Analizy KSW 53 – Borys Mańkowski vs. Marcin Wrzosek

Techniczna analiza i typowanie co-main eventu gali KSW 53 pomiędzy Borysem Mańkowskim i Marcinem Wrzoskiem.

W niezwykle ważnym starciu dla układu sił w kategorii lekkiej – zdaniem wielu: eliminatorze – Borys Mańkowski skrzyżuje rękawice z Marcinem Wrzoskiem w ramach co-main eventu studyjnej gali KSW 53.

Były mistrz kategorii półśredniej jest sporym bukmacherskim faworytem pojedynku. Czy rzeczywiście rozdający swego czasu karty w wadze piórkowej Polski Zombie nie ma argumentów, aby wyjść z tej walki obronną ręką? Przeanalizujmy…

70,3 kg: Borys Mańkowski (20-8-1) vs. Marcin Wrzosek (14-6)

Obaj zawodnicy walczą zupełnie inaczej, choć na poziomie ogólnym łączy ich jedna cecha – obaj są mianowicie wszechstronni, potrafiąc odnaleźć się w każdej płaszczyźnie pojedynku – od stójki przez klincz i zapasy po walkę na chwyty w parterze.

W obszarze kickbokserskim różnice są wyraźne. Diabeł Tasmański to niezwykle ruchliwy zawodnik – nie tylko w aspektach pracy na nogach, ale także jeśli chodzi o balans. Zawsze należał do mniejszych półśrednich, rywalizując z większymi rywalami – wypracował wobec tego styl walki oparty na dużej mobilności, nieuchwytności. Balans służy mu natomiast do bezpiecznego – na tyle, na ile to możliwe – skracania dystansu oraz kontrowania.

Borys bardzo chętnie atakuje w kombinacjach, często złożonych z 2-4 ciosów. Miesza uderzenia na korpus – obniżające gardę – z tymi na głowę. Stosuje dużo kiwek, przyruchów, wyprowadzając w pole swoich rywali na wiele sposobów. W pojedynkach z klasycznie ustawionymi przeciwnikami lubi atakować kombinacją kiwki prawą z przejściem do lewego na korpus i kończącego całą akcję prawego sierpa na głowę – wszystko na dużej dynamice. W ten sposób – tyle że w kontrze – znokautował swego czasu Bena Lagmana, a i Mameda Khalidova próbował ustrzelić tego rodzaju kombinacjami.

Mańkowski chętnie wplata w swoje poczynania kopnięcia na wszystkich wysokościach. Czyni to jego grę jeszcze trudniejszą do rozczytania – szczególnie że nad większością rywali góruje pod względem szybkościowym.

Pełnoprawnym elementem gry zawodnika z Poznania są zapasy i parter. Obala na różne sposoby – czy to ostrymi zejściami do nóg, czy też z klinczu, gdzie szuka haczeń, zastawień.

Z góry dobrze kontroluje swoich rywali, okolicznościowo zrzucając uderzenia i poszukując poddań. Trzeba mu oddać, że szczególnie w obszarze technik kończących jest bardzo niebezpieczny. Pozostaje jedynym zawodnikiem, który poddał Aslambeka Saidova (trójkątem z pleców), a ostatnio w starciu z Vaso Bakoceviciem błysnął ślicznym przejściem od gilotyny do anakondy.

Mańkowski nie jest typem zawodnika, który zawsze walczyłby agresywnie, wywierając presję, albo z kontry, chętnie oddając pole. Poziom agresji w klatce dostosowuje do poczynań rywala.

Jak na jego tle prezentuje się Marcin Wrzosek?

Otóż, Polski Zombie to charakterny bitnik. Zawodnik, którego styl moglibyśmy określić mianem spiżowego in your face mothermother.

Zawsze świetnie dysponowany kondycyjnie bydgoszczanin walczy agresywnie. Wywiera duża presję, chętnie wpada w klincz. Niczego nie można zarzucić też jego zapasom czy parterowi. W swoich poczynaniach jest metodycznie ofensywny, utrzymując równe tempo przez cały pojedynek.

Podobnie jak Mańkowski, Wrzosek również walczy przede wszystkim z klasycznej pozycji, sporadycznie tylko zmieniając ją na odwrotną.

Marcin nieco rzadziej od Borysa odwołuje się do kombinacji. Jeśli to czyni, to na ogół sierpami lub krótkimi 2-uderzeniowymi kombinacjami. Lubi przygotować sobie prawego prostego, prawego sierpowego czy też krótką kombinację wewnętrznym lowkingiem – nieco w stylu legendarnego Dana Hendersona, który w ten sposób ustawiał sobie oponentów pod słynne H-Bomb.

Wrzosek lubi korzystać z podwójnej gardy, która obok pracy na nogach – tj. kontroli dystansu – stanowi fundament jego defensywy.

Najgroźniejszą bronią w pięściarskim arsenale reprezentanta łódzkich Rekinów jest natomiast kontrujący lewy sierpowy. Wrzosek może tytanem szybkości nie jest, ale posiada doskonałe wyczucie czasu i dystansu – lewym sierpowym smagał niemal każdego z dotychczasowych rywali – nawet piekielnie szybkiego Salahdine Parnasse. Najbardziej odczuł te ciosy prawdopodobnie Artur SowińskiPolish Zombie w tamtym starciu regularnie polował właśnie na kontrę lewym sierpem z odchyleniem do prawej, wielokrotnie z sukcesami.




Grzechem byłoby natomiast nie wspomnieć o kopnięciach Marcina Wrzoska. O ile do tych na korpus czy głowę odwołuje się relatywnie rzadko, to morderczymi lowkingami na wysokości łydki siecze na lewo i prawo. Ostatnio boleśnie przekonał się o tym Norman Parke, któremu bydgoszczanin mocno porozbijał wykroczną nogę.

Na osobny akapit zasługuje klincz bydgoszczanina – tam bowiem czuje się jak ryba w wodzie. Potrafi doskonale kontrolować rywali podchwytami, nachwytami, łamać ich ustawienie głową, wciskać ich w ogrodzenie. Jednocześnie potrafi wypracować sobie miejsce na ataki łokciami, kolanami, krótkimi ciosami czy nawet barkiem. Na klinczerską ofensywą pozwala mu świetna obrona przed obaleniami – Marcina Wrzoska przewrócić nie jest łatwo, o czym ostatnio przekonał się wspomniany Norman Parke. Polski Zombie świetnie utrzymuje równowagę w klinczu, spycha głowę rywali, łapie podchwyty czy odwraca pozycje.

Zawodnik z Bydgoszczy doskonale odnajduje się też we wszelkiego rodzaju kotłowaninach zapaśniczo-parterowych. To świetny scrambler, czego koronnym dowodem jego konfrontacja z również wyróżniającym się w tym elemencie Romanem Szymańskim. Marcin nie tylko był w stanie długimi fragmentami zamknąć ofensywne zapędy Romana w parterze, ale też mocno go z góry porozbijać.

Co stanie się, gdy Borys i Marcin staną naprzeciwko siebie w klatce i rozpocznie się walka?

Analiza

Szermierka na pięści i kopnięcia zapowiada się bardzo ciekawie. Pomimo iż Diabeł Tasmański przez lata rywalizował w kategorii półśredniej, a teraz schodzi do lekkiej, spodziewam się, że jednak będzie miał po swojej stronie przewagę szybkości i dynamiki – a to oczywiście bardzo cenne atuty w stójkowych bojach.

Warto jednak odnotować wspomniany timing Marcina Wrzoska. Pomimo iż nie wydaje się on szczególnie szybkim zawodnikiem, to posiada naprawdę dobre wyczucie czasu i dystansu. W ten sposób może w pewnym stopniu zniwelować przewagę szybkościową, którą, jak sądzę, będzie miał po swojej stronie Borys.

Nie ukrywam, że bardzo ciekawi mnie, kto będzie tutaj stroną atakującą. Na ogół to oczywiście Polski Zombie idzie do przodu, zmuszając rywali do cofania się czy krążenia wzdłuż siatki. Jego metodyczna presja jest trudna do zniesienia. Osacza rywali, kastrując ich z przestrzeni i czasu na złapanie oddechu, co oczywiście ma też spore psychologiczne znaczenie.

Natomiast przewaga szybkościowa zawodnika z Poznania, jego wrodzona ruchliwość oraz różnorodne ataki – jak wspominałem, Borys zaprzęga w stójce większy wachlarz uderzeń i kopnięć, będąc trudniejszym do rozczytania – mogą umożliwić mu utrzymywanie walki na środku klatki. Nie sądzę co prawda, aby był w stanie zmusić Marcina do walki ze wstecznego – sztuka ta udawała się długimi fragmentami Normanowi, który przyjął wszystko, co miał do zaoferowania bydgoszczanin, starając się go przełamać presją – ale utrzymywanie akcji na środku klatki i obtańcowywanie Polskiego Zombie to scenariusz ze wszech miar realny.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że o ile Wrzosek będzie musiał uważać na wszelkiego rodzaju kombinacje Mańkowskiego, to poznaniakowi będzie groziło niebezpieczeństwo ze strony lewego kontrującego sierpowego bydgoszczanina. W tym kontekście warto jednak przypomnieć niedawne starcie Szymona Bajora z Olim Thompsonem w ramach gali FEN 28. Rzeszowianin również jest zawodnikiem, który uwielbia odwoływać się do kontr lewym sierpowym, ale sposób, w jaki wymusił na nim tego rodzaju cios Brytyjczyk, usypiając go następnie prawym overhandem, stanowić może inspirację dla Diabła Tasmańskiego przed starciem z Marcinem Wrzoskiem.

Podwójna garda, za którą chętnie chowa się bydgoszczanin, również może być szansą dla poznaniaka. Salahdine Parnasse był w stanie kilka razy grzmotnąć Marcina Wrzoska dobrymi podbródkami, a od takowych – w kombinacjach z sierpami – nie stroni przecież Borys Mańkowski. Kilka razy przekonał się o tym również ochoczo odwołujący się do podwójnej gardy Norman Parke.

Co może zrobić natomiast podopieczny Łukasza Zaborowskiego? Otóż, mając na uwadze, że Borys Mańkowski jest bardzo ruchliwy i trudny do trafienia w głowę z uwagi na dobry balans, spodziewam się niskich kopnięć w wykonaniu bydgoszczanina oraz prób zdzielenia poznaniaka uderzeniami czy kopnięciami na korpus. Szczególnie te pierwsze mogą okazać się dla Borysa niebezpieczne, bo Marcin kopie naprawdę mocno – a już kilka lowkingów na wysokości łyski może wpłynąć na obraz pojedynku.

Mam jednak przeczucie, że Marcin będzie próbował przełamać Borysa, nacierać, nie oddawać w ogóle pola, szukać klinczu. Żaden z nich nie słynie z nokautowania rywali jednym ciosem, a obaj mogą pochwalić się solidnymi szczękami. Dla Wrzoska krwawa jatka to zresztą naturalne środowisko, w którym odnajduje się doskonale. Będzie miał w tym elemencie przewagę doświadczenia po swojej stronie. Gdy robi się krwawo i chaotycznie, Polski Zombie nabiera wiatru w żagle. To jego naturalne środowisko, jego królestwo.

Czy natomiast w klinczu, gdzie prezentuje się doskonale, Wrzosek będzie w stanie skontrolować i porozbijać Mańkowskiego? Tutaj sprawa się komplikuje… Nie chodzi nawet tylko o to, że Diabeł Tasmański nie jest typem zawodnika, który daje się utrzymać na ogrodzeniu. Nie chodzi też o to, że trudno zamknąć go na siatce. Nie wykluczam bowiem, że nawet jeżeli Marcin znajdzie na to sposób, tj. przyprze go do ogrodzenia, nie będzie w stanie go tam utrzymać – a to z uwagi na aspekty siłowe. Nie jest to oczywiście żaden pewnik, ale wydaje się, że od strony tężyzny fizycznej to mający za sobą lata występów w 77 kilogramach, przyzwyczajony do walki z większymi, być może też silniejszymi rywalami poznaniak będzie rozdawał karty – a to może mocno pomóc mu w zwarciu.

Daleki jednak jestem od lekceważenia klinczu Wrzoska. Jego łokcie mogą okazać się diablo niebezpieczne, a kolana na korpus drenować siły Mańkowskiego. Zapasy tego ostatniego stoją oczywiście na wysokim poziomie, ale bydgoszczanin zjadł zęby na walce w klinczu. Tam mimo wszystko – o ile będzie w stanie unieruchomić tam Borysa – powinien czuć się komfortowo.

Myślę, że reprezentant Czerwonego Smoka poszuka też przeniesienia walki do parteru – choćby po to, aby dodatkowo obciążyć procesor Marcina Wrzoska, zmuszając go do wkalkulowania w swoje poczynania zagrożenia zapaśniczego – a to oczywiście może odbić się na jego aktywności. O przewrócenie bydgoszczanina łatwo jednak nie będzie, bo posiada on naprawdę solidną defensywę przed obaleniami – szczególnie w klinczu. Mańkowski chętnie natomiast wjeżdża rywalom ostro w nogi na środku klatki – i wydaje się, że jeśli chciałby położyć Wrzoska na plecach, to największe na to szanse ma właśnie poprzez dynamiczny double leg poprzedzony jakąś kiwką.

Jak jednak wspominałem, Polski Zombie to świetny scrambler. Samo ustabilizowanie go na plecach będzie niezwykle trudne. Poddanie? W zasadzie wykluczam. Nikt nie był jeszcze w stanie zmusić Marcina do klepania, nawet taki as parterowy jak Kleber Koike Erbst, który miał go za plecami przez kilka dobrych minut. Jeśli natomiast po jakimś kotle zapaśniczym Wrzosek znalazłby się na górze, byłby groźny. Potrafi umiejętnie łączyć kontrolę z góry z obijaniem rywali, jednocześnie stopując wszelkie próby poddań.

Wiele mówi się w kontekście tego starcia o aspektach kondycyjnych, przypominając, że Diabeł Tasmański wystrzelał się w pierwszej rundzie walki z Normanem Parkiem, podczas gdy Marcin Wrzosek przewalczył z Irlandczykiem z Północy pięć rund, biorąc dodatkowo tamten pojedynek w zastępstwie, bez pełnego obozu przygotowawczego.

Z jednej strony, nie ulega wątpliwości, że Borys przeszarżował w pierwszej rundzie tamtego starcia – i to zarówno pod względem aktywności, jak i prób urwania Irlandczykowi z Północy głowy. Teraz natomiast zapowiada, że po podjęciu współpracy z trenerem od przygotowania fizycznego – wcześniej nigdy z takowym nie trenował – będzie w stanie walczyć w morderczym tempie przez trzy rundy. Czy to w ogóle możliwe, mając na uwadze, że schodzi do kategorii lekkiej po raz pierwszy od dziesięciu lat?



Z drugiej zaś strony, we wspomnianym starciu ze Storminem Borys miał na sobie potężny – cytując klasyka – płaszcz mięśniowy do zasilenia. Teraz natomiast będzie znacznie szczuplejszy, co rzeczywiście może w pewnym stopniu ułatwić mu utrzymywanie mocnego tempa. Warto też wreszcie odnotować, że w starciach z Mamedem Khalidovem czy Johnem Maguirem niczego poznaniakowi pod kątem wydolności zarzucić nie można było.

Bydgoszczanin zawsze słynął natomiast ze świetne kondycji i nie spodziewam się, aby tym razem było inaczej. Nawet jeśli Diabeł Tasmański mocno poprawi swoje zarządzanie energią względem konfrontacji ze Storminem, nie sądzę, aby w trzeciej rundzie – jeśli do niej dojdzie – był świeższy od Polskiego Zombie. Co najwyżej – nie będzie mu w tym obszarze ustępował.

Warto wreszcie zaznaczyć, że Marcin Wrzosek miał okazję rywalizować z Romanem Szymańskim czy Krzysztofem Klaczkiem, a więc zawodnikami, z którymi na co dzień trenuje Borys Mańkowski. Były mistrz wagi półśredniej powinien zatem mieć solidne rozeznanie odnośni technicznych szans i zagrożeń, z jakimi wiąże się pojedynek z byłym czempionem 66 kilogramów.

Typowanie

Sporym bukmacherskim faworytem pojedynku jest Borys Mańkowski. Czy zasłużenie? Być może, ale… Jestem daleki od skreślania Marcina Wrzoska. Nie tylko dlatego, że jest to typ charakternego bitnika, któremu zwycięstwo na ogół trzeba po prostu wyszarpać. Bydgoszczanin może bowiem mocno skomplikować życie Diabłu Tasmańskiemu kontrującymi lewymi sierpami, lowkingami na wysokości łydki, klinczem (łokcie!) czy też po prostu morderczą presją. To zawodnik piekielnie trudny do złamania, który nie zraża się niepowodzeniami w klatce. Nawet wylądowawszy na chwilę na deskach w starciu z Salahdinem Parnasse, nie stracił woli walki, szukając zwycięstwa do końca i nawet sprawiając Francuzowi pewne problemy w trzeciej odsłonie. Dodatkowo, Marcin nie będzie miał w tym pojedynku wiele do stracenia. Nie jest faworytem. Może – nie musi.

Jeśli jednak Borys Mańkowski nie wyjdzie do walki z morderczymi intencjami – tj. ograniczy jednak odrobinę aktywność i moc w uderzeniach względem pierwszej rundy pojedynku z Normanem Parkiem, bardziej równomiernie rozkładając siły – jego przewaga arsenału stójkowego (kiwki!) wespół z tą szybkościową oraz solidnymi zapasami powinny pozwolić mu na wygranie dwóch pierwszych odsłon. Utrzymując walkę na środku oktagonu i być może zagrażając Wrzoskowi okolicznościowymi próbami sprowadzeń, będzie skuteczniejszy w szermierce na pięści i kopnięcia.




O ile starcie Borysa Mańkowskiego z Vaso Bakoceviciem nie odpowiedziało na wiele pytań, bo Polak szybko rozprawił się z Psychopatą, to wspomniana pierwsza runda jego konfrontacji z Normanem Parkiem stanowić może przesłankę wskazującą na to, że jednak powrót do wysokiej formy po dotkliwej porażce z rąk Roberto Soldicia sprzed 2,5 lat jest możliwy.

Zwycięzca: Borys Mańkowski przez decyzję

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

„200 tysięcy w górę” – Jan Błachowicz o możliwym wzięciu kolejnej niemistrzowskiej walki

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply