Analizy UFC Petersburg – Michał Oleksiejczuk vs. Gadzhimurad Antigulov


Analizy i typowanie walki Michała Oleksiejczuka z Gadzhimuradem Antigulovem, do której dojdzie podczas gali UFC on ESPN+ 7 w Petersburgu.

W Petersburgu Michał Oleksiejczuk – jeden z najbardziej perspektywicznych polskich zawodników – powalczy o drugie z rzędu zwycięstwo pod banderą amerykańskiego giganta, krzyżując pięści z byłym mistrzem ACA Gadzhimuradem Antigulovem.

Ewentualną wiktorią nasz zawodnik mocno przybliży się – a może nawet przedrze? – do czołowej piętnastki 205 funtów.

Jak na papierze wyglądają jego szanse na pokonanie dagestańskiego zapaśnika?




205 lbs: Michał Oleksiejczuk (13-2) vs. Gadzhimurad Antigulov (20-5)

Kursy bukmacherskie: Michał Oleksiejczuk vs. Gadzhimurad Antigulov 1.45 – 2.80

Gadzhimurad Antigulov rozpoczął przygodę z UFC od dwóch ekspresowych zwycięstw – w debiucie poddał gilotyną Marcosa Rogerio de Limę, by następnie udusić zza pleców Joachima Christensena. W lipcu ubiegłego roku Ion Cutelaba zadał mu jednak pierwszą w oktagonie porażkę – przez nokaut w rundzie pierwszej – przerywając przy okazji świetną serię czternastu z rzędu zwycięstw Dagestańczyka, w tym aż trzynastu przed czasem.

Z kolei Polak angaż w UFC zapewnił sobie dziewięcioma kolejnymi wiktoriami. W ośmiu z nich pomoc sędziów punktowych nie była mu potrzebna. W debiutanckim boju pokonał na punkty faworyzowanego Khalila Rountree, ale późniejsza wpadka dopingowa doprowadziła do zmiany wyniku walki na no-contest i rocznego zawieszenia dla młodego Polaka. Odsłużywszy karę, Michał Oleksiejczuk powrócił do gry w lutym tego roku, podczas gali w Pradze deklasując Giana Villante w ledwie 94 sekundy.

Jak walczy Gadzhimurad Antigulov?

Dagestańczyk to zapaśnik – co widać, słychać i czuć. Nie uświadczymy w jego wykonaniu żadnych stójkowych fajerwerków, bo pomijając może walki ze specjalistami parterowymi – na przykład Jorge Bezerrą – poczynania Gadzhimurada Antigulova mają na celu przeniesienie pojedynku do klinczu lub – najczęściej – parteru.

Stójkowo Dagestańczyk nie jest szczególnie utalentowany. Owszem, na początku walki porusza się całkiem nieźle na nogach i da się nawet dostrzec pewną lekkość w jego poczynaniach, ale jego działania w obszarze kickbokserskim stanowią tylko środek do celu, którym jest oczywiście wspomniany parter.

Walcząc z klasycznej pozycji, Antigulov szybko skraca dystans z ciosami – głównie sierpami na głowę – nie wdając się w żadne dłuższe wymiany. Nie mają sensu. Nie jego bajka. To zapaśniczy pitbul, który uwielbia walkę w zwarciu, klinczu, parterze. Na chwyty.

Kopie tylko od wielkiego dzwona – i to dość pokracznie. Widać, że na technikach nożnych zębów zdecydowanie nie zjadł.

Innymi słowy, Antigulov stara się jak najszybciej dopaść rywala w klinczu czy też poszukać od razu obalenia, skracając dystans pod ochroną własnych uderzeń. Czasami spróbuje też przenieść walkę do parteru w nieco bardziej wyszukany sposób – a mianowicie przechwytuje kopnięcia rywala czy też schodzi pod ich ciosami do nóg.

Chętnie gnębi też rywali w klinczu, jeśli ma problemy z położeniem ich na plecach. Tam kontroluje ich jednym podchwytem, głową i odpowiednim ustawieniem, jednocześnie ostrzeliwując ich krótkimi ciosami wolną ręką – na korpus i głowę. Chętnie zaprzęga też wówczas do działania kolana na uda i na korpus, a także od czasu do czasu stompy. Akcje te przeplata z regularnie ponawianymi próbami przewrócenia oponenta.

W swoim arsenale zapaśniczym posiada różnorodne techniki służące przeniesieniu akcji na dół, ale zdecydowanie najczęściej szuka zejścia do jednej nogi – nie tylko w klinczu, ale także w dystansie, gdy schodzi po obalenie. To jego koronna technika.

Gdy przeniesie walkę do parteru, dobrze kontroluje rywali, szukając przejścia do dosiadu – stamtąd zasypuje ich gradem uderzeń, albo ich w ten sposób kończąc, albo zmuszając do oddania pleców. Antigulov nie jest bowiem typem zawodnika, który stroniłby od zachodzenia rywalom za plecy, wpinania nóg – nic z tych rzeczy. Czyni to chętnie i skutecznie – cztery z ostatnich dziesięciu zwycięstw odniósł właśnie przez duszenia zza pleców.

Jak walczy Michał Oleksiejczuk?

Michał Oleksiejczuk jest zupełnie innym zawodnikiem od Gadzhimurada Antigulova – to bowiem przede wszystkim sprawny uderzacz, głównie bokser, który wysoką aktywność łączy z ciężkimi uderzeniami.

Szczerze jednak mówiąc, nie ukrywam, że materiał poglądowy dotyczący Lorda jest jednak dość ubogi. Niby wojuje od dawna, ale… W swoim ostatnim występie zaprezentował naprawdę mocno zmieniony styl walki! Wszystko to efekt rocznej przerwy, którą Michał poświęcił na doskonalenie swoich umiejętności. Dzisiaj jest już zupełnie innym zawodnikiem.

W starciu z Villante polski zawodnik był bez porównania ruchliwszy – i to zarówno w aspektach pracy na nogach, jak i wszelkiego rodzaju kiwek. O ile w poprzednich potyczkach miewał tendencje do ustawiania się przodem do rywala i rozpuszczania rąk, tak teraz w swoich poczynaniach był niezwykle elektryczny, nieprzewidywalny i – wydawać by się mogło – niemal chaotyczny. Poruszał się na boki, szukał dogodnych kątów do wyprowadzania uderzeń, doskakiwał, odskakiwał, jednocześnie bujając się na lewo i prawo, by nie pozostawiać głowy na środku – a zarazem nieustannie czarował przednią ręką, stosując mnóstwo kiwek, przyruchów, zamarkowanych uderzeń.

To jednak nie wszystko, bo nie ganiał Giana Villante, zamiast tego umiejętnie pracą na nogach odcinając mu drogi ucieczki. Wywierał nieustanną presję, siedział na rywalu, nie dając mu miejsca i czasu na złapanie oddechu.

Oleksiejczuk to przede wszystkim bokser. Chętnie atakuje prostymi, potrafi ustawiać sobie rywali pod srogiego krosa bitymi na pół mocy ciosami. Atakuje pojedynczymi uderzeniami lub w kombinacjach, uwielbia terroryzować korpus rywali hakami oraz prostymi. Doskonale miesza te płaszczyzny ataku, utrudniając oponentom rozczytanie swoich zamiarów.

O ile w konfrontacji z Khalilem Rountree przyjął sporo uderzeń, a sam często i gęsto próbował uśpić Amerykanina jakimiś bombami, tak w starciu z Gianem Villante pomimo zwiększonej aktywności znacznie umiejętniej dobierał uderzenia oraz różnicował ich moc. Co szczególnie istotne, po wyprowadzaniu ataku nie zostawiał głowy w tym samym miejscu, świetnie amortyzując próby kontr ze strony Amerykanina odchyleniami.

Zapasy Oleksiejczuka – czyli piekielnie istotny elementy w potyczce z Antigulovem – stoją na solidnym poziomie. Mobilność Polaka stanowi jego główny oręż antyzapaśniczy, ale nawet jeśli da się złapać w klincz, dobrze walczy o podchwyty, utrzymując się na nogach.




Konfrontacja

Sprawa nie jest tutaj skomplikowana. W stójce powinna to być gra do jednej bramki. Dagestańczyk naprawdę nie ma w tym obszarze wiele do zaoferowania. Wiadomo, rękawice są małe, obaj ważą dużo, więc jakiś cep na skrócenie dystansu może się zawieruszyć, dosięgając szczęki Polaka – ale ten udowodnił już, że jest piekielnie odpornym zawodnikiem. Jeśli nawet ląduje na deskach po uderzeniach, błyskawicznie dochodzi do siebie i – co szczególnie ważne – nie traci nic na pewności siebie. Innymi słowy, świetnie radzi sobie z przezwyciężaniem kryzysów, wychodzeniem z tarapatów. A zatem – charakterny bitnik.

Michał musi jednak uważać na niskie kopnięcia – takowych w starciu z Gianem zainkasował sporo – oraz na rozerwanie klinczu, bo wtedy Gadzhimurad chętnie rozpuszcza ręce. Jeśli jednak chodzi o lowkingi, to Amerykanin jest w tym obszarze znacznie sprawniejszym zawodnikiem od Dagestańczyka, więc ryzyko nie powinno być duże. Zresztą, jak wspominałem, Antigulov nie jest zawodnikiem, który marnuje czas na szermierkę na pięści czy kopnięcia, zdając sobie doskonale sprawę, że stójka nie jest jego najmocniejszą płaszczyzną. Nie spodziewam się więc, by swoje nastawienie zmienił na okoliczność starcia z Oleksiejczukiem.

A zatem – zapasy. I klincz. Tutaj istnieje pewne ryzyko. Antigulov jest bowiem silny i sprawny w klinczu. Umiejętnie utrzymuje rywali na siatce, stopniowo odbierając im wolę walki ciosami na korpus i głowę oraz przede wszystkim kolanami – głównie na uda, ale czasami też na korpus. Raz na jaki czas może też rzucić łokieć czy zaatakować stompem, wszystko to mieszając z próbami zapaśniczymi.

Lord musi piekielnie uważać w takich sytuachach. Idealnie byłoby oczywiście, gdyby utrzymywał rywala na końcach swoich pięści i kopnięć, obtańcowując go na środku oktagonu – albo, jeszcze lepiej, ustawiając sobie na siatce i gnębiąc jak lata temu Rory MacDonald Tyrona Woodleya.

Jeśli jednak Antigulov położy go na plecach, Oleksiejczuk powinien pójść śladami Cutelaby – Mołdawianin ani na chwilę nie dawał się ustabilizować, nieustannie walcząc o powrót na nogi. Dobrze dystansował Dagestańczyka, kontrolował jego ręce w nadgarstkach, doprowadzał do ciągłych kotłów. Nie rozkładał się na plecach, zapinając gardę. Nic z tych rzeczy.

Taka aktywność może mieć kluczowe znaczenie, bo nie ukrywam, że spodziewam się przewagi kondycyjnej po stronie polskiego zawodnika. W walce z Cutelabą Antigulov oddychał już rękawami po kilku minutach – choć oczywiście trzeba odnotować, że próbował wielu obaleń, inkasując też sporo kolan na korpus z tajskiej klamry w klinczu. Jednak nawet w starciu z Muslimem Makhmudovem, które wygrał w drugiej rundzie – cały czas męczył rywala w klinczu – po pierwszej odsłonie schodził do narożnika, oddychając bardzo ciężko.

Jeśli zatem Oleksiejczuk nie utrzyma go na dystans, dając się złapać w klincz czy przewrócić – musi nieustannie pracować. Właśnie jak Cutelaba. Jego pasek z energią będzie zmniejszał się wolniej niż ten Antigulova.

Nadzieją może polskich fanów napawać starcie Lorda z Wojciechem Januszem sprzed kilku lat. Oczywiście – Janusz pod względem zapaśniczym nie jest Antigulovem, ale już wtedy Oleksiejczuk prezentował solidne zapasy, dobrze rozumiejąc antyzapaśniczą grę klinczerską. Ba, poszukał nawet kontr kolanami na powtarzane regularnie próby obaleń ze strony Berserkera.

Warto dodać też, że gdy w końcówce walki znalazł się w parterze, nie dał sobie zrobić krzywdy, będąc nawet w stanie wrócić na nogi.

Dzisiaj natomiast, po treningach pod okiem wybornego polskiego zapaśnika Roberta Roszkiewicza, który wojując w Stanach Zjednoczonych w latach 2002, 2004 i 2005 był All American, poziom zapasów Michała Oleksiejczuka niewątpliwie poszedł bardzo mocno w górę. Roszkiewicz absolutnie może okazać się kluczem do pokonania Antigulova. Byle tylko nasz zawodnik w jakiejś walce na chwyty w klinczu czy kotle zapaśniczym nie oddał szyi – co przydarzyło mu się w starciu z Rountree! – bo Antigulov cztery razy w karierze wygrywał już przez gilotynę.

Podsumowując, scenariusz, w którym Antigulov kontrolą pod siatką i okolicznościowymi obaleniami, może też pracą z góry w parterze, urywa dwie pierwsze rundy, by przetrwać trzecią i ostatecznie wyjść z walki obroną ręką, jest realny. Lord w swojej zawodowej karierze nie mierzył się jeszcze nigdy z zapaśnikiem prezentującym choćby porównywalny poziom do Dagestańczyka. Istnieje więc kilka znaków zapytania. Czy będzie w stanie unikać przyszpilenia do siatki? Bronić się przed obaleniami? Zrywać klincz? Wracać na nogi?

Mając jednak na uwadze dużą przewagę, jaką będzie miał w płaszczyźnie stójkowej – pod każdym względem: szybkości, techniki, arsenału, mocy w uderzeniach i odporności szczęki – a także jego mocno utrudniającą rywalom przygotowanie obaleń mobilność, to Michała widzę w roli faworyta. Polak jest lepszy kondycyjnie, a i próby zapaśnicze kosztują na ogół więcej sił niż obrona przed nimi – szczególnie, gdy znajdujesz się pod skrzydłami takiego specjalisty jak Robert Roszkiewicz.




Co bowiem niezwykle istotne, Antigulov nie jest typem zawodnika, który wyróżniałby się w obszarze chain wrestlingu – czyli przeplatania różnych prób obaleń, przechodzenia od jednej techniki do drugiej. Gdy do wykrocznej nogi schodzi i wybiera ją, powiedzmy, Khabib Nurmagomedov, sprawa jest w zasadzie przesądzona – Dagestański Orzeł przechodzi do posadki, spycha rywala głową, przechodzi do zejścia do dwóch nóg, próbuje haczeń, wyniesień, rzutów. Wszystko kapitalnie łączy w całość i w końcu znajduje technikę, którą kładzie oponenta na plecach.

Antigulov jest w tym elemencie znacznie mniej skomplikowany – nawet pomimo tego, że odwrotna pozycja Oleksiejczuka może ułatwić mu zejście do wykrocznej nogi Polaka.

Lord przetrwa próby klinczersko-zapaśnicze tracącego siły z każdą minutą Antigulova, by ostatecznie ubić go w drugiej lub trzeciej rundzie.

Zwycięzca: Michał Oleksiejczuk przez (T)KO

Kto wygra?

*****

Analizy UFC Petersburg – Krzysztof Jotko vs. Alen Amedovski


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

2 Comments

  1. Mecenas22

    19 kwietnia 2019 at 23:56

    Całym sercem za Michałem !

  2. Konewa

    20 kwietnia 2019 at 11:39

    Fajna sonda 👍

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *