UFC

„Wszystko wróciło” – Jones znowu kocha MMA, zdradza, z kim chce bronić pas wagi ciężkiej!

Były mistrz kategorii półciężkiej UFC Jon Jones zdradził, z kim chciałby się zmierzyć, gdy już rozprawi się z Cirylem Gane na UFC 285.




Po trzech latach rozbratu z oktagonem UFC były dominant wagi półciężkiej Jon Jones na początku marca powróci do akcji, już w kategorii ciężkiej. W walce wieczoru gali UIFC 285 w Las Vegas Bones skrzyżuje rękawice z Cirylem Gane. Na szali pojedynku znajdzie się tron królewskiej dywizji, opuszczony przez pierwotnie przymierzanego do Bonesa Francisa Ngannou.

– Jestem w naprawdę dobrym miejscu – powiedział Jon w wywiadzie udzielonym MMA Underground, pierwszym od czasu ogłoszenia walki. – MMA znowu mnie cieszy.




– Oczywiście z uwagi na trzy lata absencji i nową kategorię wagową pojawia się wiele pytań, ale one tylko wyostrzają moje zmysły i skupienie. Czuję, że brakowało mi już tego pod koniec startów w wadze półciężkiej. Po prostu traktowałem to wszystko jako kolejny dzień w robocie.

– Tutaj jest inaczej. Zupełnie inne uczucia. Nerwy, złość – wszystko wróciło. Gdy natomiast jestem pod presją, dobrze sobie radzę, więc jestem naprawdę podekscytowany i wdzięczny.

Jones stwierdził, że metamorfozę fizyczną – tj. dobicie do wagi ciężkiej, którym tłumaczył długą przerwę w startach – zakończył cztery miesiące temu i już wtedy był gotowy do powrotu do oktagonu. Jak zapewnił, od trzech lat nieustannie trenuje, po 2-3 razy dziennie.

35-latek zdradził, że nie tylko jego starcie z Francisem Ngannou było bliskie finalizacji. Wcześniej bowiem przymierzano do niego Stipego Miocicia – i to tej walki pragnął najbardziej. Jones przyznał natomiast, że zmiana Ngannou na Gane nie była najkorzystniejsza, głównie ze względów wizerunkowych.

– Trochę to ujmuje walce – powiedział. – Francis jest bardziej przerażający. Uważam też, że jest bardziej znany w Ameryce. Francis to wielki, przerażający gość, podczas gdy Ciryl jest relatywnie nieznany, więc… Francis miał też pas, więc odebranie mu go, byłoby miłe.

– Jest to więc inna walka. Kompletnie inna, także stylowo.

– Najważniejsza było jednak dla mnie starcie ze Stipe Miociciem. Najwięcej dla mnie znaczyła, bo Stipe to najlepszy ciężki w historii. Absolutnie nie lekceważę jednak Ciryla Gane. Jestem zaszczycony, mogąc walczyć z Cirylem Gane. Wiedziałem, że prędzej czy później dojdzie do tej walki. Ale tak, byłem rozczarowany, że nie doszło do walki ze Stipe.



Postać Bon Gamina nie jest Jonesowi absolutnie obca. Gdy sposobił się do walki z Predatorem, szczegółowo analizował bowiem jego starcie z Francuzem, ciekawy tego, jak Kameruńczyk podejdzie do rywalizacji z mańkutem.

Jon przyznał, że życzyły sobie, aby na przygotowania do starcia z Cirylem Gane miał nieco więcej czasu, ale przypomniał, że swego czasu wziął też późno starcie z Mauricio Shogunem Ruą, w którym poradził sobie świetnie, więc szat absolutnie rozdzierać nie zamierza.

Wraz z powrotem Jonesa wracają też dyskusje o najlepszych zawodnikach w historii MMA. Amerykanin uważa jednak, że są one… bezcelowe!

– Jestem bardzo świadomy tego, kim jestem – powiedział. – Jestem świadomy swojego image’u – tego pozytywnego i tego negatywnego. Jestem świadomy tych wszystkich dyskusji o najlepszych zawodnikach w historii i mojego miejsca tam.




– Szczerze mówiąc, myślę, że nie ma tu większej dyskusji, jeśli wziąć pod uwagę występy w oktagonie. „Wielkość” to jednak duże słowo. Jeśli mówić o biznesowych aspektach, o niezawodności, to są pewnie ludzie, którzy nie uważają mnie za najlepszego.

– Jeśli natomiast mówimy o sportowych występach w klatce, to uważam, że ta dyskusja jest skończona. Nie mam więc tak naprawdę na sobie żadnej presji, aby udowadniać, że jestem najlepszy.

Wszystkie walki UFC można oglądać i obstawiać w Fortunie – z bonusem do 600 PLN

– Cieszę się, że zatroszczę się o swoją rodzinę pod kątem finansowym. Jestem też świadom, że kolejne zwycięstwo będzie stanowiło wisienkę na torcie debat, które i tak już się zakończyły.

Pomimo iż skupia się obecnie wyłącznie na marcowej konfrontacji z Gane, Jones pokusił się o wskazanie kolejnego zawodnika, z którym chciałby skrzyżować rękawice.

– Mój aktualny cel to pokonanie Ciryla Gane, a następnie pokonanie Stipego Miocicia – powiedział. – Potem będziemy rozmawiać z UFC, żeby zobaczyć, co ma sens. Gwarantuję jednak fanom co najmniej dwie walki.




Co ciekawe, wspomniany Stipe Miocić wyraził już pełną gotowość do walki ze zwycięzcą w lipcu. W grze o najwyższe laury w 265 funtach liczą się też jednak Curtis Blaydes oraz Sergey Pavlovich.

Cała rozmowa z Jonem Jonesem poniżej.

Fortuna Online to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych firm jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button