
UFC 325: Volkanovski vs. Lopes 2 – wyniki i relacja na żywo
Wyniki i relacja na żywo z gali UFC 325: Volkanovski vs. Lopes 2, która odbyła się dzisiaj w Sydney.
W walce wieczoru po taktycznym boju Alexander Volkanovski (28-4) pewnie wypunktował Diego Lopesa (27-8), broniąc pas wagi piórkowej. Pełna relacja – tutaj.
W co-main evencie gali wściekle agresywny Benoit Saint-Denis (17-3) rozbił i w drugiej rundzie skończył Dana Hookera (24-14). Pełna relacja z walki – tutaj.
Snajper Mauricio Ruffy (13-2) po świetnym boju znokautował w drugiej rundzie Rafaela Fizieva (13-5). Pełna relacja z pojedynku – tutaj.
Tallison Teixeira (9-1) po walce o tlen z Taiem Tuivasą (14-9) wygrał na punkty. Pełna relacja – tutaj.
Quillan Salkilld (11-1) nie miał żadnych problemów z rozmontowaniem Jamiego Mullarkeya (18-9). Pełna relacja z pojedynku – tutaj.
W wyróżnionej walce karty wstępnej Billy Elekana (10-2) poddał w drugiej rundzie Juniora Tafę (6-5), choć na początku zawodów zaliczył deski. Pełna relacja – tutaj.
Cam Rowston (14-3) rozbił i w drugiej rundzie ubił Cody’ego Brundage’a (11-8-1). Pełna relacja z walki – tutaj.
Prawdziwą lekcję boksu dał Jacob Malkoun (9-3) dramatycznie słabemu w obronie Torrezowi Finneyowi (11-1) w pierwszej rundzie. Australijczyk rozbijał sztywnego Amerykanina prostymi, kombinacjami, sierpami. W końcówce rundy posłał nawet Finneya na deski, szukając skończenia, ale przeszarżował, polując na gilotynę – w rezultacie Amerykanin trafił na górę i przetrwał do końca pierwszej odsłony.
Także w drugiej odsłonie Malkoun kapitalnie pracował lewym prostym, tu i ówdzie przeplatając go z lewym sierpem. Finney był dramatycznie bierny. W końcu jednak Amerykanin wystrzelił z cepami i nawet naruszył Australijczyka, ale nie był w stanie tego wykorzystać. Gdy zaś Malkoun doszedł do siebie, wrócił do masakrowania Finneya prostymi. Posłał go na deski kombinacją 1-2, następnie rzucając się za Amerykaninem do parteru. Tam potraktował go serią uderzeń, szukając duszenia – bez powodzenia.
Także w trzeciej rundzie Malkoun był wyraźnie skuteczniejszy w stójce, kąsając Finneya prostymi. Jednak gdy Amerykanin okolicznościowo rozpuszczał ręce i trafiał – a zdarzało się – Australijczyk szybko przechodził w tryb zapaśniczy, klinczując. W końcówce zdołał przewrócić Finneya.
Werdykt był formalnością. Sędziowie zgodnie orzekli o zwycięstwie powracającego po 2-letniej prawie przerwie Jacoba Malkouna w stosunku 2 x 30-26, 30-27. Dla Australijczyka była to druga wygrana z rzędu i trzecia w ostatnich czterech występach.
Początek walki należał do Elliotta, który zdzielił odwrotnie ustawionego Micallefa kilkoma ciosami, wyraźnie górując nad Australijczykiem szybkościowo. Rozdawał też pozycyjnie karty w klinczu. Rozochocił się jednak za bardzo, za co zapłacił wyłapaniem prawego sierpa, po którym na moment runął na deski. Australijczyk poczuł się pewniej, chętniej rozpuszczając ręce, szukając kopnięć na głowę – chwilami niezwykle kwadratowo i chaotycznie, bez jakiejkolwiek przyzwoitości technicznej. Walijczyk wrócił jednak z czasem do gry, lokując jeszcze kilka prostych na twarzy Micallefa. Do narożnika Australijczyk schodził z zakrwawionym łukiem brwiowym.
W drugiej rundzie Walijczyk także prezentował się lepiej w stójce, w pewnym nawet momencie serią uderzeń wstrząsając Micallefem i rzucając go na ogrodzenie. Tam Australijczyk uratował się klincze, na który przystał chętnie Elliott – na swoją zgubę. Micallef przestawił rywala, przewrócił, zaszedł mu za plecy i tam zapiął ciasne duszenie. Wlijczyk próbował się bronić, ale nie był w stanie i poszedł spać.
Turned on its head!
Jonathan Micallef puts Oban Elliott to sleep #UFC325 pic.twitter.com/ocgOq7zh11
— UFC Europe (@UFCEurope) February 1, 2026
Bilans 26-latka w UFC wynosi teraz 2-0, podczas gdy Oban Elliott doznał drugiej z rzędu porażki.
Kaan Ofli (13-4-1) rozdawał karty przez kilka pierwszych minut walki z Yizhą (26-6), męcząc Chińczyka zapaśniczo przy ogrodzeniu po świetnych w wykonaniu obu kulankach. Yizha w końcu jednak wyrwał się z objęć australijskiego Turka, inkasując jednak srogi prawy w wymianie. Natychmiast jednak doszedł do siebie i szybko odpowiedział soczystym sierpem. W stójce Chińczyk zaczął przejmować stery walki w swoje rće, dosięgając Ofliego kilkoma pięknymi kombinacjami. Zaczął uśmiechać się, prowokując rywala do wymian. Ofli odgryzał się lowkingami.
W drugiej odsłonie Yizha wyglądał jak milion dolarów, co i rusz dosięgając przeciwnika srogimi uderzeniami. Posłał go nawet na deski soczystym lewym sierpem, zrzucając kilka bomb z góry. Ofli przetrwał jednak trudne chwile, wykazując się nie lada odpornością – bo przyjął jeszcze kilka soczystych ciosów, głównie lewych z mańkuta, bo w takim głównie ustawieniu walczył Yizha. Chińczyk nacierał niczym terminator, nie robiąc sobie nic z okolicznościowych kontr Ofliego. Świetnie bronił się przed okolicznościowymi próbami obaleń ze strony przeciwnika. Polował też chętnie na doły zawodnika z Australii. Ten nigdzie się jednak nie wybierał, choć ponownie zaliczył deski – pomimo iż był mocno porozbijany, wytrzymał do końca drugiej odsłony.
Dobrze w rundę trzecią wszedł Ofli, dosięgając rywala kilkoma lowkingami oraz middlekickami. Wydawało się, że szczególnie lowkingi sprawiają Chińczykowi problemy. Z czasem jednak Yizha zaczął dochodzić do głosu, traktując Ofliego kilkoma lewymi, broniąc się przed jego obaleniami. Ofli także jednak notował w wymianach sukcesy. Lewica Yizhy działała nadal dobrze – z mańkuta trafiał rywala na górę i na doły. Popisał się też instynktownym obaleniem, choć Turek szybko wrócił na nogi. Zawodnicy wymienili się uderzeniami w klinczu. W samej końcówce Yizha inteligentnie sfinalizował jeszcze obalenie, choć po kilku sekundach Ofli wrócił na nogi.
Sędziowie nie byli jednogłośni, nieoczekiwanie wskazując większościowo w stosunku 2 x 29-28, 28-28 na Kaana Ofliego.
Pierwsza odsłona walki Dom Mar Fana (9-2) z Sang Uk Kimem (13-4) toczyła się niemal wyłącznie w klinczu, gdzie ten pierwszy trafiał mocniej – głównie łokciami – ale ten drugi miał przewagę pozycyjną, dłuższymi fragmentami trzymając rywala na ogrodzeniu, przez jakiś czas też w parterze.
W rundzie drugiej działo się więcej, bo Australijczyk był dłuższymi fragmentami w stanie unikać klinczu, trafiając nacierającego rywala prostymi, frontalami na korpus. Polował też na kopnięcia na głowę. Mar Fan w pewnym momencie przewrócił nawet Kima, traktując go mocnymi ciosami, ale Koreańczyk wytrzymał, a w stójce nadal nacierał – jak zombie, sporo przyjmując, ale nie ustępując. Australijczyk dobrze pracował jednak łokciami w klinczu.
Kim podkręcił tempo w trzeciej odsłonie, choć wyłapywał masę prostych. Zmuszał jednam Mar Fana do walki ze wstecznego, a na ogrodzeniu traktował go mocnymi kombinacjami na korpus i głowę. Zamiast jednak kontynuować natarcie, Koreańczyk wpadał w klincz, gdzie to Australijczyk był sprawniejszy, dobrze pracując łokciami. Zmasakrowany Kim nacierał jednak do końca, ale nawet jeśli trafiał, to plastyczny Mar Fan dobrze znosił jego uderzenia, tu i ówdzie nawet się uśmiechając. Australijczyk nadal kąsał też rywala frontalami, polując też na brazylijskie kopnięcia na korpus.
Werdykt był formalnością. Zwycięzcą Road to UFC w wadze lekkiej został Dom Mar Fan w stosunku 3 x 30-27.
Sebastian Szalay (10-2) prezentował się lepiej od Keiichiro Nakamury (8-1) w pierwszej rundzie walki. Australijczyk ustępował co prawda Japończykowi pod względem gabarytów, ale był znacznie aktywniejszy i agresywniejszy, kilka razy doskakując do rywala z kombinacjami ciosów na głowę i korpus. Polował też na obrotówki, jedną nawet trafiając. Nakamura jedyne sukcesy notował pod kątem lowkingów, kilka soczystych lokując na nodze Australijczyka.
Także w rundzie drugiej Szalay był aktywniejszy i skuteczniejszy. W pewnym momencie na rozerwanie klinczu posłał nawet Nakamurę na deski lewym sierpem, późnej popisując się też efektownym obaleniem. Japończyk czaił się na kontry, szczególnie lewym krosem, ale niewiele z nich wynikało – nie potrafił wykorzystywać swoich warunków fizycznych, kiepsko kontrolując dystans. Australijczyk doskakiwał z 3-uderzeniowymi kombinacjami, ciosy na dół przeplatając z tymi na górę. W końcówce rundy Nakamura trafił jednak mocnymi kopnięciami na korpus i nogi.
Świadom, że przegrywa na kartach punktowych, Japończyk podkręcił tempo w trzeciej odsłonie. Wywierał presję, chętniej rozpuszczał ręce, polował na łokcie z klinczu. Czaił się też na kontrujące kolana na głowę. Szalay miał problemy, ale pozostawał w grze, tu i ówdzie dosięgając rywala w krótkich kombinacjach. Jednak Nakamura w końcu trafił kolanem idealnie w szczękę Szalaya, który runął na deski, ledwie żyw. Uderzeniami z góry Japończyk dopełnił dzieła zniszczenia.
HUGE KO!
Keiichiro Nakamura turns the tables on Sebastian Szalay to become the Road To UFC Featherweight winner! #UFC325 pic.twitter.com/NQCtRH2Kuv
— UFC Europe (@UFCEurope) January 31, 2026
Tym samym 27-letni Keiichiro Nakamura zapewnił sobie kontrakt z UFC – walka ta odbywała się bowiem w ramach Road to UFC.
Od początku otwierającej galę walki pomiędzy Sulangrangbo (10-4) i Lawrencem Luim (8-1) ten ostatni wywierał presję, ciosy przeplatając z próbami zapaśniczymi. Sulangrangbo dobrze jednak bronił się przed obaleniami, w stójce będąc skuteczniejszym, szczególnie pod kątem podbródków. Lui też jednak miał swoje momenty, od czasu do czasu w szalonych wymianach odgryzając się rywalowi. Obaj zawodnicy szukali nokautu, elitarną defensywą nie grzesząc.
W rundzie drugiej Nowozelandczyk przejął stery walki w swoje ręce. Jego presja i agresja zaczęły sprawiać problemy Chińczykowi. Lui coraz częściej dosięgał walczącego ze wstecznego Sulangrangbo dobrymi ciosami. Chińczyk musiał bowiem cały czas pilnować też bioder i nóg przed zapasami rywala.
Pierwsza połowa trzeciej odsłony należała do Sulangrangbo, który rozbijał rywala w stójce, ale później stery walki przejął Lui, męcząc przez dłuższy czas Chińczyka w klinczu i parterze przy ogrodzeniu i tam traktując go krótkimi uderzeniami. W końcówce walka wróciła na środek oktagonu, gdzie zawodnicy wdali się w szalone wymiany. Odrobinę skuteczniejszy był Sulangrangbo.
Sędziowie wskazali niejednogłośnie na Lawrence’a Luiego w stosunku 2 x 29-28, 28-29.
Wyniki UFC 325: Volkanovski vs. Lopes 2
Walka wieczoru
145 lb: Alexander Volkanovski (28-4) pok. Diego Lopesa (27-8) jednogłośną decyzją (2 x 49-46, 50-45)
Co-main event
155 lb: Benoit Saint-Denis (17-3) pok. Dana Hookera (24-14) przez TKO (GNP), R2, 4:45
Karta główna
155 lb: Mauricio Ruffy (13-2) pok. Rafaela Fizieva (13-5) przez TKO (prawy kros i GNP), R2, 4:30
265 lb: Tallison Teixeira (9-1) pok. Taia Tuivasę (14-9) jednogłośną decyzją (3 x 29-28)
155 lb: Quillan Salkilld (11-1) pok. Jamiego Mullarkeya (18-9) przez poddanie (RNC), R1, 3:02
Karta wstępna
205 lb: Billy Elekana (10-2) pok. Juniora Tafę (6-5) przez poddanie (RNC), R2, 3:18
185 lb: Cam Rowston (14-3) pok. Cody’ego Brundage’a (11-8-1) przez TKO (GNP), R2, 4:08
185 lb: Jacob Malkoun (9-3) pok. Torreza Finneya (11-1) jednogłośną decyzją (2 x 30-26, 30-27)
170 lb: Jonathan Micalleff (9-1) pok. Obana Elliotta (12-4) przez poddanie techniczne (RNC), R2, 3:31
Karta Fight Pass
145 lb: Kaan Ofli (13-4-1) pok. Yizhę (26-6) większościową decyzją (2 x 29-28, 28-28)
155 lb: Dom Mar Fan (9-2) pok. Sang Uk Kima (13-4) jednogłośną decyzją (3 x 30-27)
145 lb: Keiichiro Nakamura (8-1) pok. Sebastiana Szalaya (10-2) przez KO (kolano na głowę), R3, 3:48
135 lb: Lawrence Lui (8-1) pok. Sulangrangbo (10-4) niejednogłośną decyzją (2 x 29-28, 28-29)
Wszystkie walki UFC można obstawiać w Fortunie z BONUSEM DO 300 ZŁ WE FREEBETACH NA START
Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.






