Sierpem #71: Showtime Kick czy Stockton Slap?


Techniczna analiza i typowanie intrygująco zapowiadającej się walki Anthony’ego Pettisa z Natem Diazem podczas gali UFC 241 w Anaheim.

W walce wieczoru długo wyczekiwanej gali UFC 241, która odbędzie się w sobotę w Anaheim, mistrz wagi ciężkiej Daniel Cormier skrzyżuje rękawice w rewanżu ze Stipe Miocicem, a nieco wcześniej naprzeciwko siebie staną dwaj oktagonowi rzeźnicy w osobach postrachu wagi średniej Yoela Romero i zostawiającego trupa za trupem Paulo Costy.

Zdecydowanie największym zainteresowaniem ze strony fanów cieszy się jednak co-main event wydarzenia – a tam w oktagonowe tany pójdą niewidziany w akcji od trzech lat Nate Diaz – postać w wielu kręgach bez mała kultowa – oraz efektownie walczący były mistrz 155 funtów Anthony Pettis, który powraca po spektakularnym nokaucie na Stephenie Thompsonie.

Minimalnym bukmacherskim faworytem pojedynku jest Showtime. Czy rzeczywiście ma on więcej argumentów po swojej stronie? Czy bogatym arsenałem kopnięć porozbija badboya ze Stockton? Czy może bokserska presja ze strony tego ostatniego okaże się decydująca?

Na papierze zapowiada się na konfrontację kopacza z pięściarzem, ale… Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach! Przyjrzyjmy się zatem, co do zaoferowania mają w oktagonie obaj zawodnicy i jak może przełożyć się to na walkę.




170 lbs: Anthony Pettis (22-8) vs. Nate Diaz (19-11)

Kursy bukmacherskie: Anthony Pettis vs. Nate Diaz 1.77 – 2.10

W pierwszej części weźmiemy pod lupę styl walki Pettisa, w drugiej – Diaza, a na koniec spróbujemy podjąć się predykcji tego, co wydarzy się, gdy obaj staną naprzeciwko siebie w oktagonie.

Jak walczy Anthony Pettis?

Na przestrzeni lat styl walki Showtime’a nie uległ większym zmianom. Nadal jest to potrafiący walczyć z obu pozycji – najczęściej wybiera odwrotną w stosunku do tej, w jakiej walczy jego rywal – zawodnik, który swoją grę opiera przede wszystkim na różnorodnych, często kreatywnych i niesygnalizowanych lub świetnie zakamuflowanych kopnięciach z obu nóg – od lowkingów przez kopnięcia okrężne na korpus i głowę, smagające, obrotowe, hakowe, latające czy te rodem z Capoeiry.

Innym słowy, jak każdy niemal kopacz tak i Pettis uwielbia przestrzeń i potrzebuje jej jak kania dżdżu. Tylko wtedy może bowiem robić użytek ze swojego przebogatego arsenału technik nożnych. Anthony stara się zatem cały czas trzymać rywali na odległość swoich kopnięć, orbitując do boku, gdy wymaga tego sytuacja.

Grzechem jednak byłoby nie wspomnieć o poprawionych umiejętnościach pięściarskich Pettisa. Wirtuozem kontr bokserskich może nadal nie jest, a jego głowa bywa statyczna – ot, pokłosie opierania defensywy niemal wyłącznie na pracy na nogach – ale oddać mu trzeba, że mocno poprawił wykorzystanie w oktagonie ciosów prostych. Potrafi uderzyć w drugie tempo czy wystrzelić z kompletnie niesygnalizowanym ciosem z lewej lub prawej reki.

Tu i ówdzie Pettis zaatakuje też jakimś latającym kolanem czy obrotowym backfistem. Bardzo chętnie łączy też kopnięcia z natychmiastowymi ciosami, kompletnie zaskakując oponentów.

Uwagę zwraca swego rodzaju system wczesnego ostrzegania przednią ręką, jak wypracował Showtime – mocno przypominający ten stosowany za najlepszych lat przez Conora McGregora. Pomaga mu to w kontroli dystansu i rozczytywaniu intencji rywali.

Od strony zapaśniczej Pettis w zasadzie nie zmienił się i jak od dawna przyznaje, nie zamierza. Ot, nie jest zapaśnikiem i nigdy nim nie będzie. Posiada oczywiście elementarne szlify wrestlerskie, potrafi walczyć o podchwyty czy wybronić się przed zapaśniczą próbą rywala, który nie wyróżnia się w tym elemencie, ale niewiele ponad to.

Przeciętne – delikatnie rzecz ujmując – zapasy rekompensuje jednak wybornym parterem, rewelacyjnie odnajdując się we wszelkiego rodzaju kulankach. Jest jednym z najniebezpieczniejszych artystów poddań. Na dole jest niezwykle kreatywny, przebiegły i skuteczny. Powiedzmy sobie zresztą szczerze, jeśli poddajesz takich zawodników jak Benson Henderson, Gilbert Melendez, Charles Oliveira czy Michael Chiesa, nie ma z tobą w parterze żartów.

Szczęka Pettisa jest nadal piekielnie odporna, ale jego kondycja i przede wszystkim serce do walki mają swoje limity.

Od ogółów przejdźmy teraz do szczegółów, przybliżając sobie kilka ulubionych akcji byłego mistrza wagi lekkiej…

Serie kopnięć

Jak na zawodnika wywodzącego się z Taekwondo przystało, Anthony Pettis uwielbia czarować wszelkiego rodzaju kopnięciami, często pierwsze wykorzystując w charakterze przygotowania artyleryjskiego pod drugie – tj. przyzwyczaja rywali do defensywy, która okaże się nieskuteczna na drugą technikę.

Szczególnie Pettis upodobał sobie kopnięcia na głowę zakroczną nogą, po których tak urobionego już rywala próbuje zaskoczyć kopnięciem na korpus – okrężnym lub smagającym.

Powyżej dwie bliźniaczo podobne akcje z walki Anthony’ego Pettisa z Jimem Millerem. Na obu Pettis najpierw atakuje kopnięciem na głowę, podnosząc w ten sposób gardę rywala, by następnie zaskoczyć go „siekącym” kopnięciem na korpus – a wysoka garda przed takowym nie uchroni.

Przy tej okazji warto napisać dwa słowa o wspomnianym siekącym kopnięciu na schaby. Otóż, taka jego wersja – praktykowana też między innymi przez Lyoto Machidę – wyprowadzana mniej po łuku a bardziej w linii prostej, posiada dwie kluczowe zalety. Po pierwsze – takie kopnięcie trudniej przechwycić niż standardowo wyprowadzane okrężne. Po drugie natomiast – wyprowadziwszy je, zawodnik może szybciej wrócić do wyjściowej pozycji, będąc gotowym na akcje rywala – wszystko dlatego, że nie ma tutaj większego skrętu bioder czy podporowej nogi. Dla zawodnika pokroju Pettisa, który chce cały czas trzymać dystans, taka wersja kopnięć na korpus jest znacznie wygodniejsza.

Na tym oczywiście nie koniec, bo kopnięcie na głowę z tym siekącym na korpus nie jest oczywiście jedyną kombinacją nożną w arsenale Showtime’a. Anthony lubi też bowiem w tej drugiej roli wykorzystać kopnięcie smagające na korpus lub swego rodzaju miks między tymi dwoma – czyli siekącym i smagającym.

Na obu powyższych przykładach – z walki z Jimem Millerem i Michaelem Chiesą – Anthony Pettis najpierw atakuje wysoko, zmuszając rywali do podniesienia rąk, by następnie potraktować ich smagającym kopnięciami na korpus, starając się wbić górną część podeszwy stopy w ich wnętrzności.

Na pierwszej animacji widzimy też pierwsze przykłady wspomnianego systemu wczesnego ostrzegania za pomocą wyprostowanej lewicy Pettisa.

Mając już Jima Millera przystosowanego do kombinacji kopnięcie na głowę/kopnięcie na korpus, Anthony Pettis próbuje go oszukać i… wyprowadza dwa z rzędu kopnięcia na głowę, licząc na to, że po pierwszym rywal obniży gardę, spodziewając się tego na korpus. I rzeczywiście – trafia, ale niewystarczająco czysto, aby ściąć nacierającego Millera z nóg.

Na drugim natomiast przykładzie Showtime kompletnie zaskakuje Millera kopnięciem frontalnym na głowę – pierwszym w tamtej walce. Jim przywykł już do okrężnych tak bardzo, że instynktownie spodziewał się takiego samego.

Z kolei w potyczce z Dustin Poirierem nasz bohater zaatakował dwoma z rzędu kopnięciami na korpus – pierwszym bardziej okrężnym, drugim w zasadzie smagającym.

W konfrontacji ze Stephenem Thompsonem Showtime musiał postarać się o bardziej wyszukane kombinacje dwóch kopnięć – i tak też uczynił.

Na pierwszej animacji Anthony Pettis bierze przykład z Darrena Tilla i kopie Wonderboya na kolano, by chwilę później inicjowanym bliźniaczo podobnych ruchem – a więc sugerującym, że ponownie zaatakuje kolano – zaskoczyć rywala kopnięciem hakowym na głowę. A zaskoczenie technikami nożnymi Thompsona rzeczą łatwą oczywiście nie jest.

Drugi przykład jest jeszcze lepszy, choć przedzielony atakiem Thompsona. Otóż, Anthony smaga najpierw korpus rywala, potem inkasując od niego podobne kopnięcie. Wtedy jednak rusza żwawiej i markuje kolejne siekące kopnięcie na korpus – tylko jednak po to, by następnie wystrzelić piekielnie szybką obrotówką na głowę. Na swoje szczęście, Wonderboy utrzymał dystans, pozostając czujnym.

Innymi słowy, Showtime to piekielnie szczwany lis, jeśli chodzi o wykorzystanie wszelkiego rodzaju kopnięć, ukrywanie ich, wyrabianie w rywalach określonych schematów defensywnych, by potem je złamać.

Prawe kopnięcie / kolano i prawy sierp

O, tak! W tej chwili to prawdopodobnie ulubiona kombinacja Anthony’ego Pettisa, która przyniosła mu zresztą wiele powodzenia w ostatnich potyczkach. Przyjrzyjmy się, jak wygląda to w praktyce – technika ta jest bowiem w rękach i nogach Showtime’a piekielnie niebezpieczna.

Na pierwszej animacji Pettis naciera, atakuje latającym kolanem, przed którym Poirier dobrze się broni – jednak wyprowadzony natychmiast krótki prawy przechodzi przez jego gardę, trafiając w punkt.

Na drugim przykładzie to Diament jest agresorem. Atakuje krosem, ale pudłuje, podczas gdy Showtime w odpowiedzi częstuje go latającym kolanem i kolejnym soczystym prawym na głowę, kompletnie zaskakując rywala, którego impet uderzenia odrzuca w tył.

Jeszcze brutalniej o skuteczności tejże techniki przekonał się w starciu z Anthonym Pettisem Tony Ferguson. Showtime regularnie próbował karcić w ten sposób nacierającego El Cucuya – i czynił to z sukcesami.

Już na początku walki Pettis spróbował po prawym kopnięciu na korpus skarcić Fergusona prawym sierpem, ale przestrzelił (pierwszy przykład). Przy kolejnej okazji (druga animacja) trafił już czysto.

Powyżej kolejna udana akcja Pettisa – smaga Fergusona kopnięciem na korpus, następnie dosięgając go prawym sierpem, jednocześnie unikając kontrującej prawicy rywala.

Wreszcie na ostatnim przykładzie zdzieliwszy najpierw szukającego lowkinga El Cucuya prawym sierpem, przy kolejnej próbie niskiego kopnięcia za strony rywala Pettis odpowiedział kombinacją prawego kolana i prawego sierpa, ścinając Fergusona z nóg.

Nie mam wątpliwości, że zdecydowanie niewyróżniający się w aspektach szybkościowych Nate Diaz może mieć w tym obszarze poważne problemy – podobnie zresztą jak przy przeplataniu różnych kopnięć przez Anthony’ego Pettisa.

Wczesny system ostrzegania

Wspominałem o swego rodzaju wczesnym systemie ostrzegania, jaki wplótł do swojej gry Anthony Pettis. Element ten omawiałem szczegółowo przy okazji trzeciej części analizy stylu Conora McGregora przed starciem Irlandczyka z Khabibem Nurmagomedovem. Pozwólcie więc, że przypomnę…

Kluczem do kontroli dystansu w przypadku McGregora jest tzw. system wczesnego ostrzegania w postaci jego prawicy. Stosuje tę metodę od początku swojej kariery – kiedyś z jako takim powodzeniem, teraz po mistrzowsku. Wszystko dlatego, że wspomniana praca na nogach Irlandczyka poszła mocno do przodu i teraz potrafi znacznie szybciej i sprawniej zareagować na to, co wyczuje jego wyprostowana prawica. Przyjrzyjmy się tematowi na kilku przykładach – z czasów odległych oraz z ostatnich walk Irlandczyka.

Powyżej widzimy dwie akcje z walki o złoto 145 funtów Cage Warriors, jaką Conor McGregor stoczył w 2012 roku z Davem Hillem. Na obu Irlandczyk wyprostowaną prawicą stara się rozczytać zamiary rywala, sprowokować go do ataku. Lewicę trzyma w gotowości, aby potraktować Brytyjczyka kontrą. Na pierwszej akcji unika co prawda ataku przeciwnika, ale odskakuje zbyt daleko, aby skarcić go lewą. Na drugim natomiast nie odskakuje odpowiednio szybko i w rezultacie inkasuje prawą Hilla – jego kontra lewą pruje powietrze.

Widać wyraźnie, że lata temu Irlandczykowi wyraźnie brakowało czucia, szlifów, koordynacji prawicy z lewicą i z pracą na nogach. A teraz? Rzućmy okiem na jego konfrontację z Eddiem Alvarezem…

Oba przykłady są bliźniaczo podobne. McGregor z niebywałą elegancją łączy system wczesnego ostrzegania w postaci długiej – elektrycznej, chciałoby się rzec – prawicy z systemem wczesnego reagowania w postaci pracy na nogach. Stara się zidentyfikować plany Amerykanina, w zależności od wyników tejże identyfikacji albo minimalnie odskakując, albo pozostając w zasięgu (swoim!) i tym samym nie dając Królowi Podziemia żyć. Widać, jak kilka razy lewica Alvareza jakby go sparzyła – spodziewał się ataku – i błyskawicznie cofnął się.

Taki sposób walki okrutnie obciąża procesor rywala, który musi cały czas pozostawać w gotowości. Niby bowiem Irlandczyk nie porusza się do przodu – co najwyżej odrobinę! – ale wywiera niesamowitą presję, swoimi szybkimi przyruchami i ciągłym okupowaniem lewicy rywala zmuszając go do pełnego skupienia.

W starciu z Alvarezem w pewnej chwili zaprzęgnął nawet do działania… podwójny system ostrzegania – i wykonał jedną z najlepszych akcji w historii swoich występów w oktagonie UFC.

McGregor prostuje obie ręce, okrutnie utrudniając działania Alvarezowi. Znajdujący się pod presją – pomimo tak nieskomplikowanych na pozór działań Irlandczyka – Amerykanin czuje, że musi uwolnić się spod okupacji rywala, „zdjąć” go z siebie, złapać powietrza, nabrać odrobinę dystansu. Rusza więc z markowanym obaleniem i niewyprowadzoną ostatecznie kombinacją – a to z uwagi na świetną kontrolą dystansu Irlandczyka. Ten zatrzymuje się w pewnej chwili i doskakuje z szybkim 1-2, dosięgając szczęki zaskoczonego Króla Podziemia.

Jak natomiast wygląda to w przypadku Anthony’ego Pettisa? Otóż, najlepsze przykłady widzieliśmy przy okazji jego konfrontacji z Jimem Millerem.

Pettis ustawia sobie rywala na siatce, następnie lewicę wykorzystując właśnie w charakterze czujnika sygnalizującego plany Millera. Próbuje chwytać prawicę oponenta, czarować, wykluczać ją. Dzięki temu unika lewego sierpa, z jakim w pewnym momencie rusza Jim. Wszystko Anthony kończy swoją firmową, omawianą już wyżej kombinacją prawego kolana z prawym sierpem.

W podobnym charakterze lewą rękę Pettis wykorzystuje na drugim przykładzie. Stanowi ona dla niego pierwszy sygnał ostrzegawczy o potencjalnych atakach ze strony przeciwnika.

Nie sposób nie zauważyć, że McGregor z czasów walki z Alvarezem prezentował się w tym elemencie znacznie lepiej, ale wpływa na to kilka czynników – miał dużą przewagę zasięgu nad każdym niemal rywalem, lepszy boks, większą moc w kontrującej ręce oraz sprawniejszą pracę na nogach.

Tym niemniej, lewica w charakterze systemu wczesnego ostrzegania na okoliczność walki z Natem Diazem może stanowić atut Anthony’ego Pettisa.

Jak natomiast Showtime poprawił swój boks?

Kros z klasycznej

Poza okolicznościowymi jabami – takowym bardzo dobrze pracował w starciu z Maxem Hollowayem – Anthony Pettis najchętniej zaprzęga go działania krosa z klasycznej pozycji. A tę przyjmuje zawsze, gdy walczy z mańkutami, a więc najprawdopodobniej tak właśnie wyjdzie do stocktończyka.

Na obu powyższych przykładach Pettis smaga odwrotnie ustawionego Millera szybkim prawym prostym. Zwracam uwagę na system wczesnego ostrzegania w postaci dystansującej lewicy Anthony’ego. Na drugiej animacji widzimy też, jak Pettis cofa głowę po wyprowadzeniu ciosu, unikając kontry – ot, kontrola dystansu.

Na pierwszej animacji Pettis ponownie ustawia sobie Millera na siatce, czarując lewicą. Karci rywala niesygnalizowanym krosem, potem dokładając jeszcze kombo 1-2 i przepuszczając kontrę lewym.

Na drugim przykładzie Pettis opuszcza ręce, wychylając się do przodu – jakby zapraszając Chiesę do wyprowadzenia ataku. Z tej pozycji, nieszczególnie komfortowej do wyprowadzenia ciosu, zaskakuje rywala szybkim prawym.

Nawet w starciu z Wonderboyem Showtime notował pewne sukcesy przy zaprzęganiu do boju prawego krzyżowego.

Pettis zbija lewicą prawą rękę Thompsona, następnie markując kolejne zbicie – zamiast niego wyprowadza jednak krosa, który sięga szczęki rywala. Na drugim przykładzie również dosięga Stephena prawym, dodatkowo zachodząc jego wykroczną nogę.

W starciu z Wonderboyem Showtime najchętniej zaprzęgał jednak do działania inną broń – lowkingi. Dodatkowo, przeplatał je ze wspomnianymi wcześniej kopnięciami na kolano.

Co ciekawe, Pettis upodobał sobie przede wszystkim lewą nogę Thompsona, to ją szczególnie chętnie okopując, nawet jeśli Wonderboy był ustawiony odwrotnie – wtedy Showtime siekł ją niczym swego czasu Benson Henderson, który również za swoich najlepszych lat okopywał tylną nogę rywali.

Co do zaoferowania w płaszczyźnie stójkowej ma natomiast Nate Diaz? Sprawdźmy!




Jak walczy Nate Diaz?

Stocktończyk nie jest szczególnie skomplikowanym zawodnikiem pod względem stylu walki, ale posiada kilka srogich atutów, które pozwoliły mu zajść bardzo daleko.

Nate to przede wszystkim bokser, który dysponuje doskonałymi warunkami fizycznymi. Uwielbia zaprzęgać do działania ciosy proste, okolicznościowo bije też – głównie w kontrach – prawym sierpem lub Stockton-slapem. Chętnie trzyma rywali na końcach pięści, niespecjalnie wyróżniając się w obszarze klinczerskim. Kopie sporadycznie, raczej w charakterze przerywnika niż z intencjami wyrządzenia rywalowi krzywdy. Dzięki temu jednak, że zaprzęga do działania techniki nożne rzadko, na ogół dochodzą one celu, choć, jak wspomniałem, nie czynią przeciwnikom większych szkód.

Diaz nie jest obdarzony kowadłem w pięściach, ale wyróżnia go duża aktywność i agresja. Zasypuje rywali gradem ciosów, wprowadzając w ten sposób do oktagonu klaustrofobiczne warunki. Pozwala mu na to legendarna już kondycja.

Stocktończyk nie wyróżnia się w obszarze defensywy stójkowej, choć jego gabaryty czasami pomagają mu uchronić się przed ciosami. Generalnie jednak rzadko cofa ręce do głowy, polegając raczej na odchyleniach. Trzeba mu jednak oddać, że o ile na nogach bywa sztywny, to górna część jego ciała jest gibka, elastyczny i ruchliwa. Widać tam sporo luzu i doświadczenia z treningów bokserskich – Diaz potrafi kręcić się z ciosami, umiejętnie je amortyzując, zmienia poziomy.

Jego praca na nogach do zachwycających zdecydowanie nie należy – jest ustawiony po boksersku, odrobinę bokiem, z przednią stopą zadartą do środka. Naraża go to oczywiście na niskie kopnięcia ze strony rywali, czyli jego największe przekleństwo.

Gdy ciosy rywali dochodzą, w sukurs Diazowi przychodzi tytanowa szczęka. Chętnie przyjmie cios, by odpowiedzieć własnym.

Jego zapasy są odrobinę podobne do tych Pettisa – a zatem nie są jego najmocniejszą stroną. Oddać trzeba jednak stocktończykowi, że tu i ówdzie potrafi zaprzęgnąć do działania jakiś rzut rodem z Judo.

W parterze stocktończyk odnajduje się doskonale. Jest niezwykle groźny i aktywny, doskonale wykorzystując długie kończyny do wszelkiego rodzaju duszeń czy trójkątów. Pod sztandarem UFC aż dziewięć walk wygrał przez poddania, zmuszając do klepania między innymi Jima Millera.

Mając ogólniki za sobą, przyjrzyjmy się kilku ulubionym akcjom w stójce Nate’a Diaza.

1-2 Diaza

Warto odnotować, że po każdym niemal celnym uderzeniu Nate Diaz gestykuluje, ochoczo kpiąc z rywala. Może się wydawać, że nie ma to żadnego znaczenia, ale… Błąd – jak najbardziej ma. Stocktończyk sam nabiera wówczas rozpędu, podczas gdy pewność siebie wyśmianego – w oczach Diaza: upokorzonego – rywala spada, co nie wpływa dobrze na realizację przezeń założeń taktycznych. Ot, mentalne gierki w oktagonie.

Druga runda pierwszej walki z McGregorem. Amerykanin smaga najpierw Irlandczyka kombinacją 1-2, rozkładając następnie prowokacyjnie ręce. Chwilę potem dokłada Stockon-slapa, również ostentacyjnie dając Irlandczykowi do zrozumienia, że weszło czysto.

Na drugim przykładzie widzimy ostatnie podrygi Notoriousa. Ostrzeliwuje dobrze pracującego gardą Diaza, który następnie strzela go w twarz z otwartej dłoni. Potem poprawia kluczową dla losów walki kombinacją 1-2, okrutnie wstrząsając przeciwnikiem. Nie przestaje też go prowokować, by potem dopaść go raz jeszcze, tym razem z 1-2-3.

Podobne akcje i podobne kpiny ze strony Diaza widzimy poniżej.

Nate Diaz smaga Michaela Johnsona jabem, następnie czarując rękami, by wyprowadzić szybką kombinację 1-2, która dochodzi czysto – w porę też cofa się przed kontrą rywala, później celebrując udaną akcję założonymi rękami. Potem co prawda pruje prawym prostym powietrze, inkasując soczystego krosa (jak zwykle nie cofa ręki), ale na koniec trafia jabem.

Na ostatnim przykładzie stocktończyk kompletnie upokarza Johnsona, dwa razy z rzędy trafiając go soczyście kombinacjami 1-2. W międzyczasie dręczy też rywala mentalnie, świętując udane uderzenia i kpiąc z nieboraka.

Nate potrafi też wykorzystać kombinację 1-2 w odrobinę bardziej kreatywny sposób.

Powyżej Nate Diaz trafia jabem, markując następnie kolejny – w rezultacie Josh Thomson prostuje ręce, ale zamiast kolejnego jaba pojawia się kros w drugie tempo, który wchodzi czysto. Na koniec standardowo stocktończyk informuje rywala i cały świat, że trafił.

1-2-3 Diaza

Gdy natomiast nadarza się okazja, Nate chętnie kończy kombinacją dwóch prostych prawym sierpem.

Na pierwszym przykładzie stocktończyk doskakuje z kombinacją prostych – wchodzą czysto – następnie nurkując pod kontrami Johnsona. Na odejście próbuje prawego sierpa, ale tym razem nie trafia.

Na kolejnej animacji widzimy bliźniaczo podobną akcję – tym razem po dosięgnięciu szczęki Johnsona kombinacją 1-2 Diaz próbuje odchylać się i atakować prawym sierpem – trafia czysto, ale inkasuje też soczystą lewicę od rywala.

Prawy sierp w kontrze

Nate Diaz nie jest typem zawodnika, który szczególnie wyróżnia się grą kontrującą. Nie słynie z przepuszczania czy blokowania ciosów, by następnie skarcić narażonego rywala jakimiś bombami. Posiada jednak w swoim arsenale jedno bardzo skuteczne narzędzie kontrujące, którym jest prawy sierpowy. Diaz korzysta z niego namiętnie, przy każdej niemal szarży ze strony rywala.

Conor idzie ostro z kombinacją 1-2, próbując urwać głowę Nate’owi, ale ten umiejętnie odchodzi do boku, będąc w stanie zmieścić jeszcze prawego sierpa między ciosy Irlandczyka. Na drugim przykładzie McGregor trafia srogim krosem, ale Diaz i tak szuka kontrującej prawicy – tym razem jednak bez powodzenia.

Irlandczyk wychyla się delikatnie i smaga Amerykanina szybkim lewym – ten odpowiada jednak kontrującym prawym sierpowym. Z kolei na kolejnej animacji widzimy nacierającego wściekle Graya Maynarda, ale Nate Diaz dwukrotnie na wstecznym świetnie karci go prawym sierpowym, odchodząc do swojej prawej.

Stockton-slap w kontrze

Tak… Nate Diaz bardzo chętnie otwiera pięść w prawej dłoni, upokarzając nacierających rywali swoim firmowym Stockton-slapem. Szczególnie upodobał sobie tę technikę w pierwszym starciu z McGregorem – ale nie tylko.

Na pierwszym przykładzie Nate doskakuje z prawym slapem, ale wyłącznie po to, aby wymusić akcję ze strony rywala. Odskakuje szybko, przepuszcza ciosy Johnsona, karcąc go uderzeniem otwartą dłonią. Następnie ostentacyjnie pokazuje, że „doszło”.

Na drugiej animacji Conor próbuje dosięgnąć Nate’a swoją firmową lewicą, ale cios nie dochodzi, a w odpowiedzi Amerykanin umieszcza Stockton-slapa na głowie Irlandczyka.

Ostro nacierający McGregor wyprowadza combo 1-2, następnie szukając poprawek dwoma podbródkami – żaden cios nie trafia jednak czysto (Diaz dobrze trzyma gardę), a na odchodne inkasuje Stockton-slapa od rywala. Widać, jak odchodzący do prawej Nate uśmiecha się szeroko, zadowolony z dobrze wykonanej roboty.

Na kolejnym przykładzie Diaz pochyla się lekko, zapraszając Irlandczyka do ataku. Conor rusza z 1-2, ale Nate przepuszcza ciosy na odchyleniu i kontruje prawym plaskaczem, następnie szczerząc wesoło zęby.

Jak wspominałem, psychologiczne korzyści ze stocktońskiego liścia są nie do przecenienia. Każda taka akcja buduje pewność siebie Diaza, dodając mu coraz więcej luzu. Jednocześnie z każdym przyjętym liściem McGregor stawał się coraz bardziej zirytowany i zniecierpliwiony.

Tak czy inaczej, jeśli chodzi o bokserski arsenał Diaza, wyraźnie widać, że opiera się on na nieskomplikowanych fundamentach. Ot, ciosy proste, krótkie kombinacje, kontra prawym. Nate jest jednak w swoich poczynaniach skuteczny, bo boksuje od lat, a ponadto posiada świetne warunki fizyczne, ruchliwy tułów, twardą szczękę i żelazną kondycję.

Wysokie kopnięcia

Jak wspominałem, Diaz kopie rzadko. Tu i ówdzie zaatakuje jakimś niedbałym lowkingiem czy frontalem na korpus, od wielkiego dzwona wyprowadzając też kopnięcia na głowę – nieszczególnie zresztą szybkie. Jednak fakt, iż czyni to rzadko, pomaga mu zaskakiwać rywali.

Na obu powyższych przykładach Diaz jakby od niechcenia rąbie Johnsona w głowę prawym kopnięciem – częściowo zblokowanymi – będąc też w stanie zachować dystans i uniknąć kontr.

Co zatem stanie się gdy Diaz i Pettis staną naprzeciwko siebie w oktagonie, a sędzia da sygnał do rozpoczęcia walki?




Konfrontacja

Ujmując sprawę ogólnie, naprzeciwko siebie staną bokser i kopacz. Ten pierwszy lubi wywierać presję, z czym przeciętnie radzi sobie ten drugi. Jednak ten drugi potrafi świetnie kopać, z czym przeciętnie radzi sobie ten pierwszy. A zatem – będzie to walka o zachowanie przestrzeni przez Pettisa i wykastrowanie go z niej przez Diaza.

Przyjrzyjmy się elementom, które mogą okazać się decydujące, rozpoczynając od tych najgroźniejszych dla Diaza, a więc szerokiego wachlarza kopnięć Pettisa.

Lowkingi i kopnięcia na kolano Pettisa

W rewanżowym starciu z Conorem McGregorem oraz pojedynku z Michaelem Johnsonem (przykłady poniżej) Nate Diaz zaprezentował odrobinę poprawioną obronę przed niskimi kopnięciami, ale mam poważne wątpliwości, czy na Anthony’ego Pettisa to wystarczy.

Showtime nie ma może kowadeł w lowkingach jak Edson Barboza czy nawet Rafael dos Anjos, który swego czasu w zasadzie wykluczył wykroczną nogę stocktończyka, ale ma piekielnie szybkie nogi i potrafi walczyć z obu pozycji. Warto odnotować, że w starciu z odwrotnie ustawionym Chiesą Pettis chwilami ustawiał się również na mańkuta, aby z pełną mocą kropnąć Mavericka zewnętrznym lowkingiem (poniżej).

W starciu z Natem Diazem może to powtórzyć. O ile najprawdopodobniej wyjdzie w klasycznym ustawieniu – otwierającym drogę do korpusu i głowy stocktończyka – to okolicznościowe zmiany na odwrotne, aby ostrzelać prawą nogę rywala, są bardzo możliwe.

Pettis nigdy co prawda nie był zawodnikiem, który opierał swoją grę na niskich kopnięciach, ale takowym nie był też McGregor, po rewanżu przyznając, że nienawidzi niskich kopnięć, ale: „trzeba było”. Showtime udowodnił natomiast w ostatnim starciu z Thompsonem, że też potrafi podporządkować swoją grę niskim kopnięciom, regularnie okopując nogi przeciwnika.

To jednak nie wszystko, bo Showtime chętnie kopał też Thompsona w kolano, wzorem Tilla – a nic nie rodzi tak wielkich wątpliwości w głowie zawodnika względem ruszenia do ataku tj. mocnego osadzenia przedniej nogi niż właśnie przyjęcie kilku kopnięć na kolano.

Pamiętamy zresztą chyba wszyscy, że i Irlandczyk o takowych atakach w starciu z Diazem nie zapominał…

Wątpię co prawda, aby Pettis był w stanie tak okopać Diaza jak chociażby RDA czy zmusić go do zmiany pozycji, ale niskimi kopnięciami i tymi na kolano jak najbardziej może odrobinę osłabić presję ze strony rywala – zyskać czas i miejsce – jednocześnie punktując w oczach sędziów.

Owszem, stocktończyk też od czasu do czasu kopnie na kolano…

Ale nie ciągnijmy tematu, bo tego rodzaju ataki wyprowadza od wielkiego dzwona z wątpliwą skutecznością.

Nawet niebezpieczniejsze od niskich kopnięć Pettisa mogą okazać się jednak tak lubiane przez Showtime’a kopnięcia na korpus.

Kopnięcia smagające na korpus

Pisałem o tym już wielokrotnie, ale powtórzmy – początek czwartej rundy rewanżowej walki McGregora z Diazem okazał się kluczowy dla wyniku walki i dalszej kariery Irlandczyka – w tym mistrzowskiej walki z Alvarezem czy kasowej z Mayweatherem Jr. Wszystko z uwagi na dwa smagające kopnięcia frontalne, którymi Notorious odebrał stocktończykowi chęć do walki na kilka minut, odwracając jej losy.

Było to tak… (za analizą rewanżu)

Minutę po rozpoczęciu czwartej rundy McGregor atakuje po raz enty pojedynczym prawym. Diaz trzyma gardę wysoko, w końcu w poprzednich 60 sekundach widział tych ciosów multum. Jednak potem Irlandczyk wystrzeliwuje snapa na schaby rywala, który zupełnie się tego nie spodziewał (dalej trzyma gardę).

To kluczowy moment, bo pierwszy raz w czwartej rundzie Diaz cofa się, zginając się w pół. Wyraźnie widać, że uderzenie mocno go naruszyło. Widzi to też doskonale McGregor. Podchodzi bliżej i markuje cios – Diaz, nadal lekko ugięty, próbuje odpowiadać lewym, ale Irlandczyk nie atakuje (ot, markuje, jak to miał w zwyczaju w tej walce).

W końcu McGregor wyprowadza ponownie snapa – Diaz trzyma łokieć nisko, ale kopnięcie zahacza o jego wątrobę. Na ostatni obrazku – podczas kolejnego zamarkowanego ataku przez Irlandczyka – widać, jak klei swoją prawicę do wątroby, byle nie przyjąć trzeciego uderzenia na korpus.

Ta właśnie akcja była najważniejszą w całej karierze Irlandczyka.

Czy Pettis może pójść drogą McGregora, również mocno okopując korpus Diaza? Absolutnie! Amerykanin to bowiem sprawniejszy specjalista od kopnięć aniżeli Irlandczyk. O ile Notorious wykorzystuje je przede wszystkim w charakterze urozmaicenia swojego arsenału, to Showtime kopnięciami kończy pojedynki. Przygotowuje je lepiej, wyprowadza szybciej, dysponuje bogatszym ich arsenałem.

Są jednak oczywiście pewne różnice. Diaz szanował boks McGregora. Nacierał, ale zmuszony był czynić to uważnie. A to dawało Irlandczykowi czas i miejsce, niezbędne do zdzielenia oponenta omówionymi wyżej kopnięciami. Czy Diaz uszanuje też boks Pettisa? Z tym może być problem…

Z drugiej zaś strony, Anthony potrzebuje mniej czasu i przestrzeni niż Conor na wyprowadzenie rozstrzygających kopnięć – a ponadto szczerze wątpię, aby obawiał się parteru Nate’a, czego nie można było powiedzieć o Irlandczyku.

Innymi słowy, Diaz prawdopodobnie nie będzie dawał Pettisowi tyle miejsca, ile dawał groźnemu w kontrach bokserskich McGregorowi, ale Showtime wcale aż tak duże czasu i przestrzeni potrzebować nie musi.

Kopnięcia na głowę

Pettis nie tylko potrafi terroryzować korpusy rywali, ale także zagrażać im kopnięciami na głowę, łamiąc schematy, do których przyzwyczaja ich wcześniej. Showtime będzie najlepszym kopaczem, z jakim kiedykolwiek stawał w szranki stocktończyk – trudno bowiem brać pod uwagę Donalda Cerrone, który w potyczce z Natem Diazem poszedł w boks.

Jedyna porażka przez nokaut, jakiej doznał w całej karierze badboy ze Stockton, była zresztą właśnie wynikiem kopnięcia na głowę, jakie zafundował mu Josh Thomson. Warto przyjrzeć się tamtemu pojedynkowi, bo to wręcz modelowy przykład na to, jak radzić sobie ze stocktończykiem.

Walczący z klasycznej pozycji Josh Thomson regularnie obniżał pozycję, markując zejście do nóg, by następnie grzmotnąć Nate’a Diaza na głowę – i notował w tym obszarze ogromne sukcesy. Na powyższych przykładach widać wyraźnie, jak bezradny w obliczu tej kiwki był stocktończyk, opuszczając ręce i spodziewając się obalenia lub kopnięcia na korpus.

Anthnony Pettis to o dwie klasy lepszy specjalista od kopnięć od Punka. Pytanie brzmi jednak, czy będzie w stanie wcielić w oktagonowe realia taktykę, jaką zaprzęgnął wówczas do działania Thomson? Czy będzie w stanie hasać na lewo i prawo, unikając ustawienia się na siatce, ewentualnie klinczując, gdy stocktończyk podkręci tempo?

Warto wspomnieć też, że Miller kilka razy bardzo sprytnie skrócił dystans w odpowiedzi na kopnięcia Pettisa, karcąc go srogimi ciosami (poniżej).

Kto wie, czy podobnie do tematu nie podejdzie Diaz, zamiast skupiać się na defensywie przed kopnięciami, pędząc do przodu, aby ostrzelać Pettisa za te próby.

Walka o przestrzeń

W tym elemencie najprawdopodobniej rozstrzygnie się pojedynek. Historycznie rzecz ujmując, Pettis nie jest mistrzem w wyrąbywaniu sobie przestrzeni – często cofa się zdecydowanie zbyt blisko siatki, nierzadko prosto na nią. A tam chwilami po prostu zastyga. O ile takiego, powiedzmy, Edsona Barbozę ogrodzenie parzy i gdy tylko jego plecy dotkną siatki, zrywa się jak zły do boku, to Showtime nie czuje takiej potrzeby – na swoją zgubę.

Nie potrafił utrzymać akcji na środku oktagonu w walkach z Rafaelem dos Anjosem, Eddiem Alvarezem, Charlesem Oliveirą, Dustinem Poirierem czy Tonym Fergusonem. O ile w pierwszych rundach notował w tych obszarach pewne – i tak niewielkie! – sukcesy, to z czasem opadał z sił i coraz mniej żwawo hasał do boku, ustawiając się na siatce z podniesioną gardą. W starciu z Diamentem już w końcówce pierwszej rundy wydawał się chwilami pogodzony z niekorzystnym położeniem (przykłady poniżej), choć tu i ówdzie odpowiadał próbami kontr (obrotowy backfist).

W potyczce z wywierającym jeszcze bardziej morderczą presję Tonym Fergusonem na siatce był zamykany już po trzech minutach walki. Oddać jednak trzeba Showtime’owi, że pomimo notorycznego popełniania błędu tego niebu obrzydłego, nie składa broni. Ma w sobie gen Chute Boxe – broni się za podwójną gardą, czając się na okazję do wyprowadzenia jakieś bomby w kontrze. Poniżej Poirier Bogu może dziękować, że Pettis nie ma kowadeł w łapie, bo inaczej po tych uderzeniach, które zainkasował od uwięzionego na siatce rywala, skończyłby na deskach.

Dlaczego natomiast Pettis tak łatwo daje się zamykać na siatce, choć z całą pewnością wie, że nie jest to dla niego korzystne? Otóż, mam pewną teorię na ten temat.

Showtime to zawodnik walczący w zrywach – krótkich ale intensywnych, pochłaniających sporo energii. Niby poprawiając boks, nauczył się odrobinę metodyczności, ale nadal szczególnie gdy kopie, czyni to, aby skończyć walkę. Ostre, krótkie ruchy, pochłaniające sporo paliwa. Dopóki jednak mierzy się z rywalem, który nie wywiera większej presji, pozwalając, aby Pettis wybierał momenty na wspomniane krótkie zrywy, wszystko gra. Jednak zawodnicy pokroju Fergusona czy Poiriera zmuszali go do ciągłej pracy – a to oznacza ilość ostrych zrywów przekraczającą limity Pettisa. W rezultacie po kilku minutach musiał zwalniać, łapać oddech na siatce.

Diaz jest natomiast zawodnikiem walczącym metodycznie – niezwykle aktywnym, ale jednocześnie nie szukającym skończenia każdym uderzeniem. Walczy w swoim tempie – bardzo wysokim – wszystko niemal rzucając z luzu. To zła wiadomość dla Pettisa.

Jest jednak też dobra. A mianowicie… Praca na nogach stocktończyka pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie nie jest on wirtuozem w obszarze unieruchamiania rywali na siatce – zamiast zamykać im drogę ucieczki, raczej ich po prostu gania, dając im tym samym sposobność na umknięcie do boku. Popatrzcie niżej, z jaką łatwością wymanewrowywał go Thompson, wzbudzając zresztą okrutną irytację u stocktończyka.

I tędy właśnie prowadzi droga do zwycięstwa Pettisa. Przyciśnięty, musi poszukać odejścia – choćby i bez ciosu. Regularnie pracować na to, aby uzyskać czas i przestrzeń niezbędne na wyprowadzenie rozstrzygających kopnięć na głowę czy korpus. Utrzymywać walkę na środku oktagonu. Irytować Diaza orbitowaniem. Sfrustrowanego stocktończyka znacznie łatwiej naprowadzić na jakieś srogie kopnięcie. Frustracja obniża czujność.

Czasami bywa jednak i tak, że Nate idzie jak zły, za wszelką cenę szukając skrócenia dystansu i dopinając swego. Na drugim z poniższych przykładów umiejętnie zamknął Thomsonowi przestrzeń serią prawych sierpów.

Nie oszukujmy się jednak – dla Pettisa klincz będzie znacznie korzystniejszy niż pozostawanie z plecami na siatce z Diazem zasypującym go kanonadą ciosów. Thomson unikał bokserskiego półdystansu jak zły, albo utrzymując walkę w dystansie kickbokserskim, z którego gnębił rywala kopnięciami, albo przechodząc właśnie do klinczu i tym samym eliminując najgroźniejszą broń Diaza, czyli boks.

Luki bokserskie Pettisa i Diaza

Obaj zawodnicy nie zachwycają pod względem defensywy pięściarskiej. Showtime bywa w wymianach karcony prawym sierpem, a przypominam, że to ulubiona broń kontrująca Nate’a Diaza. Na wszystkich trzech poniższych przykładach Pettis inkasuje prawego kontrującego od odwrotnie ustawionych rywali – Millera i Poiriera.

Niechroniona lewą ręką szczęka Anthony’ego może stanowić łakomy kąsek dla prawego sierpa Nate’a.

Swoje bokserskie demony ma też oczywiście stocktończyk, który pomimo niezłego balansu i umiejętnego amortyzowania uderzeń często nie cofa rąk do brody, szczególnie po wyprowadzeniu prawego prostego – na każdym z poniższych przykładów przyjmuje srogą kontrę.


Także kombinację 1-2 stocktończyka regularnie kontrował McGregor (poniżej).

Na szczęście zawodnika ze Stockton Pettis nie jest wirtuozem walki na pięści, szczególnie w kontrach. Nie posiada też kowadeł w pięściach, więc nawet jeśli okaże się, że wysłużona szczęka stocktończyka nie jest już tak odporna jak onegdaj, może się to na niewiele zdać.

Innymi słowy, nie oszukujmy się – w szermierce na pięści przewaga należeć powinna do dysponującego lepszymi szlifami bokserskimi, lepszymi warunkami fizycznymi i aktywniejszego Diaza.

Jak natomiast może wyglądać przebieg walki w klinczu, zapasach i parterze?

Klincz, zapasy i parter

Nate Diaz miewał dobre momenty w klinczu czy w obszarze zapaśniczym (poniżej), ale nie spodziewam się, aby był w stanie długimi fragmentami unieruchamiać Anthony’ego Pettisa pod siatką czy przenosić walkę do parteru.

Nawet jednak jeśli stocktończyk jakimś haczeniem, może rzutem położy podopiecznego Duke’a Roufusa na plecach, będzie musiał mieć się na baczności. Nawet bowiem stojąc nad znajdującym się na dole Pettisem nikt nie może czuć się pewnie – Showtime’owi wystarczy odrobina czasu i przestrzeni, aby odwrócić pozycję albo zaatakować kopnięciem (vide akcje poniżej).

Parterowe dokonania Pettisa w UFC zdecydowanie zresztą przewyższają te Diaza. Dość powiedzieć, że stocktończyk nie miał kompletnie pomysłu, jak poddać Hendersona, podczas gdy Pettis potrzebował na to kilku sekund. Przypomnę też, że Showtime schodził do parteru za Charlesem Oliveirą, którego zresztą również poddał.

Pettis jest znacznie błyskotliwszy w walce na chwyty od Diaza – przypomnę też, że był o włos od odklepania Poiriera – choć obaj są piekielnie trudni do poddania. Pettis nie klepał nigdy – nie wliczając kontuzji w starciu z Diamentem – a Diaz przez poddanie przegrał tylko raz w karierze, w 2006 roku.

Warto też odnotować, że Showtime oddaje czasami plecy, ale po mistrzowsku odzyskuje potem dominującą pozycję – vide akcje poniżej.

Także w starciu z Charlesem Oliveirą potrafił wydostawać się z pozycji, w której miał Brazylijczyka za plecami – i to z zapiętym na brzuchu trójkątem!

Innymi słowy, jeśli jeden z nich nie zostanie wcześniej okrutnie naruszony w stójce, ewentualnie nie zacznie oddychać rękawami, trudno wyobrazić sobie tutaj skończenie walki przez poddanie.

Psychologia oktagonu

Nate Diaz jest zawodnikiem mocniejszym mentalnie – i kwestia ta nie podlega dyskusji. Nawet porozbijany okrutnie przez Rafaela dos Anjosa, kontynuował walkę, jeszcze w końcówce złorzecząc Brazylijczykowi. Anthony Pettis tymczasem został mentalnie złamany przez Maxa Hollowaya, poddał się w walce z Dustinem Poirierem, a z powodu złamania dłoni nie wyszedł do trzeciej rundy starcia z Tonym Fergusonem. Showtime ma swoje limity. Tych Nate’a Diaza jeszcze nie poznaliśmy.

Stocktończyk jest też typem zawodnika, który karmi się słabościami rywali – jeśli tylko dostrzeże odrobinę choćby zwątpienia w ich poczynaniach, najdrobniejsze wątpliwości, podkręca tempo, idzie po skończenie – jak poniżej.

Kolosalne znaczenie w budowaniu pewności siebie Diaza mogą odegrać omawiane wcześniej Stockton-slapy – szczególnie, że Pettis to typ zawodnika dumnego, źle znoszącego jakiekolwiek upokorzenia większe czy mniejsze. Jeśli zbierze na twarz liścia, potem będąc wyśmianym przez Diaza, może się mocno zirytować.

Z drugiej zaś strony, jak twardy Diaz by nie był, to w czwartej rundzie rewanżu z McGregorem zobaczyliśmy, że da się go poważnie naruszyć, odebrać ochotę do walki na kilka nawet minut. Zresztą kilka razy w karierze zmieniał już pozycję na klasyczną, gdy zainkasował masę lowkingów, dając jasny sygnał rywalom, że ból nogi jest już nie do zniesienia.

Nie spodziewam się, aby limit 170 funtów, w którym odbędzie się walka, miał większe znaczenie dla jej przebiegu. Jeśli już, to być może odrobinę poprawi litraż baku z paliwem Pettisa.

Czy natomiast Diazowi zaszkodzić może aż 3-letnia przerwa? Otóż, może – bo to szmat czasu. Pomimo tego nie spodziewam się jednak, aby nagle stocktończyk zatracił jakieś umiejętności albo nabrał w tym czasie nowych. To stary pies, którego trudno na tym etapie kariery nauczyć nowych sztuczek.

Ciekawi mnie jednak coś innego – a mianowicie odporność szczęki stocktończyka. Nie zapominajmy bowiem, że w konfrontacji z McGregorem aż trzy razy lądował na deskach, co może być sygnałem, że powoli, powoli szczęka kruszeje. Czy jednak na tyle, aby dać się ustrzelić pięściom Pettisa? Wątpliwe. A kopnięciom? O, to już inna historia…

Pozostałe czynniki

Wieść gminna niesie, że to obóz Nate’a Diaza skontaktował się z obozem Anthony’ego Pettisa, zapraszając byłego mistrza 155 funtów do walki. Być może nieprzypadkowo – wszyscy wszak wiemy, że Showtime nie radzi sobie najlepiej z agresywnie walczącymi rywalami.

Anthony potrzebuje miejsca i czasu na korzystanie ze swoich najmocniejszych broni, którymi są oczywiście kopnięcia. Nate wyspecjalizował się natomiast w kastrowaniu zeń rywali za pomocą agresji, bokserskiej presji i kanonady uderzeń. Jak jednak wspominałem, Pettis potrzebuje odrobiny miejsca i czasu, aby wyprowadzić groźne kopnięcia – a szczególnie w pierwszej rundzie powinien mieć po swojej stronie sporą przewagę szybkościową. Jeśli Josh Thomson notorycznie kopał Nate’a Diaza po głowie, to tym bardziej powinien być w stanie czynić to Showtime.

Ba, nie zapominajmy, że pojedynek odbędzie się w dużym oktagonie, a to oczywiście fantastyczna wiadomość dla Pettisa, który będzie miał więcej miejsca na manewry i utrzymywanie walki na środku. Także 3-rundowy dystans, na jakim odbędzie się pojedynek, powinien faworyzować Anthony’ego. Być może bowiem wysoce prawdopodobna przewaga kondycyjna Diaza nie okaże się decydująca na dystansie 15 właśnie minut.




Typowanie

Początek walki – być może cała pierwsza runda? – powinien należeć do znacznie szybszego Pettisa. Anthony będzie miał siły, aby orbitować i zmiękczać Nate’a kopnięciami, realizując założenia taktyczne. I Bóg mi świadkiem, że szczęką nie spadnie mi na podłogę, jeśli znajdzie sposób na to, aby oszukać rywala, kończąc go jakimś potężnym kopnięciem na głowę albo srogim kopnięciem na schaby.

Nie oszukujmy się, ustawienie Diaza…

… to wręcz zaproszenie do frontala na twarz.

Omawiana przeze mnie kombinacja kopnięcia na korpus z prawym sierpem autorstwa Pettisa również może okrutnie uprzykrzyć życie stocktończykowi.

Jak wspominałem, Diaz nie jest też tak agresywnie walczącym zawodnikiem jak chociażby Ferguson. Nie odnajduje się tak dobrze w klinczu, nie gnębi rywala kopnięciami na korpus i nogi. To twardoszczęki i obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi oraz doskonałą kondycją bokser.

Rzecz w tym, że Diaz to jednocześnie typ charakternego bitnika – do szpiku kości. W pierwszej rundzie będzie miał problemy z uwagi na szybkość i kreatywność Pettisa. Zbierze sporo kopnięć na nogi, korpus i może głowę. Najdrobniejszy jednak sukces będzie ostentacyjnie celebrował, na nim budując pewność siebie i podkopując tę Pettisa. Niewykluczone, że w otwierającej walkę odsłonie będzie trafiał jednym ciosem na trzy celne uderzenia Showtime’a, ale stocktończykowi nie potrzeba wiele więcej do zbudowania mentalnej przewagi.

Nate Diaz przegra pierwszą rundę, ale metodyczną presją i masą uderzeń od drugiej zacznie przyprawiać Anthony’ego Pettisa o klaustrofobię. Showtime będzie coraz wolniej pracował na nogach, coraz częściej zatrzymywał się na ogrodzeniu, tam będąc ostrzeliwanym przez nabierającego rozpędu z każdą minutą stocktończyka. Ostatecznie Diaz wygra na punkty.

Zaznaczam jednak, że poza nokautem po jakimś kopnięciu czy w wyniku instynktownego poddania – ten drugi scenariusz jest oczywiście znacznie mniej prawdopodobny – Anthony Pettis może też wygrać na punkty, przyjmując taktykę Carlosa Condita z walki z Nickiem Diazem. To realny scenariusz, ale… Deficyty kondycyjne i mentalne Pettisa są zbyt duże, aby powtórzyć wyczyn realizującego wówczas z żelazną konsekwencją nakreślony plan Condita.

A zatem…




Zwycięzca: Nate Diaz przez decyzję

Kto wygra?
Głosuj

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

6 Comments

  1. Oślizgły menadżer

    13 sierpnia 2019 at 20:56

    Panie Bartku, co z podcastami? Tyle gal za nami i cisza…

    • Bartłomiej Stachura

      13 sierpnia 2019 at 20:59

      Panie Oślizgły Menadżerze, przyznam, że ta analiza mnie wykastrowała z resztek wolnego czasu. W czwartek jadę do Zamościa na weselicho aż do poniedziałku, więc muszę do czwartku napisać tyle newsów, żeby wypełniły te dni – a to wymaga niestety czasu :/

      Innymi słowy, muszę się pokajać i uderzyć w pierś. Najbliższy podcast będzie już na pewno po UFC 241 – zapewne we wtorek.

      • Lis

        13 sierpnia 2019 at 22:02

        Bartek! Zamość to me rodzinne miasto i wiedz, że tam na weselu będziesz się bawić przednio!

        • Bartłomiej Stachura

          13 sierpnia 2019 at 23:11

          Będę się bawił przednio, ale raczej w niedzielę na poprawinach ;) W sobotę ok. północy, może trochę później kończę zabawę i oglądam galę… Tzn. pilnuję młodszej córki, która już będzie spać ;)

      • Oślizgły menadżer

        13 sierpnia 2019 at 22:53

        Też mam wesele w ten weekend, a galę trzeba obejrzeć. Cóż… może przynajmniej kartę główną na telefonie nad ranem się uda…

  2. Prismatic

    13 sierpnia 2019 at 22:46

    Wracając do Condita z Nickiem,
    Diaz 1,2,5 – czy jak to szło? ;)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *