UFC

„W ostatnich walkach moi rywale kończyli na noszach” – Munhoz zirytowany werdyktem w walce z Edgarem

Pedro Munhoz nie ma wątpliwości, że to jego ręka winna była powędrować w górę w starciu z Frankiem Edgarem.

Gdy rozbrzmiała syrena kończąca walkę wieczoru sobotniej gali UFC Fight Night w Las Vegas, wydawało się, że to ręka Pedro Munhoza powędruje do góry.

Brazylijczyk na przestrzeni pięciu rund nieustannie nacierał na hasającego do boków Frankiego Edgara, będąc też zawodnikiem skuteczniejszym pod kątem celnych uderzeń. Zmasakrował ponadto wykroczną nogę Amerykanina.

Jednak sędziowie punktowi orzekli niejednogłośnie o zwycięstwie debiutującego w 135 funtach Amerykanina. Reprezentant Kraju Kawy kontent z takiego werdyktu nie było, o czym opowiedział podczas konferencji prasowej po gali.




– Wygrałem to bez cienia wątpliwości – powiedział Munhoz. – Właśnie lekarz zakładał mi teraz szwy i Dan Lambert pokazał mi, że 17 dziennikarzy z 20 wypunktowało walkę nieoficjalnie dla mnie. Tylko trzej dali ją jemu.

– Potem zobaczyłem statystyki celnych uderzeń i miałem więcej w rundach pierwszej, trzeciej, czwartej i piątej. Jest, jak jest.

– Nie chodzi tylko o niskie kopnięcia. Raniłem go lewym prostym. Ganiałem go przez pięć rund. Zanotował kilka obaleń, ale nic z nich nie wynikało, bo od razu wracałem na nogi. Szukałem skończenia.

– Kilka razy czułem i naprawdę widziałem, że był ranny. Jest jednak dość twardy, więc dobrze to ukrył. Dobrze ukrywał to, gdy trafiałem krosami, sierpami, smagającymi kopnięciami na korpus czy niskimi kopnięciami. Czasami tylko markowałem niskie kopnięcia, a on się potykał, więc prawdopodobnie był ranny. W ostatnich dwóch walkach moi rywale kończyli na noszach. Nie mogli wyjść z klatki.

Na tym nie koniec, bo Brazylijczyk zasugerował też, że sympatia, jaką cieszy się w środowisku MMA Edgar, mogła mieć wpływ na punktację i odbiór walki.



– Po prostu chcę uczciwości – powiedział. – Nie chcę przegrywać z ludźmi dlatego, że mają lepszą reputację ode mnie albo są byłymi mistrzami lub coś w ten deseń. W tym rzecz. Chcę, żeby było uczciwie. Uczciwa punktacja.

Czy zatem Pedro Munhoz, dla którego porażka z Frankiem Edgarem jest drugą z rzędu – wcześniej zmuszony był uznać wyższość Aljamaina Sterlinga – co nie przydarzyło mu się w karierze nigdy wcześniej, chciałby rewanżu?




– Zawsze jestem gotowy do walki z kimkolwiek – stwierdził. – Nigdy nie wybieram rywali. Walczę z kimkolwiek, kiedykolwiek. Byłoby dobrze dostać rewanż. Teraz wracam do domu i będę na pewno wściekły przez kilka dni.

Cały wywiad poniżej:

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

„Śmieci jednego są skarbem dla drugiego” – Jones reaguje na mistrzowski status walki Błachowicz vs. Reyes

Powiązane artykuły

Komentarze: 2

  1. ” Dan Lambert pokazał mi, że 17 dziennikarzy z 20 wypunktowało walkę nieoficjalnie dla mnie. Tylko trzej dali ją jemu.

    – Potem zobaczyłem statystyki celnych uderzeń i miałem więcej w rundach pierwszej, trzeciej, czwartej i piątej. Jest, jak jest. ”

    Tyle Munoz.Ja dodam jeszcze kontrole oktagonu i agresję – i mamy wyrażny obraz zwycięzcy.Z nich tacy obiektywni i uczciwi sędziowie jak ze mnie maoista.. Popis niebywałego dziadostwa i stronniczości (i być może kolesiostwa). Odechciało mi się wnosić jakiekolwiek zakłady na UFC. A ci śędziowie mogą z powodzeniem zapisać się do PO.

  2. Idąc politycznymi nawiązaniami, gdyby sędziowie byli pisowscy, to Edgar by wygrał jednogłośnie ;). Cóż sam straciłem mnóstwo pieniędzy na Munhozie i jego wygrana na kartach punktowych była wg mnie formalnością. Może Brazylijczyk powinien iść na całość z lowkingami i okopać na amen Edgara? Miałem wrażenie, że było naprawdę krucho z wykroczną nogą Amerykanina.

Dodaj komentarz

Back to top button