Typowanie UFC FN: Brunson vs. Shahbazyan

Analizy i typowanie najciekawszych walk gali UFC Fight Night: Brunson vs. Shahbazyan, która odbędzie się dzisiaj w Las Vegas.

Gala rozpocznie się dziś o godzinie 01:00 czasu polskiego w aplikacji UFC Fight Pass. Transmisja z karty głównej od 3:00 na Polsat Sport.

Przypominamy, że poszczególne ikony przy przewidywanych rezultatach walk w lekkim uproszczeniu oznaczają:

IkonaOpis
Tylko kataklizm mógłby sprawić, że mój faworyt przegra.
Jestem przekonany do swojego typu, ale nie skreślam całkowicie jego rywala, bo ma narzędzia, by zwyciężyć – choć szanse na to są niewielkie.
Zawodnik, na którego postawiłem powinien to bez większych problemów wygrać, choć jego rywal może stawić spory opór, który może zaprowadzić go nawet do zwycięstwa.
Nie jestem przekonany, bliżej mi, rzecz jasna, do zawodnika, na którego postawiłem, ale jego oponent ma umiejętności, by to wygrać.
Absolutnie nie będę zdziwiony, jeśli wytypowany przeze mnie zawodnik polegnie z kretesem, szalenie wyrównana walka, może pójść w dwie strony.

185 lbs: Kevin Holland (17-5) vs. Trevin Giles (12-2)

Bartłomiej Stachura: Nie ukrywam, że kiedyś miałem spore oczekiwania związane z Trevinem Gilesem, wróżąc mu zasilenie czołowej piętnastki kategorii średniej. I choć nadal takiego scenariusza nie wykluczam, to jednak teraz podchodzę do niego ze znacznie mniejszym entuzjazmem – jego luki w parterze są gigantyczne, a i w stójce z nieco lepiej poukładanymi uderzaczami miewa problemy.

Kevin Holland to oczywiście oktagonowy artysta lub błazen – w zależności od tego, czy akcja mu się uda, czy też się nie uda. Trudno mieć do niego większe zaufanie, bo walczy on często bardzo nonszalancko, nie stroniąc od ryzyka – i to zarówno w szermierce na pięści i kopnięcia, jak i w tej parterowej. To zawodnik, który śmierci się nie lęka, czasami na własną zgubę.

Holland będzie miał jednak w tym pojedynku sporą przewagę gabarytów i gigantyczną przewagę zasięgu. O ile boks Gilesa czasami wygląda naprawdę dobrze – potrafi kapitalnie skontrować czy wyprowadzić śliczne kombinacje, w których ciosy na korpus przeplata z tymi na głowę – to mam wątpliwości, czy będzie w stanie przedzierać się przez długie ręce Hollanda. Na pewno jednak służyć mu może mały oktagon, w którym odbędzie się walka, a i fakt, że Holland nadal czasami cofa się prosto na siatkę, nie zaszkodzi.

Tym niemniej, kreatywność – także pod kątem kopnięć – oraz przewaga zapaśniczo-parterowa, którą będzie miał prawdopodobnie po swojej stronie, przesądzą o zwycięstwie Hollanda. Pomimo iż ostatnio mierzył się ze słabeuszem Anthonym Hernandezem, to pojawiły się tam przesłanki, które mogą wskazywać na to, że odrobinę odszedł od swego wesołego stylu walki na rzecz solidnych fundamentów. Wypunktuje Gilesa.

Zwycięzca: Kevin Holland przez decyzję

155 lbs: Bobby Green (25-10-1) vs. Lando Vannata (11-4-2)

Bartłomiej Stachura: Typowanie tego pojedynku to niemal jak rzut monetą. W pierwszej walce Vannata był co prawda bliski zwycięstwa w pierwszej rundzie, ale potem jej stery przejął Green. Obaj lubią natomiast walczyć z nisko opuszczonymi rękami, swoją defensywę opierając na balansie, odchyleniach i pracy na nogach – a to bardzo ryzykowna gra, w której jeden cios może zadecydować o wszystkim.

W pierwszej odsłonie przewaga szybkościowa powinna należeć do Vannaty – a to oznacza, że Green będzie musiał mieć się na baczności, bo świeży Vannata potrafi doskonale kontrować. Jednak spodziewam się, że wraz z biegiem pojedynku to Green będzie stopniowo przejmował stery jego walki w swoje ręce. Jego szybkie proste będą sprawiały coraz więcej problemów niesłynącemu z żelaznej kondycji Vannacie.




Daleki jestem jednak od skreślania Lando, bo to zawodnik nieco wszechstronniejszy w stójce – chętnie kopie na wszystkich poziomach – który w pierwszej walce wypadł też nieźle od strony zapaśniczej, finalizując aż cztery z pięciu prób sprowadzeń walki do parteru. Kto wie zatem, czy nie będzie w stanie sfinalizować jakiegoś obalenia czy przytrzymać Greena na siatce, zyskując w ten sposób uznanie w oczach sędziów punktowych?

Nie ukrywam natomiast, że podobała mi się dyspozycja Greena w ostatnich walkach z Guidą oraz Trinaldo. Tę ostatnią zresztą sam punktowałem dla Amerykanina. Pomimo iż doświadczony przez masę różnorodnych kontuzji, Green to nadal kawał oktagonowego rzeźnika. Owszem, czasami nonszalancja prowadzi go na manowce – tak było chociażby ze wspomnianym Trinaldo w pierwszej rundzie – ale mam wrażenie, że jest z nim znacznie więcej ognia – tj. zawziętości, woli walki czy nawet wytrzymałości i kondycji – niż u młodszego o pięć lat, ale mającego na koncie sporo wojen Vannaty.

Bobby Green przetrwa pierwszą rundę, od drugiej łapiąc wiatr w żagle. Wygra na punkty.

Zwycięzca: Bobby Green przez decyzję

170 lbs: Vicente Luque (18-7-1) vs. Randy Brown (12-3)

Bartłomiej Stachura: Randy Brown zawsze miał świetne warunki na kategorię półśrednią, ale za nic w świecie nie potrafił ich wykorzystać. Natomiast oddać mu trzeba, że w dwóch ostatnich potyczkach poczynił w tym obszarze spory progres – szczególnie w starciu z Bryanem Barbereną. Jamajczyk znacznie lepiej pracował na nogach, trzymał pozycję, nie wpadając w półdystans po wyprowadzeniu ciosów, dobrze hasał do boków. Kąsał rywala prostymi, bezpośrednim lewym sierpem, frontalem na korpus czy dystansował atakami na kolano.

Jeśli w takiej dyspozycji Brown wyjdzie do walki z Luque, może to ugrać, bo uważam, że jego celem powinno być trzymanie Brazylijczyka na dystans i unikanie jak ognia półdystansu. Rzecz jednak w tym, że Brown nadal nie nauczył się blokowania czy unikania niskich kopnięć – nawet wspomniany Barberena nie miał problemów z terroryzowaniem jego wykrocznej nogi, trafiając na przestrzeni trzech minut aż 21 razy. Wcześniej Belal Muhammad zdzielił Jamajczyka aż 43 kopnięciami. Vicente Luque kopie natomiast jak koń – i to na wysokości łydki. Istnieje oczywiście ryzyko, że Brown grzmotnie go kontrą krosem, ale Jamajczyk z petard w pięściach jednak nie słynie.

Ponadto we wspomnianej walce z Barbereną – bo tylko do niej powinniśmy się odnosić, jeśli mamy dawać tutaj Brownowi jakieś szanse – Jamajczyk jednak kilka razy wdał się w ostre wymiany, a gdy Amerykanin podkręcił tempo, w jego poczynania wdało się nieco chaosu. Chaos – pozorny – uwielbia natomiast Vicente Luque, który znacznie lepiej niż Bryan Barberena zamyka rywali na siatce. W tym pomoże mu też klasyczne – podobnie jak Browna – ustawienie. Barberena nie mógł dopaść Browna, bo nieustannie szukał zewnętrznego kąta, starając się schodzić na zewnątrz wykrocznej nogi rywala i tym samym dając mu wiele przestrzeni do orbitowania. Z Luque będzie inaczej.



Problemy Brazylijczykowi mogą natomiast sprawić wspomniane frontalne kopnięcia Jamajczyka. Lubi bowiem bronić się podwójną gardą, a to daje miejsce na zmieszczenie tego rodzaju kopnięć – ostatnio kilkoma potraktował go Niko Price.

Pomimo tego, że Vicente Luque jest młodszy o dwa lata, nie spodziewam się po nim większych zmian. To doświadczony już zawodnik, który wchodzi do oktagonu, żeby się bić. W szalonych wymianach czuje się jak ryba w wodzie. Natomiast jeśli 30-letni Brown usprawnił jeszcze kilka elementów od czasu walki z Barbereną – ta z Alvesem niewiele powiedziała – takich jak chociażby defensywa zapaśnicza, jeszcze lepsza kontrola dystansu czy unikanie ostrych wymian, może sprawić niespodziankę. Bóg jeden raczy wiedzieć, ile jest w stanie wytrzymać jeszcze szczęka Luque po tak wielu wojnach.

Tym niemniej, Vicente Luque lowkingami ograniczy mobilność Randy’ego Browna, zmuszając go też presją do walki ze wstecznego, w czym pomoże mu też oczywiście mała klatka. Defensywa stójkowa Brazylijczyka może najlepsza nie jest – przyjmuje sporo uderzeń – ale wynika to też z faktu, że chętnie wdaje się w ostre wymiany w półdystansie. Potrafi natomiast od czasu do czasu błysnął śliczną kontrą po przepuszczeniu ciosu – i to może okazać się gwoździem do trumny Browna. Warto mieć też na uwadze, że Luque może odwołać się tutaj do zapasów i parteru, bo w tych elementach powinien przeważać. Jeśli natomiast obalić spróbuje Jamajczyk, prawdopodobnie skończy w jakiejś gilotynie albo brabo.




Za najbardziej prawdopodobny scenariusz uważam jednak nokaut w wykonaniu Luque, który pewnie wcześniej – standardowo – swoje przyjmie.

Zwycięzca: Vicente Luque przez (T)KO

185 lbs: Derek Brunson (20-7) vs. Edmen Shahbazyan (11-0)

Bartłomiej Stachura: do szczegółowej analizy walki zapraszam tutaj.

Zwycięzca: Edmen Shahbazyan przez (T)KO

PODSUMOWANIE

WalkaBartek S.
Brunson - Shahbazyan
3.60 - 1.25

Shahbazyan
Maia - Calderwood
2.25 - 1.58

Calderwood
Brown - Luque
2.60 - 1.44

Luque
Vannata - Green
1.55 - 2.30

Green
Herman - Meerschaert
2.15 - 1.62

Meerschaert
Holland - Giles
1.41 - 2.70

Holland
Saenz - Martinez
2.95 - 1.35

Martinez
Munoz Jr. - Maness
2.05 - 1.71

Maness
Cachero - Emmers
3.85 - 1.22

Emmers
Gutierrez - Durden
1.30 - 3.25

Gutierrez
Ostatnia gala11-4
Łącznie1829-1014
Poprawne64,33 %

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

„Pie*doliłem trzy po trzy” – Marcin Wrzosek kaja się za swoje słowa, przeprasza Borysa Mańkowskiego

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply