Analizy KSW 57: Roman Szymański vs. Marian Ziółkowski II

Typowanie i analiza rewanżowego pojedynku o pas mistrzowski wagi lekkiej KSW pomiędzy Marianem Ziółkowskim i Romanem Szymańskim.

W świetnie zapowiadającym się starciu – nie ukrywam, że to dla mnie najciekawsze pod kątem taktycznym i technicznym zestawienie w rozpisce gali KSW 57 – o pas mistrzowski wagi lekkiej, zwakowany kilka miesięcy temu przez Mateusza Gamrot, w sobotę powalczą Marian Ziółkowski i Roman Szymański.

Czy faworyzowany przez bukmacherów Golden Boy rzeczywiście zrewanżuje się rywalowi za porażkę sprzed ponad czterech lat? Przeanalizujmy…

70,3 kg: Roman Szymański (13-5) vs. Marian Ziółkowski (21-8-1)

Do pierwszego pojedynku doszło w marcu 2016 roku, jeszcze pod banderą Fight Exclusive Night. Wtedy to Roman Szymański okazał się lepszy, zwycięstwo zapewniając sobie przede wszystkim mocnymi zapasami, kontrolą z góry oraz mobilnością w stójce.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że dziś obaj zawodnicy są znacznie lepsi. Wyraźnie się rozwinęli. Walka odbędzie się też w klatce – nie w ringu jak wtedy – co oczywiście też może mieć znaczenie – nie tylko w obszarze zapaśniczym, ale też stójkowym. Zagonienie rywala w kąt w okrągłej klatce jest niemożliwe, a zamknięcie go na siatce – znacznie trudniejsze.

Jak dzisiaj walczą obaj zawodnicy?

Marian Ziółkowski to przede wszystkim stójkowicz, choć absolutnie nie jest mu też obca walka w parterze. Domyślną płaszczyzną jest jednak dla niego kickboxing i to na nogach najczęściej toczy swoje pojedynki.

Zawodnik z Warszawy wyróżnia się doskonałymi warunkami fizycznymi – jest wysoki, posiada świetny zasięg ramion. Co najważniejsze – potrafi czynić z nich doskonały użytek.

Obok być może Jana Błachowicza walczący z klasycznej pozycji Golden Boy jest zawodnikiem najlepiej w Polsce – tj. najczęściej i najskuteczniej – korzystającym z lewego prostego. Jab Mariana jest szybki, precyzyjny, soczysty, długi. Potrafi go świetnie przygotować delikatną kiwką albo wystrzelić w sposób kompletnie niesygnalizowany. Jest odpowiedzialny w defensywie, po lewym prostym odskakując w innym kierunku niż ten, z którego natarł. Niemal każdy z jego dotychczasowych rywali miał wątpliwą przyjemność posmakować jaba Mariana Ziółkowskiego – także Mateusz Gamrot.




Tenże lewy prosty stanowi fundament jego stójkowej gry. Bardzo chętnie wykorzystuje właśnie jaba, aby zmiękczyć rywala, ustawić go sobie pod krzyżowego. Lubi zaprzęgać do działania kombinację podwójnego lewego prostego z krosem, czyli bite w równym tempie 1-1-2, oraz lewego prostego z kombinacją 1-2, która jest wyprowadzana w drugie tempo. Regularnie smagał tego rodzaju uderzeniami Gracjana Szadzińskiego czy Grzegorza Szulakowskiego.

Marian Ziółkowski nieźle czuje się też w grze kontrującej, gdzie odwołuje się lewego sierpowego czy też prawego prostego z odejściem – a la Conor McGregor, tyle że z klasycznej pozycji.

Reprezentant WCA jest groźny nie tylko w obszarze pięściarskim – ochoczo zaprzęga też do działania różnorodne techniki nożne. Rąbie srogimi lowkingami na wysokości łydki, lubi uderzyć okrężnie lewą nogą na głowę lub korpus po przekroku, bardzo chętnie odwołuje się do latającego frontala na doły lub na głowę.

W ostatnich latach – tj. po przejściu pod sztandar WCA Fight TeamGolden Boy najbardziej rozwinął się pod kątem pracy na nogach. Widać to nie tylko przy okazji wspomnianych prostych – odchodzi w innym kierunku niż ten, z którego zaatakował – ale też w aspekcie kontroli dystansu oraz utrzymywania walki na środku klatki. Dawniej Marian dawał się notorycznie zamykać na siatce, w ten sposób ograniczając swoje możliwości ofensywne i ułatwiając rywalom podejścia zapaśnicze. Teraz natomiast warszawiak doskonale orbituje, ma świadomość tego, gdzie się w danej chwili znajduje, potrafi jednocześnie trzymać przeciwników na końcach swoich pięści czy kopnięć, a akcję na środku klatki.




Grzechem byłoby nie wspomnieć też o mocno poprawionej grze zapaśniczej Ziółkowskiego – szczególnie w defensywie. Kiedyś wręcz godził się z obaleniami, zapinając gardę – teraz świetnie broni się przed próbami zapaśniczymi rywali nie tylko pracą na nogach, ale też – jeśli jednak zostanie złapany – podchwytami, balansem, umiejętnym dystansowaniem, zrywaniem uchwytów.

Golden Boy jest solidnym grapplerem. Nie zaprzęga może szczególnie często do działania zapasów, ale w starciach z Szulakowskim czy Szadzińskim pokazał bardzo dobrą kontrolę z góry i groźne ground and pound. Nie jest mu też obca walka z pleców.

Jak natomiast walczy Roman Szymański?

Otóż, reprezentant Czerwonego Smoka to bardzo wszechstronny zawodnik – mocny w każdej płaszczyźnie: od boksu przez zapasy po parter.

Nie ukrywam, że stójka Romana jest bardzo przyjemna w odbiorze – świetnie pracuje na nogach, porusza się bardzo płynnie i zwinnie. Ciągły balans, dużo kiwek, zmyłek i przyruchów, głowa rzadko w centrum, obniżanie pozycji, podnoszenie jej. Bardzo satysfakcjonujące wizualnie!

Nie tylko jednak kickboxing Romana wygląda dobrze, ale też dobrze działa. Lata temu poznaniak regularnie odwoływał się do ostrych szarż z kombinacjami – jeszcze w debiucie w KSW z Sebastianem Romanowskim wręcz spamował tego rodzaju atakami, jeden z nich przypłacając knockdownem (poniżej) – ale dzisiaj jego pięściarska gra jest o wiele bardziej zaawansowana.

Roman znacznie częściej atakuje teraz prostymi, nierzadko na korpus. Nie stroni też od krótkich kombinacji z dwoma uderzeniami – najczęściej prostymi lub ciasnymi sierpami. Bardzo mocno poprawił pracę w kontrze – doskonale odwołuje się szczególnie do kontrującego lewego sierpowego, nawet będąc na wstecznym.

Szymański lubi czasami grzmotnąć lowknigiem, ale szczególnie upodobał sobie kopnięcia na kolano. O ile zatem Marian jest jednym z wyróżniających się w Polsce zawodników pod kątem lewego prostego, tak Roman jest liderem, jeśli chodzi właśnie o kopnięcie na kolano. Nikt inny nad Wisłą z taką częstotliwością i z taką skutecznością nie odwołuje się do tego rodzaju kopnięć jak właśnie poznaniak. Kopie na kolano zarówno swoją przednią nogą, jak i tylną. A to oczywiście doskonałe narzędzie zniechęcające rywali do opierania ciężaru ciała na wykrocznej nodze – czyli do ofensywy.

Roman doskonale łączy stójkę z zapasami – markowanymi podejściami zapaśniczymi kamufluje uderzenia, a uderzeniami ustawia sobie rywali pod obalenia. Najczęściej obala poprzez ostre, dynamiczne zejścia w nogi.

Zawodnik z Poznania wybornie odnajduje się w parterze. Jest fantastyczny, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju kulanki parterowe czy kotły zapaśnicze – zawsze o krok przed rywalem. Świetnie kontroluje z góry, potrafi rewelacyjnie przetaczać, o czym kilka razy przekonał się nawet Marcin Wrzosek. Obchodzenie pozycji umiejętnie łączy z nękaniem uwięzionych pod nim rywali uderzeniami oraz próbami poddań.

Na konkretnych przykładach style walki obu zawodników – ich ulubione akcje i techniki – miałem okazję omówić w magazynie Koloseum, więc zainteresowanych zapraszam tutaj.

Jak może wyglądać walka?

Konfrontacja

Otóż, mając na uwadze, że pierwszy pojedynek odbył się prawie pięć lat temu, jestem daleki od wyciągania zbyt daleko idących zeń wniosków. Dzisiaj obaj zawodnicy są znacznie lepsi w każdej płaszczyźnie.

Arena walk również jest zupełnie inna – rzekłbym, że korzystniejsza dla Mariana. W okrągłej klatce znacznie łatwiej utrzymywać bowiem walkę na dystansie kickbokserskim, łatwiej unikać przyszpilenia do siatki i łatwiej bronić się przed obaleniami. A w ogólnym rozrachunku wydaje się, że warszawiak do tego właśnie będzie dążył – czyli potyczki kickbokserskiej.

Atutem poznaniaka może natomiast okazać się… Mateusz Gamrot! Gamer spędził aż 25 minut w klatce ze Złotym Chłopcem i nie mam żadnych wątpliwości, że wyciągnął z tejże walki multum wniosków. Poczuł dystans, na jakim walczy Marian, jego siłę fizyczną, elementy zapaśniczo-klinczerskie. Wskazówki, jakie niewątpliwie przekazał również trenującemu w Czerwonym Smoku Romanowi Szymańskiemu, mogą okazać się dla tego ostatniego bardzo cenne.



W kontekście tego pojedynku warto rzucić okiem na starcie poznaniaka z Milosem Janiciciem – a więc zawodnikiem o zbliżonych do Mariana Ziółkowskiego gabarytach. Roman chętnie oddawał tam pole, świetnie korzystając z kontrujących lewych sierpowych. Regularnie smagał Czarnogórca szybkim jabem na korpus, obniżając w ten sposób jego gardę. Przyzwyczaiwszy rywala do ataków na doły, zaczął z dużymi sukcesami gnębić go krosami na głowę. Niewykluczone, że podobnie podejdzie do szermierki na pięści i kopnięcia w starciu z Marianem Ziółkowskim.

Rzecz jednak w tym, że Golden Boy to znacznie sprawniejszy bokser aniżeli Janicić. Dzisiaj warszawiak potrafi w pełni wykorzystywać swoje doskonałe warunki fizyczne. Mam poważne wątpliwości, czy Szymański będzie w stanie tak bezkarnie kąsać schaby Ziółkowskiego, jak czynił to z Janiciciem. Tutaj może narazić się na kontrę nie tylko ciosami, ale też kolanem.

Z drugiej natomiast strony, nie spodziewam się, aby warszawiak był w stanie z taką częstotliwością kąsać poznaniaka ciosami prostymi, jak czynił to w potyczkach z Gracjanem Szadzińskim czy Grzegorzem Szulakowskim. Reprezentant Czerwonego Smoka znacznie lepiej czuje dystans, a do tego jest niezwykle ruchliwy – nie tylko na nogach, ale też pod kątem balansu tułowiem.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

Nie będę natomiast ukrywał, że nawyk Szymańskiego do odchylania się przed ciosami do tyłu, może tutaj okazać się ryzykowny. Nawet Janicić – nie tak sprawny bokser jak Ziółkowski! – był w stanie kilka razy dosięgnąć go w takich właśnie sytuacjach. Marian ze swoim długim zasięgiem ramion i umiejętnościami dosięgania rywali na końcach swoich pięści może sprawić tutaj Romanowi sporo problemów.

Jestem ciekaw, czy Szymański będzie notował sukcesy w przypadku kopnięć na kolano, które, przypomnę, zaprzęga do działania w każdej niemal walce. W konfrontacji z Marianem może to być jednak o tyle problematyczne, że to warszawiak ma tutaj przewagę gabarytów – a więc może sięgać Romana z dystansu, w którym sam jest względnie bezpieczny. Natomiast aby grzmotnąć takiego przeciwnika kopnięciem na kolano – szczególnie tylną nogą – trzeba wejść w zasięg jego rażenia.

Przyznam, że pewnego rodzaju desperacja Mateusza Gamrota, który chwilami ruszał do szalonych ataków pięściarskich, próbując przedrzeć się przez zasięg Mariana Ziółkowskiego, tylko po to, by skończyć z pustymi rękami z uwagi na dobrą pracę na nogach – orbitowanie – warszawiaka, dobrze wróży reprezentantowi WCA.




Z drugiej natomiast strony, Roman Szymański wypadł naprawdę dobrze w konfrontacji z Filipem Pejiciem. Niby to piórkowy, ale szybki i niebezpieczny w elementach bokserskich. Chorwat miał może pojedyncze dobre momenty, ale na przestrzeni całego pojedynku poznaniak zaprezentował się świetnie, umiejętnie łącząc stójkę z zapasami i parterem. Znacznie lepiej niż chociażby w potyczce z Danielem Torresem, w której chwilami próbował kompletnie nieprzygotowanych – nieomal desperackich! – sprowadzeń.

Nie spodziewam się natomiast, aby którykolwiek zawodnik miał tutaj wyraźną przewagę na tle kondycyjnym. Obaj posiadają solidny bak z paliwem, co udowodnili już nie raz, nie dwa.

Typowanie

Podobnie jak w starciu Borysa Mańkowskiego z Arturem Sowińskim (do typowania i analizy zapraszam tutaj), tak i w konfrontacji Mariana Ziółkowskiego z Romanem Szymańskim kursy bukmacherskie uważam za przesadzone – tj. nie postrzegam ani Diabła Tasmańskiego, ani Golden Boya za tak wyraźnych faworytów, jak wynikałoby z kursów.

Może i wspomniany Milos Janicic gigantem pięściarstwa nie jest, a Filip Pejic to piórkowy, ale w tych właśnie ostatnich potyczkach Roman Szymański pokazał, że posiada niezbędne narzędzia, aby wyjść obronną ręką z walki z Marianem Ziółkowskim. Jego boks i praca na nogach w walce z Czarnogórcem wyglądały świetnie. W starciu z Chorwatem wypadł bardzo dobrze pod każdym względem – przekrojowości, nastawienia, kondycji.

Rozwijający się cały czas 27-latek jak najbardziej może ponownie pokonać Mariana Ziółkowskiego. Jego szybkie nogi, doskoki i odskoki wespół z furą kiwek i przyruchów stanowić mogą duże utrudnienie dla warszawiaka. Do tego dochodzą oczywiście zapasy i parter poznaniaka, które również mogą odbić się na stójkowej aktywności reprezentanta WCA, zmuszając go do mocnej kalkulacji – podobnie jak w potyczce z Mateuszem Gamrotem.

Jednak dziś Golden Boy to zawodnik, który potrafi w pełni wykorzystywać swoje warunki fizyczne – zarówno w aspektach uderzanych, jak i przy kontroli dystansu. Uważam też, że wspomniana walka z Gamrotem – na 5-rundowym dystansie! – była cenną lekcją dla Ziółkowskiego. Także pod kątem mentalnym – teraz wie, że żadnej przepaści między nim a najlepszym polskim lekkim nie ma.




Grzechem wreszcie byłoby nie powtórzyć, iż arena walki – okrągła klatka zamiast ringu czy też klatkoringu, w jakim walczyli w 2016 roku – stanowić powinna tym razem atut zawodnika z Warszawy. Ułatwia bowiem utrzymywanie walki w dystansie kickbokserskim oraz obronę przed obaleniami.

Podsumowując, jestem daleki od skreślania Romana Szymańskiego, ale… Długie proste Mariana Ziółkowskiego, uzbrojonego tym razem w udoskonalony footwork, jego okolicznościowe lowkingi, kontrujące kolana w odpowiedzi na próby obaleń – takowym naruszył poznaniaka w piątej rundzie pierwszej walki – żelazne płuca i zaufanie do własnych umiejętności (walka z Gamerem!) zaprowadzą go do zwycięstwa na kartach punktowych. Na przestrzeni 25 minut rywalizacji utrzyma pojedynek na środku klatki wystarczająco długo, aby zyskać uznanie u sędziów.

Zwycięzca: Marian Ziółkowski przez decyzję

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

Koszulki Lowking.pl dostępne w sprzedaży!

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply