Przed burzą – UFC 159: Jones vs Sonnen

Nie lada uczta czeka na wszystkich fanów MMA w nadchodzący weekend – w Katowicach odbędzie się gala MMA Attack 3, natomiast w Newark – UFC 159: Jones vs Sonnen.

Galę Dariusza Cholewy zapowiedzieliśmy wcześniej tutaj i tutaj, natomiast poniżej analiza karty głównej UFC 159 oraz typowanie wszystkich pojedynków.

205 lbs

Jon Jones (17-1) vs Chael Sonnen (27-12-1)

Czy zdarzy się cud i Chael Sonnen sprawi sensację, odbierając swój pas mistrzowski Jonowi Jonesowi w kategorii półciężkiej? Im bliżej pojedynku, tym więcej jego fanów zdaje się przekonywać siebie samych, zaklinając rzeczywistość twierdzeniami, że wszystko jest możliwe, wszak to MMA. Tu i tam pojawiają się analizy porównujące zapasy obu zawodników, podkreślające znacznie większe osiągnięcia Sonnena i jego przewagę w stylu klasycznym. Wydaje się, że jednak wszystkie te rozważania sugerujące, że Chael nie jest bez szans, należy traktować w kategoriach marzeń ściętej głowy.

Owszem, Chael Sonnen pójdzie prawdopodobnie od samego początku ostro do przodu, bez odrobiny choćby respektu rzucając się na swojego rywala, jak to miewa w zwyczaju. Być może nawet uda mu się obalić mistrza raz czy dwa razy, choć samo skrócenie dystansu będzie niezwykle trudne, bowiem Jon Jones nie jest jednym z tych zawodników, którzy cofają się w linii prostej pod siatkę, by tam ugrząznąć w klinczu. Bones niemal do perfekcji wykorzystuje swoją przewagę zasięgu, opierając się jednak przede wszystkim na kopnięciach – może to rodzić pewne nadzieje dla Gangstera, bowiem każde kopnięcie to szansa na obalenie, ale mistrz i Greg Jackson doskonale zdają sobie z tego sprawę – z pewnością Jones będzie bardzo starannie wybierał momenty, w których zaprzęgnie do działania swoje długie kończyny dolne. Jego boks nie jest perfekcyjny, ale i Chael w tej płaszczyźnie ma poważne braki, stąd trudno oczekiwać, by ten aspekt okazał się decydujący.

Wydaje się, że jedyną szansą Sonnena będzie nieustanny napór i liczenie na to, że w końcu złapie, obali i utrzyma w parterze mistrza. Wplatania lowkingów, których mistrza zdaje się bardzo nie lubić, również może okazać się pomocne. Na jak długo jednak starczy Sonnenowi sił, biorąc pod uwagę, nie tylko lepszą kondycję mistrza, ale i wysokie ryzyko, że każda próba skrócenia dystansu zostanie okupiona zainkasowaniem kolejnych razów? Pretendent przetrwa pierwszą rundę, która być może będzie nawet wyrównana, ale z czasem zacznie opadać z sił, przestanie napierać z początkową intensywnością i od tego momentu Jones wyraźnie przejmie inicjatywę, kończąc walkę w parterze ciosami lub poddaniem.

185 lbs

Alan Belcher (18-7) vs Michael Bisping (23-5)

Obaj zawodnicy przegrali swoje ostatnie walki, co wiele ich kosztowało. Przymierzany do walki z Andersonem Silvą Michael Bisping musiał uznać wyższość Brazylijczyka Vitora Belforta, a Alanowi Belcherowi po dobrej serii czterech kolejny wygranych zupełnie nie udał się rewanż z Yushinem Okamim, który przegrał na kartach sędziowskich. Zwycięzca jutrzejszego starcia wróci prawdopodobnie do walki o najwyższe cele w dywizji średniej.

Pojedynek zapowiada się na niezwykle wyrównany i trudno wskazać w nim zdecydowanego faworyta. Wydaje się, że z każdą upływającą sekundą szanse na zwycięstwo Michaela Bispinga będą rosły z uwagi na jego doskonałe przygotowanie kondycyjne. Z drugiej jednak strony w każdym niemal pojedynku Anglik przyjmuje mocne ciosy, po których, by nie szukać daleko, wraca do walki, by wygrać (przeciwko Brianowi Stannowi) lub.. nie wraca, zostając na deskach (przeciwko Belfortowi). Alan Belcher jest nieźle poukładanym kickbokserem, który potrafi bardzo mocno kopać, choć czasami daje się ponieść fantazji, zapominając o technice i wdając się bójkę. Wydaje się, że dla Amerykanina byłoby fantastycznie, gdyby do takowej bójki udało mu się sprowokować Bispinga, ale zdyscyplinowany taktycznie Anglik raczej nie da się w to wciągnąć, zdając sobie sprawę, że w takich szalonych wymianach nie miałby większych szans – przede wszystkim z uwagi na moc, a w zasadzie jej brak, w ciosach, które rzuca. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że jest to świadoma strategia, jaką Bisping przyjmuje w oktagonie – jego ciosy nie niosą może ze sobą destrukcyjnej siły, ale są szybkie i precyzyjne, a sposób ich wyprowadzania powoduje, że Michael nie jest narażony na bycie obalonym.

Bisping vs Belfort
Michael Bisping pada po potężnym kopnięciu na głowę w wykonaniu Vitora Belforta

Przewaga w zapasach powinna należeć do Anglika, który nie powinien mieć większych problemów z próbami – jeśli takowe się pojawią – sprowadzeń ze strony Amerykanina. Z drugiej strony, nie jest wykluczone, że sam Bisping spróbuje skorzystać ze swoich coraz lepszych ofensywnych zapasów i przenieść walkę do parteru, choć warto mieć na uwadze, że Belcher to sprawny grappler i szalenie trudno wyobrazić sobie, by Anglik był w stanie poważnie zagrozić mu w parterze.

Belcher jest zawodnikiem silniejszym i może to spróbować wykorzystać w klinczu, ale pamiętajmy, że akurat ten element Bisping ma bardzo dobrze rozpracowany. Nieźle pracujący na nogach Anglik będzie unikał mocnych ciosów Belchera, a pomimo tego, że zainkasuje kilka mocnych lowkingów, wypunktuje Amerykanina kombinacjami bokserskimi. Jeśli ma to wygrać Alan, to w pierwszej rundzie, z każdą kolejną przewaga kondycyjna Anglika będzie coraz wyraźniejsza. Michael Bisping przez decyzję.

265 lbs

Roy Nelson (18-7) vs Cheick Kongo (18-7-2)

Pojedynek Amerykanina z Francuzem to ważna potyczka w kontekście układu sił w dywizji ciężkiej. Obaj wygrali trzy z ostatnich czterech walk, ale to Roy Nelson może poszczycić się aktualnie serią dwóch kolejnych wygranych. Cheick Kongo pokonał co prawda w ostatnim boju Shawna Jordana, ale w bardzo kiepskim stylu. Zwycięzca tego pojedynku postawi mocny krok w kierunku walk o najwyższe laury w dywizji.

Cheick Kongo jest dobrym kickbokserem, ale.. nie pod MMA. Tutaj – wobec ogromnych braków parterowych – Francuz nie jest w stanie otworzyć się, wykorzystując naprawdę dobre kopnięcia, którymi raził między linami rywali. Ryzyko przed wylądowaniem na deskach paraliżuje jego poczynania stójkowe. To doskonała wiadomość dla Roy’a Nelsonaa, który na pewno nie miałby nic przeciwko, żeby znaleźć się w parterze z Francuzem. Poważny kłopot może za to stanowić kondycja Amerykanina, która pozostawia wiele do życzenia. Jeśli Kongo przetrwa pierwszą rundę bez większego uszczerbku na zdrowiu, jego szanse na wygraną mocno wzrosną.

Czy jednak Cheick będzie w stanie uniknąć potężnych cepów Nelsona, biorąc pod uwagę, że padał zarówno w starciu z Patem Barrym i Markiem Huntem? Jasne, ci dwaj to stójkowo wyższa półka od Roy’a Nelsona, ale nie zapominajmy, że Francuza „posadził” też Frank Mir. Biorąc to wszystko pod uwagę, istnieje małe prawdopodobieństwo, by obawiający się sprowadzenia – pomimo przeciętnych zapasów Nelsona – Kongo nagle zmienił sposób prowadzenia walki. Pasywnie walczący Francuz nie przetrwa pierwszej rundy – polujący na potężny prawy Nelson w końcu trafi i zwycięży przez TKO.

205 lbs

Phil Davis (10-1) vs Vinicius Magalhaes (10-5)

Obaj zawodnicy wygrali swoje ostatnie starcia – Phil Davis udusił Wagnera Prado, a Vinny Magalhaes poddał balachą Igora Pokrajaca. Drugie kolejne zwycięstwo będzie dla jednego z nich oznaczało starcie z szeroką czołówką dywizji w kolejnym pojedynku.

Panowie nie szczędzili sobie słownych uprzejmości przed tą walką, co spowodowało, że ten, wydaje się, jednostronny na papierze pojedynek nabrał rumieńców. Czy słusznie? Mało prawdopodobne – starcie doskonałego zapaśnika z doskonałym grapplerem może i powinno zapowiadać się wybornie, ale tylko pod warunkiem, że poziom stójkowy obu byłby zbliżony. Tak raczej nie będzie w tym starciu, nawet pomimo tego, że Phil Davis słabiutko wykorzystuje dużą przewagę zasięgu, jaką posiada nad rywalami (10 centymetrów nad Magalhaesem). Amerykanin dysponuje naprawdę sporym atletyzmem i zwinnością, ale najwyraźniej brakuje mu drygu do stójki. Jest to, oczywiście, w sporym stopniu rekompensowane przez dobre zapasy, dzięki którym jego rywale, walcząc z nim, boją się otworzyć, by nie wylądować na plecach. Dobrzy zapaśnicy z reguły mogą sobie pozwolić na większe luki w płaszczyźnie stójkowej, bowiem zawsze posiadają alternatywę w postaci przeniesienia walki do parteru.

Davis vs Prado
Phil Davis nie miał najmniejszych problemów ze sprowadzeniem do parteru bezradnego Wagnera Prado

Pezao nie będzie w stanie położyć na plecach Phila Davisa, w stójce natomiast przewagę będzie miał Amerykanin, który okazjonalnymi obaleniami i dobrą kontrolą z góry w końcówkach rund (a może i wcześniej?) przypieczętuje swoje zwycięstwo, które będzie dla niego oznaczać powrót do walki z najlepszymi w dywizji. Phil Davis zwycięży przez decyzję.

155 lbs

Jim Miller (22-4) vs Pat Healy (29-16)

W ostatnich czternastu pojedynkach Jim Miller przegrał tylko trzy razy i to z rywalami z najwyższej półki (Gray Maynard, Benson Henderson, Nate Diaz). Czy mogący pochwalić się serią sześciu kolejnych zwycięstw w Strikeforce Pat Healy dołączy do wspomnianej trójki pogromców Millera? Na pewno zwycięzca tego starcia mocno usadowi się w czubie dywizji lekkiej.

Jim Miller ostatnimi czasy mocno pracował nad swoją stójką i trzeba przyznać, że doskonałe tego efekty mieliśmy okazję obserwować w jego ostatniej – kapitalnej – potyczce z Joe Lauzonem. Amerykanin jest też dobrym zapaśnikiem, który pewnie czuje się w parterze – dość powiedzieć, że aż 12 z 22 zwycięstw odniósł przez poddanie, a tylko raz sam padł jego ofiarą – poddał go Nate Diaz. Również Pat Healy nie jest ułomkiem jeśli chodzi o grappling, ale nie wydaje się prawdopodobne, by jego skądinąd niezłe zapasy były wystarczające, by kłaść na plecach Millera – skoro nie był tego w stanie zrobić Kamal Shalorus. W stójce natomiast bezwzględnie przewagę powinien mieć znacznie szybszy i dynamiczniejszy Jim, neutralizując tym samym przewagę wzrostu i fizyczności Pata.

Swoje odegra też kondycja, której tytanem nie jest Healy. Miller co prawda w ostatniej potyczce również mocno opadł z sił w trzeciej rundzie, ale był to raczej wyjątek potwierdzający regułę – kondycja Millera bowiem na ogół spisuje się bez zarzutu. Jim Miller zwycięży przez TKO.

Pozostałe

Bryan Caraway < Johny Bedford
Ovince St. Preux > Gian Villante
Sara McCann > Sheila Gaff
Rustam Khabilov > Yancy Medeiros
Leonard Garcia > Cody McKenzie
James Head > Nick Catone
Steven Siler < Kurt Holobaugh

fot. ufc.com

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

4 Comments

  1. ekonom

    27 kwietnia 2013 at 00:55

    Postawię na Belchera, pójdzie ostro do przodu i znokautuje Bispinga. Amerykanin w każdej walce czymś mocnym trafia, Anglik w każdej coś mocnego przyjmuje.

  2. Puczi

    27 kwietnia 2013 at 10:07

    Zgadzam się z typami z głównej karty.
    Mam nadzieję, że Chael przetrwa chociaż 2-3 rundy – serca mu na pewno nie brakuje – jednak również nie jestem w stanie wyobrazić sobie wygranej Gangstera [chociaż kiedyś śnił mi się armbar z dosiadu ;)].

    Bisping – Belcher… Stawiam na Micheala. Jeśli nie dostanie jakimś szalonym cepem, to powinien wygrać 30-27, ew. 29-28.

    Spodziewam się i liczę na KO w wykonaniu Nelsona. Po walkach z Barrym, Huntem, czy Mirem trudno jest stawiać na Konga w starciu z power puncherami.

    Po pojedynkach Diazów wycierających matę straciłem wiarę w grapplerów z mma. Nieskoordynowana stójka Davisa powinna spokojnie wystarczyć na Magalhesa, w razie wyrównanego starcia bez obaw będzie mógł nabić punkty obalając „Viniego”.

  3. Slipmych

    27 kwietnia 2013 at 11:35

    JJ vs Sonnen – szkoda czasu na analizę, to jedno z najgłupszych zestawień o pas mistrzowski w ostatnich latach

    Bisping vs Belcher – „Jeśli ma to wygrać Alan, to w pierwszej rundzie, z każdą kolejną przewaga kondycyjna Anglika będzie coraz wyraźniejsza. Michael Bisping przez decyzję” – Mogę się pod tym podpisać

    Nelson vs Kongo – No cóż… Oby Nelson trafił, bo jak Kongo narzuci swój styl walki to nie będzie się dało tego oglądać

    Phil Davis vs Vinny Magalhaes – No i tutaj się nie zgadzam ani z Tobą, ani z bukmacherami. Uważam, że nieznacznym faworytem jest Phil Davis, natomiast nie mogę się zgodzić z ludźmi, którzy przewidują jednostronny pojedynek. Po pierwsze stylistycznie Magalhaes jest delikatnie mówiąc niewygodnym rywalem dla Amerykanina. Po drugie rozwój Brazylijczyka w MMA od walki z Marshallem wydaję się być ogromny. Zaczynając od stójki, Magalhaes rozwinął się w tajskim boksie. Dobrze operuje kolanami w klinczu i potrafi nieźle kopać z dystansu. Mimo, że jego boks nadal nie jest na odpowiednim poziomie, nie można mu odmówić rozwoju w stójce. Co do parteru, po zejściu do wagi średniej Rogera Gracie, Pezao jest najlepszym zawodnikiem BJJ w tej dywizji. Techniki, które prezentuje na macie i ostatnio również w MMA (Gogoplata Neck Crank) to prawdziwa poezja parteru. Mając w pamięci jak ośmieszył Chrisa Weidmana na macie i wiele jego innych nieszablonowych technik, daję mu duży kredyt zaufania. A teraz przechodząc do samej walki. Stójką Davisa mi się nie podoba, bazuje głównie na kopnięciach, które można przechwycić (Rashad Evans pokazał jak). Boks również średni. Ogólnie jego stójka jest w miarę skuteczna ale wiele w niej braków. Co do zapasów są rewelacyjne, problem w tym, że z każdym obaleniem może iść w parter po śmierć. Nie sądzę, żeby Davis był w stanie kontrolować walkę. Będzie tam musiał się bronić przed BJJ rywala, chyba, że postawi na nudną walkę. Uważam też, że Vinny jest w stanie walczyć o pozycję z pleców i chwila nieuwagi może kosztować Davisa zmianę warty w wycieraniu maty.
    Podsumowując jako fan umiejętności parterowych Magalhaesa wierzę, że nie przez przypadek wyzwał właśnie tego zawodnika do walki i dobrze wiedział co robi. Stawiam na wyrównany pojedynek i decyzję, która może pójść w dwie strony. Nie wykluczam poddania ze strony Magalhaesa i KO ze strony Phila. Dla mnie to najbardziej interesujące zestawienie na tej gali

  4. marcin

    27 kwietnia 2013 at 12:00

    Jones zdemoluje Sonnena. Co do Belchera, mam wrażenie, że szansa na to, że naruszy Bispinga w pierwszej rundzie jest większą niż może się wielu wydawać. Będzie mógł iść mocno do przodu, bo na pewno nie będzie się obawiał pięści z waty Anglika. Belcher przez KO.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply