Dziennik MMA – 18 września 2014

Najciekawsze wiadomości MMA z Polski i zagranicy.

Dhiego Lima dla Pawlaka

Paweł Pawlak, który w swoim debiucie w UFC zaliczył zdecydowanie najsłabszy występ z wszystkich Polaków zatrudnionych ostatnio przez White’a i spółkę, powróci do oktagonu 8 listopada na gali UFC Fight Night 56: Shogun vs Manuwa, na której zmierzy się z Brazylijczykiem Dhiego Limą, finalistą 19. edycji TUFa. Obaj fighterzy przegrali swoje debiutanckie boje w UFC – Polak z Peterem Sobottą, Brazylijczyk z Eddiem Gordonem – zatem ich starcie teoretycznie ma sens.

Na papierze jednak potrzeba oceanów optymizmu, by nie rozpatrywać tej batalii w kategoriach wrzucenia Polaka do klatki z lwem, coby zgromadzona gawiedź miała dużo uciechy. Brazylijczyk, który w TUFie z powodzeniem rywalizował w kategorii średniej, będzie dysponował dużą przewagą gabarytów oraz większymi – przynajmniej w teorii – umiejętnościami w każdej płaszczyźnie. Będzie też miał za sobą żywiołowo reagującą publiczność.

Idąc jednak na przekór internetowym komentarzom, stwierdzę, że nasz zawodnik ma szanse na sprawienie sensacji, bo tak należałoby oceniać jego ewentualne zwycięstwo. By tego dokonać, musi:

  • wejść do klatki z dziesięć razy większą pewnością siebie niż w debiucie (psycholog może pomóc, brazylijska publiczność oraz świadomość ostatniej szansy w organizacji na pewno nie),
  • zaprezentować progres względem ostatniego boju, jakiego świat nie widział,
  • liczyć na to, że Brazylijczyk go zlekceważy.

Jeśli warunki te zostaną spełnione, nasz zawodnik może wyjść z oktagonu z uniesioną ręką, choć będzie to piekielnie trudne. Porażka nie poskutkuje zwolnieniem prawdopodobnie tylko wówczas, jeśli UFC uzna, że Pawlak może się jeszcze przydać organizacji na okoliczność ewentualnej gali w Polsce, choć nie byłbym pewny, czy Amerykanie nie będą woleli po prostu zatrudnić wtedy innego Polaka.

Uważam, że Paweł Pawlak nie ma czego szukać w rywalizacji z turami z kategorii półśredniej. Fizycznie w swoim debiucie wyglądał bardzo słabo, wydając się zawodnikiem z niższej kategorii wagowej w porównaniu z nie będącym przecież gigantem Peterem Sobottą – Brazylijczyk natomiast od polskiego Niemca jest o 5 centymetrów wyższy…

Tak czy siak, obyśmy wszyscy 8 listopada przecierali oczy ze zdumienia i bili się w piersi!

Hendricks wróci późną zimą / wczesną wiosną 2015

Wygląda na to, że powrót mistrza kategoii półśredniej Johny’ego Hendricksa przedłuża się. Menedżer Brodacza, Ted Ehrhardt, w wypowiedzi dla ESPN stwierdził, że jego klient powróci najprawdopodobniej w okolicach lutego 2015 roku. Wtóruje mu trener zapasów w Team Takedown, Kenny Monday, nie wykluczając też, że może być to nawet marzec przyszłego roku.

Przyczyną tak późnego powrotu mistrza jest nie tylko kontuzja (aktualnie jest podobno sprawny w 85%), ale także fakt, że UFC obłożyło już wszystkie gale PPV w 2014 roku, więc siłą rzeczy mistrza nigdzie już nie uda się wcisnąć.

Czy zatem Robbie Lawler będzie czekał jeszcze pół roku na mistrza? A może Joe Silva zechce zestawić go jeszcze z Tarekiem Saffiedinem, jeśli Belg upora się w nadchodzącej wielkimi krokami batalii z Rorym MacDonaldem? Jeśli bowiem to Kanadyjczyk zwycięży, mało prawdopodobne wydaje się, by zdecydowano się na tak szybki rewanż między oboma zawodnikami.

Alvarez wojuje słowem

Przekomarzaniom w dywizji lekkiej UFC nie ma końca! Zawodnicy z czołówki próbują swoimi wypowiedziami ugrać kilka dodatkowych medialnych punktów w wyścigu po walkę o pas mistrzowski ze zwycięzcą starcia Anthony Pettis vs Gilbert Melendez.

W odpowiedzi na niezbyt przychylne słowa El Nino, który stwierdził, że Eddie Alvarez ostatnimi laty delikatnie, powiedzmy, zdziadział i nie obawia się konfrontacji z nim, świeżo zatrudniony były mistrz Bellatora zasugerował, że te brednie byłego czempiona Strikeforce mogą mieć związek z podbródkowym, którym Melendez został uraczony w ostatniej potyczce w UFC przeciwko Diego Sanchezowi.

Będąc pewnym pokonania Donalda Cerrone w kolejnym starciu, Alvarez życzy też powodzenia Gilbertowi, mając nadzieję, że wówczas dostanie szansę odebrania mu pasa.

A gdzie w tym wszystkim Khabib Nurmagomedov? Można przecież mówić „Khabib”…

Carmont wylatuje z UFC

Po trzech porażkach z rzędu Francisowi Carmontowi podziękowano za współpracę i tym samym weteran KSW może szukać sobie nowego pracodawcy.

Francuz w ostatnich bojach musiał uznać wyższość Ronaldo Souzy, CB Dollaway’a (obie walki przegrane przez decyzję) oraz Thalesa Leitesa (przez KO), co przelało czarę goryczy i cierpliwość włodarzy UFC. W sumie trudno im się dziwić, bo i we wcześniejszych pojedynkach zawodnik Tristar prezentował nad wyraz asekurancki styl walki.

Nie zmienia to jednak faktu, że Carmont to solidny zawodnik. Gdyby słońce zaczęło wschodzić na zachodzie i KSW zatrudniło go w swoich szeregach, Mamed Khalidov lub Michał Materla mieliby pełne ręce roboty. Jako jednak, że Francuz chyba nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w swojej karierze i trudno określać go mianem emeryta, to nawet argument w postaci trzech kolejnych przegranych nie przybliży go do organizacji Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego. Zwłaszcza, że słońce chyba nie planuje zmian.

Fedor mówi „niet”

Od pewnego czasu tu i ówdzie dało się słyszeć pogłoski o tym, jakoby istniała szansa na to, by najsłynniejszy stoik w historii MMA, który emocje okazał tylko raz w karierze, oglądając w telewizji swojego brata, Alexandra, padającego na deski po atomowym kopnięciu Mirko Fiipovica, otóż, wedle tychże pogłosek ewentualny pojedynek Fiodora z Randym Couturem na zasadach graplingowych nie był niemożliwy.

Rosjanin oznajmił jednak w wywiadzie dla telewizji AXS, że skończył już z występami, jest wdzięczny Bogu za to, co osiągnął i wracać nie zamierza.

Rosyjski car mówił też o tym, iż pamięta wszystkie swoje walki, każdy ich szczegół. Ciepłe słowa skierował pod adresem Antonio Rodrigo Nogueiry, określając go mianem najciekawszego i najtwardszego rywala w swojej karierze. Osiągane sukcesy zawdzięcza przede wszystkim swojej wszechstronności i nieprzewidywalności – i ma tu sporo racji – w końcu mało kto wychodził cało z gardy Minotauro czy wymian stójkowych z nadal mającym żal do Rosjanina o nieugoszczenie go w Rosji w zeszłym roku CroCopem. Nie każdy też, będąc w objęciach zapaśnika, zakłada kimurę w momencie pikującego lotu na głowę.

Emelianenko powiedział też, że w jego ocenie okazywanie jakiejkolwiek agresji przeciwnikowi przed walką świadczy o słabości. Pewny siebie zawodnik ufa w swoje umiejętności i agresja nie jest mu do niczego potrzebna.

Fedor potwierdza tym samym, że drzemie w nim miniona epoka, w której ringowo-klatkowych realiach przestał się odnajdować od czasu porażki z Fabricio Werdumem w 2010 roku. A może nawet wcześniej…

Struve dla Overeema

Alistair Overeem nie musiał długo czekać na powrót do oktagonu po ostatniej porażce z Benem Rothwellem. Na gali UFC on Fox, która odbędzie się 13 grudnia, zmierzy się z krajanem, Stefanem Struve.

Dla Reema będzie to prawdopodobnie walka ostatniej szansy po tym, jak przegrał trzy z czterech ostatnich walk. Wieżowiec natomiast powróci do oktagonu po półtorarocznej przerwie spowodowanej problemami z sercem oraz wypadnięciem w ostatniej chwili z walki z Matterm Mitrione.

Overeem w ostatnim The MMA Hour zapewniał, że czuje się bardzo dobrze i jest pewien swoich możliwości. Cytując – wiem, jak to wygląda na treningach. W kościach czuję, że Reem ten pojedynek zwycięży z jednej prostej przyczyny – Struve nie ma broni, która działa najskuteczniej na Holendra, czyli nokautującego ciosu. O przewadze siłowej Overeema nie trzeba chyba nikogo przekonywać, również kondycyjnie nie powinien on szczególnie – jeśli w ogóle – odstawać od Wieżowca.

Dodając do tego fakt, że ten ostatni nie walczył od półtora roku, trudno mimo wszystko nie faworyzować w tym pojedynku Overeema, choć, owszem, historia nauczyła nas, że w przypadku akurat tego zawodnika nic za pewnik brać nie można. Tym bardziej, że nie wiemy, w jakiej dyspozycji będzie po długim rozbracie z oktagonem Struve – pamiętajmy, że wspominał nie tak dawno o tym, że całą karierę przewalczył z sercem, które funkcjonowało w 70%. Jeśli teraz będzie 90%, to…

………………….

Nowe zestawienia:

170 lbs: Paweł Pawlak (10-1) vs Dhiego Lima (9-2) – UFC FN 56, 8 listopada
265 lbs: Alistair Overeem (37-14) vs Stevan Struve (25-6) – UFC on Fox 13, 13 grudnia
265 lbs: Junior dos Santos (16-3) vs Stipe Miocic (12-1) – UFC on Fox 13, 13 grudnia (brak oficjalnego potwierdzenia)
185 lbs: Lyoto Machida (21-5) vs CB Dollaway (15-5) – UFC FN 58, 20 grudnia

fot. UFC.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply