KSWPolskie MMA

Borys Mańkowski: „Gwizdy na Mameda są zupełnie niepotrzebne”

Borys Mańkowski zabrał głos po przegranej walce z Mamedem Khalidovem podczas gali KSW 39 – Colosseum na Stadionie Narodowym.

Borys Mańkowski przegrał w walce wieczoru gali KSW 39 – Colosseum z Mamedem Khalidovem, ustępując zawodnikowi z Czeczenii jednogłośną decyzją sędziowską. Pojedynek był jednak bardzo wyrównany i o ile dwie pierwsze rundy nie były szczególnie skomplikowane do punktowania – pierwszą wygrał Mamed, drugą Borys – to trzecia była piekielnie wyrównana, ale ostatecznie trafiła na konto Khalidova.

Mamed Khalidov minimalnie lepszy od Borysa Mańkowskiego

Szczerze mówiąc, byłem zbyt skoncentrowany na samej walce, żeby dać z siebie wszystko, żeby nie dać się zaskoczyć Mamedowi w żaden sposób – i nie jestem w stanie określić teraz płynnie, jak powinna pójść ta decyzja. Czy to w tą czy w jakąkolwiek ze stron. Więc nie mam pojęcia.

– powiedział na konferencji prasowej po gali Diabeł Tasmański, zapytany o werdykt sędziowski, następnie odnosząc się do gwizdów w stronę swojego rywala.

Jedyne, co mogę powiedzieć to te gwizdy na Mameda są zupełnie niepotrzebne, w szczególności, że jeśli już ktoś zawinił, to sędziowie, a w żadnym wypadku Mamed. Nie wiem, dlaczego te gwizdy.

Aczkolwiek muszę zobaczyć tę walkę, bo być może Mamed wygrał tę walkę. Nie wiem. Wiem, że mnie wywrócił na sam koniec, co mnie zdenerwowało. W momencie, kiedy wstałem, sam nie wiedziałem, kto wygrał.

Pojedynek odbył się w umownym limicie wagowym 82 kilogramów. Na co dzień Mańkowski bije się w 77 kilogramach, a Khalidov w 84, ale zapytany o aspekty siłowe i gabarytowe, poznaniak stwierdził, że wiedział doskonale, na co się pisze.

Zawsze się biję z większymi. Wszyscy mi zarzucają, że powinienem zrzucać do 70 kilogramów, ale to nie jest dla mnie zdrowe. Zrzucam do 77 i mimo tego nawet na 77 kilogramów jestem jednym z mniejszych zawodników nawet na świecie.

– powiedział.

Tym bardziej jeśli to było na 82 kilo, a Mamed chodzi na 84, to byłem zdecydowanie mniejszy – aczkolwiek utwierdziło mnie to tylko w tym, że dobrze, że tak robię. Jeżeli ktoś ma moje warunki fizyczne, a próbuje bić się jak Anderson Silva, to nic z tego nie wyjdzie – ale jeśli ktoś ma moje warunki fizyczne i wie, jak walczyć, jak je wykorzystać, to wtedy dobrze. Tylko dzisiaj zabrakło…

Przed walką Mańkowski zapowiadał, że w razie zwycięstwa chętnie da rewanż rywalowi z Olsztyna, ale zapytany teraz o termin potencjalnego drugiego starcia – na które szanse wydają się być iluzoryczne, by nie rzec: żadne – odpowiedział:

Nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia, co teraz planuje Mamed, więc nie wiem nic. Jedyne, co wiem, to to, że stoczyłem najważniejszą walkę w życiu, a teraz czeka mnie druga walka – najważniejsza w życiu – moja wspólna walka z moją żonką, bo rodzi, ma termin 2 czerwca.

– powiedział Borys, zdradzając, że jego córeczka będzie miała na imię Nela.

Dzisiaj już do niej dzwoniłem, jeszcze nie urodziła, czeka na mnie. Teraz to ja pójdę do jej narożnika. Wracam do domu i pilnuję jej.

Druga runda w wykonaniu zawodnika z Ankosu MMA była zdecydowanie najlepsza. Trafił w niej kilkoma dobrymi ciosami, sprawiając swoją szybkością sporo problemów defensywnie nastawionemu na przestrzeni całej walki Khalidovowi. Zapytany, czy poczuł wówczas w drugiej rundzie, że może skończyć rywala, odpowiedział:

Szczerze mówiąc, rzadko w walce jest tak, że jesteś pewny tego, że już za chwilę możesz go skończyć. Jedyne co, to widziałem, że jakimś sierpem go drasnąłem, Mamed zrobił chyba jakiś przewrót do przodu, wylądował na plecach i widziałem, jak tam mruga oczami. I tylko tak sobie stanąłem nad nim i mówię: „Albo mnie robi w konia, żebym poszedł za nim i wtedy będzie gdzieś tam chciał mnie skończyć – albo nie”. Ale nagle z narożnika usłyszałem, że go podłączyłem i rzeczywiście, wstał i jeszcze miał takie mroczki przed oczami. Próbowałem go skończyć.

Za każdym razem w sumie próbowałem go skończyć. W trzeciej rundzie to już w ogóle. Dlatego mnie właśnie wywrócił, bo już szedłem na żywioł. Nie chciałem już nawet analizować. Taki zresztą był gameplan – jeżeli dotrzemy do trzeciej rundy, to już bez głębszej analizy będę się kiwał, zwodził i w pewnych momentach będę mocno szarżował do przodu z seriami ciosów i obojętnie, czy mnie trafi czy nie, któryś z nas padnie. Ale niestety nie poszedł na tą mocną wymianę, tylko wykorzystał tą moją szarżę i wszedł mi w nogi na ostatnie, nie wiem, 30 sekund, coś takiego.

*****

KSW 39: Colosseum – wyniki

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button