UFC 169 – noc kontrastów

Gala UFC 169 przeszła do historii, zwycięzcy liczą zyski i snują plany na przyszłość, zwyciężeni liżą rany, zastanawiając się, co począć dalej ze swoją karierą.

Z całą pewnością o pierwszej lutowej gali UFC nie będziemy pamiętać przez lata. Doszło na niej bowiem aż do dziesięciu decyzji sędziowskich, co stanowi niechlubny – pod kątem medialności gal liczonej w pierwszej kolejności liczbą nokautów, w drugiej, poddań – rekord w historii amerykańskiego giganta. Pomimo tego niektóre walki oraz ich bohaterowie oraz antybohaterowie zapadną nam w pamięć na dłużej. W moim przypadku będą to…

Opanowany i oszczędny Magomedov, rewelacyjny Iaquinta

Fakt, że umieszczam tutaj znanego przecież, zwłaszcza fanom MMA z Europy, Rashida Magomedova, świadczy o także tym, iż i jego rywal, debiutujący w UFC Tony Martin, spisał się bardzo dobrze. Nie inaczej ma się sprawa z Alem Iaquintą, który stoczył doskonały bój z perspektywicznym Kevinem Lee.

Rashid to szalenie wszechstronny zawodnik z Dagestanu, któremu potężny jak na kategorię lekką Martin stworzył w oktagonie odpowiednie warunki do udowodnienia, że Rosjanin może stać się ogromnym wzmocnieniem i tak przecież niezwykle mocnej dywizji lekkiej. Highlander zanotował dziewiąte kolejne zwycięstwo z rzędu, demonstrując niebywałe opanowanie i twardy charakter.

magomedovvsmartin
Rashid Magomedov w rewelacyjnym stylu wydostaje się z nieprawdopodobnych tarapatów, z których wydostać mogą się tylko najlepsi.

To doświadczony zawodnik, znający swoją wartość i myślę, że odegrało to pewną rolę w tym, iż nie odklepał niezwykle ciasno zapiętej balachy – nie byłoby w stylu dumnego, świadomego swoich umiejętności zawodnika poddanie walki z całkowicie zielonym rywalem, w której uchodził za zdecydowanego faworyta. Zacisnął zęby, bólowi spowodowanemu dźwignią Amerykanina dał ujście, krzycząc wniebogłosy (i mając szczęście, że sędzia z pomalowanymi oczami, Gasper Oliver, zachował przytomność umysłu, nie przerywając widząc walki) i w mistrzowski sposób wykaraskał się z niebywałych tarapatów. W wywiadzie po walce powiedział jednak, że w tej sytuacji nie było tak strasznie, jak mogło to wyglądać z boku i daleki był odklepania tej techniki. Potwierdzałyby to zawieszenia medyczne po gali, bowiem okazało się, że to nie ręka Magomedova ucierpiała najbardziej, ale jego stopa, od której wyników prześwietlenia zależeć będzie data powrotu Highlandera.

magomedovvsmartin2 magomedovvsmartin3
Na pierwszym przykładzie Rosjanin demonstruje doskonały balans, nie dając się rzucić na plecy Tony’emu Martinowi z klinczu. Dzięki tej akcji zdobył pozycję dominującą, z której mocno naruszył rywala. Na drugiej animacji demonstruje to, w czym czuje się najlepiej – walkę z kontry. Frontalnym kopnięciem, które zastępuje u niego jaba, utrzymuje rywala na dystans, a w momencie gdy ten wystrzeliwuje z atakiem, Magomedov uchyla się, kontrując pięknym prawym prostym.

Nie ukrywam, że zawsze bardzo podobał mi się styl walki prezentowany przez Rosjanina. Najtrafniej chyba byłoby określić go mianem oszczędnego. Magomedov nie wykonuje w zasadzie żadnych ruchów, które czemuś konkretnemu by nie służyły. Nie porusza cały czas głową, ale gdy trzeba, świetnie z nią uchodzi. Nie markuje nieustannie uderzeń, ale gdy to robi, to we właściwym momencie. Nie narzuca morderczego tempa, ale gdy przyspiesza, robi to błyskawicznie i ze złymi intencjami. Innymi słowy, łączy w sobie niezwykle trudną sztuką bycia efektywnym i oszczędnym w ruchy z jednej strony z jednoczesnym dążeniem do skończenia pojedynku z drugiej. Trudność to nie lada, bowiem na ogół efektywność wyklucza efektowność, a zawodników walczących w ten pierwszy sposób trudno chwilami nie utożsamiać z nudziarzami niezdolnymi do podjęcia ryzyka.

