Typowanie UFC Pekin – Blaydes vs. Ngannou II

Analizy i typowanie wszystkich walk karty głównej gali UFC Fight Night 141 – Blaydes vs. Ngannou, która odbędzie się w Pekinie.

Transmisja z gali UFC Fight Night 141 rozpocznie się w sobotę o godzinie 09:15 w aplikacji UFC Fight Pass. Karta główna od 12:30 na kanale Polsat Sport Extra.

Przypominam, że poszczególne ikony przy przewidywanych rezultatach walk w lekkim uproszczeniu oznaczają:

IkonaOpis
Tylko kataklizm mógłby sprawić, że mój faworyt przegra.
Jestem przekonany do swojego typu, ale nie skreślam całkowicie jego rywala, bo ma narzędzia, by zwyciężyć – choć szanse na to są niewielkie.
Zawodnik, na którego postawiłem powinien to bez większych problemów wygrać, choć jego rywal może stawić spory opór, który może zaprowadzić go nawet do zwycięstwa.
Nie jestem przekonany, bliżej mi, rzecz jasna, do zawodnika, na którego postawiłem, ale jego oponent ma umiejętności, by to wygrać.
Absolutnie nie będę zdziwiony, jeśli wytypowany przeze mnie zawodnik polegnie z kretesem, szalenie wyrównana walka, może pójść w dwie strony.




170 lbs: Jingliang Li (15-5) vs. David Zawada (16-4)

Kursy bukmacherskie: Jingliang Li vs. David Zawada 1.54 – 2.60

Bartłomiej Stachura: Można patrzeć na ten pojedynek na kilka różnych sposobów. Z jednej strony, David Zawada zaprezentował się naprawdę dobrze w debiucie i gdyby nie pewne błędy taktyczne – tj. nadmierna agresja w parterze – prawdopodobnie pomimo wzięcia walki w ostatniej chwili pokonałby Danny’ego Robertsa. Ponadto Jingliang Li nie wygrał jeszcze w UFC z żadnym mocnym rywalem – żaden z siedmiu przezeń pokonywanych nie może bowiem pochwalić się dodatnim bilansem w UFC. Pójdźmy dalej – stójkowa defensywa Chińczyka do najmocniejszych nie należy – podobnie jego szczęka. Na deski posyłali go zdecydowanie niesłynący z kowadeł w pięściach Jake Matthews (dwukrotnie), Bobby Nash i Keita Nakamura. A akurat David Zawada dysponuje solidnym uderzeniem. Ponadto Li na ogół musi zebrać kilka dobrych uderzeń na głowę, aby się przebudzić.

Z drugiej zaś strony, Li walczy na własnym terenie, jest niebywale aktywny w stójce, rozkręca się z każdą minutą, dysponuje solidną kondycją, jest zawsze piekielnie zdeterminowany – i sam posiada niezłą moc w uderzeniach. Chińczyk potrafi też walczyć z obu pozycji i choć jego kickbokserska gra nie jest skomplikowana – najczęściej odwołuje się do ciosów prostych i lowkingów, wszystko to składając czasami w kombinacje – to jednak skuteczna. Zawada preferuje ciosy sierpowe, w które wkłada sporo mocy – jeśli trafi, Li może rzeczywiście mieć problemy, ale niezłe warunki fizyczne Chińczyka, wspomniane ciosy proste, z których uwielbia korzystać, oraz prawdopodobna przewaga szybkościowa nie wróżą mu źle.

Nie ukrywam wobec tego, że to elementy zapaśnicze i parterowe mogą okazać się kluczowe dla przebiegu i wyniku tej walki. Trudno wskazać tutaj co prawda przewagę jednego lub drugiego, ale wydaje się, że odrobinę lepsze szlify posiada w tych aspektach Sagat. Rzecz jednak w tym, ze wspomniana przeze mnie solidna kondycja walczącego u siebie Li powinna pomóc mu także właśnie w aspektach zapaśniczych – choćby i w ich defensywnym wydaniu.

Jestem bardzo daleki od skreślania Zawady, bo to charakterny bijok, który bardzo rzadko oddaje pole, ale aktywność, mobilnosć, kondycja, doświadczenie i przewaga terenu Li okażą się decydujące.

Zwycięzca: Jingliang Li przez decyzję

135 lbs: Yadong Song (13-4) vs. Vince Morales (8-2)

Kursy bukmacherskie: Yadong Song vs. Vince Morales 1.22 – 4.65

Bartłomiej Stachura: Vince Morales to typ charakternego bitnika, który na dodatek powinien wyraźnie górować nad Songiem Yadongiem pod względem warunków fizycznych – a przynajmniej zasięgu, bo w tym aspekcie Chińczyk zdecydowanie nie domaga. Amerykanin posiada sporą moc w uderzeniach, podchodzi do rywali bez respektu, nie zraża się niepowodzeniami, potrafi sporo przyjąć, ma smykałkę do kontr.

Rzecz jednak w tym, że Song Yadong ma za sobą pełen obóz przygotowawczy – Vince Morales wziął walkę w zastępstwie – walczy u siebie, jest wszechstronniejszy i przede wszystkim znacznie szybszy. Ma też już doświadczenie dwóch walk pod sztandarem UFC.

Młodziutki – rzekomo 20-letni – Chińczyk, który szlifuje od jakiegoś czasu formę w Team Alpha Male, powinien mieć szereg opcji w tej walce, bo jeśli z jakiegoś powodu nie będzie układała mu się gra w stójce, dysponuje solidnymi zapasami i ciężkimi uderzeniami z góry. Ba, w klinczu potrafi kapitalnie zaprzęgać do działania mocne kolana i szczególnie ostre łokcie.

Czy jednak obalenia będą mu potrzebne? Otóż, mam wątpliwości. Niby bowiem Morales ma lepszy zasięg, ale ma też tendencję do walczenia z nisko opuszczonymi rękami, a w starciu z zawodnikiem tak szybkim jak Song Yadong może stanowić to ogromny problem. Amerykanin był już naruszany przez znacznie słabszych stójkowiczów w osobach Domingo Pilarte czy Brandona Hemplemana, więc jeśli w starciu z Chińczykiem nie podkręci defensywy, może doznać pierwszej w karierze porażki przez nokaut.

Tym niemniej, to bitnik – przetrwa. Nie wystarczy to jednak do zwycięstwa.

Zwycięzca: Song Yadong przez decyzję

265 lbs: Alistair Overeem (43-17) vs. Sergey Pavlovich (12-0)

Kursy bukmacherskie: Alistair Overeem vs. Sergey Pavlovich 2.10 – 1.77

Bartłomiej Stachura: Wielu wróży Sergeyowi Pavlovichowi wielką przyszłość, ale nie ukrywam, że podchodzę do takich prognoz z pewnym dystansem. Rosjanin niemal całą grę opiera na stójce, gdzie jednak żadnej wirtuozerii dostrzec nie sposób. Porusza się nieco mechanicznie, podobnie wyprowadza też uderzenia. Nie jest szczególnie mobilny, nie ma smykałki do kontr. Rzemiosło i fundamenty – widać, ale błyskotliwości, kreatywności, nieprzewidywalności – za grosz.

Tenże odrobinę rzemieślniczy styl walki na nogach, pewnego rodzaju niegramotność są prawdopodobnie w pewnym stopniu pochodną gabarytów Pavlovicha – jest on bowiem ogromny, dysponując przy tym nie lada muskulaturą. Ma to też swoje zalety, bo uderza naprawdę mocno i wydaje się świetnie znosić uderzenia ze strony rywali.

Alistair Overeem jest znacznie bardziej zaawansowany technicznie od debiutującego w oktagonie rywala, posiada znacznie szerszy wachlarz narzędzi kickbokserskich, potrafi walczyć z obu pozycji, a do tego zjada Rosjanina pod względem doświadczenia. Ba, nie będę zdziwiony, jeśli okaże się, że szczególnie na początku walki Holender będzie miał też po swojej stronie przewagę szybkościową.

Obaj zawodnicy nie słyną z forsowania tempa – Rosjanin walczy metodycznie, rzadko ruszając z szarżami czy dłuższymi – jakimikolwiek! – kombinacjami, natomiast Holender obtańcowuje rywali, szukając idealnego momentu do ataku – wobec czego nie zdziwię się, jeśli starcie to do zachwycających należeć nie będzie.

Nie spadnie mi szczęka na podłogę, jeśli Overeem skończy walkę z tarczą, czego może dokonać na dwa sposoby – albo trafiając w stójce odrobinę częściej i jednocześnie będąc piekielnie uważnym w defensywie, albo przenosząc walkę do parteru, gdzie z góry skontroluje i okolicznościowo porozbija młodziana. Rzecz jednak w tym – nawiązując do tej drugiej drogi do zwycięstwa Holendra – że Rosjanin jest niezwykle silny, a i jego defensywa przed obaleniami stoi na przyzwoitym poziomie. Wątpię wobec tego, czy Reem będzie w stanie przenosić walkę do parteru.

Jeśli zaś chodzi o szermierkę na pięści i kopnięcia… Może i Overeem posiada więcej narzędzi, ale od strony fizycznej – rozumianej jako kondycja, odporność szczęki, moc w pięściach – to młodszy od Holendra aż o 12 lat Pavlovich prezentuje się znacznie lepiej. W końcu zatem znajdzie sposób na dosięgnięcie brody nieustannie orbitującego Overeema – nawet jeśli przegra pierwszą czy nawet dwie pierwsze rundy. Jego przewaga młodości, wigoru, siły z nawiązką zrekompensuje przewagę techniczną zaprawionego w bojach, ale będącego już na ostatniej prostej kariery weterana. Jednocześnie jednak nie skreślam Reema – to stary wyga i szczwany lis zarazem, podczas gdy Rosjanin z takowymi jeszcze się nie mierzył. Tym niemniej…

Zwycięzca: Sergey Pavlovich przez (T)KO

265 lbs: Curtis Blaydes (10-1) vs. Francis Ngannou (11-3)

Kursy bukmacherskie: Curtis Blaydes vs. Francis Ngannou 1.42 – 3.00

Bartłomiej Stachura: Na pierwszy i drugi rzut oka trudno nie faworyzować tutaj Curtisa Blaydesa – nie dość bowiem, że od czasu pierwszej walki z Francisem Ngannou rozwinął się znacznie bardziej od Kameruńczyka, to ten ostatni został w starciu ze Stipe Miocicem zweryfikowany zapaśniczo i kondycyjnie, a na domiar złego wydaje się znajdować w fatalnym momencie swojej kariery, nie dając rady mentalnie. Na papierze więc Razor powinien zatem być w stanie zajechać Predatora zapaśniczo – czyli także kondycyjnie.

I, owszem, jest to najbardziej realny ze scenariuszy, jakie widzę na ten pojedynek. Rzecz jednak w tym, że z uwagi na swoją tężyznę fizyczną Kameruńczyk nie jest łatwy ani do przewracania, ani do utrzymania na plecach. Nie spodziewam się zatem, aby szczególnie w dwóch pierwszych rundach Blaydes przewracał rywala, kiedy sobie tylko zamarzy.

To jednak nie wszystko, bo Curtis Blaydes walczy inaczej niż Derrick Lewis, wobec czego pojedynek, w którym Francis Ngannou praktycznie nie wyprowadza uderzeń, nie wchodzi tutaj w grę. Z Czarną Bestią był bierny, bo z natury jest kontruderzaczem – a Lewis nie dawał mu okazji do kontr. Blaydes jest natomiast znacznie aktywniejszy w swoich poczynaniach, co jednocześnie jednak narazi go na najgroźniejszą broń Kameruńczyka – czyli wspomaniane kontry.

Razor dysponuje oczywiście bardzo twardą – by nie rzec: tytanową – szczęką, ale scenariusz, w którym Ngannou kruszy ją jakąś kontrą, nie jest oderwany od rzeczywistości. W początkowym stadium walki Kameruńczyk będzie bowiem dysponował naprawdę niszczycielską mocą w uderzeniach.

Największym atutem Blaydesa nie będą zatem ani zapasy, ani znacznie poprawiona gra stójkowa – szczególnie w obszarze reagowania na ataki rywali, skracania dystansu pod obalenia oraz wykorzystywania szybkiego lewego prostego w celach zaczepnych – ani jego odporna szczęka, ani nawet pewność siebie i taktyczne nastawienie do walki, jakie go wyróżniają. Jeśli bowiem Predator w pierwszych dwóch rundach nie ustrzeli rywala, wszystko rozegra się w obszarze kondycyjnym – i to on okaże się kluczowy. A w tym elemencie trudno nie widzieć przewagi Blaydesa. Nawet zatem jeśli przegra dwie pierwsze rundy, to do trzeciej powinien wyjść ze znacznie zasobniejszym w paliwo bakiem, przejmując stery walki w swoje ręce. Wtedy do gry wejdą jego zapasy – albo gra klinczerska.

Nie odbierając zatem szans byłemu pretendentowi i oceniając kursy bukmacherskie jako odrobinę przesadzone, stawiam na Amerykanina. Przetrwa dwie pierwszy rundy, zwalniając tempo walki w klinczu, szukając okolicznościowych obaleń, korzystając z lewego prostego. Później dzięki przewadze kondycyjnej osiągnie przewagę, której nie odda do końca pojedynku, albo ubijając Ngannou uderzeniami z góry, albo go wypunktowując.

Zwycięzca: Curtis Blaydes przez decyzję




PODSUMOWANIE

WalkaBartek S.
Blaydes - Ngannou
1.45 - 3.00

Blaydes
Overeem - Pavlovich
2.10 - 1.83

Pavlovich
Song - Morales
1.20 - 5.35

Song
Zawada - Li
2.65 - 1.57

Li
Song - Morono
1.87 - 2.05

Song
Mueller - Wu
1.26 - 4.40

Mueller
Yaozong - Coulter
1.91 - 2.00

Coulter
Aguilar - Zhang
5.50 - 1.19

Zhang
Kondo - Xiaonan
5.35 - 1.20

Xiaonan
Phillips - Holland
5.50 - 1.19

Holland
Day - Liu
3.05 - 1.44

Liu
Smolka - Sumudaerji
1.57 - 2.65

Smolka
Ostatnia gala8-4
Łącznie1307-727
Poprawne64,25 %

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.