Talenty MMA

W poszukiwaniu talentów #1 – Liam McGeary

Kojarzycie Liama McGeary’ego? Jeśli nie, to czas najwyższy zwrócić na niego uwagę.

Podczas gdy fani MMA zachwycają się Conorem McGregorem, Brandonem Thatchem lub Gunnarem Nelsonem, wielu interesujących zawodników umyka ich uwadze. Niektórzy z tych fighterów z powodzeniem walczą w innych organizacjach – inni dopiero co zostali zakontraktowani przez największą federację na świecie.

W nowej serii artykułów zatytułowanej W poszukiwaniu talentów nie znajdziecie ani McGregora, ani nikogo innego z wyżej wymienionej trójki. Będziemy w niej przedstawiać fighterów, którzy szerszej publiczności nie są jeszcze mocno znani, jednak posiadają na tyle dużo talentu, by kiedyś móc poważnie zaistnieć w sporcie. Pierwszym bohaterem cyklu będzie dysponujący niesamowitymi warunkami fizycznymi angielski półfinalista turnieju BellatoraLiam McGeary.

Zapraszamy do lektury!

PROFIL

Imię i nazwisko: Liam McGearyLiam McGeary
Rekord: 8-0 (5 KO/TKO , 3 SUB)
Kategoria wagowa: półciężka
Wzrost: 198 cm
Zasięg: 206 cm ( 81 cali)
Wiek: 31 lat
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania
Aktualna organizacja: Bellator FC
Ważniejsze zwycięstwa:
Edigijus Valavicius – TKO, runda 1
Mike Mucitelli – KO, runda 1
Beau Tribolet – KO, runda 1

Walką wieczoru jubileuszowej, setnej gali Bellatora był pojedynek Douglasa Limy z Benem Saundersem, a całą główną kartę stanowiły pojedynki ćwierćfinałowe turnieju w wadze półśredniej. Oglądając galę z odtworzenia, przeskakiwałem pomiędzy walkami – widząc jednak, że powtarzany jest pojedynek z karty wstępnej, postanowiłem go obejrzeć. Starcie, które widziałem, trwało zaledwie 27 sekund i zostało zakończone brutalnym „one-punch-knockoutem”. To właśnie wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, na co stać Liama McGearyego – i od tamtej pory nie opuściłem ani jednej walki tego wielkiego Anglika.
Sama prezencja Brytyjczyka sprawia, że niemożliwą rzeczą byłoby lekceważyć go w klatce. Wysoki (prawie 200 cm wzrostu!), potężnie zbudowany, groźnie wyglądający – i za tym wszystkim idzie ogromna brutalność i niszczycielska moc, co sprawia, że każde zwycięstwo półfinalisty turnieju w wadze półciężkiej można określić mianem „absolutnej destrukcji”.

Co właściwie składa się na wspomnianą niszczycielską moc i co sprawia, że walki McGeary’ego ogląda się z wielką przyjemnością? Po dłuższym wstępie przechodzę więc do właściwej analizy.

Kill list

Liam McGeary zadebiutował profesjonalnie 8 maja 2010 roku, a jego pierwszą ofiarą był Polak i aktualny zawodnik organizacji PROMMAC, Grzegorz Janus. Anglik zwyciężył tę walkę przez dźwignię łokciową, poddając naszego krajana na 15 sekund przed końcem boju. Kolejnym przeciwnikiem był doświadczony, lecz dysponujący wówczas fatalnym rekordem 13-33, Shaun Lomas, którego Anglik poddał tą samą techniką po 76 sekundach.

Pierwsze zwycięstwo przez nokaut zanotował w trzeciej zawodowej walce, tym razem pod banderą określanej przez wielu mianem kuźni talentów federacji Rings of Combat. Po 41 sekundach drugiej rundy pojedynczym ciosem odprawił on Waltera Howarda.

Trzy zwycięstwa sprawiły, że McGearym zainteresowała się federacja Bellator, w której stoczył on do tej pory pięć pojedynków. Wszystkie zwyciężył – przed czasem – w pierwszej rundzie. Nokautował kolejno Antona Talamantesa, Beau Triboleta, Mike’a Mucitelliego i bardzo doświadczonego litewskiego stójkowicza w osobie Edigijusa Valaviciusa (który swego czasu, jeszcze w organizacji RINGS stawał w szranki z samym Fiodorem), w międzyczasie poddając też balachą Mojtabę Najima Waliego.

One punch – one kill

To co niewątpliwie jest ogromnym atutem McGeary’ego, to wielka moc w pięściach. Nieczęsto się zdarza, by zawodnik, który warunkami fizycznymi góruje nad większością dywizji, miał zdolność nokautowania pojedynczym ciosem. Co ciekawe, fighter ten potrafi przeciwnikowi „odłączyć prąd”, używając zarówno uderzenia z lewej ręki, jak i z prawej. Mike’a Mucitellego odprawił krótkim lewym sierpem (gif nr. 1), natomiast Beau Triboleta – potężnym prawym zadanym po postraszeniu jabem. (gif nr. 2)

Mucitelli KO

Tribolet KO

Nie tylko pięści McGearyego potrafią siać spustoszenie na przeciwnikach. W swoim debiucie w BFC udało mu się ogłuszyć Antona Talamantesa łokciami zadanymi… z dołu (gif nr. 3)

McGeary rocks talamantes

Pomimo świetnych warunków fizycznych nie jest to zawodnik, który swoją strategię stójkową opiera prawie w zupełności na ciosach prostych, jak np. Neil Magny. Gdy trzeba, potrafi jednak robić użytek z tego typu uderzeń – podczas pojedynku z Edigijusem Valaviciusem kilkukrotnie trafiał Litwina jabami.

Groźną bronią w jego arsenale są ciosy podbródkowe – celnie wymierzony prawy spowodował początek końca Valaviciusa (gif nr. 4)

Valavicius uppercut

Kick and kill

Długie kończyny Anglika sprawiają, że dziwnym byłoby, gdyby nie robił on użytku ze swoich kopnięć. O ile w żadnej ze swoich walk nie udało mu się znokautować, ani naruszyć przeciwnika atakiem „nożnym”, tak kopnięcia stanowią nieodłączny element jego stójkowej ofensywy. McGeary bardzo często otwiera walkę lowkkingami i middlekickami – szczególnie upodobał sobie frontalne kopnięcia w korpus (gif nr.5 i 6)

Valavicius frontkick Lomas frontkick

Liam dobrze czuje się w klinczu – spora siła fizyczna pomaga mu przytrzymywać rywali przy siatce, gdzie wykorzystuje każdą możliwą okazje, by uderzyć kolanem lub łokciem. Anglik nie dąży tam jednak za wszelką cenę – klincz inicjuje tylko, gdy znajduje potrzebę. W pojedynku z Valaviciusem został na początku trafiony dwoma mocnymi sierpami Litwina – wyczuwając potencjalne zagrożenie, natychmiast zepchał rywala w stronę siatki, i tam rozbił go kolanami.
W arsenale kreatywnego półfinalisty turnieju Bellatora znajdują się też dewastujące łokcie – wspominałem już o uderzeniach z dołu, jakimi naruszył Antona Talamantesa. W stójce również tego typu ciosy nie są mu obce – potężny prawy łokieć z klinczu spowodował początek końca Najima Waliego (gif nr. 7).

liam1

Catch-and-kill

Stójka McGeary’ego została już przeanalizowana. Czas skupić się na aspektach parterowych. Grappling na pewno nie jest Anglikowi obcy – jest on posiadaczem purpurowego pasa w BJJ, a swoje umiejętności szkoli pod okiem Renzo Graciego. Ulubioną techniką Liama jest dźwignia łokciowa, którą poddawał już trzech przeciwników. W walkach w Bellatorze kilkukrotnie mogliśmy oglądać go walczącego z dołu. Anglik prezentuje bardzo aktywną gardę, z której nieustannie straszy trójkątami i balachami. Na poniższym gifie widzimy świetne poddanie Najima Waliego – natychmiastowe zapięcie trójkąta i przejście do ciasnej dźwigni łokciowej, która zakończyła pojedynek (gif nr. 8).

liam2

Sam McGeary niespecjalnie dąży do obaleń, stąd niezbyt wiadomo, jak prezentuje się z górnych pozycji. W pojedynku z Shaunem Lomasem zdobył dosiad, jednak rywal szybko podjął próbę przetoczenia, w wyniku której Liam poszedł po dźwignię łokciową. Tego też zawodnika skończył w sposób identyczny, jak wyżej wspomnianego Waliego – balachą po przejściu z trójkąta.

Ciężko powiedzieć, jak McGeary radzi sobie z obroną obaleń. W dotychczasowych pojedynkach, gdy rywale grozili obaleniami, Anglik sprawiał wrażenie, jakby niespecjalnie miał ochotę siłować się z nimi, by je wybronić. Poniżej przykład z walki z Antonem Talamantesem. Amerykanin przejął nogę rywala po kopnięciu – Liam przyjął to ze spokojem i wyczekał na odpowiedni moment, by zapiąć gardę – z niej automatycznie zabrał się za pracę nad poddaniem z dołu (gif nr. 9).

Talamantes takedown

Jeżeli rzeczywiście McGeary woli walczyć w gardzie niż zawzięcie bronić każdego sprowadzenia, to przypomina mi to nieco Mameda Chalidowa, który, jak twierdzi, z dołu czuje się na tyle pewnie, że zamiast tracić siły na mocowanie się, woli zwyczajnie dać się obalić i spróbować swojej szansy w poddaniu oponenta.

Znaki zapytania

Jak w przypadku każdego niedoświadczonego zawodnika, wokół McGeary’ego jest kilka niewiadomych, które każą ostrożnie podchodzić do typowań jego następnych pojedynków. Oto one:

1) Kondycja: Najdłuższa walka McGeary’ego w Bellatorze trwała 130 sekund. W klatce drugiej organizacji świata spędził łącznie niecałe 6 minut, a średni czas jego walki to mniej więcej 70 sekund. . Sprawia to, że nie można być pewnym, jak prezentowałby się ten zawodnik, gdyby walka doszła np. do trzeciej rundy, nie mówiąc już o starciach mistrzowskich. Jego agresja, aktywność w stójce a także kreatywna, nieustanna praca z gardy mogą spowodować, że Anglik mocno spowolni, gdy bój wyjdzie poza pierwsze pięć minut.

2) Zapasy: McGeary nie walczył jeszcze z żadnym zawodnikiem dysponującym świetną pracą z góry. Niejednokrotnie widzieliśmy, że kreatywni grapplerzy nie mogli sobie poradzić z dominującymi zapaśnikami, (np. Paul Sass vs Danny Castillo), gdyż dobra kontrola nie dawała okazji do szukania poddań fighterom walczącym z dołu. Tutaj na pomoc mogą jednak przyjść długie nogi i ręce Anglika, które mogą ułatwiać zarówno wstawanie do stójki, jak i kontrolowanie przeciwnika mające na celu wymuszenie pasywności.

Przyszłość

Anglik sprawia wrażenie zawodnika bardzo pewnego siebie i ambitnego – sposób, w jaki wypowiada się o swoich sportowych planach przypomina mi nieco wypowiedzi Conora McGregora. O ile Liam nie promuje swoich walk trashtalkiem, tak da się wywnioskować, że podobnie jak Irlandczyk – mierzy on wysoko – o planie wygrania turnieju i zdobycia mistrzostwa Bellatora głośno mówił już po swoim debiucie w organizacji.

Następnym przeciwnikiem McGeary’ego będzie Kelly Anundson – Amerykanin legitymujący się rekordem 9-2. Jest on niepokonany w Bellatorze. Startował w dziewiętnastym sezonie TUFa, jednak w rundzie eliminacyjnej został pokonany przez zwycięzcę owego sezonu – Corey’a Andersona – mimo porażki, zaprezentował się lepiej niż pozostali przeciwnicy byłego zapaśnika.

Anundson jest dobrym zapaśnikiem – świetnie obala, dysponuje mocną kontrolą z górnych pozycji. Jest to też swego rodzaju „zabójca talentów” – w Bellatorze odprawił on już dwóch niepokonanych wówczas, i uważanych za perspektywicznych, zawodników – Volkana Oedezmira i Philipe Linsa. Jego trzecim skalpem w drugiej organizacji świata jest znany z KSW Rodney Wallace. Bez wątpienia będzie on sporym testem dla McGeary’ego.

Jeżeli Liam zwycięży, dostanie walkę o mistrzostwo Bellatora z Emanuelem Newtonem… to znaczy zwycięzcą walki Newton – Joey Beltran. Gdyby udałoby mu się zdobyć pas, to istnieje prawdopodobieństwo, że Joe Silva starałby się zaciągnąć go w szeregi UFC. Bardzo efektowny styl walki, ciągłe dążenie do skończenia przed czasem i moc zdolna skruszyć nawet najtwardsze szczęki sprawiają, że byłby wówczas cennym nabytkiem w skąpo obsadzonej dywizji półciężkiej.

Czas pokaże, ile naprawdę wart jest Liam McGeary i czy rzeczywiście może zawojować swoją kategorię wagową. Wszystkich Czytelników zachęcam do obejrzenia następnej walki Anglika, mającej miejsce 12 września na gali Bellator 122. Starcie McGeary vs Anundson będzie co-main eventem, a głównym daniem będzie wyżej wspomniany pojedynek Newton – Beltran.

Zachęcam też do do podawania swoich pomysłów na kontynuowanie cyklu – jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje dotyczące ciekawych zawodników do analizy.

Powiązane artykuły

Komentarze: 13

    1. ,,W skórze Joe Silvy” pojawiało się ostatnio, i było planowane po gali UFC 177, jednak poprzez problemy wagowe uczestników straciłem dwa ciekawe tematy, które planowałem szerzej omówić, co ostatecznie skłoniło mnie do zrezygnowania.
      ,,Skóra” pojawi się oczywiście po piątkowej gali – sam potwornie czekam na jej napisanie, ponieważ UFC FN 50 będzie obfitowało w sporo ważnych dla układu drabinek pojedynków.

      ,,Trzech wspaniałych” niestety nie będzie przeze mnie kontynuowane. Po paru tekstach doszło do mnie, że dwa ,,po-galowe” cykle (a nawet trzy, jeśli wliczać ,,punktowe kontrowersje”) to jednak trochę za dużo, bym dał radę na bieżąco z tym wyrabiać.

      Dzięki i pozdrawiam.

  1. Świetny pomysł na cykl, co do samego Liama to cóż, młodzieniaszkiem już nie jest i trochę mnie martwi ten kontrakt z Bellatorem bo szkoda by było żeby się tam długo kisił, jak zostanie już mistrzem.

    Calo, gdyby brakowało Ci weny możesz przyjrzeć się Mansour Barnaoui (nie odmieniam) 21 lat, walka już niedługo, świetne warunki fizyczne i już niedługo pewnie wyląduje w UFC ale oczywiście tylko to tylko taka luźna sugestia.

    1. Wybacz czepialstwo, ale kontrakt z Bellatorem to nie wyrok śmierci, ani tym bardziej ujma dla zawodników. Nie rozumiem zupełnie czemu w Polsce zwykło się mówić, że Bellator to zło, któro niszczy potencjał zawodników. Organizacja kontraktuje pracowników jak każda w miarę sensowna firma, daje szanse, żeby ich podopieczny się wybił na renomie marki, a w zamian oczekuje, że będzie dla nich walczył i przynosił im zysk.

      Nie ma mowy także o kiszeniu się w BFC, skoro do UFC wysyłana jest połowa ich zawodników. Świadczy to, że jednak nie ma tam aż tak klarownej różnicy poziomów, jak to się przyjęło u nas mawiać.

      Wybacz, że akurat pod Twoim wpisem się czepiam, ale ogólnie panująca tendencja do dewaluacji Bellatora jest co najmniej nieuzasadniona i z niej bierze się ten wpis, w którym zaznaczone jest, że Liam jest bardzo mało znany.

      Calo świetny pomysł na cykl. Czekam na więcej.

      1. Spoko, rozumiem. Rzeczywiście mój wpis może wskazywać, że Bellator to zło. Osobiście uważam organizacje Cokera za całkiem dobrą dla młodych zawodników w kilku wagach (półśrednia, lekka, ciężka) ale półciężka jest bardzo słabo obsadzona i jeżeli Liam okaże się prawdziwym talentem zanim zobaczymy jego starcia z czołówką minie kilka dobrych lat.

  2. Conor, pomysłów na następne części mi nie brakuje, i akurat Banaouri znajduje się na liście.

    Nie wspomniałem wprawdzie w tekście, ale cykl będziemy prowadzić razem z Boltem, więc nie będzie on ściśle zależny od mojego wolnego czasu :)

    Wewiur, ta opnia , jak mówisz, nie jest do końca prawdziwa, jednak ma swoje podstawy, co było widać przy pamiętnej wojnie o Alvareza.

Dodaj komentarz

Back to top button