Max Holloway: „Conor szczyci się zwycięstwem z czasów, gdy obaj byliśmy dzieciakami”


Mistrz kategorii piórkowej Max Holloway nie zamierza przywiązywać większej wagi do medialnego kuksańca, jakim potraktował go w mediach społecznościowych Conor McGregor.

Sprawujący twarde rządy w kategorii piórkowej Max Holloway, który w sobotę raz jeszcze rozbił w pył Jose Aldo, broniąc złota po raz pierwszy w karierze, podszedł z dystansem do przytyku, jaki zafundował mu w mediach społecznościowych Conor McGregor.

To zabawne. Gość jest zabawny. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Najwyraźniej siedzę mu w głowie.

– powiedział Błogosławiony w programie The MMA Hour.

Jak mówiłem, jestem mistrzem i przywróciłem właśnie ład w dywizji. Staram się skupiać na naszej dywizji i szanować wszystkich zawodników, którzy tu walczą.

Potrzebowałem 10 walk, żeby dostać ten cholerny tymcasowy pas, a potem 11, żeby zostać niekwestionowanym mistrzem. Moim obowiązkiem jest, aby wszystko to toczyło się gładko. Muszę podchodzić z szacunkiem do tego sportu, do mojej dywizji i gości, którzy tu walczą. Tak muszę się zachować. Koniec końców, gość i tak będzie klapał.

Obaj spotkali się w oktagonie w 2013 roku. Hawajczyk miał wówczas 22 lata, Irlandczyk – 25 lat. McGregor wypunktował wówczas Hollowaya, a obaj nabawili się w tej walce kontuzji – Irlandczyk w drugiej rundzie zerwał więzadło w kolanie, Hawajczyk już na początku pojedynku pogruchotał kości w stopie.

Gość pokonał mnie na jakiejś gali Fight Night, gdy byliśmy dzieciakami.

– wspomina tamto starcie Błogosławiony.

Walką wieczoru byli chyba wtedy Sonnen i Shogun Rua, a nawet nie wiem, czy obaj jeszcze są w UFC. Zarobiliśmy wtedy po 12 tysięcy i wygląda na to, że po prostu gość chce przy tym zostać. Takim jest człowiekiem.

UFC pytało mnie o walkę z Conorem w 155 funtach, gdy podpisywałem nowy kontrakt, ale słyszałem, że gość próbował walczyć z Pauliem Malignaggim w MMA. Nie wiem, co więcej mam powiedzieć?

Na tę chwilę nie wiadomo, kiedy – i czy – McGregor powróci do oktagonu. Dana White twierdzi wręcz, że w najmniejszym stopniu nie zdziwiłby się, gdyby Irlandczyk więcej już nie walczył.




Holloway natomiast nie ukrywa, że skupia się obecnie na szlifowaniu swoich rekordów w kategorii piórkowej.

Jest dumny z tamtego zwycięstwa – ja nigdy bym nie był. Popatrzcie, czego dokonałem. Walczyłem z gościem, którego ludzie uważali i ja sam uważam za najlepszego w historii. Dałem mu natychmiastowy rewanż. Miałem to gdzieś.

– powiedział Max.

Jeśli chcesz być najlepszy, musisz walczyć z najlepszymi, a najlepszy jest teraz Błogosławiony.

Możecie mu powiedzieć, że czekam. Jeśli do walki nie dojdzie, to przez niego. Teraz skupiam się na karierze mistrza. Gdy pojawią się walki pokazowe i będę miał możliwości wyboru, mogę zacząć wyzywać bokserów do MMA na wielkie walki.

To po prostu zabawne, że o mnie wspomina. To zaskakująca i niedorzeczne, ale zobaczymy, jak będzie. W moich oczach gość jest emerytem. Jeśli wróci i będzie chciał walczyć z prawdziwym zawodnikiem MMA, dajcie znać.

*****

Rzeźnik Franciszek i dziadyga Dean – czyli sześć wniosków z UFC 218


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply