Gruby Strzał #2 – Held vs Jansen

KSW 21: Kułak vs Strus

Bohaterem drugiego Grubego Strzału będzie Marcin Held (15-2), który 14 grudnia na gali Bellator Fighting Championship 84 w The Venue at Horseshoe Casino w Stanie Indiana w finale turnieju wagi lekkiej zmierzy sie z Davem „The Fugitive” Jansenem (18-2).

Dave jest bardzo solidnym zawodnikiem wszechstylowej walki wręcz. Jak większość amerykańskich zawodników MMA wywodzi się z zapasów. Podczas nauki w liceum trzykrotnie stawał na podium mistrzostw stanu, w tym raz na najwyższym stopniu. Starty w MMA zaczął stosunkowo późno, bo w 2007 roku w wieku 27 lat. Praktycznie całą swoją karierę przewalczył w Stanach Zjednoczonych z epizodami w Kanadzie, Japonii i Korei Południowej. Po dwóch zwycięskich decyzjami w M1 Global błyskawicznie, bo już w 22 sekundzie pierwszej rundy, poddał duszeniem gilotynowym na gali w Seulu Amirkhana Mazihova (3-2). Po tym zwycięstwie w 2009 roku zaczął walczyć w World Extreme Cagefighting, gdzie po zwycięskiej decyzji zaliczył dwie pierwsze i jak do tej pory jedyne porażki w swojej karierze – przez decyzje z Kamalem Shalorusem (7-3) i Ricardo Lamasem (12-2), którzy aktualnie walczą w UFC. Po tych porażkach znalazł angaż w Bellatorze, gdzie kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Ostatnią walkę stoczył w półfinale turnieju wagi lekkiej, gdzie – moim zdaniem niesłusznie, punktowałem tą walkę 10:9, 9:10, 10:9 Tirloni – zwyciężył decyzją z Ricardo Tirlonim (15-3), co z perspektywy Marcina wydaje się korzystniejszym rozwiązaniem.

Marcin „złote dziecko brazylijskiego ju-jitsu”, treningi sztuk walki rozpoczął wieku 9 lat, później doszło BJJ i zarówno w nim, jak i grapplingu święci sukcesy na arenie polskiej jak i międzynarodowej, zawstydzając dużo bardziej doświadczonych i utytułowanych zawodników. W MMA zadebiutował we wrześniu 2008 roku w wieku 16 lat. W ośmiu walkach był niepokonany. Zawodnicy tacy jak: Artur „Kornik” Sowiński (12-7), Mariusz „Dyzio” Pioskowik (6-4) czy Borys Mańkowski (13-5-1), tworzący aktualnie czołówkę swoich kategorii wagowych, musieli uznać wyższość Helda. Pierwszą porażkę zadał Marcinowi na gali Angels of Fire 7, aktualnie wracający do sportu po kontuzji kolana, Łukasz „Wookie” Sajewski (9-0). Po tej walce Held przestał mierzyć się z Polakami, a po dwóch zwycięstwach zaproponowano Marcinowi udział w turnieju Bellatora w wadze lekkiej. W pierwszej rundzie Marcin trafił na Michaela Chandlera (10-0), z którym przegrał w pierwszej rundzie przez trójkątne duszenie rękami. Okazało się, że Amerykanin nie jest ułomkiem – wygrał cały turniej, a później w walce o pas pokonał ówczesnego mistrza kategorii lekkiej Eddiego Alvareza (24-3) przez duszenie zza pleców w czwartej rundzie. Po zwycięstwach w Australii i kolejnym w Bellatorze Marcin otrzymał następną propozycje uczestnictwa w turnieju i tym razem szansę wykorzystuje jak dotychczas bezbłędnie. Pokonał firmową skrętówką Derricka „DK” Kenningtona (6-4), niepokonanego Murada „Stranglera” Machaeva (10-1), a także odesłał na emeryturę weterana Richa „No love” Clementiego (45-22-1).

Marcin przez niektórych nazywany jest jednowymiarowym zawodnikiem MMA, bo z reguły dąży do walki w parterze. Inni posuwają się dalej i twierdzą, że Held jest jednowymiarowym grapplerem przez swoje „zamiłowanie” do nóg przeciwników. Na to można doskonale odpowiedzieć przykładem innego zawodnika MMA. Junior „Cigano” dos Santos (15-1), aktualny mistrz UFC w wadzie ciężkiej, być może najgroźniejszy człowiek na Ziemi, wydaje się być jednowymiarowym zawodnikiem MMA. Ba, można go nazwać jednowymiarowym uderzaczem, bo swoje walki rozstrzyga przede wszystkim poprzez boks, ale jest jedna mądrość ludowa, do której w tym miejscu należy się odwołać, mianowicie: zwycięzców się nie sądzi.

Skoro na wywiad z Marcinem znalazło się miejsce w tygodniku „Newsweek”, któremu daleko jest do bycia kojarzonym ze sportem, o MMA nie wspominając, to: wiedz, ze coś się dzieje.

Porównanie

…………………………………………………………………………………

Bellator 84

Marcin Held vs Dave „The Fugitive” Jansen
Marcin Held Dave Jansen
15-2 rekord 18-2
70 kg waga 70 kg
20 wiek 33
175 cm wzrost 175 cm
180 cm zasięg 182 cm
2008 debiut MMA 2007
Polska kraj USA
Bastion Tychy / London Shootfighters klub Sports Lab
…………………………………………………………………………………

Trzy ostatnie walki:

Marcin Held

Dave Jansen

Rich Clementi (45-22) – BFC 81 Sub SD Ricardo Tirloni (15-3) – BFC 81
Murad Machaev (10-1) – BFC 77 UD Sub Magomed Saadulaev (14-2) – BFC 77
Derrick Kennington (6-4) – BFC 68 Sub UD Jacob Kirwan (9-5) – BFC 62
…………………………………………………………………………………

Doświadczenie

Mimo znaczącej różnicy wieku, staż w MMA i ilość walk mają bardzo zbliżony. Dave zadebiutował rok wcześniej i stoczył trzy walki więcej, walczył w mocnych organizacjach przed Bellatorem, jest 13 lat starszy, można uważać to za jego przewagę, jednak Marcin i jego ułańska fantazja w parterze, uparte lecz przemyślane dążenie do nogi, starty w submission fighting niweluje nieznaczną przewagę wieku i doświadczenia.

Warunki fizyczne

Warunki fizyczne mają praktycznie identyczne. W tej walce fizyczność nie powinna mieć kluczowego znaczenia, wydaje mi się, że Dave może mieć przewagę siły, którą będzie wykorzystywał przy obaleniach, wybronach i pracy w klinczu jednak na dłuższą metę to nie siła zadecyduje o triumfie jednego z nich.

Klucz do zwycięstwa

Paradoksalnie (albo i nie) kluczem do zwycięstwa w tej walce będzie stójka, która nie jest wybitną stroną zawodników. Marcin w ćwierćfinale a Dave w półfinale turnieju wygrali swoje walki decyzją sędziowską, przeplatając grę stójkową próbami obaleń – były one mniej bądź bardziej udane, ale to Amerykanin lepiej pokazał się ze strony zapaśniczej w pojedynku z Brazylijczykiem, którym momentami rzucał jak kukiełką. Ten scenariusz w przypadku walki z Marcinem nie wydaje się tak łatwy do zrealizowania. Po pierwsze Dave sprowadzając Marcina do parteru sam zakłada sobie na nogę wnyki, po drugie Marcin raczej nie da sobie tak bezkarnie zachodzić za plecy, bo zawsze może zrobić fikoła i znaleźć się w pozycji z której Jansen może nie mieć odwrotu.

Jednym słowem Marcin musi być na tyle agresywny i skuteczny w stójce, żeby Dave był zmuszony obalać, a jak wiemy Held w grze z pleców jest bardzo niebezpieczny. Mam nadzieję, że Marcin będzie używał mniej ekwilibrystycznych technik nożnych, a jeżeli robi to po to, żeby otworzyć przeciwnika, w kombinacjach bokserskich dołoży prawy: prosty po lewym, bezpośredni, krzyżowy, czy po „kiwce”, bo w pojedynku z Muradem Machayevem, aż się o to prosiło.

Dave natomiast musi być na tyle agresywny i skuteczny w stójce, żeby Marcin był zmuszony szukać gry parterowej, jednak biorąc pod uwagę umiejętności zapaśnicze Amerykanina, obalenie go przez Helda będzie bardzo trudne.

Żaden z nich nie dysponuje pojedynczym gaszącym światło ciosem zatem nie będą przed sobą czuli zbędnego respektu w stójce, jednak nie wydaje mi się, żeby prowadziło to do wymian z ilością ciosów większą niż 3 w serii.

Moje Typy

1. Marcin Held – decyzja po prowadzonej w stójce, niezbyt porywającej i bogatej w wymiany walce. Mogę się nawet pokusić o przypuszczenie, że Marcin wygra pierwszą i trzecia rundę.
2. Dave „The Fugitive” Jansen – decyzja, bardzo możliwe, że Amerykanin będzie wygrywał stójkę, która jak wiadomo nie jest najmocniejsza stroną Marcina, dodatkowo będzie mógł obalać Polaka w końcówkach, na tyle późno, by Marcin nie zdążył ostatecznie zapiąć techniki kończącej.
3. Marcin Held – poddanie, gdy Dave będzie przegrywał stójkę, będzie zmuszony zapunktować obaleniami, z którymi raczej nie powinien mieć problemów, będąc z góry da wciągnąć się w grę Marcina i będzie zmuszony odklepać.

Co dalej?

Zwycięzca tego pojedynku zmierzy się z aktualnym mistrzem Bellatora Michaelem Chandlerem (10-0). Dla obu będzie to chyba najtrudniejsza i najważniejsza walka w karierze. Michael to jeden z najlepszych zawodników kategorii lekkiej, na poziomie zawodników, z którymi mierzył się do tej pory właściwie nie widać większych luk, które można by wykorzystać. Solidna stójka i bjj, świetne zapasy, którymi w parterze jest w stanie zniwelować najbardziej kreatywnych grapplerów.

Dla Marcina zwycięstwo oznacza rewanż za przegraną z marca 2011 roku. Mimo poprawy zarówno stójki jak i zapasów, nieustannym progresie w BJJ i nabraniu niewątpliwie potrzebnej w przypadku Polaka masy mięśniowej, Michael jest zbyt wymagającym przeciwnikiem. Wydaje się, że jedyną możliwością wygranej tej walki jest zaskoczenie Chandlera i poddanie go – jest to bardzo trudne lecz na pewno możliwe. Skoro praktycznie nieprzytomny Frank Mir (16-6) był w stanie złamać rękę niepoddawalnemu Antonio Rodrigo Noguierze (34-7), to tym bardziej Marcin jest w stanie zaskoczyć.

W przypadku porażki Marcin praktycznie nie traci nic, jest zbyt młody, by porażka miała jakiekolwiek większe strategiczne znaczenie. Wręcz przeciwnie, Marcin stanie się łakomym kąskiem dla innych organizacji (no, chyba tylko nie dla KSW, dla której Marcin jest nieopłacalną inwestycją), można celować z nim w pomału wstający z kolan rynek azjatycki, europejski czy polski, gdzie organizacja MMA-Attack jest wstępnie zainteresowana pozyskaniem Marcina. Oczywiście w Bellatorze również jest cała paleta możliwości: kolejny turniej, Eddie Alvarez (24-3) (któremu jednak aktualnie bliżej jest do UFC niż do kontynuowani kariery w Bellatorze), Cosmo „Good Boy” Alexandre (5-1) czy Ricardo Tirloni (15-3), może nie bezpośrednio po ewentualnej porażce, ale na pewno jest kilka możliwości zestawienia dla Marcina konkretnej walki z niezłym nazwiskiem w amerykańskiej organizacji.

W przypadku przegranej Dave nie ma tylu możliwości co Marcin ze względu na swoją nienajświeższą metrykę. Podobnie jednak jak w przypadku Helda, porażka w finale zamyka tylko jedne drzwi, pozostałe cały czas stoją otworem – może nie najszerzej, jednak spokojnie można się zmieścić. Kolejny turniej czy walki z innymi zawodnikami kat. lekkiej Bellatora. Nawet byłbym w stanie, bez wielkich pretensji o zestawienie do Bjorna Rebneya, obejrzeć rewanż z Tirlonim, może tym razem walka skończyłaby się przed czasem i nie byłoby wątpliwości co do wyniku.

Wielka szansa

Polskę, a może raczej polską publiczność, cechuje to, że największym uwielbieniem otacza sportowców, którzy osiągają sukcesy na arenie międzynarodowej. Nawet w sportach, które dla przeciętnego Kowalskiego są wcześniej mało znane i nigdy „nieliźnięte” ze strony praktycznej. Kreuje się wtedy specyficzna „X-mania”: Adam Małysz – „małyszomania”, Mariusz Pudzianowski – „pudzianomania”, Robert Kubica – „kubicomania”.

Wygranie przez Marcina turnieju Bellatora, który nie będzie pokazywany z trzydniowym opóźnieniem, a na żywo w Canal+, a także młodość, elokwencja, wcześniejsze sukcesy, niewątpliwa perspektywiczność, zaznajomienie się widza z MMA dzięki KSW, MMA-Attack, UFC pokazywanym w Orange i wielu innym pomniejszym organizatorom działającym w mniejszej skali mogą przysłużyć się temu zjawisku. „Odczarowanie” wizerunku zawodnika MMA, przede wszystkim dzięki Mamedowi i Cipkowi, pozwoli Marcinowi stać się w Polsce bardzo rozpoznawalnym sportowcem. Dodatkowo walczy w Stanach, co mimo tego, że w Polsce poziom MMA jest niewątpliwie czołowy, przysparza mu tylko plusów (oczywistym minusem jest brak transmisji w szeroko dostępnej telewizji). Nie mam złudzeń, że Mamed zawalczy za wielką wodą. Do Marcina powinien w niedługim czasie dołączyć Hallmann, Materla, może Błachowicz – dzięki nim w niedługim czasie będziemy mogli być w Polsce świadkami „mmanii”, czego życzę sobie i wszystkim czytającym.

Autor: Mirek Nóżka

…………………

Poprzednie odcinki Grubego Strzału:

Krzysztof Kułak vs Piotr Strus

fot. bellator.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

26 Comments

  1. painkiller

    11 grudnia 2012 at 13:27

    forma nie tylko utrzymana ale widać progres. zajebioza jak zawsze !

  2. Mariusz

    11 grudnia 2012 at 13:30

    Dobra robota jajcarz. Jest szansa na „małą heldomanię” pod warunkiem, że Marcin zdobędzie pas, a transmisją z gal Bellatora zainteresuje się ogólnodostępna telewizja. „Duża heldomania” może mieć miejsce, gdy Marcin trafi do UFC i zacznie się zbliżać do title shota + oczywiście transmisje z walk będą w większej tv. Kowalskie się edukują i szansa na wzrost popularności MMA (NIE-KSW) jest spora, ale tylko pod warunkiem, gdy Polak będzie walczyć z sukcesami w pierwszej lidze światowego MMA.

  3. Pionowy_backfist

    11 grudnia 2012 at 13:32

    Czy przypadkiem Marcin nie zaczął trenować w wieku 9 lat, ale aikido? Poza tym jak zwykle artykuł na bardzo wysokim poziomie.

  4. maras

    11 grudnia 2012 at 13:46

    Jak zwykle git analiza. Ta walka mnie jara tak bardzo, że może zapierdolę noc, żeby ją obejrzeć, choć snu ostatnio mam tak mało, że snuję się jak zombie. Ostatnią walkę oglądałem na drugi dzień, ale emocje miałem jak na żywo!

  5. Nózka

    11 grudnia 2012 at 13:56

    @Szady
    Starty w MMA charakteryzują się tym, że nie są zbyt często, bardziej liczę na mmanię, gdzie jednym z liderów będzie Marcin.

  6. Mariusz

    11 grudnia 2012 at 14:58

    O „MManii” w naszym kraju nie marzę. Nie ma takiego sportu (oprócz oczywiście piłki nożnej, będącej wyjątkiem od reguły), który mógłby regularnie (co tydzień, dwa) przyciągać miliony Januszów przed telewizory. To nie sam sport przyciąga ludność przed odbiorniki tv, tylko konkretne jednostki, które kreowane są przez media na bohaterów. Świetne przykłady nazwisk już podałeś (Małysz, Kubica, Pudzian), ale zauważmy co w dalszej perspektywie dzieje się z dziedzinami sportu, w których te nazwiska brylowały. Skijumping stracił sporo na popularności, a F1 czy Strong-Manów już mało kto ogląda. Puszczając wodze fantazji widzę Helda z pasem UFC. Tylko że, idąc dalej, widzę też nieudaną obronę, spadek formy, a w konsekwencji spadek popularności (mody na) MMA. Też liczę na to, że nie tylko Marcin będzie się obijać ze ścisłą czołówką, ale ostatnie wydarzenia nie napawają mnie optymizmem odnośnie szans na to, że rzeczona mmania przyjdzie do nas w ciągu najbliższych kilku lat. Jedynym z walczących w KSW, którzy mają szanse zaistnieć za oceanem jest Michał Materla, ale nie widzę najmniejszych jego szans na zwycięstwa z Top 5 middleweight UFC. Balon Kopytowskiego został przebity. Hallmann ma jeszcze spore braki, Jotko mnie nie przekonuje, a reszta z rokujących dobrze na przyszłość musi jeszcze sporo poudowadniać w ringach/klatkach. Także ja osobiście nie liczę na „mmanię”, a bardziej na „heldomanię”, która prawdopodobnie może przynieść tylko chwilowy „bum” na MMA. Takie skoki popularności mają jednak to do siebie, że część kibiców, których przyciągnęła moda, zostaje na dłużej przy konkretnym sporcie. Oby ich było jak najwięcej.

  7. Nózka

    11 grudnia 2012 at 15:34

    Masz rację jednak…
    Małysz, Pudzian, Kubica to wybitne jednostki trenujące sport drogi, trudnodostępny , następców póki co nie widać. W MMA sytuacja jest inna. Najpierw był Nastula, Kita, Drwal, Grabowski Mamed. Kita trenował w Holandii, Drwal w Stanach,Damian u siebie, Mamed w Olsztynie. Teraz oprócz wymienionych wcześniej mamy: Helda, Hallmana, Materle, Błachowicza, Irokeza, Mańkowskiego i wielu innych, bez zająknięcia średnio zaangażowany fan MMA jest w stanie wymienić kluby: Berserkers Team, Arrachion Olsztyn, Okniński Team, Nastula Club, Ankos Zapasy Poznań, nie licząc wielu filii i wielu mniejszych klubów, a nawet jeśli nie mniejszych to mniej znanych. Coraz częściej nasi jeżdzą za granice po naukę: Kita – Holandia, Arrachion – Drysdale, Cipek – AKA, Pudzian – ATT, Held – LSF, Waluś – BZ. Gołym okiem widać ruch w temacie.
    Zanim Marcin zdobeędzie i i straci pas UFC stanie za nim cała horda głodnych i żądnych krwii zawodników (TJ jeśli to czytasz określenia mogą Ci się nie podobać, ale podobnie jak Rogan mam podobną wrażliwość i uważam, że określenia wyjęte rodem z puszczy czy innej dzikiej krainy w kontekście MMA są jak najbardziej na miejscu).
    Nie mogę nie wspomnieć o zawodnikach, którzy aktualnie ważą po 40/50 kg i mają rower z komunii w bardzo dobrym stanie. Gdy widzę z jakim zaangażowaniem w turniejach kadet na ALMMA walczą trzynastolatkowie jestem pod wrażeniem. Bez skrępowania po obaleniu skręcają się natychmiast do technik, prą do przodu mimo tego, że dostają niemiłosiernie po głowie, widać w nich niesamowitą chęć wygrywania i chęć nauki. Jeżeli dysponujecie czasem zajrzyjcie w najbliższą sobotę na Mistrzostwa Polski Amatorskiego MMA w Toruniu, gwarantuję, że z wielkim zainteresowaniem będziecie obserwować walki najmłodszych, bo oni nie kalkulują, oni chcą wygrać.
    Nie widziałem walki Kopytowskiego, nie uważam, że jego balon pękł, po prostu zeszło trochę powietrza, jeżeli Mirosław Okniński dobrze do tego podejdzie będzie mógł na kanwie ten porażki wyrzeźbić solidną kolumnę podtrzymująca polskie MMA, po za tym Tybura nie jest jakimś pierwszym lepszym kelnerem.
    Poczekajmy jeszcze trochę, dajmy szansę dojść do głosu młodym wilkom i przekonajmy się, czy bum na MMA to tylko chwilowa moda czy po prostu najlepszy wyraz instynktów, które poprzez to jak wygląda dzisiejszy świat zostały uśpione.Natura zawsze daje o sobie znać, wilkołaki wychodzą na łowy podczas pełni, a kibice MMA będą dawali o sobie znać najczęściej w sobotnie wieczory gromadząc się na galach, bądź siedząc przed odbiornikami telewizyjnymi.

  8. naiver

    11 grudnia 2012 at 15:48

    Mariusz ma sporo racji, ale osobiście odrobinę bardziej optymistycznie podchodzę do tematu. Podzielając Twoje zdanie, uważam, że są trzy czynniki, które mogą jednak spowodować, że mmania zagości u nas na dłużej – chociaż oczywiście będzie ona cykliczna, zależna od częstotliwości gal. Jeśli chodzi o potencjalne czynniki, które mogą pomóc..

    1) Powrót MMA Attack – większa ilość gal na najwyższym poziomie w ogólnodostępnej telewizji (nawet jeśli będzie PPV, to i tak lepsze to niż Orange Sport) może jeszcze mocniej wpłynąć na oswojenie się Polaków z MMA i postrzeganie tego sportu nie w kategoriach „od KSW do KSW” tylko „od KSW do MMAA” itd. Innymi słowy – powrót MMAA daje jakąś nadzieję, że motłoch zacznie traktować MMA nie jako jednowieczorowe, wyrwane z kontekstu święto, ale coś, czemu warto się bliżej przyjrzeć z uwagi na większą liczbę gal. Aktualnie bowiem jest tak, że nadchodzi KSW – pojawia się wielkie zainteresowanie MMA. Po KSW spada niemal do zera, by potem znów wzrosnąć na kolejnym KSW. MMA Attack daje szanse, że te okresy posuchy będą krótsze.

    2) Hallmann, Held, Materla – uważam, że zwłaszcza Materla i Held mogą odegrac kluczową rolę. Jeśli odegrają ją raz, to zainteresowanie mediami zostanie na dłużej, nawet w gorszych chwilach. Podobnie było z Małyszem – pod koniec kariery już nie święcił tak wielkich triumfów, a dalej wszyscy wokół trąbili o każdym konkursie. Jeśli Held wygra turniej lub Materla bądź Hallmann trafią do UFC i zwyciężą w pierwszym starciu, jest szansa, że ich notowania podskoczą na tyle, że nawet w sytuacji gdy później powinie im się noga, nadal będzie o nich głośno – oczywiście, zachowując wszelkie proporcje.

    3) W 2014 roku dobiega końca umowa Orange Sport na transmisję UFC. Nie znam, oczywiście, żadnych jej zapisów, możliwości przedłużenia itp., ale za niespełna dwa lata istnieje szansa, że to Polsat przejąłby rolę Orange Sportu, a zasięg ma nieporównanie większy. Są to czyste spekulacje w tej chwili z uwagi na to, że w ciągu tych niespełna dwóch lat może się bardzo wiele zmienić, a także dlatego, że nie wiemy, jak skonstruowana jest rzeczona umowa Orange Sportu, ale można się łudzić, że będzie lepiej. Zresztą – jakiś spektakularny sukces bardzo przydałby się teraz polskiemu MMA, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że programy poświęcone MMA transmitowane są niemal codziennie na różnych kanałach – triumf Polaka mógłby utwierdzić magnatów telewizyjnych w przekonaniu, że to dobra i perspektywiczna droga.

  9. Mariusz

    11 grudnia 2012 at 17:10

    Nie wątpię jajcarzu, że niejednokrotnie miałeś styczność z młodymi talentami, którzy mają szansę zaistnieć w tym sporcie w przyszłości, bo z racji wykonywanego „fachu” jesteś na pewno bliżej tego sportu niż ja. Jednak tą waleczność młodego narybku „Wszechstylowej Walki Wręcz” można z dużą dozą prawdopodobieństwa zaobserwować także poza granicami naszego kraju. Nie wybiegając już za daleko poza Rzeczpospolitą, chciałbym dać przykład z naszego, nomen omen, podwórka. Podwórka, na którym dzieciaki kopią szmacianą piłkę z taką finezją i polotem, że odruchowo człowiek chwyta się za głowę i oczyma wyobraźni widzi jak talent ten procentuje w przyszłości. Nie dzieje się tak jednak. To tylko przykład (znowu ta nieszczęsna piłka nożna), którym chciałbym uargumentować swój sceptycyzm. Jasne, te dwa sporty są od siebie zupełnie różne i ścieżki kariery młodych talentów przebiegają tu i tam zupełnie inaczej. Wierzę, że w moim ukochanym sporcie zawodnicy będą prowadzeni mądrze, a bez udziału PZPN’ów i innych ustrojstw jest na to szansa. To jednak temat na osobną dyskusję. Pesymizm mojej wypowiedzi ma podłoże w suchych faktach i wiedzy okrojonej do wiadomości z portali branżowych i osobistej obecności na kilku zaledwie galach. Ta wiedza pozwala mi wysnuć hipotezę, że w ciągu najbliższych kilku lat „bumu” na MMA na poziomie Małyszomanii czy Kubicomanii nie uświadczymy, bo przede wszystkim na dzień dzisiejszy poza Heldem nie mamy materiału na „bohatera”. Wzrost popularności MMA – tak, jak najbardziej, ale nie mmania. Widać gołym okiem, co się dzieje, powstają nowe kluby, dzieciaki trenują MMA przekrojowo od najmłodszych lat; powstają nowe federacje. Ale to wciąż za mało. MMA Attack przyciągnęło widzów Saletą, Najmanem i Koksem. KSW przyciąga Pudzianem i (wreszcie sportowo) Mamedem. Ale to niestety wszystko. Na mniejsze gale chodzi po kilkaset do góra (przy większej promocji) półtora tysiąca ludzi. O Pro Fight nie ma nic słychać po tym jak musieli odwołać galę w Barlinku. Wiem, zaważyła marna lokalizacja, ale to tylko jeden z przykładów. Póki co, sport się nie broni na tyle, aby prześcignąć w popularności chociażby siatkówkę, w której całkiem niedawno przecież święciliśmy triumfy. Ludzi do tej pory przyciągają freaki, a przecież od pierwszej gali z Pudzianem minęło już dużo czasu. Jasne, można tą argumentację „skontrować” wysokimi wynikami oglądalności ostatniej gali KSW. Ale, nie oszukujmy się, Januszy przyciągnęły przede wszystkim właśnie te 3 litery i Mamed. Nie potrafię też patrzeć z hurraoptymizmem na przyszłość, wiedząc, co stało się z MMA na rynku japońskim. Oczywiście, są przesłanki (przeniesienie transmisji UFC do Polsatu, powrót MMA Attack) ku temu, że „bum” powstanie i z małymi wahaniami będzie się utrzymywać, ale nie są one na tyle „mocne”, aby przekonać mnie, żebym zmienił zdanie. Chciałbym, żeby te rzeczone „instynkty” uwolniły się w ludziach i MMA było u nas tak popularne jak w Brazylii. Chciałbym się pozytywnie zaskoczyć. Chciałbym, żeby KSW miało solidną, utrzymującą się na rynku konkurencję, która wnosiłaby przede wszystkim „normalność” i ograniczała monopol. Chciałbym za kilka lat powiedzieć (napisać): chłopaki, mieliście rację. Niepotrzebnie wątpiłem. Tego sobie i wam życzę. :)

  10. Nózka

    11 grudnia 2012 at 18:06

    Sie rozpisaliśmy:)
    Znowu masz rację, jednak…
    Zauważanie tylko Helda to za mało. Jak mantrę na każdym kroku będę powtarzał Hallmann, dochodzą do tego inni, oczywiście teraz jest zbyt wcześnie by wyrokować, ale Gamrot, Andryszak, Azhiev, Kopytowski,Strus to zawodnicy na których mozna sie opierać, a w pespektywie jest jeszcze całe mnóstwo amatorów, których nie będę wymieniał z nazwiska (żeby im się w głowach nie przewróciło), a których obserwuję od pewnego czasu i widzę progres. Nie łudzę się, że pięści ich wszytskich będą decydować o hierarchii swiatowej, ale kilku napewno wypłynie na szersze wody i w UFC nie będziemy oglądać tylko Soszyńskiego czy Baczyńskiego.
    Uważam, ze na całym świecie ludzie rodzą się w podobnymi predyspozycjami trzeba je tylko odpowiednio nakierunkować i oszlifowac, a o to teraz w Polsce chyba nie trudno. Oczywiście z duża ilością klubów zwiększa się % trenerów, którzy nie powinni się zajmować pracą z młodzieżą jestem jednak dobrej myśli.
    po za tym MMA nigdy nie będzie sportem dla mas, bo jest brutalne, krwawe i niekoniecznie sportowe dla coponiektórych. Osobiście wolałbym, żeby MMA było dla mniejszej grupy wybranych, którzy nie pożałują na bilet czy ppv. Przyciagne sposnorów rozumiejących, że to, że mniej osób zobaczy nie oznacza, że mniej wyda. Prosta kalkulacja kibic siatkówki kupi piłkę na drużynę albo i nie. Fan MMa jeżeli bedzie czynnie związany musi kupić rękawice, kask, suspenrsor, ochraniacze, szczęke, odżywki, maści, wyda co miesiąc na trening (to oczywiście optymistyczne założenie).
    Po za tym nie zapominajmy, że MMA w Polsce istnieje dla przeciętnego widza od KSW 12 czyli od 2009 roku, jeszcze długa droga przed nami.

  11. Szady

    11 grudnia 2012 at 19:35

    No ładnie odbiegliśmy od tematu. Zostało czekać na to, co przyniesie nam przyszłość. ;) Walki Helda dają mi tyle emocji, że autentycznie cały się trzęsę podczas nich. ;) Po ostatniej aż zakrzyczałem z radości. Chcę więcej takich wrażeń i chcę w końcu zobaczyć Polaka, który będzie w stanie bić się jak równy z równym z czołówką UFC. Obojętnie czy to będzie Held czy Hallmann bądź Gamrot. Amen.

  12. Tidzej

    11 grudnia 2012 at 20:53

    Jajcarz, dzięki za troskę o moje doznania estetyczne czytając twoje komentarze. Nie wiem jednak czy babole w słowach „chorda” i „rządnych” zrobiłeś z przekory czy nie ;)

  13. Nózka

    11 grudnia 2012 at 21:06

    Cała przyjemność po mojej stronie. Dzięki za wyłapanie błędów.

  14. Mariusz

    11 grudnia 2012 at 22:17

    Dużo błędów. Marcin z Kenningtonem nie walczył w turnieju (a tak wynika z tekstu), Jansen wygrał ćwierćfinał gilotyną, a nie decyzją, z kolei Marcin nie wygrał decyzją w półfinale tylko poddaniem. Aha, nie wiadomo, czy walka o pas bedzie z Chandlerem, bo jeśli się nie myle on też będzie walczył w obronie pasa. Nie chcę wyjść na hejtera, ale dużo błędów jak na jeden tekst:)

    • Nózka

      11 grudnia 2012 at 22:45

      Fakt, walka z Kenningtonem w tekście wygląda na turniejową, a taką nie była, czytając tekst przed wysłaniem nie zwróciłem uwagi na to, że może to zostać opatrznie zrozumiałe.
      Co do Chandlera, rzeczywiście ma walkę w styczniu jednak tego już nie będę zmieniał.
      Wykazywanie błędów rzeczowych nie jest hejterstwem, przynajmniej w mojej definicji, także śmiało. Nie pisze tych tekstów żeby sobie podłechtać ego tylko po to by zainteresować ciekawymi zestawieniami, a już zainteresowanym wskazać mój punkt widzenia opisywanych pojedynków.

  15. naiver

    11 grudnia 2012 at 22:23

    Mariusz, odnośnie suba Jansena w ćwierćfinale, mój błąd przy wypełnianiu tabelki..

  16. Madżer

    12 grudnia 2012 at 00:19

    Co do Helda i jego wygranej „przez decyzję w półfinale” , poprawił mnie Mariusz – teraz czas dorzucić coś od siebie.

    Pytanie do autora artykułu: w jakim kontekście mówisz o Pudzianowskim i manii związanej z nim – chodzi o początki kariery w MMA, czy o strongman? Jeśli o tym drugim – nie zgodzę się. Był czas, kiedy ta dyscyplina była popularna i miała swoje miejsce w telewizji (sobotnie popołudnia w TVN chociażby), ale Mariusz nigdy nie przyciągnął (jako strongman) tyle widzów przed TV, co chociażby Kubica – o Adamie Małyszu już nie wspominając.

    Wiem, że odpisałeś już Szademu, ale moje pytanie odnosi się jednak do czegoś innego.

  17. Nózka

    12 grudnia 2012 at 00:39

    Wiem, że zjawisko „pudzianomanii” nie było na tak duża skalę jak skoki Małysza, Mariusz po prostu wpasował mi się w szablon. Ponadto jednak bum na Pudziana i strong man dało się odczuć, na pewno było go więcej w telewizji i mediach niż sportowców uprawiających sporty niszowe z niewątpliwie większymi sukcesami, np. jakoś nie zauważyłem większego zainteresowania Renatą Muer-Rożańską (3 medale Igrzysk Olimpijskich, w tym dwa złota) czy Tomaszem Majewskim (2 złota IO), po za reklamą tych dwojga, odpowiednio: jakiś sklep z wiatrówkami, twarz Orlenu. Być może miałem też lekko zaburzony ogląd świata ponieważ w szczycie sukcesów Pudziana w strong man, mocno siedziałem w sportach siłowych. Po za tym w porównaniu z Małyszem każdy wypada blado i na jego przykładzie można obalić każdą podobną do mojej prawidłowość. Jednak zjawisko niewątpliwie istniało.

  18. Madżer

    12 grudnia 2012 at 08:08

    Owszem, istniało – ale nie na tyle, abym nazwał to Pudzianomanią – zastrzegam, żę to mój osobisty pogląd.

    Dzięki za odpowiedź.

  19. kaczka41

    12 grudnia 2012 at 13:11

    Dobry artykuł. Spoko wszystko zestawione. Emocje w trakcie walki mamy zapewnione.
    Nie wiem, bo ostatnio znacznie mniej śledzę światek mma, czy Held przygotowuje sie tylko w Polsce, czy siedzi w USA i tam sparuje, czy może przylatuje z jakimś wyprzedzeniem – to też może mieć spory wpływ na dyspozycję Polaka.

    Moje przewidywania: oby Polak :-)

    Ps. Ten Waluś to w końcu doleciał do tego BZ…? ;-)

  20. Magellan

    12 grudnia 2012 at 13:21

    Nie chcę wyjść na hatera, ale tej analizy to tak naprawdę jest.. od paragrafu Doświadczenia (2 zdania) przez Warunki fizyczne (2 zdania) do Klucz do zwycięstwa (kilka zdań). Cały początek to przybliżenie karier obu, a potem co się wydarzy, jak jeden czy drugi wygra/przegra.

    Dla mnie o wiele ciekawsze byłoby, gdyby sama anliza walki, umiejętności zawodników (Held pracujący prostym w ostatnich walkach, obrony przed poddaniami Jansena itd.) zajmowała znacznie więcej niż obecnie.

  21. kaczka41

    13 grudnia 2012 at 08:05

    Ponawiam pytanie co do Helda i jego miejsca treningu przed walką finalową.

    Z góry dzięki.

  22. naiver

    13 grudnia 2012 at 08:30

    Przygotowywał się w Polsce, bo tutaj mógł znaleźć chłopaków, którzy stylistycznie mniej lub bardziej przypominali Jansena, a w US po prostu sparował z tymi, których mu rzucono. Jakieś 2-3 dni temu wyleciał już do Stanów.

  23. kaczka41

    13 grudnia 2012 at 11:31

    Dzięki Naczelny (chodzi mi o redaktora ofcourse) ;-)

  24. Capo

    16 grudnia 2012 at 12:12

    Niestety walka sie teraz nie odbedzie:)
    chyba dopiero 19 stycznia bedzie jak Held skonczy 21lat
    Bo takie przepis jest zeby do Kasyna wejsc… a walka ma byc w kasynie. Ktos zbyt powaznie traktuje swoja prace.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply