pojedynku.

Cieszynianin radosną tę nowinę przekazał za pośrednictwem Intagrama następującymi słowami:

Nie minęły jeszcze dwa tygodnie od walki, a już otrzymałem propozycję kolejnej – naprawdę mega fajnej. Zostawiam was z tym tematem, żebyście rozkminiali i pisali, kto to może być. Powiem wam, że grubo i fajnie. Kwestia tylko, czy się podpisze kontrakt, czy się nie podpisze.

Z powyższej wypowiedzi łatwo wywnioskować, że naszemu zawodnikowi propozycja rywala jak najbardziej przypadła do gustu – i to delikatnie rzecz ujmując!

„Mega fajna” walka, jest „grubo i fajnie” – jeśli Janek nie stawia tutaj pewnego rodzaju zasłony dymnej, w co jednak szczerze wątpię, bo cieszynianin nie z tych, to takimi słowami nie określiłby propozycji pojedynku z każdym rywalem z Top 15. Podskórnie czujemy chyba, że Cieszyński Książę oferty potyczki z, powiedzmy, Mishą Cirkunovem nie określiłby tego rodzaju słowami. Prawda? Chyba że chciałby sobie zakpić, co z pozycji kanapowego psychologa w zasadzie wykluczam.




Kto zatem może być tym tajemniczym rywalem, z którym zaproponowano starcie Janowi Błachowiczowi?

Top 16

Skoro wspomnieliśmy o czołowej piętnastce kategorii półciężkiej, to rzućmy na nią okiem…

Widzimy powyżej 15 potencjalnych rywali dla cieszynianina, do których od razu dodajmy sposobiącego się do debiutu w 205 funtach byłego mistrza kategorii średniej Luke’a Rockholda. A zatem mamy 16 możliwych oponentów dla polskiego zawodnika. Poza czołową piętnastkę rankingu nie sięgam, bo ze świecą szukać półciężkich spoza Top 15, z którymi propozycję walki Janek określiłby mianem „grubej i fajnej”.

Z rzeczonej szesnastki spróbujmy od razu wyeliminować kilka nazwisk… Aby to zrobić, pójdźmy najkrótszą drogą i przyjmijmy założenie, że wszystkie zaplanowane już w kategorii półciężkiej starcia odbędą się zgodnie z planem – a to oznacza, że ich uczestnicy nie otrzymali propozycji walki z naszym zawodnikiem.

Oto trzy zaplanowane potyczki – więcej brak – w 205 funtach, w których występuje co najmniej jeden zawodnik z Top 15.

16.03 | Dominick Reyes vs. Volkan Oezdemir | UFC on ESPN+ 5
13.04 | Ovince St. Preux vs. Nikita Krylov | UFC 236
27.04 | Glover Teixeira vs. Ion Cutelaba | UFC on ESPN 3

Tym samym z grona rywali dla Jana Błachowicza odrzucamy Dominicka Reyesa, Volkana Oezdemira, Ovince’a St. Preuxa i Glovera Teixeirę.

Dorzućmy jeszcze dwóch, aby zostało nam dziesięciu potencjalnych kandydatów do starcia z cieszynianinem.

Wspomniałem o Mishy Cirkunovie, więc bez zbędnego gadulstwa żegnamy kanadyjskiego Łotysza.

„Do widzenia” mówimy też oczywiście Jonowi Jonesowi – jakkolwiek by nie zakrzywić rzeczywistości, Polak o pas walczył teraz nie będzie.

Top 10

W grze pozostało zatem dziesięć nazwisk. Są to – rankingowo – Daniel Cormier, Alexander Gustafsson, Thiago Santos, Anthony Smith, Corey Anderson, Ilir Latifi, Jimi Manuwa, Johnny Walker, Mauricio Rua oraz Luke Rockhold.

Oszczędzając czas Czytelników i swój, wykreślamy też z tej listy Daniela Cormiera, choć nie jest tajemnicą, że „szedłby do obalenia od samej szatni”.

Kolejnym gagatkiem do odstrzału – który ostatnio odstrzelił niestety Cieszyńskiego Księcia – jest oczywiście Thiago Santos. Adios!

Zostało nam ośmiu potencjalnych oponentów – i robi się coraz ciaśniej… W stu procentach nie wykluczyłbym konfrontacji Jana Błachowicza z żadnym z nich, ale – jak trzeba, to trzeba.

Wspomniane zestawienie nikomu niepotrzebnego rewanżu pomiędzy Nikitą Krylovem i Ovincem St. Preuxem daje co prawda do myślenia, ale uniósłbym jednak delikatnie brew, gdyby matchmakerzy UFC po raz trzeci doprowadzili do starcia Jana Błachowicza z Jimim Manuwą. Czy ktokolwiek chciałby to obejrzeć? Poster Boy przegrał trzy ostatnie pojedynki, spadł nisko. Czy Janek określiłby trylogię mianem „grubej i fajnej”? Szczerze wątpię. Jeśli natomiast dodać do tego fakt, że Brytyjczyk boryka się obecnie z kontuzjami, nie mamy wyjścia – Poster Boy odpada.

Potrzebujemy jeszcze dwóch nazwisk, aby zostało nam Top 5

Corey Anderson! „Grubo i mega fajnie” ma pozytywne konotacje – i nie tylko w sferze sportowej, ale też osobowej, że tak się wyrażę. Czy takowych akurat słów Janek użyłby w stosunku do potencjalnej rewanżowej walki z Coreyem, który może i od strony sportowej stanowiłby solidne wyzwanie, ale… w ostatnich miesiącach gnębił przecież cieszynianina medialnie jak zły! „Grubo i mega fajnie” zdecydowanie sugeruje rywala, który jest mocny od strony sportowej – ewentualnie posiada legendarny status – oraz jest przez Błachowicza lubiany lub mocno szanowany. Niewątpliwie Janek szanuje Coreya, ale czy go lubi? Ekhm… Cholera wie!

Dodajmy też, że Corey Anderson w ostatnich dniach bardzo ostro wypowiedział się na temat potencjalnego starcia z Alexandrem Gustafssonem, twierdząc, że interesuje go tylko i wyłącznie walka o pas mistrzowski. Oczywiście, prędzej sczeźnie, niż otrzyma teraz titleshota, ale nie wierzę, aby garnął się do walki z cieszynianinem – raz go pokonał, a w obecnej sytuacji, tj. po ostatniej porażce Błachowicza, ewentualna druga wiktoria z Polakiem prawdopodobnie niewiele by mu dała w kontekście jego mistrzowskich aspiracji. Dowodzony zatem przez oślizgłego egipskiego menadżera Corey Anderson odpada.

Ok. Zostało nam sześć kandydatur… Spróbujmy zawęzić to grono do pięciu nazwisk…

Odrzućmy zatem… Anthony’ego Smitha! Tak, wiem, Janek rzucił mu wczoraj wyzwanie. Rankingowo i sportowo Amerykanin nadawałby się na rywala dla polskiego zawodnika, jak znalazł. Jasne.

Nie zapominajmy jednak, że piekielnie aktywny w zeszłym roku Smith pierwotnie z powodu problemów zdrowotnych celował w starcie z Jonesem dopiero… w lipcu! Pokonawszy Oezdemira, zapowiedział nawet, że teraz będzie pewnie wyzywany do walki przez innych półciężkich z aspiracjami mistrzowskimi, od razu zaznaczając, że kompletnie go oni nie interesują – bo, po pierwsze, chce walki o pas, po drugie – potrzebuje dłuższej przerwy na podreperowanie zdrowia i czas dla rodziny.

Robert Whittaker w najnowszej odsłonie swojego podcastu ocenił, że skutki wszystkich uderzeń, jakie Anthony Smith zebrał w starciu z Bonesem – głównie stompów oraz ataków na korpus – Lwie Serce będzie odczuwał przez dobre trzy miesiące.

Jeśli dodamy do tego, że Antoni i tak do walki z Jonesem podchodził w prawdopodobnie dalekiej od ideału kondycji fizycznej, trudno spodziewać się, aby interesował go szybki powrót do akcji akurat przeciwko Błachowiczowi, który również przegrał. Po pięciu rundach lania od Jonesa Smith potrzebuje przerwy – i to dobry moment, aby sobie ją zrobił.

Anthony Smith odpada.

Tym samym pozostało nam już tylko pięć nazwisk na liście potencjalnych rywali dla Jana Błachowicza.




Top 5

Alexander Gustafsson, Ilir Latifi, Johnny Walker, Mauricio Rua i Luke Rockhold.

Jest już naprawdę ciasno! Aby wykluczyć którekolwiek z tych nazwisk, musimy bazować w dużej mierze na detalach i sporych pokładach przypuszczeń wszelakich. Nikt nie powinien być w najmniejszym stopniu zaskoczony, jeśli Jan Błachowicz nawiązuje w swojej wypowiedzi do jednego z wyżej wymienionych zawodników.

Tym niemniej…

Niestety! Janek Błachowicz nie stanie do walki ze swoim wymarzonym rywalem, czyli Mauricio Shogunem Ruą. Oczywiście, jak zaznaczałem, nie drgnie mi powieka, jeśli to jednak Shogun, ale…

Legendarny Brazylijczyk poddał się tydzień temu pełnej rekonstrukcji więzadła w kciuku prawej dłoni. Jego menadżer i przyjaciel Eduardo Alonso w rozmowie z Combate.com zdradził, że lekarze poinformowali Shoguna, iż z jakąkolwiek aktywnością fizyczną dotyczącą dłoni/kciuka musi wstrzymać się na półtora miesiąca. Następnie – jeśli wszystko dobrze się zaleczy – a przykład Chrisa Weidmana, który swego czasu miał ogromne problemy z kciukiem właśnie, wskazuje na to, że wcale nie musi tak być! – reprezentant Kraju Kawy podda się półtoramiesięcznej terapii fizycznej, aby tenże kciuk doszedł do pełnej sprawności.

Wszystko to oznacza, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu Maurycy będzie w stanie wznowić treningi z pełnym obciążeniem dopiero w czerwcu! Jakże zatem miałby już teraz otrzymać propozycję walki z Błachowiczem? Jeśli Alonso nie stroi sobie żartów – a nie oszukujmy się, na 99% tak nie jest – Shogun pozostanie poza grą przez co najmniej 2-3 miesiące.

A zatem – Mauricio Rua odpada – pomimo iż określenie „grubo i mega fajnie” pasuje do niego jak ulał.

Czy zatem Janek Błachowicz może w najbliższym pojedynku stanąć do walki z zostawiającym za sobą trupa za trupem Johnnym Walkerem? Absolutnie! Zdecydowanie tak!

Rzecz jednak w tym, że na tym etapie poszukiwań rywala dla cieszynianina musimy chwytać się szczegółów jak tonący brzytwy! Najważniejszym w kontekście brazylijskiego rębajły jest natomiast ten o 4-tygodniowej rehabilitacji, której musi się poddać, aby doprowadzić do zdrowia ramię, kontuzjowane w czasie celebracji zwycięstwa z Mishą Cirkunovem. Mając to na uwadze, trudno jednak spodziewać się, aby Brazylijczyk dostał tak szybko propozycję kolejnego starcia. A jeśli rehabilitacja się przedłuży? Nie. Znaczy – absolutnie nie wykluczam „tak”, ale na tym poziomie grzebania w szczegółach – zostajemy przy „nie” w kontekście Walkera jako rywala dla Błachowicza.

Przyznam też szczerze, że o ile określenie „mega fajnie” pasuje do Johnny’ego, to „grubo” już jakby mniej. „Grubo” oznacza bowiem – jak zakładam – zawodnika, wobec osiągnięć sportowych którego Janek ma dużo, dużo szacunku. Czy szanuje dokonania Walkera? Na pewno. Czy na tyle, aby propozycję takiej walki określić mianem „grubo”? Możliwe… Ale nieszczególnie prawdopodobne. Żegnamy brazylijskiego szaleńca!

W grze tym samym pozostało nam już tylko trzech potencjalnych rywali dla cieszynianina.

Top 3

Oto oni: Alexander Gustafsson, Ilir Latifi, Luke Rockhold.

Niech mnie kule biją! To może być każdy z nich! Ale… Drążymy…

Luke Rockhold rzucił już wyzwanie Thiago Santosowi – zgodnie zresztą ze swoimi zapowiedziami, w których od wielu tygodni wyrażał zainteresowanie konfrontacją ze zwycięzcą starcia Brazylijczyka z Janem Błachowiczem. Wygrał Marreta, więc to jego zaprosił w oktagonowe tany.

Wydaje się jednak, że Santos jest bliski konfrontacji o pas mistrzowski z Jonesem – wskazują na to nie tylko wypowiedzi Dany White’a, ale też medialna narracja podczas gali UFC 235 a także praskiej UFC on ESPN+ 3. Na potrzeby tejże analizy przyjmiemy zatem, że Santos nie trafi w ręce Rockholda. A to oczywiście powoduje, że prawdopodobieństwo tego, że to właśnie o nim mówi Błachowicz, rośnie.

Alexander Gustafsson? Nie ulega wątpliwości, że Mauler jest przymierzany do występu w walce wieczoru sztokholmskiej gali UFC on ESPN+ 10. Mógłby spotkać się tam z Luke’iem Rockholdem, z Coreyem Andersonem, Johnnym Walkerem albo właśnie z Janem Błachowiczem. To ze wszech miar realny scenariusz.

Od czasu pierwszej walki obu minęło mnóstwo czasu – może nie porwała, ale wszyscy pamiętają, że to Polak rozdawał karty w stójce, zmuszając Szweda do zaprzęgnięcia do działania zapasów – a więc płaszczyzny, którą Cieszyński Książę mocno w ostatnich występach poprawił. Reprezentant Polski w walce wieczoru sztokholmskiej gali też wydaje się logicznym posunięciem. A zatem jak najbardziej może chodzić właśnie o rewanżowe starcie z Alexandrem Gustafssonem.

A może drugi bój z Ilirem Latifim? Grzechem okrutnym byłoby wykluczenie takiego scenariusza – przede wszystkim z przedstawionego poniżej powodu:

View this post on Instagram

Time to grind✨

A post shared by Ilir Latifi (@ilirlatifi) on

Pora na harówę

Dwa dni temu taki oto wpis opublikował na Instagramie albański Szwed. Czyż to nie piekielnie mocna przesłanka, która może wskazywać na to, że wraca do gry? Że otrzymał propozycję nowej walki? Nie ma wątpliwości – to może być rewanż ze Sledgehammerem!

A zatem… Kto z tejże trójki?




Jan Błachowicz vs. ???

Ponownie – aby wybrać z tej trójki jednego zawodnika, musimy odwołać się do kruchych – ale jedynych dostępnych – przesłanek…

Powróćmy wobec tego do spiżowych słów Jana Błachowicza, do których w niniejszej analizie odwoływaliśmy się już dobre pięćdziesiąt razy… A zatem:

Nie minęły jeszcze dwa tygodnie od walki, a już otrzymałem propozycję kolejnej – naprawdę mega fajnej. Zostawiam was z tym tematem, żebyście rozkminiali i pisali, kto to może być. Powiem wam, że grubo i fajnie. Kwestia tylko, czy się podpisze kontrakt, czy się nie podpisze.

Czy Janek wypowiedziałby takie właśnie słowa na temat rewanżowego starcia z Ilirem Latifim? Zawodnikiem, którego ubił swego czasu w pierwszej rundzie? Zawodnikiem, który został ostatnio sponiewierany przez Coreya Andersona? „Grubo”???

Nie. To nie Ilir Latifi – pomimo wspomnianej wcześniej mocnej przesłanki w postaci „Time to grind”.

A zatem – Alexander Gustafsson czy Luke Rockhold?

Skoro przyjęliśmy, że Luke Rockhold nie dostanie jednak Thiago Santosa, jak chciał, to – powtarzam – jak najbardziej może dostać Jana Błachowicza. Pojawia się tu jednak poważny problem.

Amerykanin liczy bowiem na walkę, która będzie dla niego przepustką do titleshota – a w obecnym układzie dywizji prawdopodobieństwo tego, aby efektownym nawet i zwycięstwem z Błachowiczem zapewnił sobie drogę do potyczki o złoto, nie jest duże. Mimo wszystko bowiem Cieszyński Książę nie ma tak mocnego medialnie nazwiska. Luke natomiast nie ma czasu – i znany jest z tego, że lubi stawiać na swoim, nawet jeśli oznacza to długą, długą przerwę.

Na kampaniach modelowych czy w cokolwiek tam się bawi, zarobił prawdziwą fortunę. Ma już swoje lata – i chce wyłącznie walk, które będą mieć duże znaczenie w kontekście jego aspiracji mistrzowskich. Pojedynek z Cieszyńskim Księciem takowym nie będzie. Rockhold i matchmakerzy poczekają na rozstrzygnięcie walki Reyesa z Oezdemirem. Skoro Snatos dla Jonesa, to potyczka zwycięzcy Oezdemir/Reyes z Rockholdem miałaby sens.

Nie sposób oczywiście wykluczyć konfrontacji Luke’a Rockholda z Anthonym Smithem lub Maulerem, o której przecież swego czasu było głośno, ale…

Jan Błachowicz vs. Alexander Gustafsson II

Bingo! Zanurzywszy się w opary spekulacji, przypuszczeń i założeń, dochodzę do wniosku, że to właśnie starcie z Alexandrem Gustafssonem zostało zaproponowane Janowi Błachowiczowi.

Sformułowanie „grubo i mega fajnie” pasuje idealnie do osoby Szweda. „Grubo” – bo to zawodnik o ugruntowanej renomie, 2. w rankingu i mający za sobą trzy potyczki mistrzowskie, a „mega fajnie” – bo Janek nigdy nie ukrywał ani tego, że bardzo lubi Alexandra, ani tego, że z wielką chęcią stanąłby z nim do rewanżu.

Ponadto słowa, jakie Jan wypowiedział na końcu, a więc: „Kwestia tylko, czy się podpisze kontrakt, czy się nie podpisze”, dobrze komponują się z terminem sztokholmskiej gali, która odbędzie się 1 czerwca. Cieszynianin nie jest bowiem pewien, czy zdoła dojść tak szybko nie tyle do pełni zdrowia – bo to jest w zasadzie pewne – co do pełni formy. Nie zapominajmy bowiem, że Błachowicz nadal nie wie, czy nie będzie zmuszony poddać się operacji oczyszczania łokcia, który dokucza mu od dłuższego czasu.

Mauler natomiast po drugiej porażce z Jonem Jonesem nie jest w dogodnym położeniu do wybrzydzania nad rywalami – nieprędko bowiem otrzyma szansę na trylogię, o ile w ogóle kiedykolwiek do takowej dojdzie.

A zatem…

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

12 Comments

  1. Janexx Masny

    6 marca 2019 at 21:15

    Też tak stawiałem, świetna analiza, ja się aż tak nie zagłębiałem. A ewentualne zwycięstwo z Gustafssonem przywróciło by nadzieję na walkę o pas.

  2. Konewa

    6 marca 2019 at 23:58

    Mega fajna rozkmina! Super się czytało . PS. Ja bym dalej wolał Rockholda 😝

  3. vonski

    7 marca 2019 at 08:17

    A ja obstawiam Rockholda

  4. Tomek W

    7 marca 2019 at 09:06

    Też myślę, że to jednak Rockhold. A wtedy jarałbym się jak flota Stannisa:)

  5. Bartłomiej Stachura

    7 marca 2019 at 09:12

    Dzięki za miłe słowa!

    Osobiście wolałbym Rockholda, ale po prostu minimalnie (o włos podzielony na pół) bardziej skłaniam się ku temu, że będzie to jednak Gustafsson.

  6. JonesElBones

    7 marca 2019 at 09:42

    Królu Lowkinga, szanuje i podziwiam za świetną prace, którą wykonujesz przy prowadzeniu swojego portalu, ale chciałbym zwrócic uwagę na coś co rzuca sie w oczy i to nie tylko mi.
    To czy wypada obrażać ludzi, których przytaczasz w swoich artykuło-newso-tweetach to juz nie mi oceniac, osobiscie nie widzialem podobnych słów na mmafighting czy espn, ale do sedna jak już masz kogoś upatrzonego i lubisz wbijac mu szpile to sugeruje większą rotacje „tekstami” bo naprawde czytanie ciagle tych samych określeń względem danej postaci robi się z czasem nudne wręcz dla mnie kiepskie i świadczy o braku kreatywności:)

    • Bartłomiej Stachura

      7 marca 2019 at 10:24

      Jeśli nawiązujesz do „oślizgłego egipskiego menadżera” to jest to zabieg w pełni świadomy. Lubię teksty Stanisława Michalkiewicza i jego konsekwencję w określaniu tych samych postaci tymi samymi – trafnymi w mojej ocenie – słowami przez lata. Kiedyś bawiłem się w kontekście Abdelaziza w różne określenia, ale gdy wpadło mi do głowy to – zostawiłem.

      Jeśli mówisz natomiast o Walkerze, to mieszam brazylijskiego rębajłę z awanturnikiem, szaleńcem, rzeźnikiem i drabem. Tu i ówdzie – oktagonowym.

      A jeśli w tym tekście są jeszcze inne powtarzające się określenia względem zawodników, to szczerze mówiąc, nie wiem które.

      • Konewa

        7 marca 2019 at 12:07

        Może prosty ze mnie człek, a może to dlatego że też lubię red. Michalkiewicza, ale lubie taki luźny styl pisania . Jesteśmy na portalu gdzie króluje „treść”, ale nie oznacza to że można/należy zapomnieć o „formie”. I fajnie że różnymi ozdobnikami , humorem, czy nawet czasem przekleństwem gospodarz uprzyjemnia czytelniką lekturę . A nie oszukujmy się i tak nigdzie indziej nie znajdziemy więcej „cukru w cukrze” jeśli chodzi o mma 😉

      • JonesElBones

        7 marca 2019 at 12:57

        rozumiem :)

  7. Bartass89

    7 marca 2019 at 11:47

    Anderson, Latifi lub Rockhold. Gustafsson nie jest gruby, co prawda Luke też, ale jednak. :D

  8. Ruthfella

    7 marca 2019 at 14:35

    Rockhold to byłoby lepsze rozwiązanie. Byłby spokojnie do ubicia – nie narzuca presji, nie ma nokautującego ciosu, w ogóle ma słaby boks, dobrze kopie i ma mega parter. Cardio też bez szału. No i najważniejsze – szklana szczęka ;)

  9. Tomek W

    7 marca 2019 at 15:36

    Relacja ryzyka porażki do wartości dodanej po zwycięstwie wygląda dla Jana bardzo ciekawie.

    Moim zdaniem wypowiedzi Rockholda wskazują na to, że od dłuższego czasu temat walki był poruszany z Daną (w jakim innym celu taki arogant jak Luke chwaliłby kogokolwiek?). Rochkold widzi duży potencjał w walce z Jankiem jako bezpiecznej przeprawie w drodze po złoto. Pokonanie nr 5 byłoby wystarczającym argumentem medialnym dla UFC, że nie rozdają walk o pas „z dupy”. Przegrana Janka trochę pokrzyżowała te plany, ale nr 5, to nadal potencjalnie dobra pozycja wyjściowa dla Rockholda.

    Dana widzi, że obecna drabinka LHW nie układa się zbyt „elektryzująco” i próbuje pomóc wprowadzając kogoś nowego bocznymi drzwiami (jak zwykle) – tak to widzę;)

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply