Jak oni uderzają #10 – Hamilton woli zapasy

Poddajemy szczegółowej analizie Anthony’ego Hamiltona – rywala Daniela Omielańczuka na UFC Fight Night 64 w Krakowie.

Jean Jacques Rousseau podobno ronił łzy wzruszenia, pisząc swoje dzieła, tak bowiem poruszała go świadomość, że zostawia wielką (w swoim mniemaniu) spuściznę przyszłym pokoleniom. Po moich policzkach też być może niedługo spłyną słone krople – niestety nie z powodu podniosłych emocji. Anthony Hamilton to zawodnik nudny i toporny, jednak nie można mu odmówić zagrożenia, jakie niesie dla mierzącego się z nim Daniela Omielańczuka. Z tego też powodu zawdzięcza miejsce w tym krótszym niż zazwyczaj odcinku „Jak oni uderzają?”.

Amerykanin swoją przygodę ze sportem rozpoczął od futbolu oraz zapasów. W roku 2010 stoczył swoją pierwszą zawodową walkę, a więc dosyć późno zważywszy na fakt, że ma już 34 lata. W swoich pojedynkach nie prezentował nigdy niczego nadzwyczajnego, jednak jego umiejętności pozwoliły mu dostać się do UFC, a nawet mieć nadzieje na dobicie do okolic końca czołowej piętnastki. W końcu świetne momentami obalenia i kontrola w parterze oraz tyleż duża, co potwornie chwilami marnowana siła w stójce wsparte treningami pod okiem Grega Jacksona świetnie prognozują w specyficznej kategorii, jaką jest waga ciężka, prawda?

Pojedynek z Aleksiejem Olejnikiem wykazał jednak bokserskie oraz grapplerskie braki Hamiltona. Następna walka i zwycięstwo na Ruanem Pottsem nie było wielkim osiągnięciem, bo Potts to zawodnik, którego sprowadzenie do KSW wiązałoby się – ze słusznymi – gwizdami. W końcu przyszła pora na szybki nokaut z rąk Todda Duffy’ego. Z tego powodu Anthony mocno stracił na wartości – nie do końca jednak słusznie, bo to dalej zawodnik, który może siać popłoch w niższych warstwach swojej dywizji.

Stójka

Hamilton w mojej opinii nie do końca komfortowo czuje się w stójce. Służy mu ona głównie jako zasłona dymna i droga do klinczu lub obalenia, do czego wkrótce przejdę. Jeżeli chodzi o zdolności z zakresu pięściarstwa, to nie stoją one na zbyt wysokim poziomie – pojedynczy prosty, czasem niezbyt rozbudowana kombinacja. Freight Train woli odwoływać się do technik nożnych.

Hamilton preferuje używanie kopnięć okrężnych, często poprzedzonych ciosem prostym. Jak udowodni jeden z późniejszych gifów – potrafią być naprawdę groźne – jednak nie należą one do najtrudniejszych do rozczytania, ponieważ nie grzeszą szybkością i brak im często odpowiedniej zasłony poza ciosem prostym. Moim zdaniem otwierają one drogę do kontrowania – po kopnięciu Anthony restartuje się i wtedy można przeprowadzić własną ofensywę.

Czy trenowanie w klubie słynącym z wpajania zawodnikom obrotowych łokci, oblique kicków i latających kolan jakoś wpływa na Amerykanina? W niewielkim stopniu – tak. Hamilton próbuje czasem postraszyć rywala w stójce, a więc tutaj pomacha ręką, tam się pochyli, a jeszcze gdzie indziej nieco uniesie nogę. Czy te taktyki mają sens? Jakiś pewnie tak, ale większą rolę odgrywałyby, gdyby Anthony opierał swoją grę w większym stopniu na stójce. Widoczna na drugim gifie próba wysokiego front kicka może sugerować pewne nasiąkanie stójkową filozofią klubu Jona Jonesa z dużym naciskiem na zaskakujące techniki. Nie jestem przekonany jednak, że coś z nich faktycznie wynika w przypadku tego akurat zawodnika.

Czy więc Winkeljohn płakał, gdy szkolił Hamiltona? Być może, choć nie można odmówić Freight Trainowi jednego atutu – sporej siły ciosu. Oczywiście, waga robi swoje, ale były futbolista potrafi ranić ciosami zarówno z rąk, jak i z nóg. Może to i lepiej dla naszego rodaka, że Amerykanin ignoruje te elementy na rzecz…

Zapasy

To, co czyni z Anthony’ego zagrożenie, to połączenie dobrych obaleń z równie dobrą kontrolą. Nie oszukujmy się – to raczej typ Jona Fitcha niż Caina Velasqueza, nawet pomimo sporej liczby skończeń. Jeżeli porównamy to z ostatnim występem Daniela, to robi się niewesoło. Przyjrzyjmy się bardziej szczegółowo akcjom Amerykanina.

Mocną stroną Hamiltona potrafi być zdolność do obracania ataków rywali przeciwko nim. Wprawdzie to stójka stanowi klucz do ubicia Freight Traina, ale i w niej trzeba mieć się cały czas na baczności, bo jeden cios czy kopnięcie mogą skończyć się obaleniem. Czy więc Daniel ma wystrzegać się całkowicie technik nożnych? Nie sądzę, ale musi je poprzedzić kilkoma bokserskimi uderzeniami, a do tego wyprowadzanymi szybko, bo inaczej skończy jak na dwóch pierwszych gifach.

W jaki sposób Hamilton najchętniej obala? Ma do tego dwie drogi – wejście w nogi, często poprzedzone akcją bokserską, która to może stać się kluczem do ubicia go (o czym za chwilę) lub wycinając po podebraniu jednej nogi. Anthony uwielbia stosować klamry zapaśnicze, co ma dla niego wiele plusów, głównie związanych z kontrolą rywali. Może w ten sposób mocno ich wymęczyć, co należy zapisać na jego plus.

W parterze Amerykanin dobrze czuje się, będąc na rywalu, ale gdy tylko pojawia się okazja, dąży do zajęcia pleców. Gracji Ray’a Borga w tym nie ma, ale dzięki fizyczności zadanie to często udaje mu się zrealizować. Ważący ponad sto kilo mężczyzna ma czyjeś plecy… Pewne skończenie! Nic bardziej mylnego. W takich sytuacjach Anthony rusza po duszenie, którego dopinanie jednak fatalnie mu wychodzi, lub zaczyna zasypywać swoim ground and pound. Zasypuje nim jednak w tempie bardzo wolnym i ciosami pozbawionymi większej siły. Ruan Potts został wprawdzie „ubity” takimi ciosami na korpus, ale prawie, że dowolny inny ciężki w UFC, mając takie pozycje jak Hamilton, kończyłby walki na przestrzeni 15 sekund.

Jak go ubić?

Anthony Hamilton jawi się póki co jako zawodnik tyleż frustrujący w oglądaniu, co groźny. Czy będzie on jednak uboższą wersją Jareda Rosholta, który w usypiającym stylu zneutralizuje Daniela Omielańczuka? Niekoniecznie.

Zasłanianie obalenia akcją w stójce to już klasyka, a w dodatku taka, która nie wychodzi z mody. Niektórzy zawodnicy popełniają jednak przy niej błąd, który mogą przypłacić pozbawiającym zmysłów podbródkowym lub kolanem. Hamilton się do nich zalicza. W swoich dyskotekowych kombinacjach zapomina zupełnie o pilnowaniu głowy, a także ma ją chwilami wbitą wzrokiem w ziemię. Słyszycie w głowie: „KO-LA-NA”? No właśnie.

Nie mogę niestety dostarczyć gifów z walk z Toddem Duffym i Aleksiejem Olejnikiem, ale wykazały one, że Hamilton nie ma jakiejś tytanowej szczęki. Szybki prawy krzyżowy jest w stanie znacząco go naruszyć lub nawet odciąć do zmysłów. Defensywa Anthony’ego, poza godnymi pochwały wjazdami w nogi po uniknięciu ciosu, nie zachwyca. Wprawdzie wycofuje się po łuku, jak na powyższym gifie, ale jego ręce są wtedy wszędzie i nigdzie. To być może największa szansa dla naszego rodaka.

Daniel Omielańczuk stoi przed bardzo ciężkim zadaniem. Jego rywal nie prezentuje sobą klasy Rosholta, ale to bardzo podobny typ rywala – nie zwiastuje to najlepiej przed potyczką 11 kwietnia, ale wierzę, że Polak dokonał w czasie swojej długiej przerwy od startów połączonej ze zmianą klubu sporego progresu, co umożliwi mu postawienie oporu. Optymistycznie dodając przez to 10 % dla Omielańczuka rozkładam szanse 60 % – 40 % dla Amerykanina.

2 Comments

  1. Pingback: GRIP NEWS - Jak oni uderzają #10 – Hamilton woli zapasy

  2. Pingback: Typowanie UFC Kraków - Gonzaga vs Cro Cop II - Lowking.pl

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply