Jak oni uderzają #6 – KO-LA-NA Thatcha


Brandon Thatch już pierwszymi występami w UFC zdobył sobie grono fanów, w tym, jak się nietrudno domyślić, także i mnie.

Co sprawia, że ten ciągle jeszcze młody Amerykanin cieszy się taką popularnością?

To jeden z zawodników prezentujących – mam wrażenie, że niestety coraz rzadsze – podejście „in your face”, który dodaje do tego niezwykłą siłę w ciosach, ale także swój własny, bardzo efektowny styl walki.

Analiza nie będzie przesadnie długa z jednego powodu – na jedenaście jego zwycięskich walk tylko cztery trwały ponad minutę! Żadna nie wyszła też poza pierwszą rundę – Thatch ma, kolokwialnie rzecz ujmując, gdzieś taktyczne rozkładanie walki w stylu „przez pierwszą rundę popunktuję, potem zobaczymy”, on wychodzi kończyć przeciwników w jak najszybszy sposób.

Nie ukrywam, że używane w promówkach UFC określenie „knockout artist” mnie drażni, ale w tym wypadku pasuje idealnie – osiem skończeń przez (T)KO, głównie na skutek morderczych kolan, robi wrażenie. Thatch trenuje w całkiem niezłym klubie wraz z obecnym „lekkim” mistrzem WSOF, a sam Georges Saint-Pierre wypowiadał się o nim w samych superlatywach – Brandon służył mu zresztą do emulowania eksplozywnego stylu Carlosa Condita, ale wywarł na mistrzu na tyle duże wrażenie, że po tym mistrzowskim starciu dalej korzystał z jego wsparcia przy przygotowaniach. Jeśli Rukus trafiał choć połową z akcji, których używa w czasie walk, to musiały być to bardzo ciężkie przygotowania dla byłego mistrza wagi półśredniej…

O zapasach Thatcha ciężko się wypowiedzieć – został wprawdzie trzykrotnie obalony, ale jego siła fizyczna pozwalała mu nie dać sobie zrobić krzywdy w parterze, tudzież wrócić do stójki. Samemu nie rwie się szczególnie do przewracania przeciwników metodą inną niż nokautowanie (chociaż gif powyżej niekoniecznie to potwierdza), ale nie jest na macie ułomkiem, a sposób skończenia solidnego Mike’a Rhodesa budzi uznanie!

Warto również pamiętać, że bardzo dobry mimo wszystko grappler w osobie Paulo Thiago nie był w stanie poddać Amerykanina, który natychmiast po powrocie do stójki dostosował się i zaczął obijać przeciwnika z bezpieczniejszego dla siebie klinczu.

Jedyną słabością w stójce Brandona jest to, że czasem przy swoim parciu do przodu połączonym z zasypywaniem rywala ciosami daje się trafiać, jednak trzeba pamiętać o czterech rzeczach:

– póki co żaden cios nie wywarł na nim najmniejszego wrażenia,
– trafiających go ciosów było mało,
– w spokojniejszych momentach wykazuje się dobrą obroną,
– wspomniana walka z Brazylijczykiem świadczy o tym, że nie ma problemów z odpowiednią dyscypliną.

Skoro uczciwie, choć krótko pomówiliśmy o tym, co może budzić podejrzenia to przejdźmy do tego, co nas najbardziej ciekawi – stójki tego nadzwyczaj dużego półśredniego.

Boksersko Amerykanin nie błyszczy pod względem rozbudowanych kombinacji, ale służą one przede wszystkim otworzeniu drogi do rewelacyjnych technik nożnych. Jako posiadacz długich rąk sprawnie operuje zasięgiem, a jego uderzenia niosą ze sobą dużą moc. Warto zauważyć, że mimo „dzikiego” stylu ładnie kontruje, co ułatwia mu z kolei używanie kopnięć i kolan. Pierwszy z powyższych gifów ilustruje sposób karcenia napierających przeciwników. Drugi ukazuje, co się dzieje, gdy da się mu miejsce na ofensywę. Tak źle, a tak jeszcze gorzej…

Bohater tekstu kopie na każdą wysokość – święta trójca low/middle/high kick jest używana nader często, przy czym na szczęście dla jego rywali najczęściej dochodzą do celu ataki na uda oraz korpus. Warto jednak zwrócić uwagę na wykorzystywanie karateckiej bazy w postaci odwołania się do hook kicka oraz umiejętność używania piszczeli do kontrowania. To właśnie kopnięcie w próbującego trafić prawym prostym Justina Edwardsa moim zdaniem ostatecznie przesądziło o tym, że pojedynek w dalszej fazie przemienił się w pokazówkę tego, w czym bryluje Rukus.

Przejdźmy teraz do tego, co czyni Thatcha tak groźnym zawodnikiem. Są to rewelacyjne KO-LA-NA. Bite z doskonałym timingiem, nieraz kończące walki, uruchamiane przy praktycznie każdym złapaniu w widocznie uwielbiany przez Brandona klincz tajski… Wielu może się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ale moim zdaniem Brandon posiada najlepsze w dywizji uderzenia kolanami – jedynie Hyun Gyu Lim może podjąć w tym temacie bardzo nieśmiałą próbę rywalizacji. Zarówno sposób, w jaki został skończony Edwards, jak i złamanie żebra Thiago nie bez powodu znajdują się na każdym highlighcie.

Co jeszcze wiemy o „przyszłym mistrzu”, nawiązując do słów GSP? Walczy z obu pozycji, ma dobre ground’n’pound, nieźle się porusza i… to wszystko. Częste kontuzje nie pozwalają ocenić jego progresu lub jego braku, co boli tym bardziej, że po ostatniej walce w UFC stwierdził, że zamierza nieco zmienić styl walki. Co to oznacza? Wedle słów samego zawodnika chodzi o lepsze przygotowanie pod starcia z zapaśnikami i grapplerami oraz liczenie się ze świadomością, że nie każdego skończy w pierwszej rundzie. Nie wiadomo, co z tego wyniknie – sam GSP twierdzi w każdym razie, że Thatch rozwija się bardzo szybko, a podczas wspólnych treningów udawało mu się czasem nawet obalić dominatora wagi półśredniej. Ile w tym prawdy, a ile promowania kolegi, trudno stwierdzić. Pozostaje mieć nadzieję, że Rukus w końcu powróci do oktagonu…

fot. Zuffa/UFC.com

1 Comment

  1. Pingback: Dziennik MMA - 14 listopada 2014 - Lowking.pl

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *