Yair Rodriguez vs. Jeremy Stephens – analiza bukmacherska PZBUK przed UFC Boston


Analiza techniczna i bukmacherska co-main eventu gali UFC on ESPN 6 i jednocześnie rewanżu pomiędzy Yairem Rodriguezem i Jeremym Stephensem.

Yair Rodriguez i Jeremy Stephens spotkali się po raz pierwszy niespełna cztery tygodnie temu w walce wieczoru meksykańskiej gali UFC on ESPN+ 17.

Walka zakończyła się jednak po ledwie 15 sekundach – a to z uwagi na niemożność jej kontynuowania przez Amerykanina, który został przez Meksykanina zadrapany po oczach. W rezultacie pojedynek został uznany za nieodbyty.

Między oboma zawodnikami pojawiły się hektolitry złej krwi. Pantera w nieszczególnie zawoalowany sposób zasugerował po walce – a prze rewanżem już ostentacyjnie – że Amerykanina obleciał strach i walczyć dalej w Meksyku nie chciał. Nie mogło się to spodobać Stephensowi i się nie spodobało – zapowiedział, że jeśli Rodriguez „w rewanżu nie umrze, to się nie liczy”. Innymi słowy – iskrzy!




Walce tej przyglądałem się szczegółowo przed meksykańską galą. Od tamtego czasu nie zmieniło się niemal nic – obejrzeliśmy 15 sekund pierwszego starcia, pojawiło się dużo złej krwi, rewanż odbędzie się w Bostonie na dystansie trzech rund.

Nie będę zatem wymyślał koła na nowo, tworząc odrębną analizę – wszystko jest jak najbardziej aktualne. Czytelników, którzy mieli okazję już się z nią zapoznać, zapraszam do sekcji Pierwsza walka, w której piszę o pierwszym starciu obu oraz zmianach przed rewanżem – czyli główniej złej krwi i 3-rundowym dystansie.

145 lbs: Yair Rodriguez (11-2) vs. Jeremy Stephens (28-16)

Obaj zawodnicy najchętniej rozstrzygają swoje pojedynki w stójce, tam prezentując jednak diametralnie różne podejście do szermierki na pięści i kopnięcia.

Jak na wybornego eksperta od technik nożnych przystało, Pantera uwielbia czas i przestrzeń – najchętniej utrzymuje zatem dystans kickbokserski, masą różnorodnych kiwek i zmyłek próbując wyprowadzić rywali w pole, aby dosięgnąć ich jakimś na ogół mniej niż bardziej szablonowym kopnięciem.

Lil Heathen przeciwnie – rąbnie tu i ówdzie lowkingiem czy poszuka kopnięcia okrężnego na korpus lub głowę, najczęściej po przekroku, ale dąży do półdystansu, tam rozpuszczając ręce w morderczych sierpach czy podbródkach. Jego styl walki nabrał w ostatnich latach pewnej ogłady, ale nadal większością uderzeń próbuje urwać rywalom głowę.

Rodriguez będzie miał po swojej stronie zdecydowaną przewagę szybkościową oraz znacznie bogatszy arsenał w stójce. Meksykanin jest piekielnie trudny do rozczytania, chwilami zachwycając wręcz bajecznymi kombinacjami – a to zaatakuje latającym kolanem, po którym wyprowadzi obrotówkę, a to przejdzie od morderczych kopnięć na kolano do bocznych na szczękę, wszystko z gracją łącząc z jakimś obrotowym backfistem. Skurczybyk potrafi nawet zaatakować stompem z doskoku!

Takich akcji jak ta w oktagonie UFC nie oglądamy – Yair Rodriguez doskoczył do Chan Sung Junga ze srogim stompem, nie spuszczając wzroku z głowy rywala.

Jego kopnięcia po przekroku na korpus i głowę są niemal tak szybkie jak te Edsona Barbozy – a wiemy, że to sztuka nie lada. Kopie na wszystkich wysokościach z obu nóg i z obu pozycji – frontalnie, okrężnie, smagająco, obrotowo, w locie. Łączy to w kombinacje, jakich nie powstydziliby się bohaterowie Street Fightera.

Co jednak najważniejsze – Rodriguez jest w swoich poczynaniach skuteczny. Niewiele jest tutaj sztuki dla sztuki. Nawet jeśli spudłuje, to na ogół dosłownie o kilka centymetrów. To nie Michel Pereira.

Pantera czuje się komfortowo bez względu na ustawienie, z którego walczy. Z klasycznego uwagę przykuwa jego kontrujący lewy sierpowy, co oznacza, że Stephens w swoich ostrych szarżach będzie musiał mieć się na baczności. Będąc ustawionym odwrotnie, Meksykanin uwielbia natomiast atakować kolano wykrocznej nogi rywala oraz smagać ich korpusy siekącymi kopnięciami na schaby – piekielnie szybkimi i trudnymi do przechwycenia czy skontrowania. Jednym z takowych mocno naruszył ostatnio Chan Sung Junga.

Nie ulega wątpliwości, że Yair będzie bardzo mobilny na nogach, hasając do boków. Takich zawodników dobrze jest ostrzelać lowkingami – a tak się akurat składa, że Jeremy umiejętnie i skutecznie korzysta z tych na łydkę. Pojawia się tu jednak dla Amerykanina pewien problem – otóż, Meksykanin jest piekielnie szybki! Nie spuszczając wzroku z Koreańskiego Zombie, zblokował masę jego niskich kopnięć, wielu także unikając szybkim cofnięciem nogi. Ba! Sam okrutnie okopał wykroczną nogę rywala. Może zatem Stephens kopie mocniej, ale przewaga szybkościowa Rodrigueza – powtarzam, tak szybkich nóg w wadze piórkowej nie ma żaden zawodnik! – powinna to zneutralizować.




W oktagonowej grze Rodrigueza jeden element może jednak spędzać sen z powiek jego fanom.

Otóż, o ile Meksykanina nie jest łatwo zamknąć na siatce, to ma on jednak tendencje do wykonania kilku kroków wstecz w linii prostej pod naporem rywala. Dopiero znajdując się w bliskim sąsiedztwie ogrodzenia, odchodzi do boku. To jednak nie wszystko, bo – co w tym kontekście najważniejsze! – na wstecznym Meksykanin miewa okrutną manierę niebu obrzydłą chronienia głowy jedną li tylko ręką – polega bowiem na pracy na nogach i odchyleniach. Koreański Zombie tak wychylonego na wstecznym Panterę wiele razy dosięgnął prawym sierpem – a to może zwiastować nie lada ryzyko dla Meksykanina w starciu z Jeremym Stephensem.

Z drugiej zaś strony – bo oczywiście takowa też istnieje – Rodriguez w ten sposób amortyzuje jednak w pewnym stopniu moc w uderzeniach rywali, a od strony bokserskiej Jung stoi wyżej od Stephensa. Lepiej pracuje też na nogach, nie telegrafując tak swoich uderzeń. Mocą, jaką Amerykanin generuje w ciosach, osłabia oczywiście ich szybkość.

Agresja Stephensa może jednak okazać się dużym problemem dla Rodrigueza – pomimo iż nie jest on zdecydowanie mistrzem zamykania rywali na siatce, raczej ich ganiając aniżeli kastrując z drogi do odejście do boku. Lil Heathen chętnie wpada jednak w półdystans nawet w odpowiedzi na kopnięcia ze strony rywali. O ile zatem piekielnie szybkie i niesygnalizowane lowkingi Pantery mogą przynieść mu wiele sukcesów, to jeden błąd przy ich wyprowadzaniu może skończyć się dla niego zainkasowaniem srogiej kontry. Właśnie potężnym prawym w kontrze na niskie kopnięcie Jeremy Stephens mocno wstrząsnął Doo Hoo Choiem, kilkadziesiąt sekund później kończąc Koreańczyka. Amerykanin to typ zawodnika, który przedziera się przez kopnięcia przeciwników, próbując skarcić ich bombami.

Lil Heathen potrafi czasem zmienić pozycję na odwrotną, ale generalnie znacznie bardziej komfortowo czuje się w klasycznej. Chętnie atakuje z tej ostatniej kombinacją 1-2, by następnie przejść do odwrotnej, szukając lewego sierpa. Tu i ówdzie spróbuje ostrzelać też schaby rywala i akurat na okoliczność walki z Rodriguezem, który chętnie odchyla głowę, ataki na korpus mogą mu bardzo pomóc.

Przyznam szczerze, że nie spodziewam się w tej konfrontacji zbyt wielu elementów klinczerskich czy zapaśniczych. Rodriguez bywa w zwarciu kreatywny, trudno jest go przewrócić, a gdy znajdzie się na plecach, natychmiast szuka powrotu na nogi – z dobrym skutkiem. O ile oczywiście nie ma naprzeciwko siebie Frankiego Edgara. Stephens nie jest jednak tak skuteczny jak Edgar ani w ofensywie zapaśniczej, ani w elementach kontroli z góry. Przeniesienie walki do parteru przez Jeremy’ego i utrzymanie jej tam, aby wykorzystać swoje mordercze ground and pound, nie będzie łatwym zadaniem.

Pierwsza walka

W Meksyku obaj zawodnicy przewalczyli 15 sekund. Nie sposób oczywiście wyciągnąć z tak niewielkiej próbki żadnych daleko idących wniosków, ale… Zwracam uwagę, że w ciągu li tylko 4 sekund Meksykanin zdołał trzykrotnie grzmotnąć różnymi kopnięciami (wewnętrzny lowking, zewnętrzny lowking i frontal na szczękę) Amerykanina, a do tego zmienić dwa razy ustawienie. Jego przewaga szybkościowa była bardzo wyraźna.

Doświadczony Stephens od dawna przekonywał, że Rodriguez nie ma w swoim arsenale nic, czego nie znałby już wcześniej, ale Amerykanin rozmija się z rzeczywistością. Żaden bowiem z jego dotychczasowych rywali – a było ich bez liku! – nie miał tak szybkich kopnięć i tak szerokiego ich arsenału jak Pantera. Mieszanie kopnięć okrężnych z frontalnymi przy jednoczesne zmianie ustawienia i zmianie poziomów ataku może sprawić Amerykaninowi ogromne problemy.

Rewanż jest co-main eventem gali w Bostonie, a to oznacza, że odbędzie się nie na dystansie pięciu rund, ale na dystansie trzech rund. Dla kogo jest to korzystna zmiana? Oczywiście dla Meksykanina, co nawet otwarcie przyznał Amerykanin. Nawet przy 25 minutach miałem poważne wątpliwości, czy Stephens zdoła presją zajechać walczącego ze wstecznego ale dobrze dysponowanego kondycyjnie Rodrigueza, więc tym bardziej wykluczam taki scenariusz w pojedynku przewidzianym na trzy rundy.

Wreszcie zła krew, która pojawiła się po pierwszej walce… Nie przywiązywałbym większej wagi do niechęci, jakiej nie ukrywają względem siebie obaj zawodnicy, ale nie wykluczam jednak, że Stephens może być agresywniejszy niż zazwyczaj, każdym niemal ciosem próbując urwać Rodriguezowi głowę – a to nie wpłynie korzystnie na szybkość jego uderzeń i nieprzewidywalność.

Typowanie

Spodziewam się, że Rodriguez bez większych problemów wytrzyma tempo narzucane przez Stephensa – szczególnie że Amerykanin nadal daje się czasami ponosić emocjom (a teraz jest to nawet bardziej prawdopodobne niż zazwyczaj!), gdy nie jest w stanie dosięgnąć ruchliwych rywali ciosami – tak było w walkach z Zabitem Magomedsharipovem, Renato Moicano czy nawet wspomnianym Doo Hoo Choiem. Atakuje wtedy jeszcze ostrzej, uderza jeszcze mocniej, jednocześnie stając się jednak łatwiejszym do rozczytania. Pozwala, aby rządziły nim w oktagonie złość i irytacja. Pantera to szybszy na nogach zawodnik niż wspomniana trójka oraz znacznie bardziej nieprzewidywalny.

Oto jeden z powodów mniejszej niż zazwyczaj agresji Chan Sung Junga w potyczce z Panterą – gdy stajesz naprzeciwko rywala, któremu potrzeba dosłownie milisekundy na niebezpieczną kontrę, twoja ochota do szaleńczych ataków spada.

Ba, pamiętacie kopnięcia na kolano, w których tak gustuje Rodriguez? Jeśli Stephens spróbuje takowe skontrować, ruszając wówczas do ataku, a zatem opierając ciężar ciała na wykrocznej nodze, może się to dla niego skończyć bardzo źle. To właśnie między innym kapitalne wykorzystanie bocznych kopnięć na kolano z odwrotnej pozycji Rodrigueza mocno osłabiło ofensywne żądze Koreańskiego Zombiego ostatnio – i podobnie może być w Bostonie w przypadku Jeremy’ego Stephensa.

Yair Rodriguez okrutnie utrudnił życie Chan Sung Jungowi kopnięciami na kolano, na które z każdą minutą walki Koreańczyk reagował coraz wyraźniej, za wszelką cenę uciekając z nogą.

Oddać trzeba natomiast Amerykaninowi, że ma niezwykle twardy charakter. Pomimo iż frustruje się niepowodzeniami, to nie ma w nim ani krzty zwątpienia, rezygnacji. Jednocześnie jednak nie można zapominać, że Rodriguez garnął się jak zły do trzeciej rundy walki z Edgarem, a sam nigdy nie wylądował na deskach. W wojnie na wyniszczenie z Koreańskim Zombie potwierdził ogromne serce do walki. Wspomnieć natomiast trzeba, że przyjął w tamtej walce masę obrażeń, które mogą odbić się na jego odporności.

O ile Lil Heathen nie przejawia większych – żadnych? – symptomów regresu, to jest to już w pełni ukształtowany zawodnik. Stary pies. Tu i ówdzie doda do swojej gry jakiś element techniczny, ale od lat walczy bliźniaczo podobnie. 26-letni Yair Rodriguez może natomiast nadal rozwijać się z walki na walkę. Nie będę ukrywał, że byłem pod dużym wrażenie formy, jaką zaprezentował ostatnio, powracając do akcji po półtorarocznej przerwie. Nie wszedł jeszcze w najlepszy etap swoje kariery.




Nie zabraknie gorących momentów, w których przed szczęką Meksykanina świszczeć będą bomby wściekle nacierającego Amerykanina. Toporny jednak w aspektach pracy na nogach Stephens – nie wierzę w jego zapewnienia, że treningi z El Cucuyem mocno to zmieniły – będzie miał gargantuiczne problemy z ustawieniem sobie mobilnego i szybkiego rywala na siatce – a właśnie w taki sposób może najłatwiej zdzielić go bombami. Zrywny Rodriguez będzie ostrzeliwał przeciwnika pojedynczymi ciosami i różnorodnymi kopnięciami z dystansu.

Oczami wyobraźni widzę, jak narusza lekko obniżającego pozycję Stephensa jakimś niesygnalizowanym kopnięciem frontalnym na głowę (wszak takowym trafił go już w pierwszej walce!), jak uczynił to Choi, lub też srogim siekącym kopnięciem na schaby, które niedawno zmasakrował Amerykaninowi Aldo. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie młodzian skarci szarżującego bez głowy, zirytowanego weterana jakąś soczystą kontrą – na deski Stephensa posłał wszak chociażby Emmett – ale… Będzie decyzja sędziowska. Charakterny i odporny Rodriguez wytrzyma presję ze strony Stephensa, będąc skuteczniejszym w dystansie, gdzie karcił będzie rywala przebogatym arsenałem kopnięć.

Pojedynek obstawić można u naszego partnera PZBUK.pl w linku poniżej:

Zwycięzca: Yair Rodriguez przez decyzję

Kto wygra?
Głosuj

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply