Szlify – UFC Fight Night 77


Analiza najciekawszych akcji gali UFC Fight Night 77.

Jaka idea przyświeca tej serii artykułów? Podobna, a właściwie wręcz identyczna, co bytującemu już na Lowkingu cyklowi Technicznie. Gale, które szczególnie wyróżniły się ilością ciekawych starć, są godne tego, aby wyszczególnić przynajmniej niektóre z nich – nie spodziewajcie się niezwykle dokładnych analiz, choć niektóre walki pokroju konfrontacji Jimmiego Rivery z Pedro Munhozem z pewnością na to zasługują. Celem jest jedynie naświetlenie kilku momentów co bardziej interesujących zestawień, które mogły umknąć pośród wymian ciosów.

Wpierw przyjrzyjmy się więc walce, która otwierała kartę.

Walka z kontry, RDA i 22 lata

Nie ukrywam, że po tej walce jestem już właściwie przekonany co do tego, losy Matheusa Nicolau Pereiry trzeba śledzić. Trenujący w Nova Uniao młodzieniec – ma zaledwie 22 lata – już dziś prezentuje sobą spore zagrożenie dla wielu innych zawodników wagi koguciej. Posiadający czarny pas w BJJ uczestnik czwartej edycji brazylijskiego The Ultimate Fightera mimo swojej chwytanej bazy już dziś pokazuje w walkach szlify bokserskie, które niejednemu z jego potencjalnych rywali mogą spędzać sen z powiek. Dodajmy do tego mocarne niskie kopnięcia – mamy już pewne skojarzenia?

W swoim debiucie w UFC Pereira został zestawiony z wywodzącym się ze sportów uderzanych Bruno Rodriguezem. Ten był wprawdzie nieco sparaliżowany w kwestii rzucania swoich popisowych kopnięć ze względu na grappling i zapasy oponenta oraz w pewnym momencie bardzo mocno zagroził wyśmienitym i nietypowym uderzeniem obrotowym Matheusowi, ale ostatecznie także w swojej flagowej płaszczyźnie inkasował cios za ciosem. Dlaczego? Mobilny Pereira chętnie odwoływał się do ciosów prostych, a zwłaszcza bitych na korpus oraz co jakiś czas notował potężne trafienia.

Walczący z klasycznej pozycji Brazylijczyk upodobał sobie kombinację, którą z powodzeniem od dłuższego czasu stosuje obecny mistrz wagi lekkiej, Rafael dos Anjos. Wpierw Matheus uderza prawym sierpowym – który ze względu na specyfikę uderzenia pozwala mu skrócić dystans – a następnie dostawia prawą nogę i poprawia kolejnym uderzeniem sierpowym, tym razem bitym na głowę. Dojście powodujące odwrócenie pozycji na charakterystyczną dla mańkutów pozwala wygenerować sporą siłę w uderzeniu, a to przekłada się na niezbyt przyjemne doznania dla specjalisty od kopnięć.

Tym, co już wyróżnia stójkę tego bardzo dobrego grapplera, stają się powoli jego bardzo precyzyjne kontry. To już nie tylko bite podczas schodzenia z linii ciosu proste, ale też nieco bardziej złożone akcje czy wskazujące na doskonały timing prawdziwie zabójcze ciosy sierpowe. Zwróćcie uwagę na dbałość o detale u Pereiry – na drugim gifie przy powalającym Rodrigueza sierpie pamięta o dostawieniu nogi przy ataku, dzięki czemu maksymalizuje zadawane obrażenia.

Kogucia walka roku

Nie sposób przy wydarzeniu, które miało miejsce w Sao Paulo, pominąć doskonałej walki wspominanych już Rivery i Munhoza, która śmiało może aspirować do miana jednej z najlepszych walk roku. Stójka Brazylijczyka przeszła mocne szlify, co było widać zwłaszcza po usprawnionym boksie i chętnym odwoływaniu się do różnorodnych kopnięć, natomiast piękno kombinacji i kontr składanych w hurtowych ilościach przez Amerykanina musiało robić wrażenie. Ciosy w różnym dystansie i na różną wysokość wspierane świetnym middle kickiem kończącym akcje bez wątpienia budziły podziw, a pojedynek ten powinien nadrobić każdy, kto bardzo nieopatrznie go zignorował.

Z cyklu: „nie ufajcie komentatorom”. Brian Stann oraz Jon Anik wielokrotnie wspominali o rewelacyjnej pracy łokciami Pedro. Czy słusznie? Nie. Owszem, Munhoz dodał do arsenału nowy element, który może być bardzo groźnym narzędziem, ale na około dziesięć prób – weryfikowałem je klatka po klatce – tylko jeden doszedł do celu. Skontrowanego nim Riverze jednak nie zrobiło się w tym momencie przyjemnie.

Pośród wielu złożonych i inteligentnych akcji Jimmiego odnotować wypada nieco wręcz awangardową, ale bardzo ciekawą technikę. Podopieczny Tigera Schulmanna dezorientował przeciwnika wewnętrznym low kickiem na łydkę, po którym ruszał z bokserską kombinacją. Proste, eleganckie i przede wszystkim skuteczne.

Rivera zalicza się także do wąskiego, acz chlubnego grona walczących, którzy znają więcej metod radzenia sobie z kopnięciami frontalnymi niż odskok lub przyjęcie. Amerykanin na pierwszym z gifów zbija uderzenie przedramieniem, po czym wyprowadza długi kontrujący prosty. Wprawdzie gdyby Munhoz użył front kicka do zamarkowania high kicka (a więc użył brazylijskiego kopnięcia), to sytuacja skończyłaby się nieco mniej miło, ale w tym wypadku wszystko przebiegło zgodnie z założeniami. Na drugim gifie Jimmie odwołał się do odbicia nogi rywala, ale zamiast nieco bardziej klasycznie odejść półkrokiem po łuku wprowadził własną kombinację. Bardzo ładną kombinację.

Lowkingi Johnnego

Johnny Case po bardzo bliskiej walce dopisał do rekordu czwarte zwycięstwo w UFC. Była to okazja do ocenienia progresu poczynionego pod okiem trenerów w Power MMA, gdzie Amerykanin zaczął trenować po walce z Trevino. Pomysł ichniejszego trenera stójki, aby Case zrezygnował w dużej mierze ze swojej mobilności i szukania kątów natarcia – co było jego olbrzymim atutem – kosztem stabilniejszej pozycji, która rzekomo pozwoli mu generować mocniejsze ciosy uważam za nieco kontrowersyjny, bo nie powiedzieć chybiony, ale w starciu z Yanem Cabralem Hollywood zaprezentował coś, co ceni sobie każdy. Porządne lowkingi.

Przypatrzenie się pracy na nogach poprzedzającej wyprowadzenie niskiego kopnięcia pozwala zrozumieć, dlaczego uderzenia tego typu ważą u Johnnego nieco więcej niż u wielu innych fighterów. Amerykanin niezależnie od nogi oraz pozycji (regularnie atakuje z obu) poprzedza technikę nożną solidnym krokiem, które daje mu miejsce na rozpęd, a w konsekwencji zmaksymalizowanie siły low kicka. Z całą pewnością Case nie stosuje nic nie wnoszących pacnięć, którymi nieraz zawodnicy próbują nabijać oczka u sędziów.

Nie powinno też umknąć to, że chociaż członek Power MMA stracił nieco na ruchliwości, to ciągle jeszcze odwołuje się do kombinacji inicjowanych zmianą pozycją lub takich, w których odwrócenie postawy następuje już w trakcie ofensywy. To przydatna i niezwykle jeszcze rzadka w MMA umiejętność, którą z powodzeniem jednak stosują Max Holloway oraz TJ Dillashaw.

Cwany Kowboj

Alex Oliveira dostarczył polskim fanom MMA jednego z okrutniejszych widoków w historii występów naszych rodaków w UFC. Brutalnie bowiem znokautował polskiego reprezentanta w osobie niezwykle walecznego Piotra Hallmanna. Poza tym pokazał jednak kilka zagrań, które sprawiają, że warto go umieścić w tym odcinku cyklu.

Nie było tajemnicą to, że Oliveira to jeden z dysponujących najlepszymi warunkami fizycznymi w dywizji strikerów, który bardzo dobrze nauczył korzystać się ze wzrostu oraz zasięgu. Nie inaczej było w walce z odstającym w tej materii Polakiem. Oliveira chętnie umieszczał na jego szczęce ciosy podbródkowe, a przy części z nich pomagał sobie nieco „uliczną” techniką – jedną ręką chwytał przeciwnika za potylicę lub szyję, a drugą wyprowadzał serie nieco krótszych niż normalnie ciosów. W ten sposób nakierowywał sobie rywala na ataki, wpływał na jego pozycję oraz zmuszał go nie tylko do radzenia z nawałnicą pięści, ale także utrudniającym poruszanie się naciskiem.

Inna sprytna sztuczka będąca częścią wyposażenia brazylijskiego Kowboja to wpychanie głowy oponenta jedną ręką w siatkę. Brazylijczyk czynił to poprzez wywarcie nacisku na szyję lub okolice szczęki, a to pozwalało mu na wyprostowanie ręki i pozostanie poza zasięgiem Polaka i przygotowanie własnej akcji. Duża siła fizyczna oraz mało korzystna pozycja Piotra sprawiły, że ten w pewnym momencie – na przedstawionej powyżej animacji – musiał wręcz groteskowo podnosić się pod naporem Alexa.

Timing lubiącego balansować i kontrować – choć niekiedy też przy tym zbierać ciosy – uderzacza pozwolił mu też na krótki, ale robiący na mnie spore wrażenie przebłysk, który przy okazji wzbudził skojarzenie z Donaldem Cerrone. Gdy tylko Hallmann minimalnie obniżył pozycję – prawdopodobnie w celu nurkowania po obalenie lub szukania overhanda – został natychmiastowo poczęstowany solidnym kolanem.

Najbardziej pamiętny niestety dla nas fragment gali to nie tylko skutek siły Alexa – raczej volume strikera niż power punchera – ale też pozycji Polaka. Pierwszy prawy sierp był bardzo dobrą kontrą na akcję Piotra, natomiast drugi uchwycił go w idealnym dla Oliveiry czasie. Spójrzcie na ułożenie nóg Polaka – taka niestabilna pozycja nie mogła się ku powszechnemu ubolewaniu zakończyć. Dlaczego? Spójrzcie okiem na materiał podglądowy w postaci nokautu na Danie Hardy’m z rąk Carlosa Condita – tutaj również zdestabilizowane ustawienie nóg doprowadziło do fatalnego dla pokonanego rezultatu.

Spokojny Almeida

Tym razem jeden z moich ulubionych już zawodników podszedł do walki z o wiele większym spokojem niż przy okazji starcia z Bradem Pickettem. Nie szukał od razu wojny w półdystansie, nie tworzył ciągów siedmiu – ośmiu ciosów w jednej akcji i nie skupiał się jedynie na poruszaniu w stronę rywala. Zaprocentowało to jednak kolejnym efektownym nokautem i bonusem do kolekcji, a przy okazji mogliśmy zobaczyć całkiem dobrą obronę obaleń po stronie młodego Brazylijczyka.

Thomas pierwszy raz pokazał to, jakim jest niebezpiecznym strikerem, gdy potężnym łokciem skontrował akcję Anthony’ego Birchaka. Widząc nacierającego Amerykanina, przeniósł swój ciężar w przód i przepuszczając cios zapaśnika, sam wyprowadził firmową już kontrę w bliskim dystansie. Przytomnie też od razu wyprowadził trzy kolejne uderzenia.

Almeida wykazał też pewne podobieństwa do Oliveiry. Podobnie jak on, idealnie wykorzystał chwile, gdy przeciwnik nie miał w pełni stabilnej pozycji. Dzięki temu, używając swojego kontrującego stylu, ranił Anthony’ego, gdy ten miał nogę w powietrzu lub dopiero zaczynał ją kłaść na ziemi. Właśnie te uderzenia zadecydowały o wyniku.

Fenomenalną akcją ze strony Almeidy była również kontra obrotowym łokciem. Thomas przy tym – otwierającym drogę do skończenia – ciosie wpierw uchyla się delikatnie przed prostym Birchaka, trafia go ukochanym zagraniem Jona Jonesa, po czym od razu wyprowadza kolejny cios. W ten sposób nie daje i tak już półprzytomnemu oponentowi szansy na jakąkolwiek defensywę lub znalezienie choćby sekundy na regenerację. Instynkt zabójcy – poziom mistrzowski.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply