W poszukiwaniu talentów #3 – Warlley Alves

Anderson Silva. Randy Couture. Cain Velasquez. Co w tak doborowym towarzystwie robić może zwycięzca trzeciego sezonu brazylijskiego TUFa w kategorii średniej?

Warlley Alves (7-0, 1-0 UFC), bo o tym 23-letnim Brazylijczyku mowa, ma co najmniej jedną wspólną cechę z wymienioną na wstępie wielką trójcą – jest nią zamiłowanie do klinczu. Oczywiście, na tym etapie swojej kariery jako klinczer pod względem umiejętności nie dorównuje jeszcze do pięt Andersonowi Silvie, Randy’emu Couture’owi i Cainowi Velasquezowi, ale śmiało można rzec, że rokuje wielkie nadzieje na przyszłość.

Profil

Imię i nazwisko: Warlley Alves Warrley Alves
Rekord: 7-0 (1 T/KO, 4 SUB, 2 DEC)
Kategoria wagowa: półśrednia
Wzrost: 181 cm
Zasięg: 183 cm (73 cale)
Wiek: 23 lata
Kraj pochodzenia: Brazylia
Aktualna organizacja: UFC
Ważniejsze zwycięstwa:
Adilson Fernandes (decyzja)
Marcio Alexandre Jr. (gilotyna)

Początki

Warlley Alves Andrade, bo tak brzmi jego pełne nazwisko, całe życie spędził w Rio de Janeiro. Swoją przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku dziesięciu lat od treningów kickbokserskich. I to właśnie w tej dyscyplinie święcił największe jak dotąd triumfy, trzykrotnie zwyciężając w mistrzostwach Brazylii i w różnych zawodach kickbokserskich zdobywając łącznie dwanaście złotych medali.

Oczywiście, wszyscy pewnie zdajemy sobie sprawę z tego, że wartość niektórych z tych medali jest zapewne znikoma i przywiązywanie do nich nadmiernej wagi może sprowadzić nas na manowce, co nie zmienia jednak faktu, że posiadanie ich w swoim CV to dobry prognostyk.

Po stoczeniu trzech zwycięskich walk amatorskich w swoim zawodowym debiucie, który miał miejsce w 2011 roku, szybko odprawił debiutanta Wallace’a Oliveirę (0-1), by po ponad rocznej przerwie powrócić do klatki, pokonując w wyniszczającym pojedynku weterana Kellesa Santosa (12-18).

Jungle Fight

Te dwa zwycięstwa okazały się dla Warlley’a przepustką do bram największej brazylijskiej organizacji Jungle Fight, w której nasz bohater stoczył cztery zwycięskie boje, z czego trzy rozstrzygnął przed czasem. Swój najcenniejszy skalp w JF zdobył w swoim premierowym starciu, pokonując mogącego wówczas pochwalić się rekordem 6-2 Adilsona Fernandesa (obecnie 11-4).

W brazylijskiej organizacji pokonał jeszcze Carlosa Rojasa (4-4), Edersona Moreirę (11-15) oraz, w ostatnim starciu dla JF przed przygodą z TUFem, Mike’a Jacksona (11-9). Tylko tego ostatniego można określić mianem jako takiego skalpu. Amerykanin bowiem w swojej karierze swego czasu stawał w szranki ze znanym Brianem Fosterem (22-6), który kiedyś bił się w UFC, notując tam rekord 3-2 i ubijając nawet Matta Browna. Nie rozwodząc się dalej na ten temat, dodajmy tylko, że Jackson przegrał z Fosterem przez nokaut w pięć sekund…

TUF i UFC

Najważniejszy dla rozwoju kariery Warlley’a okazał się jednak trzeci sezon brazylijskiej edycji The Ultimate Fighter. Bijący się na co dzień w kategorii półśredniej Alves podjął wyzwanie i zgłosił się do rywalizacji w kategorii średniej. Tym samym plany walki o pas mistrzowski Jungle Fight odeszły w zapomnienie – prawdopodobnie na zawsze.

W eliminacjach do programu po trudnym, trzyrundowym boju pokonał doświadczonego i mającego już za sobą nieudany (nokaut z rąk Santiago Ponzinibbio) debiut w UFC Wendella Oliveirę (24-8). W kolejnym pojedynku znokautował kolanami na głowę solidnego Ismaela de Jesusa (11-4-1), by w walce o finał udusić również mającego już za sobą nieudany debiut u White’a i spółki (porażka z Ricardo Abreu) Wagnera Gomesa (3-1).

W swoim debiucie w UFC Warlley Alves nie dał szans niepokonanemu do tamtej pory Marcio Alexandre Juniorowi (12-1), co przyniosło mu zwycięstwo w trzeciej edycji brazylijskiego TUFa.

Dlaczego warto go śledzić?

Warlley Alves trenuje na co dzień w doskonałym X-Gym, gdzie jego sparingpartnerem jest m.in. Ronaldo Jacare Souza. Jak wyglądają sparingi obu zawodników, możemy zobaczyć na załączonym filmie.

Możemy być pewni, że pod światłym przewodnictwem jednego z najlepszych średnich na świecie Alves będzie czynił systematyczne postępy. Już teraz jednak jego umiejętności mogą robić wrażenie.

Agresja

W klatce prezentuje się jak wściekły pies spuszczony ze smyczy, nieustannie wywierając presję na swoich rywalach. Jak sam twierdzi, w UFC będzie musiał nad tym aspektem popracować, bo jeśli nie wygra starcia w pierwszej rundzie, potem może mieć problemy kondycyjne.

W trybie berserkera Warlley przeradza się w prawdziwą bestię, nie dając chwili wytchnienia swoim rywalom. W zasadzie w każdym momencie swojej szarży potrafi się odnaleźć, atakując pięściami, kopnięciami, obalając czy próbując poddań. Na pierwszym fragmencie jego drugi pojedynek w zawodowej karierze, na drugim – ostatnia walka w UFC.

Mimo wszystko warto odnotować, że jego cardio już teraz nie prezentuje się źle – przynajmniej w porównaniu do poziomu agresji, który wnosi do klatki.

Nawet na sporym zmęczeniu potrafi atakować z furią, wkładając w uderzenie dużą moc. Jest to niezwykle cenne cecha, bo iluż to zawodników po popularnym wypompowaniu się nie ma już nic do zaoferowania. Alves do takowych nie należy.

Kickboxing

Brazylijczyk wywodzi się z kickboxingu – co widać. Nie jest może szczególnie poukładany od strony technicznej, zwłaszcza w pracy rąk, wyraźnie kładąc mocniejsze akcenty na agresję i moc w uderzeniach niż technikę, ale jego arsenał ofensywny w stójce już teraz może się podobać.

Potężny prawy sierpowy to główna bokserska broń Warlley’a. Nie ma co prawda kowadła w pięści, ale i tak jedno celne uderzenie może ustawić cały pojedynek. Zwracam uwagę, jak na drugim gifie (oba z jego walki z Marcio Alexandre) Alves świetnie nurkuje przed krosem rywala, uchodząc z głową i odpowiadając sierpem.

Warlley potrafi składać dobre kombinacje kickbokserskie, uderza na głowę, korpus i kończyny dolne z obu nóg, wplata do tego wiele obrotówek, razi rywali ciężkim prawym sierpowym, a ostatnio dołożył do wachlarza ataków także lewy prosty, dzięki któremu może lepiej regulować tempo pojedynku, ewentualnie odzyskać siły po co mocniejszych szarżach.

Kombinacja prawe kopnięcie – prawy sierpowy jest bodaj najczęściej stosowaną w arsenale Brazylijczyka.

Uderza mocno, ze złymi intencjami, choć prawdopodobnie właśnie w tym aspekcie w przyszłości dokona drobnych korekt, coby nie tracić zbyt wielu sił witalnych. Wspomniany lewy prosty wydaje się dobrym do tego wstępem.

Nie wiem, czy Mike Jackson ma tak twardą szczękę, czy też Warlley’owi Alvesowi brakuje mocy, ale… nokaut tyleż efektowny co groteskowy! Pochodzi z ostatniej walki Warlley’a pod banderą Jungle Fight.

Alves nie potrzebuje dużo miejsca na zaprzęgnięcie do boju potężnych obrotówek. Nawet na wielkim zmęczeniu – co możemy obserwować szczególnie na drugim gifie, gdy Brazylijczyk był już wyczerpany w starciu z Kellesem Andersonem. W jednym z epizodów TUFa demonstrował też kopnięcie z odbiciem od siatki a la Pettis – i wyglądało to naprawdę dobrze!

Klincz

Klincz to zdecydowanie najmocniejsza strona Warlley’a Alvesa. Dzięki ogromnej sile i świetnej technice jest w stanie doskonale kontrolować swoich przeciwników w klinczu, uniemożliwiając im ucieczkę z niedogodnej pozycji jedną ręką, uderzając drugą. W tym aspekcie przypomina wspomnianych na wstępie mistrzów brudnego boksu Randy’ego Couture’a i Cain Velasqueza.

Potrafi doskonale skracać dystans, pod ciosami rywala przenosząc walkę pod siatkę. Pozostaje tam cały czas aktywny, nie będąc jednym z nudziarzy, który przez kilkadziesiąt sekund walczą o obalenie bądź jedynie wciskają rywali w siatkę, licząc na przychylność sędziów punktowych.

Warlley Alves błyszczy pod siatką – nie pozwalając uciec swoim rywalom, atakuje brudnym boksem, kolanami i stompami.

To jednak nie wszystko, bo Brazylijczyk do swojego klinczerskiego arsenału wplata też mordercze kolana na głowę z tajskiego uchwytu, rodem z walk legendarnego Wanderleia Silvy czy Andersona Silvy. Z kolan korzysta też, uderzając na uda i korpus.

Alves brutalnymi kolanami na głowę nokautuje w TUFie Ismaela de Jesusa (pierwszy gif) i latającym narusza Kellesa Santosa (był już wówczas potwornie zmęczony po szalonej pierwszej rundzie).

Wachlarz jego umiejętności w klinczu uzupełniają oldschoolowe, mordercze – i mocno obecnie niedoceniane – stompy, do których odnosi się bardzo często, oraz obalenia, gdy tylko jego przyparci do siatki rywale spróbują zaatakować kolanami.

Zapasy i BJJ

Alves nie jest może najlepszym zapaśnikiem, ale biorąc pod uwagę progres, jaki w tej materii poczynił Ronaldo Souza, możemy optymistycznie przyjąć, że i bohater niniejszego tekstu prędzej czy później podda swoje zapaśnicze umiejętności solidnym szlifom.

Brazylijczyk obala przede wszystkim z klinczu, korzystając z haczeń i – rzadziej – wyniesień, ale w swojej karierze prezentował też dynamiczne wejścia w nogi, choć poziom ówczesnych rywali każe podejść do tej techniki w wykonaniu Warlley’a z pewną dozą rezerwy.

Próba zaatakowania Warlley’a Alvesa kolanem na głowę w klinczu na ogół kończy się tak, jak dwóch powyższych gifach – wylądowaniem na plecach. Świadczy to o oktagonowej i w tym przypadku klinczerskiej bystrości umysłu Brazylijczyka.

Defensywnie Alves prezentuje się przyzwoicie – ale nic ponad to. Kilkukrotnie w swoich dotychczasowych bojach lądował na plecach, ale nie jest to szczególny problem, bo nie miał problemów z powracaniem do stójki. Z całą pewnością jednak – przechodząc powoli do BJJ – nie jest magiem walki z pleców i jest to chyba najmniej preferowana dla niego pozycja w czasie pojedynku.

Posiada za to kapitalną gilotynę, co czyni zapaśnicze zapędy jego rywali piekielnie ryzykownymi. Potrafi błyskawicznie i bardzo ciasno zapiąć tę technikę, na co zresztą poluje też, będąc z góry w parterze. Wówczas każda próba przeniesienia walki do stójki w wykonaniu jego przeciwników narażona jest na ryzyko utknięcia w gilotynie Alvesa, dla którego technika ta stała się firmówką.

Warlley zapina gilotynę jeszcze w momencie, gdy broni się przed obaleniem. Na pierwszym przykładzie w walce z Carlosem Rojasem nie zakończyła się ona sukcesem, ale debiucie w UFC przeciwko Marcio Alexandre (drugi gif) rywal Warlley’a już klepał.

Rzeczona gilotyna to kapitalna technika, która powoduje, że nie zawsze skuteczne defensywa zapaśnicza Alvesa nie jest eksploatowana ponad miarę. Wachlarz parterowych poddań Brazylijczyka nie kończy się jednak na niej.

Powyżej spektakularna akcja w wykonaniu Warlley’a – broni on próby obalenia, łapiąc podchwyty z obu stron, przenosi walkę pod siatkę i obalając Carlosa Rojasa, od razu zapina trójkąt rękami, którym kończy pojedynek!

Wszechstronność

Tym, co musi robić wrażenie, oglądając Warlley’a Alvesa, jest jego przekrojowość. Wywodzi się z kickboxingu, który trenował przez 10 lat, dysponuje solidnym i ciągle poprawianym pod okiem Jacare parterem, wzbogacił swój arsenał o fantastyczny klincz (brudny boks oraz klincz tajski). Jest niezwykle agresywny i silny, dysponuje twardą szczęką oraz dużym sercem do walki, czego dowiódł jego drugi pojedynek w karierze, w którym kilka razy był w ogromnych opałach – a jednak nie pękł.

Opadające kopnięcie (axe kick) w wykonaniu Alvesa w pojedynku z Marcio Alexandre. Chwilę potem nasz bohater jest już w pozycji bocznej.

Perspektywy

Głęboko wierzący w Boga Warlley Alves po swoim udanym debiucie w UFC na konferencji prasowej stwierdził, że ma nadzieję, iż za 5-6 lat będzie mógł walczyć o pas mistrzowski kategorii półśredniej. Nie wiem, czy rację ma on, czy miał ją Chael Sonnen, który podczas TUFa powiedział, że Alves bił się będzie o złoto w ciągu roku, ale wiem, że warto uważnie śledzić karierę Brazylijczyka, bo ma wszelkie zadatki na to, by stać się czołowym zawodnikiem swojej dywizji.

W swoim drugim boju pod banderą UFC już 8 listopada na gali UFC Fight Night 56 skrzyżuje rękawice w świetnie zapowiadającym się starciu z Alanem Joubanem (10-2). Amerykanin to efektownie walczący uderzacz, który w swoim debiucie w organizacji po szalonym brawlu znokautował doświadczonego Setha Baczynskiego. Dysponuje ciężkimi rękami, walczy efektownie – ale i ryzykownie.

Najprostszą drogą do zwycięstwa schodzącego do swojej naturalnej, półśredniej, kategorii wagowej Alvesa wydaje się przeniesienie walki do klinczu lub parteru, choć nietaktem byłoby skreślanie go w stójce. Jak jednak będzie, przekonamy się już za niespełna dwa tygodnie.

Podsumowując, z pełną odpowiedzialnością polecam uważnie śledzić dalszy rozwój kariery tego obiecującego, ultra-agresywnego brazylijskiego klinczera. Dziś mało kto go zna, za rok może o nim mówić cały świat.

————-

Poprzednie odsłony serii:

Odcinek #2 – Chad Laprise
Odcinek #1 – Liam McGeary

fot. MMAFighting.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.