Analizy UFC 221 – Yoel Romero vs. Luke Rockhold


Techniczna analiza i typowanie pojedynku o tymczasowy pas kategorii średniej pomiędzy Yoelem Romero i Luke’iem Rockholdem, którzy pójdą w oktagonowe tany podczas gali UFC 221.

W walce wieczoru gali UFC 221, która odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego w Perth, pięści skrzyżują Yoel Romero i Luke Rockhold. Na szali pojedynku znajdzie się tymczasowy pas mistrzowski kategorii średniej, a jego zwycięzca utoruje sobie drogę do starcia unifikacyjnego z kontuzjowanym póki co mistrzem Robertem Whittakerem.

Romero czy Rockhold? Kto skończy z pasem na biodrach?




185 lbs: Yoel Romero (12-2) vs. Luke Rockhold (16-3)

Kursy bukmacherskie: Yoel Romero vs. Luke Rockhold 2.30 – 1.71

Nie zdarza się często, że mam tak ogromne problemy we wskazaniu faworyta w pojedynku między dwoma tak odmiennymi – a także na swój sposób unikalnymi – zawodnikami. Jednak tak właśnie jest tym razem.

Szczerze liczyłem na to, że gdy odświeżę sobie ostatnie walki obu, to znajdę pewne elementy w grze oktagonowej jednego lub drugiego, które mogą stanowić o jego przewadze – przynajmniej na papierze! I, owszem – znalazłem! Rzecz jednak w tym, że w każdym aspekcie istnieje mniejsze lub większe „ale”, co piekielnie utrudnia próbę wytypowania zwycięzcy tego starcia.

Jak walczy na nogach Yoel Romero?

Walczący z odwrotnej pozycji Yoel Romero to zawodnik absolutnie nieprzewidywalny, którego rozczytanie graniczy z cudem. Wybryk natury. A dodatkowo tytan dynamiki, przyspieszenia, eksplozywności, siły.

Żołnierz Boga przypomina wręcz postać z kreskówki. Jego poczynania i prezencja mają w sobie coś złowieszczego, pierwotnego, niezbadanego.

Kubańczyk to mistrz zmiany rytmu. Potrafi przez 2-3 minuty bujać się na lewo i prawo, hasając po całym oktagonie i w zasadzie nie wyprowadzając jednego choćby ciosy – w ten sposób osłabiając czujność rywala, a wręcz go usypiając – by potem w okamgnieniu doskoczyć z… Z cholera wie czym! Kubańczyk bowiem wydaje się czasami w locie wymyślać, jaką akurat techniką tym razem zaatakuje – czy to jakimś soczystym krosem, może poprzedzonym kopnięciem, czy też prawym sierpem, latającym kolanem, a może szerokim arsenałem kopnięć, z dziwacznym frontalem odkręcanym do zewnątrz, jakim popisał się w walce z Robertem Whittakerem. Uwielbia też terroryzować wykroczną nogę rywali kopnięciami na kolano. O obaleniach nawet teraz nie wspominam.

Arsenał Yoela Romero w stójce jest bardzo bogaty, ale wydaje się, że najgroźniejszą bronią jest jego lewica.

Romero na ogół w charakterze defensywy stosuje dynamiczną pracę na nogach, w ten sposób kontrolując dystans i w zalążku neutralizując ataki rywali. Jednak gdy przełączy się w drugi tryb – półdystansu – bywa tu piekielnie niebezpieczny. Dysponuje bowiem rewelacyjną czutką, kapitalnym balansem, niesamowitą szybkością i reakcją. Widać po prostu, że boks od dawien dawna nie jest mu obcy, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę jego brata boksera.

Yoel Romero wyróżnia kapitalny balans w półdystansie i niebywała „czutka” – choć czasami podejmuje nadmierne ryzyko.

Yoel w głębi duszy jest kontruderzaczem. Uwielbia kontrować nie tylko wspomnianym latającym kolanem, ale też przede wszystkim krosem i prawym sierpem.

Yoel Romero kontrującym łokciem smaga nacierającego Brada Tavaresa.

Często sam prowokuje rywali do kontry – jakimś zamarkowany atakiem, doskokiem, kiwką – aby właśnie wtedy skontrować ich własnym uderzeniem w drugie tempo.

Jak walczy na nogach Luke Rockhold?

Luke Rockhold to kompletnie odmienny zawodnik w obszarze stójkowym. Również walczy co prawda z odwrotnej pozycji, ale jego podstawowym narzędziem mordu są kopnięcia na każdej wysokości.

Jako zawodnik wysoki, z długimi kończynami i właśnie brylujący w obszarze technik nożnych chętnie utrzymuje rywali na dystans kickbokserski, skąd może ich ostrzeliwać, będąc względnie bezpiecznym.

Nie jest jednak tak, że Amerykanin nie ma nic do zaoferowania w płaszczyźnie bokserskiej. Od czasu do czasu sieknie jakimś krosem, ale uwagę zwraca przede wszystkim jego kontrujący prawy sierpowy – czyli absolutnie ulubiona technika Rockholda. W zasadzie bez względu na to, jak atakuje rywal Luke’a, ten próbuje prawego sierpowego.

Prawy sierp w kontrze to ulubiona technika Luke’a Rockholda.

Nie raz, nie dwa dosięgał już nacierających rywali tego rodzaju kontrami, ale też trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdy przestrzeli – znajduje się w tarapatach. Wszystko dlatego, że na ogół kompletnie traci wówczas równowagę – wkłada bowiem wiele mocy w rzeczone prawe sierpy, mocno się skręcając – i miewa też okrutną tendencję do mocnego pochylania się na wstecznym do swojej lewej strony z nisko opuszczonymi rękami. Ten właśnie fatalny nawyk kosztował go porażkę z Michaelem Bispingiem.

Osią stójkowej gry Amerykanina są jednak oczywiście kopnięcia – na każdym poziomie. Atakuje okrężnie korpus, głowę – także brazylijskim kopnięciem – kończyny dolne. W ostatniej walce zaprezentował też soczyste lowkingi na łydkę po zmianie pozycji na klasyczną – być może jest to efekt ponad 6-miesięcznych już treningów pod batutą Henriego Hoofta.

Jak zatem wyglądać może konfrontacja obu zawodników na nogach?

Stójkowe tany

Otóż, warto przede wszystkim odnotować, że mamy tu walkę dwóch mańkutów, co może mieć kapitalne znaczenie dla przebiegu starcia.

Ulubione kopnięcia Rockholda to bowiem okrężne kopnięcia lewą nogą na głowę i korpus – ale w konfrontacji z również odwrotnie ustawionym rywalem piekielnie trudne do finalizacji. Można więc śmiał przyjąć, że najgroźniejsze techniki nożne Amerykanina mogą zostać mocno ograniczone własnie przez ustawienie Kubańczyka. Identycznie ma się sprawa z kopnięciem frontalnym, który przecież Whittaker okrutnie go okopał – odwrotnie ustawiony Rockhold może nie mieć tyle sukcesów w tym obszarze.

Romero z kolei uwielbia atakować latającym lewym kolanem – czy to w kontrze, czy też inicjując atak. Jednak w starciu z mańkutem Rockholdem będzie o powodzenie tej techniki bardzo trudno.

Amerykanin – jako lepszy kopacz – jak najbardziej może uprzykrzyć życie rywalowi niskimi kopnięciami na wysokości łydki. Warto bowiem odnotować, że w starciu z klasycznie ustawionym Branchem najpierw sami zmieniał ustawienie na klasyczne, by wyprowadzić tegoż lowkinga swoją słabszą nogą. W walce z mańkutem Romero nie musi nic zmieniać – może próbować siec Żołnierza Boga po łydce ze swojego bazowego ustawienia – mocniejszą nogą. A doskonale wiemy, że już 2-3 celne kopnięcia na łydkę mogą mieć kapitalne znaczenie dla przebiegu walki.

Z drugiej zaś strony, to Kubańczyk jest znacznie szybszy na nogach, wobec czego ustrzelenie go lowkingiem nie będzie takie proste. Ba, biorąc pod uwagę mimo wszystko odrobinę toporne poruszanie się Luke’a oraz jego zadartą do środka wykroczną nogę, to absolutnie nie zdziwię się, jeśli to Romero będzie w stanie albo wycinać go zewnętrznymi lowkingami albo solidnie uszkodzić tak przecież lubianymi przez siebie kopnięciami na kolano. Jedno celne i może być po walce.

Yoel Romero jak Lyoto Machida? Dlaczego nie!

Dla Rockholda kluczowe może okazać się kopnięcie na głowę prawą nogą, najpewniej po przekroku. Kubańczyk bowiem ma wyraźną słabość do tego rodzaju uderzeń, będąc nimi trafianym kilka razy na przestrzeni swojej kariery w UFC. Jak jednak powtarzam, odwrotna pozycja obu stanowić będzie utrudnienie w tym aspekcie dla Rockholda.

Od strony bokserskiej w półdystansie zdecydowana przewaga należeć powinna do Kubańczyka. Jest znacznie szybszy, znacznie lepiej balansuje, zmienia poziomy, uderza bez porównania mocniej. A Rockhold? Jego defensywa w półdystansie – nie wliczając wspomnianego prawego sierpa, który, owszem, bywa niebezpieczny, ale też często prowadzi go na manowce – woła o pomstę do nieba. Zaatakowany mocniej, cofa się prosto na siatkę, kompletnie gubi krok, z pożałowania godną regularnością odchyla się bez gardy do lewej strony, przeokrutnie się odsłaniając.

Jeśli zatem David Branch – a więc zawodnik trzy razy mniej dynamiczny i obdarzony bez porównania lżejszym ciosem niż Yoel Romero – był w stanie zaganiać Luke’a Rockholda na siatkę, a nawet go tam naruszyć, to podobny atak ze strony Kubańczyka może dla byłego mistrza oznaczać wyrok. Szczególnie, że przecież sekretem żadnym nie jest, iż szczęka Rockholda do tytanowych z całą pewnością nie należy.

Innymi słowy, Amerykanin jak ognia musi wystrzegać się półdystansu. Spodziewam się zatem, że zrobi wszystko, aby trzymać rywala na odległość kopnięć lub – jeśli ten ruszy do szarży – łapać klincz. W klinczu Rockhold będzie bez porównania bezpieczniejszy niż w półdystansie.

Biorąc jednak pod uwagę głęboko zakorzeniony w technice Rockholda nawyk cofania się – mocno nieporadnego – z opuszczoną gardą oraz piekielną dynamikę, jaką dysponuje potrafiący w okamgnieniu pokonać ogromny dystans Romero, absolutnie nie sposób wykluczyć, że Żołnierz Boga jakaś szarżą ustrzeli Amerykanina. Był w stanie zrobić to Michael Bisping, był tego bliski David Branch. Ba, leciwy już – i walczący z odwrotnej pozycji! – Machida w starciu z Rockholdem był w stanie kilka razy mocno go dosięgnąć.

Oczywiście, Rockhold na pewno zdaje sobie doskonale sprawę ze swoich defensywnych mankamentów. I jest ich też świadomy jego trener Henri Hooft. Jednak wspomniana potyczka z Davidem Branchem każe mi mocno wątpić, czy tenże fatalny nawyk jest jeszcze do wykorzenienia w stylu tak ukształtowanego już przecież zawodnika, jaki jest Luke Rockhold.

Generalnie mam poważne wątpliwości, jak z szybkością, dynamiką i nieprzewidywalnością Romero będzie radził sobie Rockhold, który – powtórzę – żadnym demonem szybkości nie jest. A właśnie ta pewnego rodzaju ślamazarność w połączeniu z lichą defensywą to najkrótsza droga do nokautu z rąk Kubańczyka.

Z drugiej zaś strony, Żołnierz Boga nie jest typem zawodnika, który korzystałby z lewego prostego. Luke Rockhold natomiast w przeszłości tu i ówdzie demonstrował tę właśnie technikę – i to z całkiem niezłym skutkiem. Biorąc zaś pod uwagę jego wyraźną przewagę fizyczną oraz identyczne ustawienie obu, tenże jab może mieć dla Amerykanina kapitalne znaczenie.

Czy jednak Romero będzie pozostawał w zasięgu długich kończyn dolnych i górnych Rockholda? No właśnie… Uważam, że Kubańczyk albo utrzymywał będzie większy dystans, pozostając poza zasięgiem rażenia rywala, albo spróbuje się przedzierać bezpośrednio do półdystansu, gdzie jego przewaga powinna być niepodważalna. Innymi słowy, wydaje się, że Rockhold może mieć mocno ograniczone okno czasowe na ustrzelenie skracającego – z kocią zwinnością i dynamiką! – dystans oponenta.

Podsumowując – łamany, chwilami usypiający rywali rytm Romero, jego niebywała dynamika oraz ciężkie ręce stanowić mogą ogromne zagrożenie dla lichego w obszarze stójkowej defensywy Rockholda. I to nie tylko w pierwszej rundzie, bo choć przewaga kondycyjna należeć będzie prawdopodobnie do Amerykanina, to nie zapominajmy, że Kubańczyk ma na swoim koncie aż pięć nokautów w trzecich rundach! W starciu z Robertem Whittakerem zwolnił co prawda wyraźnie w rundach mistrzowskich, ale też Nowozelandczyk to znacznie aktywniejszy zawodnik od Rockholda – nie spodziewam się, aby Amerykanin był w stanie narzucić takie tempo, jakie narzucił wówczas Whittaker.

Innymi słowy, obaj zawodnicy mają po po swojej stronie kilka mocnych atutów w walce na nogach, ale wydaje się, że z uwagi na atrybuty fizyczne – eksplozywność, szybkość – to Rockhold może być w każdej sekundzie walki o jedno celne uderzenie Romero od wylądowania na deskach.

Prędzej czy później pojedynek prawdopodobnie przeniesie się jednak do klinczu lub parteru…

Klincz, zapasy, parter

Yoel Romero to jeden z najwybitniejszych zapaśników swojej generacji. Jego arsenał obaleń jest przebogaty, ale uwagę przykuwa raczej sposób, w jaki przechodzi do obaleń. Otóż, nikt inny w światowym MMA nie wyprawia takich rzeczy jak Kubańczyk – ten skurczybyk potrafi przejść płynnie i dynamicznie do obalenia po:

– zanurkowaniu pod ciosami rywala,
– latającym kolanie,
– kopnięciu na kolano,
– lewym sierpowym.

To jednak nie wszystko – jeśli bowiem Żołnierz Boga po wykonaniu którejś z tych technik rzuca się do nóg przeciwnika, a ten postawi opór, Kubańczyk nie traci sił na mocowanie się z nim – błyskawicznie zrywa uchwyt z jakimś sierpem na głowę! Takie cuda…

Jak więc widać, Yoel potrafi łączyć stójkę z zapasami na wiele różnych sposobów, będąc w tym obszarze niezwykle trudnym do rozczytania.

Yoel Romero to jeden z najlepszych zapaśników w MMA – jeśli nie najlepszy.

Czy zatem Kubańczyk będzie w stanie obalać Rockholda? Z dużym prawdopodobieństwem – tak! Istnieją jednak pewne problemy…

Otóż, po pierwsze – Luke Rockhold sam jest bardzo mocnym zapaśnikiem i przewracanie go z pewnością łatwe nie będzie. Romero jak najbardziej udane próby obaleń przypłacić może solidnymi ubytkami w energii, choć – przypominam – nie należy on do zapaśników, którzy szczególnie angażują się w przewracanie rywali. Jeśli czuje opór, odpuszcza, nie traci energii. Poszuka lepszej okazji później.

Solidna defensywa zapaśnicza Amerykanina to jedno. Drugim elementem, który może okrutnie utrudnić oktagonową grę Kubańczyka są kontr-zapasy byłego mistrza. Rockhold jak mało kto potrafi zamieniać próby obaleń ze strony rywali na gilotynę i przetoczenie. Błysnął tego rodzaju akcjami w starciach z Chrisem Weidmanem, Timem Boetschem czy Michaelem Bispingiem. Jego długie kończyny bardzo mu w tym pomagają, choć i tu – jak w prawie każdym elemencie tego starcia – istnieje druga strona medalu. Otóż, Romero nie ma szyi. O przetoczenie go z gilotyną łatwo zatem nie będzie.

Próby obalania Luke’a Rockholda oznaczają piekielne ryzyko – mało który zawodnik potrafi tak kapitalnie kontrować zapędy zapaśnicze rywali.

Po trzecie wreszcie – przyjmijmy, że Romero zdoła przewrócić i po kotłowaninie ustabilizować Rockholda – a sztuka to będzie nie lada! Co zrobi? Ubije go? Skontroluje? Podda?

Otóż, jeśli Amerykanin nie będzie wcześniej naruszony w stójce albo okrutnie z jakiegoś powodu zmęczony – Kubańczyk może liczyć co najwyżej na skontrolowanie go. Ani go nie ubije, ani nie podda. Różnica w poziomie czystego BJJ na korzyść Amerykanina jest bowiem wyraźna, a Żołnierz Boga nie jest typem pozycyjnego zapaśnika, który potrafi utrzymać cię na plecach, skontrolować, nieco porozbijać. Ba, nawet z Rockholdem na plecach Romero będzie igrał z ogniem, bo Amerykanin jest niezwykle sprawny z dołu.

Nie oznacza to, że Kubańczyk nie powinien próbować obaleń – jak najbardziej powinien! Utrudni w ten sposób Rockholdowi stójkowe boje, a jeśli zdoła go przewrócić i utrzymać przez te 20-30 sekund na plecach – może w końcówkach rund? – na pewno będzie to dobrze wyglądać z perspektywy sędziów punktowych. Powtarzam jednak, że nie skończy go z góry, a sam będzie musiał mieć się na baczności.

Czy natomiast Amerykanin będzie w stanie przewracać Kubańczyka. Będzie o to piekielnie trudno. Być może w późniejszych rundach z klinczu Rockhold byłby w stanie coś wymyślić, aby położyć oponenta na plecach, ale, naprawdę, będzie to piekielnie trudnym zadaniem.

Yole Romero to prawdziwy kot, jeśli chodzi o zapasy, dynamikę, gibkość.

Jeśli jednak zdołałby przewrócić Kubańczyka i ustabilizować go tam – kolejne wyzwanie! – wówczas… Może być po walce! Rockhold z góry to bowiem prawdziwy potwór. Najlepszy z tej pozycji zawodnik w UFC – a może i na całym świecie. Niezwykle ciężki i ciasny z góry, długie kończyny, zjawiskowe BJJ, rewelacyjne przechodzenie pozycji, srogie uderzenia. Jeśli Amerykanin ułoży sobie Kubańczyka, to będzie koniec tego ostatniego.

Typowanie

Nie ukrywam, że wskazanie faworyta nie jest łatwym zadaniem. Oktagonowe repertuary obu są bowiem pełne narzędzi, które mogą zapewnić im wiktorię.

W stójce na papierze znacznie niebezpieczniejszy jest piekielnie dynamiczny, kowadłoręki i nieprzewidywalny Romero, ale Rockhold ma zasięg, lewego prostego i srogie kopnięcia na łydkę, którymi może skomplikować życie Kubańczykowi. Oczywiście – techniki nożne Rockholda Romero może próbować zamieniać na obalenia, ale przecież Amerykanin to absolutny mistrz w kontrowaniu obaleń – także tych po przechwyconych kopnięciach!

Brazylijskie jiu-jitsu Luke’a stanowić powinno przeciwwagę dla zapasów Yoela, a jeśli jakimś sposobem Rockhold znajdzie się na górze – w wyniku jakiejś kotłowaniny czy własnego obalenia – prawdopodobnie skończy Żołnierza Boga. Z góry jest bowiem gigantem. Z drugiej zaś strony, scenariusz, w którym Yoel notuje 1-2 obalenia na rundę, spędzając bezpiecznie na górze 20-30 sekund i tym sposobem wygrywając je w oczach sędziów, wcale nie jest nierealny.

Jak więc widzicie, w zasadzie na każdy argument jednego przypada kontrargument drugiego. To właśnie czyni tę walkę tak trudną do analizy – i tak pasjonującą!

Jeśli pojedynek wyjdzie za pierwszą, może drugą rundę, jego stery prawdopodobnie zacznie przejmować Rockhold, bo mimo wszystko to on wydaje się mieć przewagę kondycyjną po swojej stronie. Oczywiście jednak – Romero będzie piekielnie niebezpieczny w każdym momencie.

Ostatecznie stawiam na… Yoela Romero. Dziurawa jak szwajcarski ser defensywa stójkowa Luke’a Rockholda w połączeniu z dynamiką i kowadłem w pięściach Kubańczyka wydają się czynnikiem, który może mieć najważniejsze znaczenie w tym starciu. Spodziewam się zatem, że Żołnierz Boga znajdzie już w pierwszej – może w drugiej? – rundzie drogę do szczęki rywala, zdobywając tymczasowy pas mistrzowski kategorii średniej.

Nisko opuszczona prawica, notoryczne odchylanie się do lewej – wręcz odwracanie się bokiem! – wespół z niezbyt lotnymi nogami doprowadziły Luke’a Rockholda do porażki z Michaelem Bispingiem – i mogą okazać się jego zmorą w starciu z Yoelem Romero.

Jeśli walka wejdzie w trzecią rundę, szanse Amerykanina mocno wzrosną, ale i w takim scenariuszu nie wykluczam ostatecznego triumfu Kubańczyka, który okolicznościowymi obaleniami i pojedynczymi zrywami – przypominam, że w tym obozie przygotowawczym położył szczególny nacisk na cardio – może ugrać decyzję sędziowską.

Tym niemniej…

Zwycięzca: Yoel Romero przez (T)KO

*****

Jak być może zauważyliście, w prawej górnej kolumnie na Lowking.pl pojawiła się opcja wsparcia portalu darowizną. Jeśli podobają się Wam treści i analizy publikowane na portalu oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, będę zobowiązany za każdy datek. Szczegóły – tutaj. Dziękuję!

*****

Wszystkie analizy są dostępne w tej sekcji

*****

Śledź autora tekstu na Twitterze

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply