UFC

Donald Cerrone ma dość Leona Edwardsa: „Kawał aroganckiego i zarozumiałego sku*wiela”

Donald Cerrone nie zdzierżył, spuszczając medialne psy wojny, którymi poszczuł swojego sobotniego rywala Leona Edwardsa.

Od czasu, gdy ogłoszono pojedynek Leona Edwardsa z Donaldem Cerrone, który uświetni sobotnią galę UFC Fight Night 132 w Singapurze, Brytyjczyk uskutecznia specyficzną narrację medialną – haruje jak zły, żeby robić z siebie giganta, który zmiażdży weterana, ale jako że Bóg poskąpił mu talentu aktorskiego i tzw. nawijki, brzmi to chwilami karykaturalnie.

O ile Kowboj, który wiele w sportowym życiu już widział, na początku podchodził do postawy Rocky’ego z dystansem, tak po wizycie w Singapurze, gdzie kilka tygodni temu obaj promowali galę, zdanie zmienił.

Jeśli mam być szczery, to jest z niego kawał aroganckiego i zarozumiałego skurwiela.

– powiedział Cerrone o Edwardsie w rozmowie z MMAFighting.com.

Zdecydowanie nie jestem pod wrażenie tego, co robi.

Robiliśmy tę trasę promocyjną, a on cały czas gadał i pokazywał, jaki jest zły. Cały czas zły i nic poza jakimiś prymitywnymi komentarzami z dupy. Myślę sobie, stary, cholera, jestem, kurwa, weteranem w tym sporcie. Bredzisz, że po prostu się po mnie przejedziesz, że jestem stary, a ty młody. Jasne, rozumiem. Powiedziałem mu w końcu: „Wrócisz do domu i będziesz musiał powiedzieć mamie, że dostałeś po dupie od starego, powolnego gościa”. Ale w porządku.

Nie jest taki twardy. Nie będzie pierdolił mi tak prosto w twarz. Wpierdolę każdemu. Wpierdolę ci soczyście – żeby była jasność.

Rozpędzony pięcioma wiktoriami z rzędu Edwards, który obecnie znajduje się na 13. miejscu w rankingu kategorii półśredniej, nie ukrywa, że traktuje pojedynek z Cerrone wyłącznie jako trampolinę do walki z czołówka dywizji. Jest przekonany, że Amerykanin ma jeszcze mocne nazwisko, które można wykorzystać – i niewiele ponad to.

Sam próbuje siebie przekonać, jaki jest mocny.

– powiedział Donald.

Powtarza, że próbuję być jego przyjacielem, bo dzięki temu mniej mi wpierdoli. Myślę sobie, Boże, jesteś, gościu, dziwaczny.

Próbowałem mu wyjaśnić. Mówię: „Słuchaj, stary. Próbujesz podejścia Colby’ego Covingtona i robisz z siebie jebanego głąba. Totalnego kutasa. Po co ci to? Dlaczego chcesz, żeby ludzie uważali cię za kutasa? Bądź porządnym gościem. Dlaczego chcesz być wściekłym zawodnikiem?”. Wiadomo, nasz sport polega na walce, ale jesteśmy też fajnymi ludźmi.

Conor (McGregor) to osobna historia. Ten skurwiel wychodził tam i wszystko potwierdzał czynami. To inny rodzaj potwora. Ale Colby i cała reszta? Nie wiem, co oni, u diabła, wyprawiają.

Nie sposób też wykluczyć, że podejście Leona Edwardsa jest obliczone właśnie na wywołanie emocji u Donalda Cerrone, zirytowanie go. Nie jest bowiem żadnym sekretem, że Amerykanin nieszczególnie dobrze radzi sobie w pojedynkach, w które jest zaangażowany emocjonalnie.

Nie powiedziałbym, że zaczyna mnie to wkurwiać.

– powiedział Cerrone.

Po prostu byliśmy tam i nie było to w tygodniu poprzedzającym walkę, a gość chodził cały czas wściekły. Próbowałem powiedzieć mu, że jest inny sposób. Dlaczego nie podasz mi ręki? Dlaczego nie możemy pójść na piwo? Dlaczego nie możemy być względem siebie uprzejmi? Jesteś w Singapurze na 2,5 miesięcy przed walką – jednym z najlepszych miejsc na wakacje – i jesteś cały czas wściekły? Dlaczego jesteś wściekły cały tydzień?

To takie bezsensowne i głupie. Dlaczego nie podasz mi ręki? „Bo próbuję być twoim przyjacielem, żebyś mi za bardzo nie wpierdolił?”. Myślę sobie, start, o czym ty w ogóle mówisz? Mam cię nienawidzić? Nawet cię nie znam, a teraz mam cię nienawidzić, bo walczymy? Powiedziałem mu, że mu odjebało.

Mając za sobą efektowne zwycięstwo z Yancym Medeirosem – którym przerwał czarną serię trzech z rzędu porażek – Kowboj nie spodziewa się łatwej przeprawy z Leonem Edwardsem, ale nie ma wątpliwości, że ma po swojej stronie wszelkie narzędzia, aby uciszyć rozgadanego rywala.

Prawdopodobnie rozpocznie naprawdę ostro i naprawdę szybko, żeby sprzątnąć mnie wcześnie, bo wszyscy wiedzą, że zaczynam wolno.

– powiedział 35-letni Amerykanin.

Ale te wszystkie obowiązki medialne i pięć rund to dla niego sporo, więc nie widzę tej walki wychodzącej za drugą albo trzecią rundę. Na pewno jednak będzie próbował, ale stary, wolny pies go sprzątnie.

*****

Trener: „Chcę, żeby Georges walczył z Floydem Mayweatherem”

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button