Ostatni pogromca Piotra Hallmanna, Al Iaquinta, zaprezentował wyborną formę w starciu z dobrze rokującym na przyszłość, ale zdecydowanie pozbawionym szlifów, ledwie 21-letnim Kevinem Lee. Młody Amerykanin jest przykładem tego, co dzieje się, gdy zapaśnik z wykształcenia zapała miłością do boksu, nie do końca prawidłowo oceniając swoje rzeczywiste możliwości. Uważam, że Lee mógłby nawiązać bardziej wyrównany pojedynek z Iaquintą, gdyby jego gameplan zakładał, że boks Ala jest lepszy – a wszystkie znaki na niebie i ziemi na to właśnie wskazywały. Zamiast zatem podejść do walki z należnym Iaquincie respektem, dysponujący nieprawdopodobnym zasięgiem ramion Lee próbował zmienić ten pojedynek MMA w starcie bokserskie, które ostatecznie przegrał. Raging udowodnił, że technika przeważa nad warunkami fizycznymi – pomimo wyraźnego deficytu w długości ramion to właśnie on częściej trafiał swojego rywala. Trzeba przyznać, że nawet Płetwal przyjął mniej czystych ciosów od Ala niż Lee – ale Hallmann trzymał gardę, Lee natomiast myślał, że balansem ciała uniknie nadlatujących ciosów Iaquinty.

iaquintavslee iaquintavslee2
Al Iaquinta doskonałym lewym prostym powala na deski nieostrożnego Kevina Lee. Młody Amerykanin wzorem bokserskich mistrzów nie dba o to, by swoją lewą rękę trzymać w górze, starając się chronić szczękę ramieniem i barkiem, co przypłaca wylądowaniem na deskach. Na kolejnym gifie widzimy ulubioną kombinację Lee (lewy – prawy), którą szybko rozczytał Iaquinta.

Raging pokazał naprawdę dobry boks, poruszając się na nogach i kontrolując dystans znacznie lepiej niż jego rywal (zwróćcie uwagę, że i Al na ogół trzyma ręce nisko, ale on akurat może sobie na to pozwolić), dodatkowo pokazał kawał charakteru, nie dając się udusić w drugiej rundzie, demonstrując również doskonałą kondycję oraz solidne zapasy. Jego przejścia do skrętówek również były czymś, czego wcześniej nie widzieliśmy i jestem pewien, że mocno nad nimi pracował, przygotowując się do tego pojedynku – nikt bowiem chyba, włącznie z Kevinem, nie spodziewał się, że takich poddań szukać może Iaquinta.

iaquintavslee3 iaquintavslee4
Al Iaquinta spokojnie wycofuje się przed obszernym zamachowym Lee, by potem ustrzelić go błyskawicznym prostym. Na ostatnim przykładzie widzimy rewelacyjną pracę głową Iaquinty, który uchyla się przed nadchodzącym prostym rywala, samemu odpowiadając celnym ciosem z jednoczesnym zejściem do boku.

Al ma teraz na koncie trzy kolejne zwycięstwa w UFC i z pewnością zasługuje na to, czego chce – czyli walkę z bardziej rozpoznawalnym nazwiskiem. Kevina Lee natomiast czeka jeszcze dużo dobrego pod warunkiem wszak, że w starciach z dobrymi strikerami stosował będzie w stójce podstawy obrony, częściej szukając płaszczyzn, w których jest naprawdę dobry – czyli klinczu i parteru.

Perfekcyjny Aldo, brutalny Barao

Jose Aldo po raz kolejny zaprezentował kliniczną precyzję, choć tym razem był momentami, zwłaszcza w dwóch pierwszych odsłonach, agresywniejszy niż to onegdaj bywało. Z każdą kolejną walką Aldo jestem pod coraz większym wrażeniem tego, co wyczynia w oktagonie – kapitalnie inicjuje ataki, rewelacyjnie walczy z kontry, nieustannie balansuje ciałem, zmienia położenie głowy, atakuje z innej pozycji niż ta, na którą się wycofuje, schodzi z linii ciosu rywala, wyprowadza rewelacyjne kombinacje, uderza na korpus i na głowę. Zdaję sobie sprawę z tego, że w końcu to był tylko Ricardo Lamas (pokazał niezwykły charakter, przetrzymując te lowkingi i do końca walcząc o wygraną), ale nie mogę odpędzić się od myśli, że Scarface to obecnie najlepszy striker w całym UFC, a jego potencjalny pojedynek z Anthonym Pettisem przedstawia się co najmniej równie interesująco jak starcie Lyoto Machidy z Gegardem Mousasim.

aldovslamas
Jose Aldo demonstruje przepiękną kontrę, uchylając się przed nadchodzącą szarżą Lamasa, i odpowiadając precyzyjną kombinacją prawego i lewego sierpowego – maestria!

Spotkałem się z opinią, że wyprowadzając kros, Aldo zostawia za sobą nogi, co było widoczne w walce z Lamasem. Uważam jednak, że ma to o wiele więcej wspólnego z troską o to, by utrudnić ewentualne obalenie w kontrze rywalowi niż z jakimikolwiek niedoskonałościami technicznymi. Aldo nie jest jednym z doskonałych uderzaczy, którzy walcząc z zapaśnikami, mają momentami tendencję do zostawiania nóg z tyłu.

Nie ukrywam, że chętnie obejrzałbym jeszcze pojedynek brazylijskiego dominatora z Chadem Mendesem, zanim pójdzie kategorię wyżej, by zmierzyć się z Pettisem, ale nie będę ronił łez, jeśli do tego nie dojdzie.

Renan Barao zaprezentował się kapitalnie w pojedynku z po raz kolejny bezradnym Urijahem Faberem. Kalifornijczyk popełnił przeokrutny błąd niebu obrzydły i… czekał. Nie wolno czekać na atak Barao, jego trzeba nieustannie naciskać, wywierać presję. Niby Urijah przeprowadził kilka szarż, ale w mojej ocenie przerywał je zdecydowanie przedwcześnie, miast do końca spychać na siatkę Brazylijczyka.

Odrobinę splendoru Renanowi zabrał jednak sędzia Herb Dean, którego nadal chyba prześladują demony związane z nieprzerwaniem trzeciego pojedynku pomiędzy Cainem Velasquezem a Juniorem dos Santosem w momencie, gdy Brazylijczyk był półprzytomny. Tym razem przerwał pojedynek zdecydowanie przedwcześnie, być może sugerując się wymownymi spojrzeniami, które rzucał mu okładający dłoń Fabera Barao, nie dostrzegając jednocześnie podniesionego do góry kciuka Amerykanina mówiącego, że jest OK. Pomimo tego, że prawdopodobnie California Kid padłby prędzej czy później, to trudno, żeby przez głowę obserwatora lotem błyskawicy nie przemknęła myśl o tym, jak bardzo zmęczony był po tej szalonej nawałnicy Brazylijczyk i jak odbić mogłoby się to na dalszym przebiegu pojedynku, biorąc pod uwagę, że Amerykanin dysponuje rewelacyjną kondycją. Z drugiej jednak strony, Urijah w wywiadach po walce mówił o kontuzji ścięgna udowego, której nabawił się przed walką, więc…

baraovsfaber
Renan Barao przepięknym prawym prostym wychodzącym z czubków palców u stopy z idealnie ugiętą pod kątem prostym nogą wykroczną powala zaskoczonego Urijaha Fabera, co dla Amerykanina oznacza początek końca.

Nieszczególnie intryguje mnie potencjalny pojedynek Barao z Raphaelem Assuncao, jeśli ten pokona na UFC 170 Francisco Riverę, ale obejrzeć fenomenalnego Brazylijczyka krzyżującego rękawice z TJ Dillashawem, jeśli ten wygra kolejne starcie? Jak najbardziej!

Rzeźnik Trujillo

Abel Trujillo to prawdziwa bestia! Nie ukrywam, że spodziewałem się przewagi technicznej w płaszczyźnie bokserskiej po stronie Jamiego Varnera, ale jednak myślałem, że Killa będzie raz na jakiś czas rzucał chociaż jakiś cios prosty – on tymczasem od początku postawił na potężne sierpy, nie kalkulując nawet przez sekundę. Gdy Varner naruszył w końcu w drugiej rundzie Trujillo, również poszedł na żywioł z chęcią błyskawicznego skończenia swojego rywala. Od tego momentu oczywistym było, że dla jednego z nich skończy się to bliskim kontaktem z deskami – w ostatniej szalonej wymianie to Trujillo trafił soczystym sierpem, w wyniku którego jak kłoda na deski zwalił się wygrywający do tego momentu Jamie. Twardoszczęki i ciężkoręki Killa tym samym stał się pierwszym, który pokonał Varnera przez nokaut, co wyczynem jest nie lada.

trujillovsvarner trujillovsvarner2
W decydującej o losach pojedynku akcji Varner próbuje przechwytywać głowę Trujillo, by ściągnąć ją na kolano, ale w odpowiedzi zostaje trafiony potężną bombą, która posyła go nieprzytomnego na deski. Na drugim przykładzie Varner trafia Trujillo idealnie na szczękę potężnym lewym, ale tytanoszczęki Killa wytrzymuje i nawet nie pada na deski – co budzić musi wielkie uznanie, bo Jamie bije piekielnie mocno.

Abel Trujillo w formie z wczorajszego pojedynku nie zawojuje jednak dywizji lekkiej. Zostanie wypunktowany przez każdego sprawnego i odrobinę bardziej opanowanego (ewentualnie znajdującego się na innym etapie kariery, niż będący na równi pochyłej Varner) strikera. Jest jednak szalenie efektowny i każdy jego pojedynek wzbudza masę emocji. W wywiadzie po walce rzucił nazwiskami Donalda Cerrone i Nate’a Diaza jako rywali, z którymi mógłby się zmierzyć. Jeśli byłby to młodszy Diaz, a nie mam nic przeciwko takiemu zestawieniu, ależ byłaby jatka przed, w trakcie oraz po walce… W ostateczności jednak i Bobbym Greenem nie pogardzę!

Najciężsi i najlżejsi – Overeem i Bagautinov

W mojej ocenie obaj zawodnicy, a zatem Alistair Overeem oraz Ali Bagautinov zrobili to, co musieli, by wygrać swoje pojedynki. Przy pełnym zrozumieniu dla faktu, że obaj walczyli o ogromną – choć jakże odmienną – stawkę (Reem o kontrakt, Rosjanin o walkę o pas mistrzowski), jestem daleki od zachwytu nad tym, co zaprezentowali w oktagonie. Rosjanin spoglądający raz po raz na zegar odmierzający czas i dumnie prężący muskuły na 10 sekund przed końcem walki – jakże kontrastujący obrazek z sytuacją, w której Nate Diaz prężył mięśnie, kończąc Kurta Pellegrino – wyglądał naprawdę słabo. Przy pełnym szacunku dla jego przekrojowych umiejętności trudno mi czerpać przyjemność z oglądania tego zawodnika – nieustanne wycofywanie się przez 30 sekund po to tylko, by potem wyprowadzić jeden celny cios i na powrót krążyć wzdłuż płotu (pozdrowienia dla komentatora Marciniaka!). Zwycięstwo Bagautinova jest jednak jak najbardziej zasłużone, bo okazał się lepszym zawodnikiem MMA, choć pod drugiej rundzie wydawało się, że Lineker złapał odpowiedni rytm i zgarnie wygraną. Najchętniej jednak zobaczyłbym teraz Rosjanina w eliminatorze do walki o pas mistrzowski z Johnem Dodsonem.

bagautinovvslineker diazpellegrino
Ali Bagautinov oraz Nate Diaz prężą muskuły – znajdź dziesięć różnic!

Alistair Overeem zminimalizował ryzyko swojej porażki do granic możliwości – o ile w poprzedniej walce z Travisem Brownem przesadził, tracąc masę sił na szaloną szarżę, miast precyzyjniej wówczas dobierać uderzenia, tak teraz zrobił dokładnie odwrotnie – mając sponiewieranego Mira, nie zdecydował się na wyprowadzenie ofensywy mającej na celu skończenie walki przed czasem. Ostatecznie jednak to ta druga taktyka zaprowadziła go do zwycięstwa, więc nie widzę podstaw do jakiejś większej krytyki stojącego pod ścianą przed tym pojedynkiem Holendra.

overeemvsmir
W starciu z Frankiem Mirem Alistair Overeem trzymał szczękę wysoko w chmurach. Czy w ewentualnym pojedynku z Juniorem dos Santosem będzie podobnie?

Nie ukrywam, że w przypadku Franka Mira chętnie zobaczyłbym scenariusz, który on sam określa mianem najczarniejszego koszmaru. Chodzi o walkę na karcie wstępnej UFC z mało znanym nazwiskiem zakończoną porażką. Gdyby nie to, że ramy czasowe się nie zgadzają i nie wiadomo w ogóle, czy Mir zostanie w UFC, to rzeczone mało znane nazwisko mogłoby brzmieć – Daniel Omielańczuk.

A Wam co szczególnie zapadło w pamięć?

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

26 Comments

  1. Bolt

    2 lutego 2014 at 21:46

    Póki co nadrobiłem tylko kartę główną i dwie pierwsze z jutuba.
    Magny zadziwił, w końcu odkrył magię pracy na nogach i ciosów prostych. Nie było w nich raczej mocy, ale to nic – z ogóra awansował u mnie na mocnego zawodnika średnio – słabej półki z szansą awansu na średniaka.
    Zarówno Magomedov jak i Martin zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Martin prawie poddał takiego wyjadacza jak Rashid, przy okazji pokazując bardzo dobrą stójkę jak na grapplera, no i dobre warunki fizyczne. Rashid z kolei gdy już atakuje to zazwyczaj trafia – strasznie precyzyjna stójka i godne podziwu wychodzenie z opałów. Szczególnie podobało mi się, że będąc przyciskanym do siatki to on był atakującym. Obaj mają przyszłość w UFC. Swoją drogą to nie było starcie w WW, a nie LW?
    Szkoda Varnera, bo prezentował się lepiej. Trujillo mnie nie przekonuje – mocna szczęka i potężne cepy oraz kolana (o których zapomniał na czas tej walki) to za mało na czołówkę. Zarówno Cerrone jak i Diaz powinni go na luzie rozjechać – Donek kopnięciami, które powinny dawać dystans oraz obaleniami (jest zapaśnikiem w mojej opinii jeśli chodzi o ofensywę sprawniejszym od Jamiego, dynamicznie wchodzi i potrafi „rozproszyć” jakimś low kickiem itp.), a Diaz celnością swoich ciosów. Zresztą to nie byłyby złe zestawienia – masakrowanie damskich bokserów zawsze na propsie.
    Bugatinov mnie drażni swoim zadawaniem ciosu na minutę i próbami przeleżenia. Lineker wypadł nadzwyczaj słabo, zważywszy na to, że w końcu nie ćwiczył z kuzynem za domem. Miał momenty, ale grapplersko masa przed nim roboty – swoją drogą jakiś ślamazarny był w tej walce.
    Ali zawalczył mądrze, co mnie zdziwiło, ale w top 5 nie bardzo go widzę. Franka szkoda, ale emerytura jedynym sensownym wyjściem się wydaje.
    Aldo rzucał świetne kombosy, ale ciut zabrakło mi bardziej zdecydowanych prób naruszenia przeciwnika – w sensie, żeby znokautować. Latające kolano pod koniec rundy czy 3 przestrzelone obrotówki to mniej niż można się spodziewć po tak dobrym uderzaczu. No ale wygrana dobra, jeśli oczywiście lubi się obejrzeć wolniejsze, ale ciut taktyczniejsze walki – ja lubię. Lamas wykazał wolę do walki i głupi gameplan – ja wiem, ciężko Aldo obalić, ale 3 rundy próbować naprzemiennie low kicka, high kicka i obrotówki na uderzacza tej klasy to średni gameplan.
    Barao to bestia, choć tradycyjnie daje się trafiać dużej części akcji bokserskich bardziej złożonych niż lewy prosty. No ale Faber niestety ubity elegancko, mimo zbyt wczesnego przerwania.

  2. Slipmych

    2 lutego 2014 at 22:03

    Bolt
    „Szkoda Varnera, bo prezentował się lepiej” – 100% racji. Nadrobiłem raz jeszcze tą walkę. Varner był lepszy w każdej płaszczyźnie. Szkoda, że zabrakło mu tego co ma Ali Bagutinov, czyli IQ fightera, bo wypunktowałby Abela bez większych problemów. Emocję wzięły górę i skończyło się fatalnie. Też uważam, że Trujillo nie ma umiejętności na to, żeby coś więcej zwojować w UFC, ale ze swoją odpornością na ciosy i siłą uderzenia zawsze będzie groźny.

    Mi się walka Bagutinova bardzo podobała, bo zrobił to czego od niego oczekiwałem. Był dla Linekera za cwany i pewnie go wypunktował, spuszczając przy okazji nieco powietrza z tego napompowanego balonika. Uważam, że Bagutinov powinien dostać już teraz walkę o pas. W dywizji muszej i tak nie ma zawodnika, który podskoczy DJ, a Rosjanin to ciekawy zawodnik, który tanio skóry nie powinien sprzedać.

  3. Silas

    2 lutego 2014 at 22:09

    Na tle walczącego wczoraj towarzystwa Overeem akurat wypadł całkiem nieźle. Nie był to może występ na miarę debiutu z UFC 141, ale nie było też kompromitacji. Umiejętnie dysponował własnymi siłami i nawet posłał Mira na deski w 1 rundzie… Na ziemi też radził sobie całkiem sprawnie.
    Jedyna rzecz, która mi się nie podobała to jego wywiad po walce. Początkowo myślałem, że Overeem będzie chciał się katapultować do titleshota wyzywając na pojedynek dos Santoa, tymczasem ni stąd, ni zowąd pada nazwisko Lesnara.
    Serio, myślałem, że facet ma więcej ambicji, ale po ostatnich porażkach chyba trochę stracił wiarę we własne możliwości. Najśmieszniejsza była chyba konfrencja prasowa, bo jak zapytali go o Juniora, to ten nagle zaczął gadać coś o wakacjach… Komedia. :D

  4. T9X

    2 lutego 2014 at 22:33

    Gala wcale tragiczna nie była, choć ilość skończeń sugeruje inaczej.
    Gdyby Abel Trujillo walczył kilka lat temu w wadze ciężkiej to pewnie byłby w czołówce. Ale w 2014 w świetnie obsadzonej lekkiej może być co najwyżej mocnym średniakiem, jeśli nie będzie się tak odsłaniać. Nie zmienia to faktu, że jego walka z Varnerem to najjaśniejszy punkt gali. Bagautinov zawalczył mądrze, co najciekawsze w stójce wcale nie przegrywał. Makdessi i Watson oszukani. Faber nie był znokautowany, miał co najwyżej lekko naruszoną szczękę i obitą rękawice, Aldo mógł bardziej dążyć do skończenia, Lamas był rozbity i miał potężnie okopaną nogę. Overeem poprawił kondycję, choć nie była ona tak słaba jak niektórzy zaklinacze rzeczywistości próbowali wmówić. Z Silvą owszem opadł z sił w końcówce 2 rundy, ale Bigfoot to jednak nie ogórek, z Brownem natomiast wystrzelał się i nie dziwi mnie to wcale. Problem w tym, że oprócz kondycji wszystko inne jest u niego coraz słabsze: siła była, ale to już nie to co w 2010, kolana były, ale Mir przetrwał, szczęka wysoko, ręce nisko, kopnięć zero, cios też już nie ten, no i ambicja… Lesnar? Nie ma co, Ali wysoko mierzy. Gdyby Frank Mir choć spróbował zrobić coś, żeby wygrać to byłoby znacznie ciekawiej. Mam nadzieję, że Overeem chciał się popisać kondycją i będzie kończył walki tak jak kiedyś. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego Mir nie wygrał, przecież korzystał z TRT. A wszyscy przecież wiemy, że „to nie Belfort (starszy od Mira, swoją drogą) wygrywa, tylko TRT”.

  5. naiver

    2 lutego 2014 at 23:06

    Bolt, Magomedov vs Martin było w LW, choć różnica warunków fizycznych była astronomiczna.

    Ślamazarność Linekera to moim zdaniem rezultat przede wszystkim udanego pierwszego sprowadzenia Bagautinova, które spowodowało, że John bał się „otworzyć”, po drugie, w mniejszym stopniu – tego ścinania ostatniego funta.

    Silas, a to ciekawe, nie oglądałem jeszcze konferencji. Widziałem tylko wywiad Dany, w którym ocenia, że Overeem zawalczył gównianie i jeszcze wyzwał do walki zawodnika, którego nie ma w UFC.

    T9X, posypuję głowę popiołem w kontekście kondycji Overeema, choć… może tylko w połowie :P Walka układała się od samego początku pod dyktando Holendra, Mir prezentował się fizycznie i kondycyjnie fatalnie, więc i domyślam się, że Overeemowi łatwiej było zarządzać swoimi zasobami kondycyjnymi.

    • Bolt

      2 lutego 2014 at 23:13

      A to przepraszam, skojarzyło mi się z WW po Moksie pewnie.

      • naiver

        2 lutego 2014 at 23:15

        Bo to była chyba jego pierwsza walka w karierze w lekkiej, a że akurat trafił na king konga, to wyglądał przy nim marnie.

    • Silas

      2 lutego 2014 at 23:32

      Overeem odpowiedział trochę wymijająco, że interesuje go cała dywizja, ale teraz myśli przede wszystkim o wakacjach. Ewidentnie było widać, że coś mu nie leży zestawienie z Brazylijczykiem. Żeby było ciekawiej – Danie pomysł tej walki bardzo się podobał.

  6. Visu

    2 lutego 2014 at 23:37

    Oj nie wierze, ze ufc mogloby tak sponiewierac Mira, wystawiajac go na undercardzie z anonimowym zawodnikiem pokroju Daniela ;)
    Moim zdaniem Frank nie zostanie zwolniony, dopoki sam nie bedzie tego chcial, czyli do zakonczenia kariery. Walki, ze Struve’m, Gonzaga czy Jordanem wcale tak tragicznie na papierze nie wygladaja.

  7. PAN EM

    3 lutego 2014 at 08:23

    Nie mam słów żeby opisać geniusz Aldo… to jak wyczekiwał ataków cały czas obserwując kiedy i jak odsłania się Lamas, by wystrzelić następnie kombinacjami ciosów i potężnych lowkingów, poezja. Warte odnotowania jest też to, że większość kopnięć Lamasa została zblokowana. Tak jak pisał naiver – spokój, precyzja, żadnych nieprzemyślanych szarż. Wszystkie odważniejsze i szybsze kombinacje Aldo były inicjowane najczęściej od razu po tym jak Lamas wystrzelił kopnięciem.

    Barao zniszczył Fabera i mam wrażenie, że wyglądał na jego tle tak samo jak Faber na tle reszty dywizji… może jakiś superfight, bo w powrót Cruza nie wierzę…

    Lineker co prawda przegrał, ale po tej gali stałem się jeszcze większym fanem jego talentu… ma sporo braków, ale jego ciosy na korpus sieją niesamowite spustoszenie. Nawet jeden taki cios może zmienić kompletnie losy pojedynku.

    Overeem zawalczył bardzo mądrze i tak jak się większość spodziewała – był po prostu dużo lepszy od Mira… cały czas miałem jednak z tyłu głowy, widok tego jedego ciosu, nawet trafionego nieczysto w szczękę Reema, który składa go jak klocki. Chyba w żadnej walce nie będę nigdy pewny zwycięstwa Reema, niezależnie jak bardzo umiejętnościami będzie on wyprzedzał przeciwnika.

  8. steyr

    3 lutego 2014 at 09:08

    Przypomniało mi się coś w kwestii walki Magomedov vs Martin. Punktacja. Oglądałem walkę tylko raz ale czy 1r to nie 10:8 dla Martina? Większość czasu w parterze, w którym dominował, 2 próby poddań z czego jedna bardzo bliska (czyli odpowiednik knockdownu). Wychodziłby remis

  9. naiver

    3 lutego 2014 at 12:40

    Visu, no tak, to było trochę pół żartem, pół serio z Omeljańczukiem, choć uważam, że Polak byłby faworytem (choć raczej nie wg buków). Patrząc od strony biznesowej UFC, to najbardziej opłacało by się teraz na barkach jeszcze popularnego Mira wypromować kogoś perspektywicznego. Tylko nie za bardzo jest kogo.

    Jestem ciekawy, jak szanse rozkładaliby bukmacherzy w ewentualnym starciu JDS vs Overeem. Ja bym to wycenił na 1.20 – 4.00, ale jeśli kurs na Brazylijczyka oscylowałby w granicach 1.5, to byłby to prezent od losu.

    Steyr, to trochę podobnie jak w walce Iaquinty z Lee – z dwóch to bardziej dałbym 10-8 właśnie w starciu Ala niż Magomedova, bo Iaquinta chyba prawie 4 minuty spędził mając za plecami Kevina, a Magomedov jednak szybciej się wykaraskał i coś tam jeszcze zapunktował przed i po w pierwszej rundzie. Przynajmniej tak to pamiętam.

    • maerkx

      3 lutego 2014 at 17:48

      Chyba jednak trochę nie doceniasz Mira. Ostatnie porażki zanotował z zawodnikami ze ścisłej czołówki, i mimo trzech porażek z rzędu nie dali mu nikogo na „odbudowanie”, tylko kolejnego bardzo mocnego rywala. Swoją drogą, to chyba nie ma drugiego takiego przypadku w UFC, aby zawodnik mimo serii porażek dostawał w kolejnych równie mocnych przeciwników. Mając na uwadze zdolność do budowania atmosfery przed pojedynkami, moim zdaniem w następnej walce również otrzyma mocnego rywala.

  10. T9X

    3 lutego 2014 at 19:56

    Myślę, że lepszego momentu na zestawienie Mir vs Gonzaga nie będzie. Obaj świetni w parterze, obaj radzą sobie w stójce ( Gonzaga siłowo, Mir technicznie) i obaj mają kondycję na 3 minuty. Pytanie tylko, czy Mir jeszcze zawalczy.
    Naiver co do kondycji Overeema- absolutnie nie twierdzę, że jest tytanem kondycji. Po prostu uważam, że jak na taką wielką górę mięcha prezentuje się pod tym względem całkiem zadowalająco. Swoją drogą ciekawe byłoby porównanie siły z kondycją u zawodników np. ilość kilogramów w ćwiczeniach siłowych x ilość kilometrów biegu. Overeem nie byłby wcale na straconej pozycjii.

    • naiver

      4 lutego 2014 at 17:42

      Ha, racja z tym Gonzagą, i widzę, że Visu też pisał o nim. Zgadzam się, że mógłby to być świetny pojedynek, jeśli zszedłby do parteru, ale obawiam się, że jeden z nich ustrzeliłby drugiego w stójce wcześniej (raczej Gonzaga Mira niż odwrotnie).

      Ocenianie kondycji Overeema to trudna sprawa. Na ogół wszystko rozstrzyga się w pierwszej rundzie. Trzy walczył z Werdumem, ale przebieg pojedynku raczej nie wymagał od niego nadmiernego wydatku energii. Z Silvą w trzeciej rundzie prezentował się przeciętnie (nawet biorąc pod uwagę warunki fizyczne), a walka również nie toczyła się w szybkim tempie w dwóch pierwszych rundach. U Helwaniego wspominał, że teraz jest już pewny, iż 5 rund może przewalczyć, ale… czy ja wiem, zależy z kim :)

  11. Zlatan

    4 lutego 2014 at 08:46

    Wiekszosc ukladala sie tak jak myslalem, czyli ze Aldo pewnie wypunktuje Lamasa (vicious kicks!), choc nie spodziewalem sie skonczenia w walce Barao – Faber. Bohaterem zostal Trujillo choc nie widze go jako faworyta w nastepnych pojedynkach, potencjalnie z Diazem czy Cerrone.

    Naiver, gdzie w Twoim rankingu p4p umiescilbys Barao z jego winning streak ? Faktem jest ze nie ma tam nazwisk ze scislej czolowce, ale jest to bolaczka jego dywizji. I na ktora pozycje zasluguje Aldo
    ?

    • naiver

      4 lutego 2014 at 17:37

      Zlatan, światowy P4P widziałbym na szybko tak (nie ukrywam, że po głębszym zastanowieniu mógłbym dokonać drobnych korekt):

      1. Jones
      2. Aldo
      3. Barao
      4. Johnson
      5. Velasquez
      6. Weidman
      7. Pettis
      8. Hendricks
      9. Henderson
      10. Silva

      Wszystko kwestia tego, jaką wagę przypisujemy do poszczególnych czynników, które wpływają na pozycję danego zawodnika – o ile ważniejsze są występy w ciągu ostatniego roku czy dwóch lat w porównaniu z poprzednimi? Jak wpływa na to klasa rywala? Czy istotniejsze jest zwycięstwo sprzed 2 miesięcy nad solidnym zawodnikiem czy sprzed półtora roku nad topowym zawodnikiem? I tak dalej…

  12. PAN EM

    4 lutego 2014 at 17:41

    Mimo wszystko (intuicyjnie, bądź też nie) kierowałeś się głównie tym, co próbowałem wyjaśnić na cohones – dominacją dywizji. Weidman i Pettis automatycznie uplasowali się na dole tabeli „mistrzów”, pomimo, iż to silne dywizje.

  13. naiver

    4 lutego 2014 at 17:44

    PAN EM, znaczy, że masz podobne zdanie na temat kształtu rankingu, który przedstawiłem czy odmienne?

  14. PAN EM

    4 lutego 2014 at 19:23

    Niemal identyczne. W skrócie – na cohones przyjąłem stanowisko, że ranking p4p powinien obrazować przede wszystkim dominację dywizji, a dopiero w dalszej kolejności opierać się na sile tej dywizji i wartościowaniu tych zwycięstw. Redakcja MMAROCKS w swoim rankingu umieściła Pettisa, Weidmana i Johnsona ponad Barao, co wydało mi się sprzeczne z moim poglądem na takowy ranking. Wojek argumentował to tym, że liczy się w dużym stopniu siła dywizji, a lekka jest najsilniejsza, a w przypadku Weidmana ma znaczenie zwycięstwo (podwójne) nad królem p4p – Spiderem.

  15. naiver

    4 lutego 2014 at 20:11

    Samą „siłę” dywizji można rozpatrywać na tak wielu płaszczyznach i przypisywać jednym z nich większą wagę niż innym, że… Zresztą, kto pamięta tamtą dyskusję na cohones, to wie.

  16. T9X

    4 lutego 2014 at 23:12

    Redakcja MMAROCKS ma tendencje do niedoceniania(np. Velasquez) i przeceniania(np. Weidman). Mi biższy jest ranking Naivera, ale Johnson zdecydowanie niżej u mnie niż Velasquez. Swoją drogą wszelkie rankingi p4p nie mają żadnego rzeczywistego znaczenia. Dodatkowo nie znam nikogo, kto znałby kryteria. Skupiając się na na umiajętnościach i pomijając warunki fizyczne i siłę, wypadałoby być konsekwentnym i pominąć kondycję, szybkość i koordynacje ruchową, które są z nimi ściśle związane. Wyczyszczenie dywizjii też jest nieprecyzyjne, bo w takiej sytuacjii Ronda Rousey może być pierwsza, a w rankingu zamiast Hendersona mógłby być Faber chociażby. A ty naiver, ranking tworzysz bardziej „na wyczucie” czy może wg kryteriów?

  17. Puczi

    5 lutego 2014 at 01:04

    Mój ranking wyglądały tak:
    1. Jones
    2. Aldo
    3. Barao
    4. Velasquez
    5. Weidman
    6. Johnson
    7. Pettis
    8. Hendricks
    9. Silva
    10. Junior

    T9X mylisz się odnośnie Rocksów, wszyscy stawiali na Velasqueza z Juniorem i chyba 1, czy 2 redaktorów na Weidmana z Silvą. Według mnie w p4p najważniejszym kryterium jest wyczyszczenie dywizji, styl, w jakim to się robi i na końcu siła kategorii wagowej.

    • T9X

      5 lutego 2014 at 16:56

      Nie chodzi mi o poszczególne walki, tylko właśnie p4p, gdzie zwodnicy tacy jak Velasquez czy JDS są u nich na straconej pozycji ze względu na wagę- szczytem było wywalenie Caina z rankingu (26.09.13). Argumenty, którymi podpierają swoje tezy do mnie nie trafiają – nie każdy zawodnik HW to pozbawiony techniki kloc z kondycją pozwalającą na wejście do oktagonu i 3 min walki. Ich niechęć do wagi ciężkiej, depercjonowanie ciężkich i ich osiągnięć są powszechnie znane. Natomiast nie przypominam sobie, żeby ranking opuścił Mr Split Decision Ben Henderson, który nie zasługuje na miejse w nim. Co do Cain vs JDS 2, to zdaje się, że byli podzieleni, ale głowy nie daję. Ale nie ma co się spierać o takie głupoty. To nie temat o redakcji mmarocks.

      • naiver

        6 lutego 2014 at 15:13

        Ciężcy nie mają na rocksach lekko! Na szczęście polskich oszczędzają i wyżywają się na tych zagranicznych ;)

  18. Zlatan

    5 lutego 2014 at 11:36

    Moje pytanie kierowalem dlatego ze widzialem dyskuje Pana Em z Wojslawem. Ja osobiscie tez umiescilbym Barao wyzej niz Pettisa czy Weidmana, ale tak naprawde te rankingi nic nie znacza a sa jedynie subiektywnym zestawieniem ktore mozna traktowac jako ciekawostke.
    1. Jones
    2. Aldo
    3. Barao
    4. Velasquez
    5. Johnson
    6. Weidman
    7. Pettis
    8. Hendricks
    9. Henderson
    10. Silva

    *JDS, Mendes…

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply