UFC

Gabaryty Alexa Pereiry okażą się gwoździem do jego trumny? Israel Adesanya wskazał klucz do pokonania Brazylijczyka!

Dominant wagi średniej UFC Israel Adesanya opowiedział o konfrontacji z Alexem Pereirą, wskazując jej najważniejszy aspekt, który zapewni mu zwycięstwo.




Mistrz wagi średniej UFC Israel Adesanya intensyfikuje swoją medialną aktywność przed zbliżającą się wielkimi krokami nowojorską galą UFC 281, w ramach której stanie w szranki ze swoim starym znajomym z kickboxingu Alexem Pereirą.

W kilku udzielonych w ostatnich dniach wywiadach Nigeryjczyk opowiedział o konfrontacji ze swoim dwukrotnym kickbokserskim pogromcą z Brazylii.




– To dla mnie szansa na napisanie historii na nowo, jeśli można tak to ująć – powiedział w podcaście Jake’a Paula. – To największa walka pod kątem historii za nią stojącej. Miałem już trudne, ciężkie walki. To oczywiście też jest trudna walka, ale cała historia za nią stojąca… To mnie nakręca.

– Nie jest to sprawa osobista, jak próbują przedstawiać to ludzie. Pogodziłem się z tym wszystkim dawno temu. Gdy mierzysz się z czymś takim, nie możesz tego rozpamiętywać. Nie ma to sensu. Po prostu wyciągasz wnioski i poprawiasz się. Zobaczcie, gdzie teraz jestem. Zostawiłem to więc dawno za sobą.

– Jednak wszechświat, Wszechmogący pobłogosławił mnie szansą na to, aby napisać historię na nowo. Nie jest to jednak dla mnie sprawa osobista. Wtedy czułbym cały ten ciężar, musiałbym wnieść go do tej walki. A teraz gramy w nową grę, to nie kickboxing, to nie to samo. Nie jestem takim samym zawodnikiem, jak kiedyś.

– W drugiej walce nie byłem nawet sobą. Nie walczyłem w swoim stylu. Byłem młody i dałem się ponieść pewnym rzeczom. Tutaj mamy kompletnie nową rzeczywistość. To MMA. Tym razem sędzia go nie uratuje i nie pozwoli mu na złapanie oddechu.



W drodze do walki Adesanya i Pereira podchodzą do siebie z szacunkiem, ale tu i ówdzie szczególnie Brazylijczyk pozwala sobie na drobne przytyki pod adresem mistrza, poddając w wątpliwość jego metody treningowe.

Adesanya podchodzi jednak do tematu spokojnie.

– Byłem trochę zaskoczony, bo widziałem, że opublikował jakieś nagrania, które się rozeszły po Internecie – powiedział. – Miały być wymierzone we mnie.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

– Trochę przypomina mi to sytuację z Costą przed walką. Jednak wydaje mi się, że w tygodniu poprzedzającym galę skupi się na ścinaniu wagi. Myślę, że temu poświęci swoją energię. Ścinaniu wagi, dojściu do walki.

– Ale sam fight week? Gość nawet nie mówi po angielsku, więc nie mam mu nic do powiedzenia. Przemówię do niego przemocą. Ten język zrozumie. Będziemy przemawiać przemocą. Usłyszy mnie i poczuje to.

Drogę do mistrzowskiej trylogii z Israelem Adesanyą Alex Pereira utorował sobie serią trzech dominujących zwycięstw w oktagonie UFC. W debiucie latającym kolanem znokautował Andreasa Michailidisa, by następnie rozbić na pełnym dystansie Bruno Silvę. W lipcu tego roku titleshot zapewnił sobie nokautem w pierwszej rundzie na Seanie Stricklandzie.




Ostatnie pojedynki Nigeryjczyka szału natomiast nie wywołały. Walcząc konserwatywnie, pokonywał jednogłośnie Jareda Cannoniera, Roberta Whittakera i Marvina Vettoriego.

– W kilku ostatnich walkach wiedziałem, że gości porozstawiam – powiedział Izzy. – Robiłem więc swoje, a każdy z nich w pewnym momencie przeżywał szok. Jeszcze w pierwszej rundzie próbowali, starali się, ale gdy tylko zdali sobie sprawę, że „kurwa, nie tak to miało wyglądać”, próbowali jedynie przetrwać.

– Ten gość taki nie będzie. Nie będzie próbował tylko przetrwać. Spróbuje nacierać i mnie sprzątnąć. I to właśnie mnie kręci, to mnie ekscytuje. Tego potrzebuję! Potrzebuję tej presji, szczególnie w blasku świateł MSG. Cały świat będzie to oglądał.




– Dlatego wychodzę z założenia, że nawet nie muszę tej walki sprzedawać. Walka jest już sprzedana. To ten gość. Ten gość, który mnie skończył w kickboxingu i teraz ruszył na kolejne polowanie, aby załatwić mnie w MMA. Czy tego dokona? Czy może ja go upierdolę? Dlatego ludzie obejrzą tę walkę.

– Walka jeszcze się nie odbyła, ale mam wyobrażenie, jak się potoczy – powiedział. – Wszystko za sprawą moich treningów. Nie publikuję wielu migawek czy nagrań, ale haruję jak wół. Robimy absolutnie wszystko, co trzeba, aby napisać historię na nowo. I to mnie ekscytuje.

Alex Pereira będzie pierwszym rywalem Israela Adesanyi w UFC, który nie tylko nie będzie ustępował mu gabarytami, ale nawet nad nim w tych aspektach górował. Obaj mają bowiem po 204 centymetry zasięgu ramion, ale Brazylijczyk jest o centymetr wyższy.

Wiele mówi się też o wadze pretendenta, który niewątpliwie w dniu walki będzie miał kilka kilogramów przewagi nad mistrzem. Adesanya nie ma jednak wątpliwości, że w niczym przewaga masy Brazylijczykowi nie pomoże – a wręcz zaszkodzi.




– Mogę się napierdalać przez 45 minut – zapewnił w rozmowie z TheAllStar. – Jeśli ta walka ma się toczyć do momentu, aż ktoś padnie, możecie mi wierzyć, że to ja pozostanę na nogach.

– Szczerze uważam, że już w pierwszych pięciu minutach pierwszej rundy, już po trzech minutach wysokiego tempa, jakie mu narzucę… Zobaczycie, że już w pierwszej rundzie zacznie opadać z sił. Nie będzie w stanie wytrzymać takiego tempa.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button