MMA Attack 3 – relacja ze Spodka

Gala MMA Attack 3 przeszła do historii, a całe wydarzenie dostarczyło wiele skrajnie odmiennych emocji – można je zatem uznać za udane.

Jak widowisko prezentowało się z perspektywy trybun? Jak ocenić można walki, jak wypadła cała organizacja? Poniżej mocno subiektywne – inne wszak być nie może – spojrzenie na najbardziej zapadające w pamięć wydarzenia z gali MMA Attack 3.

Fakt, iż dotychczas nie miałem okazji obejrzeć żadnej walki w domowym zaciszu przed telewizorem, powoduje, że odbiór pewnych szczegółów może znacznie różnić się od tego, jak postrzegali je telewidzowie. Czyniąc zatem zastrzeżenie, że wszystkie walki oglądane były tylko raz, na żywo, bez obejrzenia powtórek na ekranie telewizora czy komputera, które być może zweryfikowałaby moje osądy, pozwolę sobie przejść do rzeczy.

Matchmaking

Nawet biorąc pod uwagę, że „standardy” układania pojedynków wyznaczone przez KSW powinny być bez najmniejszych problemów pozostawione daleko w tyle przez każdego pro-sportowo nastawionego matchmakera dysponującego odpowiednimi środkami finansowymi, to Pawłowi Kowalikowi, który zestawiał walki na MMA Attack 3, należą się spore brawa – co w zasadzie było wiadome już w momencie, gdy karta walk była odsłaniana. Wystarczyło bowiem obejrzeć choćby kilka bojów Stavrosa Economou, Bojana Velickovica czy Juha-Pekka Vainikainena, by wiedzieć, że dla naszych rodaków pojedynki z wyżej wymienionymi nie będą w żadnym wypadku formalnością. Z drugiej strony, ktoś jednak ponosi odpowiedzialność za to, że w „trzeciej walce wieczoru” zafundowano nam coś, czego poziom, czy może raczej jego brak, trudno oddać słowami – tym kimś musi, niestety, również być Paweł Kowalik, pomimo jego zapewnień, że w tym żenującym zestawieniu palców nie maczał. Szanujmy się jednak.. Czy nie lepiej po prostu stwierdzić, że to była konieczność, mniejsze zło czy brak alternatyw zamiast – wbrew wszystkiemu – iść w zaparte, wypierając się tego zestawienia?

Rozczarowujący Damian Grabowski

Tak, jak przewidywaliśmy w analizie Stavrosa Economou, Cypryjczyk okazał się bardzo wymagającym rywalem dla Damiana Grabowskiego, co z jednej strony dobrze świadczy o Szalonym Niedźwiedziu, ale z drugiej jednak niezbyt dobrze o najlepszym polskim ciężkim, którego aspiracje sięgają UFC. Zgodnie z przewidywaniami Stav okazał się twardym, silnym i sprawnym w parterze zawodnikiem z dobrą kondycją, co dla fanów sugerujących się jego wyglądem musiało być – i było, czego przykładów na trybunach wokół mnie znaleźć można było bez liku – wielkim zaskoczeniem. Pełne szyderstwa okrzyki w kierunku wychodzącego do klatki Cypryjczyka zamieniły się w brawa w momencie, gdy schodził do szatni.

Damian Grabowski rozczarował. Potrójnie. Po pierwsze – zaprezentował się bardzo przeciętnie, by nie rzec – słabo. Z perspektywy trybun wyraźnie przegrał pierwszą rundę, by nieznacznie wygrać drugą. W trzeciej, decydującej, również nie wyglądał tak, jak wyglądać powinien najlepszy polski ciężki – udało mu się co prawda przenieść walkę do parteru, ale przez długi czas był kontrolowany i obijany pod siatką przez Cypryjczyka. Na kilkanaście sekund przed końcem odnosiłem wrażenie, że ostatnia runda wygląda remisowo, aż do momentu rozczarowania numer dwa..

Grabowski vs Economou
Damian Grabowski chwyta się siatki, uniemożliwiając Stavrosovi Economou wykonanie efektownego obalenia, czym przesądza o losach pojedynku na swoją korzyść

Cwaniactwo? Spryt? Doświadczenie? Zwał, jak zwał, prawda jest natomiast taka, że w moim odczuciu Damian Grabowski, chwytając się siatki na kilkanaście sekund przed zakończeniem walki, czym uniemożliwił wykonanie efektownego slamu Stavrosovi Economou (potem jeszcze w rezultacie powyższego to Grabowski znalazł się na górze), zagarnął zwycięstwo w tym pojedynku. Niesmaczne. Cholernie niesmaczne. Na myśl od razu przyszły wspomnienia z walki Jose Aldo vs Chad Mendes, gdy ten ostatni dopadł mistrza i już, już miał efektownie rzucić nim o deski, gdy Brazylijczyk uratował się, chwytając siatkę – chwilę potem znokautował pretendenta i to tylko ten ostatni moment utkwił w pamięci fanów. Jasne, to instynkt, odruch bezwarunkowy, czasem człowiek nie może się powstrzymać, bywa.

Miałem jednak nadzieję, że zawsze elokwentny Damian Grabowski w wywiadzie po walce ukoi nieco moje skołatane nerwy i choć po części zrehabilituje się za całą walkę – nic z tych rzeczy. Rozczarował po raz trzeci, rozpoczynając swój wywód od wymówki z alergią – i nieszczególnie interesuje mnie to, ile w niej było prawdy, bowiem to sprawa drugorzędna. Dobrze byłoby, gdyby Damian wziął przykład z, powiedzmy, Caina Velasqueza, który walcząc z uszczerbkiem na zdrowiu znacznie poważniejszym, jak na moje niewprawione lekarskie oko, niż alergia w przegranym przez siebie pojedynku z Juniorem dos Santosem, po walce zachował się jak mężczyzna, nie tłumacząc porażki tym czy tamtym. Niemal każdy zawodnik MMA tocząc pojedynki na pewnym, wysokim, poziomie podchodzi do walki z większym lub mniejszym urazem – to nieodzowny element tego sportu. Wszystko, oczywiście, jest kwestią podejścia, bowiem znajdą się zapewne fani, których cieszy, że zawodnik od razu po walce przedstawia swoją wersję, w której słabą dyspozycję zrzuca na karb alergii czy migreny – ale ja do nich nie należę.

Czarę goryczy przelały dalsze słowa Damiana Grabowskiego, który najpierw szydził z postury Stavrosa Economou, by potem narzekać jeszcze na wagę Cypryjczyka. Po pierwsze zatem – drogi zawodniku, jeśli podkreślasz, że twój rywal miał brzuszek, to tym gorzej dla ciebie w kontekście tego, że ledwie, ledwie z nim wygrałeś. Po drugie natomiast – jeśli nie podoba ci się, że mierzysz się z zawodnikiem ważącym 120 kilogramów, to być może nastała pora, by zmienić kategorię wagową – w twojej bowiem dozwolone jest tych 120 kilogramów i musisz liczyć się z tym, że czasami będziesz walczył z rywalem cięższymi niż 110 kilogramów. W przemówieniu Damian zabrakło już chyba tylko narzekania na brak sponsorów przy jednoczesnym wytknięciu menedżerom, że pobierają opłatę za swoją pracę. Przy całym ogromnym szacunku dla Damiana – więcej pokory, proszę..

Dwaj bohaterowie

By pozostać jeszcze na chwilę przy wydarzeniach, które wzbudziły mój absmak – Krzysztof Jotko vs Bojan Velickovic. Podkreślę, nie wiem, jak wyglądało to z perspektywy telewizora, ale z trybun (zielony sektor R) trudno było mieć jakiekolwiek wątpliwości, co do tego, że pierwszą rundę 10-9 wygrał Serb, a gdyby zastosować podejście sędziego Pawlęgi, to i 10-8. Druga również należała do Velickovica, choć była bardziej wyrównana. Trzecia natomiast to bezdyskusyjne 10-8 dla Krzysztofa Jotko (Pawlęga style: 10-7). Innymi słowy, decyzja o zwycięstwie Polaka bardzo kontrowersyjna, by nie rzec po prostu – błędna. Żadnej w tym oczywiście winy obu zawodników, bo obaj pokazali prawdziwą klasę. Velickovic przez pierwsze dwie rundy doskonale obijał Krzysztofa, by w trzeciej rundzie przetrwać nieprawdopodobną nawałnicę ciosów Polaka. Podopieczny Mirosława Oknińskiego również pokazał charakter, podnosząc się po przegranych rundach i udowadniając, że nieprzypadkowo uznawany jest za wielki talent. Warto podkreślić, że Serb po walce nawet nie napomknął o werdykcie, po prostu przepraszając fanów, że zawiódł. I to jest klasa. Życzyłbym sobie widzieć tego szalenie utalentowanego zawodnika z ogromnym sercem do walki jeszcze nie raz, nie dwa w Polsce przy okazji gali MMA Attack.

Pozostałe

Tomasz Drwal nie miał problemów z odprawieniem Wesa Swofforda – zgodnie z przewidywaniami w parterze Amerykanin był bezbronny i klepał, zanim jeszcze Polak do końca zapiął balachę. Również w stójce nasz czołowy średni zaprezentował się bardzo dobrze, co pozwala mieć nadzieję, że Goryl nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o swoją karierę w MMA.

Piotr Hallmann udowodnił, że pokładane w nim nadzieje, znajdują swoje uzasadnienie w walce z solidnymi europejskimi firmami. Dzięki sporej dynamice, ładnym schodzeniu z linii ciosów i szybkim rękom, zniwelował przewagę zasięgu, jaką dysponował Juha-Pekka Vainikainen. W parterze – pomimo chwilowych problemów – Piotr Hallmann wyraźnie dominował. Oczywistym było, że Fin ma bardzo twardą szczękę, wszak w poprzednich 26 walkach nigdy nie przegrał przez nokaut. W samej końcówce walki nasz rodak jednak już miał go na „widelcu” w stójce i wydawało się, że jeszcze jeden, dwa ciosy i Vainikainen padnie nieprzytomny na deski – jednak Piotr zdecydował się na obalenie. Nie zmienia to faktu, że najznamienitszy polski specjalista od ground and pound ma przed sobą szalenie interesującą przyszłość.

Tak wyglądała perspektywa, z której obserwowałem wejście Piotra Hallmanna do oktagonu i wszystkie w nim wydarzenia, które w niniejszej relacji opisuję

Umknęło mi, niestety, kilka fragmentów walki Karola Celińskiego i Michała Fijałki. Tym niemniej wydaje się, że remis jest werdyktem sprawiedliwym. Z jednej strony, znacznie więcej ciosów wyprowadził Celiński, ale z drugiej ogromną ich część Sztanga przyjął na gardę, sam kilkukrotnie sprowadzając Karola do parteru. Po końcowej syrenie miałem wrażenie, że rozstrzygnięcie w dużej mierze zależeć będzie od tego, czy sędziowie preferują niewielką przewagę stójkową Celińskiego, czy też obalenia i kontrolę Fijałki w parterze. Remis wydawał się dobrym rozwiązaniem tych rozterek.

Oskar Piechota doskonałym kontrującym, krótkim lewym sierpem pozbawił przytomności szarżującego Livio Victoriano. Pierwszą rundę bezsprzecznie wygrał popularny Imadło, choć – biorąc pod uwagę jego umiejętności parterowe – wielu musiało być zaskoczonych tym, że najmniejszej krzywdy nie dał sobie zrobić z pleców Livio, który umiejętnie neutralizował wszelkie ofensywne zapędy Piechoty. O ile w stójce częściej w pierwszej rundzie zdawał się trafiać Victoriano, to nie ulega wątpliwości, że wygrał ją Oskar. W drugiej natomiast nieprawdopodobnym nokautem udowodnił, że również w płaszczyźnie bokserskiej dysponuje ogromnym potencjałem – być może momentami przyjmował zbyt wiele ciosów od Livio, może nie w każdym fragmencie wyglądało to idealnie, ale kapitalny nokaut w pełni rekompensuje te drobne błędy, i to z ogromną nawiązką. Warto wspomnieć, że dzień później Piechota został wicemistrzem Europy ADCC. Na pewno warto z wielką uwagę śledzić jego karierę – mający wcześniej co do tego pewne wątpliwości, w tym niżej podpisany, zostali ich pozbawieni.

Sporo negatywnych emocji wzbudziła walka Tymoteusza Świątka z Marcinem Lasotą. Obaj rozczarowali – Lasota dał próbkę tego, co potem artystycznie rozwinął tancerz erotyczny, natomiast Świątek pokazał kompletną indolencję w obronie sprowadzeń. Mityczny parter Lasoty – pomimo tego, że ostatecznie zwyciężył przez poddanie – również uległ mocnej weryfikacji. Świątek z kolei pokazał, że może i ma charakter, ale umiejętności – przynajmniej zapaśnicze – jeszcze daleko, daleko w tyle.

Dwa słowa o oprawie gali. Na spory minus zasługują telebimy, które włączały się i wyłączały w sobie tylko wiadomym schemacie, a które były niezwykle pomocne, gdy walka przenosiła się do parteru. Pod względem samej oprawy MMA Attack potwierdza, że znacznie bliżej im do UFC aniżeli do Pride – wszelakich efektów świetlnych było mniej niż na KSW 22, a wyjściom zawodników towarzyszyła pewna taka ascetyczna surowość. Brak odpustowej otoczki (poza może ostatnią „walką”) to dobra cecha odróżniająca MMAA od KSW, którą należy kultywować, co zresztą nie powinno być szczególnie trudne, biorąc pod uwagę podejście Dariusza Cholewy.

Trybuny nie były pełne – szacunkowo było około 5-6 tysięcy kibiców, ale miejmy nadzieję, że masa krytyczna została przekroczona i kolejna gala MMA Attack, którą już zaplanowano w Ergo Arenie, nie jest zagrożona. Życzyłbym sobie także, by była ostatnią, na której nie odbędą (?) się pojedynki o pas. Cztery gale powinny bowiem być wystarczającą podstawą do rozdania pierwszych pasów mistrzowskich na MMA Attack 5.

fot. MMA Attack

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

45 Comments

  1. Kej

    29 kwietnia 2013 at 08:53

    Prawie ze wszystkim się zgadzam.
    Fijałka vs. Celiński – słuszny remis? Nie wydaje mi się.
    Spisywany na straty Świątek pokazał, że się nie boi iść w wymianę, a słabe zapasy zamienił przynajmniej w trzymaną szczelnie gardę z dołu. Tak ‚świetny’ BJJ/zapaśnik Lasota powinien go skończyć wcześniej. Lasota ‚jednopłaszczyznowością’ stracił w moich oczach, Świątek brakiem unikania walki (czy to w stójce, czy w parterze) zyskał.

  2. Fresh

    29 kwietnia 2013 at 09:07

    Dobry pojazd po Grabowskim trzeba tylko brac pod uwage ze Damian tlumaczy sie po wygranej a nie przegranej walce. Gdyby przegral zawsze mogl jeszcze zrzucic wine na Cipka ktory przesunal tremin wyjazdu do USA przez co Damian wrocil do Polski na kilka dni przed walka a Cipek w idealnym momencie.
    Piszesz że Grabowski aspiruje do UFC – wręcz przeciwnie, Damian jasno sie okreslil ze jest juz za stary i nad ambicje sportowe przeklada zaraboki bo z MMA sie utrzymuje i woli zawalczyc 4 razy w roku w europie niz 1 w roku dla ufc bo wyjdzie na tym lepiej finasowo.

  3. noodles

    29 kwietnia 2013 at 10:48

    1 Trochę za mocny ten pojazd po Grabowskim. To trzymanie się siatki trzeba także przypisać instynktowi w walce. Z resztą gdyby Cypryjczyk obalił Damiana to i tak Polak by wygrał.
    Te tłumaczenia też mnie irytowały. Grabowskim mógł mówić, że ma alergie a Economu może miał sraczkę a jakby był zdrowy to by się po nim przejechał walcem. Narzekanie na przetrenowanie w AKA też jest trochę załosne bo wychodzi na to, że najlepszy cięzki nie umie się przygotować do walki, z resztą nie po raz pierwszy słyszymy takie tłumaczenie.

    2 Ja się zgadzam z werdyktem dla Jotki, dla mnie druga runda na remis, chociaż też nie miałbym problemu z wygraną Serba w drugiej rundzie i efekcie remisu w całej walce. Pawlęga style hehehe

    Werdykty są kontrowersyjne bo walki były bardzo wyrównane więc tak naprawdę o wyniku decydowałą w głównej mierze subiektywna ocena sędziego. Jednak moim zdaniem sędziowi punktowi zdali egzamin, nie było odjazdu w obłokach jak na KSW ( nie lubię Pawlęga style) no może poza tym który dał wygraną Sztangi.

    3 Hallmann to dla mnie drugi bohater wieczoru po Jotce, mam nadzieje go ujrzeć w głównej karcie na następnej gali.

    4 Co do walki Piechoty i Victoriano. Trudno było wymagać pokazania umiejętności parterowych od Oskara skoro sędzia w sposób idiotyczny podnosił walkę do stójki. Przypomina mi się sytuacja gdy Oskar z pół gardy albo dosiadu, wyprostował się by zadać czysty cios z góry a sędzia…podniósł walkę ;] Sam Piechota był bardzo zdziwiony. To raczej jedyne błędy sędziego ringowego na tej gali.

    Co do freak showu. Mi one nie przeszkadzają, ja się pośmiałem ale gdybym był właścicielem organizacji to by mi nie było do śmiechu bo piękny wieczór z mma został dla mnie obrzucony gównem i cały obraz gali został mocno uszkodzony przez to coś. Więc jeżeli Cholewa chce Koksa na następnej gali to mogę sparafrazować jednego z bohaterów walki wieczoru „DLACZEGOOOOO!!!???”

    Gala na duży plus, właściwie nie ma się do czego jakoś bardzo przyczepić. Alf z brodą debiutował w roli announcera i jednocześnie został najlepszym announcerem w kraju.

    Oby tak dalej, Panie Cholewa

  4. noodles

    29 kwietnia 2013 at 11:22

    obejrzałem jeszcze raz 2 rundę Jotki.

    5-3 min- wymiana w stójce w której częściej trafia Krzysiek, przez 1 minutę drugiej rundy wyraźna przewaga, później Serb okopuje nogę Polaka ale i tak ogólne wrażenie jest takie, że to Krzysiek jest lepszy.

    3 min- obalenie Jotki, zajście za plecy. Velickovic ucieka, Jotko do niego dochodzi i trafia kolanem. Trochę walki w klinczu, Jotko później znowu trafia kolanem.

    Do tej pory runda zdecydowanie dla Krzyśka.

    2 minuta- Velickovic obala i bije z dołu. Trzeba przyznać, ze bardzo efektownie. Jotko przez minutę lezy jak drewno, dopiero później zaczyna być aktywym z dołu, zadawać ciosy.

    Podsumowując. Z przekroju całej rundy większą dominację miał Jotko ale to Serb zrobił większy „damage” swoim GnP.

    Ja pozostaje przy swoim i dla mnie runda remisowa.

  5. PAN EM

    29 kwietnia 2013 at 11:29

    Kilka moich spostrzeżeń:

    – w pełni zgadzam się z naiverem w sprawie rozczarowania Grabowskim

    – jestem pod wielkim wrażeniem ducha walki Krzyśka, pomimo, że ja wypunktowałem tam remis (10-9, 10-9, 8-10)

    – ten freak fight był tak fatalny, że nawet niedzielni fani byli delikatnie mówiąc – rozczarowani

    – duet J&J jak zwykle klasa

    – oprawa adekwatna do wydarzenia; czytaj na plus

    – OGROMNY MINUS, OGROMNY za to, że werdykty podawane są bez punktacji i bez wyszczególnienia na osobne punktacje każdego z sędziów. Jeśli MMA ATTACK chce iść w ślady UFC to jest to dla mnie absolutne must have

    – Alf moim zdaniem w ogóle nie sprawdził się w roli announcera. Trzeba kontynuować poszukiwania polskiego Buffera

    – drażniła mnie niechlujność w tablicach, które przedstawiały info o zawodnikach. Dużo w nich było pomyłek.

  6. noodles

    29 kwietnia 2013 at 11:47

    „drażniła mnie niechlujność w tablicach, które przedstawiały info o zawodnikach. Dużo w nich było pomyłek.”

    To raczej wina Polsatu, plus mogę dodać że mogli zabrać kamery z narożnika jak leciały „kurwy”. Mi tam nie przeszkadza a nawet oddaje emocje ale jak to ma oglądać przeciętny widz…

    ” OGROMNY MINUS, OGROMNY za to, że werdykty podawane są bez punktacji i bez wyszczególnienia na osobne punktacje każdego z sędziów. Jeśli MMA ATTACK chce iść w ślady UFC to jest to dla mnie absolutne must have”

    Pełna zgoda.

  7. Slipmych

    29 kwietnia 2013 at 12:00

    Co do walki Jotki podobnie jak duet Juras & Janisz byłem przekonany, że przegrywał po dwóch rundach 20-18 i stawiałem na remis w tej walce. UD dla Jotki to prezent od sędziów

    Co do Grabowskiego to rzeczywiście w tym wywiadzie po walce trochę mu smoła wyszła z butów. Nie wiem czy chciał się wyładować bo walka mu nie wyszła, czy taki już po prostu jest, ale słabo to wyszło.
    Co do trzymania się siatki to nie mam do niego pretensji, bo od reakcji w takiej sytuacji jest sędzia. Uważam, że powinno się natychmiastowo pauzować walkę w takiej sytuacji i odjąć zawodnikowi punkt. Taka akcja może wypatrzyć wynik walki i trzeba z tym zrobić porządek.

    Dodam jeszcze, że superfight Drwal vs Materla to być może marzenie ściętej głowy, ale taka walka jest potrzebna. Ja przynajmniej bardzo bym chciał taki pojedynek zobaczyć.

  8. noodles

    29 kwietnia 2013 at 12:16

    Drwal vs Materla było by super. Nie zestawiałbym Tomasza z Mamedem bo kariera Czeczena idzie do nikąd a dla Materli pojedynek z takim profesjonalistą jaki jest Drwal dałby nam mega odpowiedź czy jest gotowy stanąć do rywalizacji z najlepszymi w UFC. Nie mam wątlpliwości, że Drwal byłby mega przygotowany i postawiłby bardzo duży opór Materli, może nawet bym stawiał na Gorillę.

  9. naiver

    29 kwietnia 2013 at 12:23

    Fresh, wiem, że Grabowski wypowiadał się w tonie, o którym piszesz, ale przecież w żadnym wypadku nie wykluczał UFC – po to przecież w 2013 ma wygrać kilka walk, żeby ewentualna oferta UFC w 2014 roku była intratniejsza, o czym we wcześniejszym wywiadzie wspominał – i brawa dla dla niego za stawianie sprawy jasno, zamiast mydlenia oczu fanom. Oczywiście, warto mieć cały czas na uwadze, że ta oferta UFC może w 2014 roku wcale nie nadejść albo nadal być niewystarczająco atrakcyjna.

    Wszystko to nie zmienia faktu, że jestem rozczarowany sobotnią postawą Grabowskiego.

  10. Szady

    29 kwietnia 2013 at 14:35

    Jeden z „cohonesów” chce Ci zrobić konkurencję i wystartować ze swoim blogiem o MMA, ale raczej nie będę u niego stałym gościem m.in. po tym jak stwierdził, że balonik Hallmanna pękł. :D
    Walkę Jotki punktowałem identycznie jak Pan EM i po obejrzeniu jej jeszcze raz na YT zdania nie zmieniam. Tam był remis i wygrana Jotki jest prezentem dla niego od sędziów.

  11. Fresh

    29 kwietnia 2013 at 14:38

    @naiver, ja mam wrażenie że Damian zdaje sobie sprawe ze swojego wieku i problemów fizycznych- jest małym cięzkim a przy jego problemach z kregoslupem bedzie mu coraz gozej stawiac opor wiekszym od siebie. Grabowski sam wspominal ze w UFC moze liczyc na starcie na podstawowa wyplate i liczyc na podwyzki po ewentualnych zwyciestwach. Byla w AKA zobaczyl jaki jest poziom i wie ze nie ma sensu sie tam pchac. Ja go bron Boze o to nie obwiniam, dla mnie to logiczne. A rok dluzej i takie walki jak na MMAA3 nie zagwartuja mu wyzszego kontraktu w UFC.

  12. Comber

    29 kwietnia 2013 at 14:39

    Widzę, że troszeczkę kulejcie z newsami dotyczącymi aspiracji Damiana. Kilka dni temu Grabowski w wywiadzie chyba dla mymma albo innego portalu, którego nazwy nie pamiętam powiedział, że żałuje trochę podpisania kontraktu z M-1. Dodał, że postąpił pochopnie, ponieważ niebawem po tym, gdy doszedł do porozumienia z rosyjską organizacją znowu pytało o niego UFC przedstawiając nową, atrakcyjniejszą ofertą. W dodatku przez Materlę kontaktował się z nim jakiś manager ze Stanów. Potem dodał, że zastanawia się co będzie dalej i może będzie jakiś sposób, aby rozwiązać kontrakt z M-1… Damian znowu się wpakował po uszy.

  13. Fresh

    29 kwietnia 2013 at 14:40

    @Szady, nie ma mozliwosci zobaczyc powtorek z walk, czy moglbys mi potwierdzic ze dobrze pamiatem ze w 3. rundzie Jotko po tym jak mial sznse wygrac przed czasem tak opadl z sil ze przestal zadwac ciosy ?

  14. Fresh

    29 kwietnia 2013 at 14:41

    @Comber – o to faktycznie zmienia postac rzeczy, nie slyszalem tego newsa o nowej propozycji z UFC. Chyba wychodzi troche bokiem Damianowi brak menagera – no ale Ci biora procent…

  15. Comber

    29 kwietnia 2013 at 14:49

    Chytry dwa razy traci :D

  16. Puczi

    29 kwietnia 2013 at 15:04

    Również jestem rozczarowany postawą Damiana nie tyle w walce, co po niej – narzekanie na cięższych przeciwników, kiedy sam niedawno walczył z Sanchezem i Ferreirą.
    Jotko ewidentnie zremisował z Velickowicem. 10-9, 10-9, 8-10 to według mnie jedyna słuszna punktacja. Czułem się zażenowany wygraną Polaka.
    Pozytywnym akcentem pozostaje świetna walka i skończenie w wykonaniu Drwala, fajna walka kobiet i piękny knockout Piechoty.

  17. Comber

    29 kwietnia 2013 at 15:12

    Co do werdyktu w sprawie Jotko nie widzę kontrowersji. Od razu po walce wiedziałem, że albo padnie remis albo wygrana Krzyśka 29-28. Osobiście punktowałem 10-9, 10-10, 10-8.

    W walce Celińskiego z Fijałką widziałem wygraną Sztangi, poważnie. Może to wina sektora, w którym siedziałem, ale moim zdaniem Celiński owszem przeważał w stójce, ale wiele jego ciosów trafiało w gardę Fijałki nie czyniąc większego zagrożenia. Ten natomiast często obalał i pracował z góry, przez większość czasu wycierając matę Celińskim. Gdyby punktowano w UFC, Fijałka by wygrał. Muszę to na spokojnie obejrzeć jeszcze raz, ale na żywo odniosłem wrażenie jak powyżej.

  18. Comber

    29 kwietnia 2013 at 15:13

    * poprawa ( 10-9, 10-10, 8-10)

  19. naiver

    29 kwietnia 2013 at 16:39

    Powiem szczerze, że będąc na trybunach, również nie byłbym jakoś specjalnie zaskoczony, gdyby decyzja poszła dla Sztangi – tak, jak wspominałem w tekście, również miałem wrażenie, że 90% ciosów Karola Michał przyjmował na gardę.

    W drugiej rundzie widziałem zwycięstwo Velickovica, ale nie miałem okazji obejrzeć jej na spokojnie. Zastanawiało mnie, dlaczego przestał okopywać nogę Jotki, co sprawiało wyraźne problemy Polakowi w pierwszej, ale było to chyba spowodowane jakimś urazem, bo po walce poruszał się po Spodku z całą zabandażowaną stopą.

    Jeśli chodzi o trójkąt Khalidov – Materla – Drwal, to jeśli byłaby możliwość zorganizowania tylko jednego starcia, to jednak wybrałbym pojedynek Czeczena z Gorylem, choć każde zestawienie w tym gronie byłoby nieprawdopodobnie interesujące. Z tym, że zgadzam się, iż Mamed może i uchodziłby za faworyta w obu pojedynkach, ale też z jego karierą w UFC można wiązać chyba najmniejsze nadzieje. W sumie zatem może odstawić go na boczny tor i Materla vs Drwal? Ale dobra, zejdźmy na ziemię.. :)

    Szady, widziałem tekst Doozego&Groobego :) Mimo to chętnie będę zaglądał wszędzie, gdzie toczy się jakaś ciekawa dyskusja o MMA, także na blogoplatę.

  20. spa

    29 kwietnia 2013 at 17:30

    Fajne podsumowanie. Fajna gala.

    Pojazd po Kowaliku i obwinianie go za przebieg Freak Fightu bardzo slaby. Slabszy tym bardziej, ze nie oszukujmy sie, ale wiekszosc ludzi przyszla wlasnie dla tego zestawienia, wiec swoja role w promocji gali odegral. Pieniedzy jednak nie wylozyl on tylko wlasciciel i jak nie chce firmowac tego widowiska swoim nazwiskiem to jego sprawa…..

  21. naiver

    29 kwietnia 2013 at 19:23

    Taki a nie inny wygląd freakfightu można było przewidzieć – odsyłam do komentarzy z zapowiedzi MMA Attack 3. Trudno nie firmować czegoś swoim nazwiskiem i odżegnywać się potem od tego, gdy jest się tym, który przedstawia erotycznego tancerza polskiemu środowisku MMA w „przypadkowym” wywiadzie. Motywy, jakie by nie były, są sprawą drugorzędną.

    Oczywiście, reszta karty była doskonała, ale nie będę się powtarzał.

  22. spa

    29 kwietnia 2013 at 21:25

    Masz dowody na to, ze nie byl to przypadkowy wywiad?

  23. noodles

    29 kwietnia 2013 at 21:53

    Zapomniałem się jeszcze odnieść do kwestii pasów. Stanowcze NIE !.

    Pasy nie mają sensu w KSW a co dopiero w MMAATTACK które dopiero się buduje.

    Po pierwsze żeby robić pasy mistrzowskie potrzeba zbudować dywizję. Dywizja nie może się składać z trzech czy nawet jednego zawodnika jak to jest np z Błachowiczem. Powinno być przynajmniej 10 zawodników w tej samej wadze.

    Teraz weź umieść tych zawodników na karcie jeśli mamy tylko 4 czy tam 3 gale w roku. To jest niewykonalne.

    Poza tym w takim układzie polscy zawodnicy musieliby cały czas ze sobą walczyć, żeby drabinka się kręciła bo chyba nie chcemy takich zestawień z dupy jak na KSW gdzie przegrany w 3 sekundy dostaje walkę o pas.

    Dokoptowywanie zagranicznych zawodników jest totalnie bez sensu. Polityka mmaattack ma się opierać na sprowadzaniu młodych i zdolnych przyszłych „Gustafssonów”. Czyli załóżmy, że zagraniczny wygrywa pas i dostaje ofertę z UFC czy tam Bellatora i nie może walczyć więcej Polsce. Co wtedy ? Musi zwakować ten pas, który jest wtedy gówno warty a prestiż leci w dół.

    Pasy nie mają najmniejszego sensu, jesli już to chętnie bym zobaczył turnieje drabinkowe jak to miało miejsce w Strikeforce

  24. PAN EM

    29 kwietnia 2013 at 22:03

    noodles dobrze prawi o pasach, polać mu.

  25. naiver

    29 kwietnia 2013 at 22:47

    Spa, nie było mnie tam, więc nie mam. Nie mam też dowodów na to, że wywiad z Norbertem Sawickim był ustawiony. Myślę jednak, że jeśli spojrzysz na całą sprawę z Ozdobą z dystansu, to zgodzisz się, że takie zbiegi okoliczności w naturze po prostu zdarzają się, optymistycznie mówiąc, cholernie rzadko.

    Nie uważam, że Paweł wymyślił takie starcie, ale sądzę, że twierdzenie, iż nie maczał w tym palców, jest po prostu nieprawdziwe, bo w końcu po wywiadzie zaczęła się burza – i to był znak, że Ozdoba się nadaje, ponieważ wzbudza emocje (ot, specyficzne badanie rynku). Pamiętaj, że prawdą nie okazały się także zapewnienia, że Mamed wybrał Strikeforce (choć każdy pamięta to tylko jako „brak savoir vivre’u”), czy że Janek nie ma żadnej kontuzji przed walką z Alexandrem (abstrahuję od kontekstu) – wspominam o tym dlatego, by zaznaczyć, że to, iż ktoś coś mówi, jeszcze nie oznacza, że tak jest, tym bardziej jeśli po pierwsze poszlaki wskazują na coś dokładnie odwrotnego, i po drugie – jeśli zdarzało mu się mijać się z prawdą w przeszłości (z takich czy innych powodów, może i w słusznej sprawie – to w tym kontekście mało istotne).

    Zanim napiszesz, że winę trzeba udowodnić, to dodam, iż nie jesteśmy w sądzie, a to nie rozprawa, a jedynie komentarz do tego, co na pierwszy i drugi rzut oka wydaje się oczywiste. Zresztą, swego czasu ktoś podniósł tą kwestię na forum, a jako że Paweł już się tam nie udziela od momentu pojawienia się tych „zarzutów”, TJ wyjaśnił, że to „skomplikowana sprawa” (lub coś w ten deseń, nie będę szukał cytatu). Podnoszone jest to też dlatego, że Paweł zawsze wyrażał się bardzo kategorycznie o freakfightach, a tu masz babo placek.

    Noodles, w sumie masz sporo racji, przyznaję. Być może rzeczywiście turniej byłby lepszym rozwiązaniem. Tak czy inaczej uważam, że „coś” być powinno, wygrywanie walk na MMA Attack powinno prowadzić do czegoś więcej, nie tylko do kontraktu z UFC, Bellatorem czy, o zgrozo, KSW, trzeba przed zawodnikami postawić prędzej czy później jakiś cel, do którego będą dążyć w ramach organizacji. W moich i myślę, że nie tylko moich oczach to by cementowało organizację z zawodnikami i tworzyło jakiś background do dalszych pojedynków. Nie chcę widzieć walczącego Grabowskiego czy Drwala raz z tym, raz z tamtym, bez ładu i składu i bez żadnego celu – jakiś łańcuszek przyczynowo-skutkowy powinien się pojawić, bo to według mnie dodałoby wiele smaczku MMAA.

    Masz pewnie rację, że na MMA Attack 5 mogłoby na to być zbyt wcześnie, ale z drugiej strony jeśli Paweł ma możliwości i chęci korzystać z usług zagranicznych perspektywicznych zawodników częściej niż raz na 3 lata, to zbudowanie np. 10 – osobowej dywizji średniej (jest już Jotko, miejmy nadzieję Velickovic, Drwal, Piechota, Victoriano) może nastąpić szybciej niż mogłoby się wydawać. Jasne, postać wyrastającego ponad innych Drwala może tu trochę „bruździć”, ale bardziej chodzi o pokazanie, że przy kontraktowaniu Gustafssonów na kilka walk i faktycznego korzystania z ich usług 2 razy w roku (karta liczy wszak 12 walk) można bardzo przyspieszyć zbudowanie dywizji – oczywiście nie wszystkich jednocześnie, bo to niemożliwe. Nie obawiałbym się o to, że jakiś mistrz odchodzi do UFC – na mniejszych galach (czyli poważnych europejskich, jak Cage Warriors) do takich sytuacji dochodzi bardzo często – to naturalna kolej rzeczy.

  26. Fresh

    30 kwietnia 2013 at 08:51

    „wygrywanie walk na MMA Attack powinno prowadzić do czegoś więcej, nie tylko do kontraktu z UFC, Bellatorem czy, o zgrozo, KSW” – jakbym byl hejterem KSW to moglbym smialo napisac ze do KSW trafiaja odpady z MMAA – (patrz Strus) ktorzy nawet tam sobie nie radza przegrywajac z nietrenujacymi pod gale zawodnikami z „łapanki”.

  27. Comber

    30 kwietnia 2013 at 10:33

    Obejrzałem wreszcie pojedynek Celiński vs Fijałka i za cholerę nie mogę się tam doszukać zwycięstwa tego pierwszego. Już bardziej przemawiałaby do mnie punktacja na korzyść Fijałki, któremu można było przyznać minimalnie pierwszą i zdecydowanie ostatnią rundę. Uważam, że remis jest sprawiedliwy. Teraz, po obejrzeniu punktowałbym 10-10, 10-9, 9-10.

  28. noodles

    30 kwietnia 2013 at 13:25

    Naiver, mogę tylko podtrzymać swoje zdanie, że pasy są bezsensowne :)

    Po pierwsze, zastanówmy się jakie naprawdę daje emocje walka o pas np na KSW. Nie to, że jestem hejterem, może to są moje tylko odczucia ale dla mnie jest totalnie bez znaczenia czy Michał Materla walczy teraz o pas czy nie. Naprawdę nie czuję żadnej krzty emocji, że to jest walka o pas. Więc dla przeciętnego widza, który nawet pewnie nie orientuje się jaki zawodnik walczy w danej wadze, pas jest jakąś atrakcją ? wątpie.

    Po drugie. Jesli robimy pas, to tworzymy dywizję. Musimy się opierać na jednej wadze i teraz pojawia się problem żeby każdemu zawodnikowić zapewnić walkę, żeby ułozyła się z tego drabinka a mamy 4 gale w roku i dodatkowo zawodników z innych kategorii wagowych którzy też muszą walczyć.

    Po trzecie. Mmaattack to nie jest UFC, więc rotacja zawodników może być bardzo duża w takim sensie, że nie stworzy się zadna historia dywizji bo dany zawodnik zawalczy dwa razy na gali i już potem może walczyć gdzie indziej. Poza tym jesli mmaattack chciałoby zatrudnić jakiegoś bardzo dobrego zawodnika na 2 -3 walki to od razu pewnie da mu te walkę o pas bo nie będzie go marnować by sobie sztucznie budował pozycję w rankingach dywizji.

    Po czwarte, Drwal jest trzecim średnim w Polsce, Jotko czwartym ale różnica między nimi jest ogromna więc tak naprawdę zestawianie ich nie ma sensu a nie chcemy chyba sytuacji jak w KSW, że Materla ma pas a wszyscy myślą, że lepszy jest Chalidow.

    Dlatego moim zdaniem najlepsze są turnieje na wzór Strikeforce. Można ładnie wypromować zawodnika, tworzy się na szybko jakaś historia, ludzie będą czekać na pojedynki które się same stworzą z drabinki a zwycięzca przejdzie do historii organizacji a puchar z turnieju gdzie będzie najlepszy spośród powiedzmy 8 bardzo dobrych zawodników tej samej kategorii wagowej bedzie dużo bardziej prestiżowy od samego pasa. Poza tym nie ma takiej dużej obawy, że nagle dobrego zawodnika zgarnie UFC i nagle mistrza organizacji nie ma. Wystarczy podpisać takiego zawodnika na 3 walki turnieju.

    I co najważniejsze, nie trzeba się ograniczać do jednej kategorii wagowej.

  29. noodles

    30 kwietnia 2013 at 13:30

    Dodam jeszcze, ze stworzenie logicnzej drabinki do pasa w takiej organizacji jak mmaattack wymaga bardzo dużo męczarni, dopychania kolanem a i tak później mogą wyjść problemy.

    Spójrzmy na KSW, tam w ogóle nie radzą już sobie z tymi pasami i bardziej to wygląda na jakieś wyróżnienie polsatu z autografem Krzysztofa Ibisza niż wyróżnienie najlepszego zawodnika danej kategorii wagowej, najlepszej organizacji w europie

  30. naiver

    30 kwietnia 2013 at 14:03

    Noodles, generalnie, tak jak pisałem wcześniej, zgadzam się, że na jakiekolwiek pasy może faktycznie być za wcześnie i być może turniej to lepsze rozwiązanie niż tworzenie dywizji. Tym niemniej, trochę pobronię tej idei.. ;)

    Odnośnie braku różnicy w tym, czy Materla walczy o pas czy nie – pełna zgoda. Ale przecież zdajesz sobie sprawę, jaka jest tego przyczyna – nie ma żadnej historii za tymi pojedynkami i to w mojej ocenie wpływa na fakt, że ludziom nie robi większej różnicy, czy jest tam pas czy nie – ot, Michał walczy z kolejnym zagraniczniakiem i to przeciętnym. Tzn. wróć, w KSW historia jest – „przegrał z Mamedem, więc walczy o pas”, ale.. nie komentujmy tego.

    Co do punktu drugiego – na MMAA jest aż 12 pojedynków na gali, to prawie dwa razy więcej niż na KSW (odliczając freaki..) – powoduje to, że jeśli obie organizacje robią tyle samo gal rocznie, to MMAA ma znacznie większe pole manewru na budowanie jakiejkolwiek dywizji. Właśnie dlatego myślę, że powoływanie się na KSW, które ma kilka walk na karcie jest niemiarodajne, bo oni mają bardzo utrudnione zadanie – nie wspominając o tym, że panuje tam totalna wolna amerykanka.

    Jeśli chodzi o rotację zawodników na MMAA – po to właśnie, mam nadzieję, są zatrudniani „Velickovice”, żeby zagościć w organizacji na dłużej. Filozofia zatrudniania młodych-zdolnych ma według mnie sens wtedy, gdy chcemy zatrzymać ich na dłużej – jeśliby ich występy miały być jednorazowe, to takie podejście niewiele różni się od KSW.

    Po czwarte – zgoda, dlatego pisałem, że Drwal „bruździ” w tej dywizji… ;) Z drugiej strony, absolutnie nie miałbym nic przeciwko i uważałbym to za w pełni naturalne, by skupić się na początku na jednej-dwóch dywizjach kosztem pozostałych. Nikt przecież nie oczekuje, że MMAA będzie mieć kilka mocnych i głębokich dywizji po 4 galach.

    Warto też wziąć pod uwagę, że walki turniejowe w Bellatorze w danej kategorii odbywają się mniej więcej co miesiąc – tutaj rozciągnęłoby się to na 3-4 miesiące przerwy, a to też nieco komplikuje sprawę.

    Nie słuchałem wywiadów z Cholewą po gali, ale wcześniej były w planach także mniejsze gale bez freaków – być może one byłyby dobrą platformą pod tworzenie dywizji/kolejnych zestawień lub formatu turniejowego.

  31. Rafal

    7 maja 2013 at 09:23

    „Nie słuchałem wywiadów z Cholewą po gali, ale wcześniej były w planach także mniejsze gale bez freaków – być może one byłyby dobrą platformą pod tworzenie dywizji/kolejnych zestawień lub formatu turniejowego.”

    To prawda byly takie plany, bylo tez wiele innych. Jednak mialo to miejsce jeszcze zanim o ksztalcie MMAA zaczal decydowac Marian Kmita.

  32. Orestos

    8 maja 2013 at 11:42

    Pełna zgoda co do akapitu o Grabowskim. Tłumaczenia faktycznie były żenujące. W moich oczach co najwyżej tę walkę zremisował i podejrzewam, że gdyby odbywała się za granicą to by jej nie wygrał.

    Gratuluję Naiver sprawnego oka, nie zauważyłem na żywo tego złapania siatki przez Damiana. Podejrzewam, że był to odruch bezwarunkowy i nie winiłbym za to Damiana, jednak w kontekście całej walki i w/w tłumaczeń wygląda to wszystko naprawdę słabo. Jednym słowem Grabowski się nie popiał. Oby następnym razem było lepiej.

  33. naiver

    8 maja 2013 at 16:17

    Orestos, siedziałem dokładnie naprzeciwko, więc wszyscy w moim sektorze dokładnie to widzieli. Ten gif zresztą nie oddaje dokładnie całej akcji, bo nie widać na nim momentu uchwycenia siatki, a ten nastąpił bardzo wcześnie.

  34. dech502

    11 maja 2013 at 18:32

    Dobrze że jest jakaś poważna strona MMA bo mmarocks zaczyna powoli schodzić na psy

  35. burrick

    12 maja 2013 at 10:00

    Prym na cohones wiodą teraz Al i Volf, z którymi chętnie polemizuje redaktor Rysiewski, zawsze błyskawicznie reagując na najmniejszą krytykę KSW. Coś może więc być na rzeczy.

  36. dech502

    12 maja 2013 at 10:13

    Tzn? Bo ja nie w temacie?

  37. Szady

    12 maja 2013 at 11:02

    Póki co nie mam zamiaru rezygnować z cohones, ale mnie też coraz bardziej bolą niektóre sprawy. Zwłaszcza to, że użytkownikom, którzy mają coś rozsądnego do powiedzenia nie chce się już tyle udzielać albo pisza mało, a wzamian jesteśmy skazani na czytanie totalnych bzdur wypisywanech przez hejtera KSW AL’a , hejtera MMAA Volf”a czy niejakiego laQi’ego, który ma znikome pojęcie o MMA ale jest dosłownie wszędzie. I jeszcze kuźwa każdy temat zaśmiecają swoimi kocopołami. Oczywiście rzeczowa polemika z nimi do niczego nie prowadzi. Na razie na lowkingu w większości udzielają się „ogarnięci” użytkownicy, ale wraz ze wzrostem popularności bloga, może się to niestety zmieniać in minus dla merytoryki komentarzy. High5 nie jest żadną alternatywą, bo oprócz kilku w miarę ogarniętych użytkowników cohones, spustoszenie sieją mmarocksowi banici pokroju kokosa i reszta impotencji intelektualnej. Ktoś mi może zarzucić, że sam nabiłem milion komentarzy, ale ja nie udaję wielkiego mędrca wypowiadając się na tematy, o których pojęcie mam znikome bądź zerowe. Oczywiście nie jest tam aż tak tragicznie – zwracam tylko uwagę, że sytuacja się pogorsza, a co mądrzejszych userów zamiast przybywać to ubywa – zwróćmy uwagę, kto rejestrował się w 2009, 2010 czy jeszcze 2011 roku, a kto „ogarnia temat” z userów rejestrowanych w 2012 czy tym roku. Jedną ze spraw, które też mnie bardzo bolą, jest to, że redakcja jest strasznie mało aktywna. Escobar ma już na nas wyjebane, Tidżej to tylko o piłce pisze, Chmura jest w wielu tematach, ale o MMA pisze mało, Yoshi trochę się obudził ostatnio i chwała mu za to, mimo że ten jego satyryczny artykuł był strasznie suchy. Venom jest jaki jest, ale przynajmniej nie unika dyskusji i jeżeli wprost spytamy się go o coś, to odpowie. Oczywiście na odpowiedzi w kwestiach KSW trzeba brać drobną poprawkę, co mi jakoś specjalnie nie przeszkadza. Zawsze byłem daleki od krytyki forum, dalej uważam, że MMA Rocks jest najlepszym portalem branżowym, ale coś tam się powoli dzieje nie tak. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.

  38. noodles

    12 maja 2013 at 20:28

    jak to napisał redaktor Rysiewski użytkownicy to tylko 1/100 sukcesu mmarocks ( czy jakoś tak) no teraz chyba widać, że nie bardzo. Nie chce wyjść na jakiegoś hejtera tego portalu, po prostu szkoda mi tego co było kiedyś. Można było i popisać o głupotach, o mma, jakieś porady treningowe a teraz kompletne dno.

    Teraz jedynym ogarniętym koleszką który tam został i się w miarę udziela to Raphaelius a teraz stery przejeła gimbaza i wazelina jak górnik, laqi, hubi, volf itd

  39. dech502

    12 maja 2013 at 21:50

    eee tam, górnik, volf, lawi hubi itd są chyba jeszcze jakoś do ździerżenia. Najgorszy chyba jest ten Ruff Ryder i jego ciągła „mantra” o programie rozrywkowym. Nie wiem czy on ma/miał nieudane dzieciństwo czy co ale człowiek żałosny.

  40. naiver

    12 maja 2013 at 21:58

    Nie obrażajmy tu użytkowników cohones, bo cała ich masa to równi goście. Śledzę pobieżnie, co tam się aktualnie dzieje i chyba jakaś zmiana pokoleniowa jednak następuje, bo rzeczywiście jednych znacznie więcej, innych znacznie mniej.

    Co do tekstów Bijana, czytałem, do wielu chętnie bym się odniósł, ale.. ktoś mu musi powiedzieć, żeby przestał „jechać Michalkiewiczem”, bo momentami totalnie przesadza ;)

  41. Puczi

    12 maja 2013 at 23:09

    Fala lizusów jest faktem. Ale raphaelius nie jest jedynym, który trzyma poziom, według mnie nadal są tam osoby warte dyskusji.
    Ja jedynie mam nadzieję, że lowking pozostanie nieskalany tępakami i trollami (chociaż już jeden rozdziewiczył tego bloga).

  42. kaczka41

    13 maja 2013 at 07:47

    Jak widać większość powyższych komentów „dotyczy” MMAA3 (łącznie z tym moim teraz) , więc większa ilość spamu na Lowkingu, to tylko kwestia czasu Panowie (zwłaszcza po zmianie silnika, o czym głosił Twórca).

    Ps. Nie, nie, na mnie nie patrzcie ;-) Ja już jestem poza głównym torem (nie mylić z wykolejonym) ;-)

    Ps. 2. Jak to sami zwykliście mówić: wyjdźcie z domu czasem ;-)

    POZDRAWIAM

  43. noodles

    13 maja 2013 at 09:46

    Ostatni tekst Bijana mnie rozwalił hehe

    Najpierw punktuje PLMMA, że Jotko jest sędzią i sędziuje walki swoich kolegow klubowych ( no i racja bo tak nie powinno być)

    Ale później już zaczyna bronić i usprawiedliwiać swojego kolege Kowalika który też jest pomieszany w różne układy. To raczej dziwne jeżeli dziennikarz jest jednocześnie matchmakerem i co najbardziej kłuje – menadżerem zawodników ktorych zestawia. Nie mówię, że ustawia on swoich zawodników ale też nikt nie mówi, że Jotko sędziuje na korzyśc swoich kumpli – jednak to chyba nie są dobre standardy

  44. Slipmych

    13 maja 2013 at 11:56

    Ja śledziłem mma rocks od 2007 albo 2008 roku, od 2009 roku byłem jej oficjalnym userem. Byłem zadowolony z tego jak dobrą robotę wykonują redaktorzy. Nareszcie znalazłem jakąś polską stronę poświęconą w całości MMA. Debiut Mariusza Pudzianowskiego był początkiem wielkiej popularyzacji tego sportu i.. początkiem końca azylu dla fanów MMA wychowanych na Pride Strona mocno obniżyła loty od tego czasu. Ilość trollingu wzrosła o 1500%. Przybyło kilku inteligentnych użytkowników, ale tych mniej inteligentnych zdecydowanie więcej. To co teraz się tam dzieję nie jest dobre. Po tym jak zobaczyłem komentarz redaktora naczelnego, który twierdzi, że redaktor na tej stronie jest Bogiem, to zrozumiałem, że lepiej nie będzie. Cytując Noodlesa: „jak to napisał redaktor Rysiewski użytkownicy to tylko 1/100 sukcesu mmarocks ( czy jakoś tak)” – tutaj też mamy odpowiedź jakie tam jest podejście do użytkowników. Rozumiem ludzi, którzy mają sentyment do rocksów, ale rozumiem też tych, którzy mają dosyć tego bałaganu

  45. Madżer

    13 maja 2013 at 19:08

    Szady dobrze zaznaczył, jak słabo dziennikarsko stoi teraz mmarocks. Oczywiście warto zaznaczyć, że defthomas czy venom nigdy nie słynęli z pisania górnolotnych artykułów, a raczej koncentrowali się na wstawianiu newsów. Chmura może i udziela się więcej w tematach poza MMA, lecz pamiętam, że on przecież wywodzi się od nas, użytkowników i prędzej będzie nim, niż stanie się pełnoprawnym dziennikarzem. Gdyby nie yoshihiro w ostatnich dniach (nie podoba mi się jego ostatni tekst i nie chodzi mi o fragment o Kowaliku, a o całość), to nie byłoby tam nic wartego uwagi do czytania.

    No i pan Skrzypek stara się coś robić z materiałami video czy wywiadami, chociaż ostatni vlog o MMA Attack również pozostawia wiele do życzenia.

    A forum, to forum. Lepiej tam już nigdy nie będzie.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply