Mark Hunt chce walczyć we wrześniu w Japonii – wskazuje idealnego rywala

Mark Hunt podsumowuje zwycięstwo z Derrickiem Lewisem, określając swoje najbliższe plany i nie szczędząc przytyków Alistairowi Overeemowi.

Mark Hunt znajdował się w doskonałym humorze podczas konferencji prasowej po gali UFC Fight Night 110 (wyniki, relacja i najlepsze akcje) w swoim rodzinnym Auckland, gdzie w walce wieczoru ubił w czwartej rundzie Derricka Lewisa.

Mark Hunt rozbija Derricka Lewisa w walce wieczoru UFC FN 110 – video

Hunt zdaje sobie doskonale sprawę, że z uwagi na spory sądowe, jakie toczy z pracodawcą, jego przyszłość w organizacji stoi pod znakiem zapytania. Jeśli miałoby okazać się, że starcie z Lewisem było jego ostatnim pod banderą UFC – podejdzie do tematu spokojnie.

Pomimo tego przyznaje otwarcie, że na ten moment nigdzie się nie wybiera.

Nadal jeszcze nie seplenię, więc… Stary pies jedzie dalej. Robię, co robię. Nadal pokonuję gości z czołowej dziesiątki. Gdybym przestał ich obijać, gdyby stali się dla mnie za mocni, wtedy poszedłbym na emeryturę.

– powiedział 43-letni Samoańczyk, któremu w kontrakcie z UFC został jeszcze trzy pojedynki.

Dwóch poprzednich gości to byli oszuści. Ten, którego pokonałem teraz, jest na 6. miejscu. Nie lubię słuchać nikogo, kto mówi, że nie możesz zrobić tego, nie możesz zrobić tamtego. Inaczej nie byłbym zawodnikiem. Nie byłbym jednym z najlepszych zawodników na świecie.

Z kolei gdy w jednym z pytań przewinęło się nazwisko Alistaira Overeema, który znokautował go w poprzedniej walce, Hunt ponownie nie zostawił na Holendrze suchej nitki.

Dla mnie zawsze będzie oszustem – czy mnie pokonał, czy nie.

– powiedział.

Nie da się ocenić, czy wszystkie te jego osiągnięcia nie były wynikiem wspomagania koksem. Wybacz, Alistair, jesteś oszustem.

Spośród zawodników sklasyfikowanych w rankingu kategorii ciężkiej wyżej, Hunt nie bił się jak dotychczas tylko z dwoma – Cainem Velasquezem oraz Francisem Ngannou. Zapytany o potencjalny pojedynek z tym pierwszym, wskazał jednak inne nazwisko – Juniora dos Santosa, który znokautował go cztery lata temu.

Gdybym mógł dostać JDS na Japonię, chętnie powalczyłbym z nim w rewanżu. Ale jeden z nich będzie dobry. Ktokolwiek.

– stwierdził Samoańczyk, zapowiadając, że nie miałby żadnych problemów, aby powrócić do akcji już 23 września w Saitamie.

Podczas gali w Auckland w oktagonie zadebiutowało kilku zawodników z Nowej Zelandii i Australii, gdzie MMA staje się coraz popularniejsze. Wielu sądzi, że to właśnie Hunt w dużej mierze stoi za rozwojem sporty w tym regionie, ale on sam ma w tym temacie odmienne zdanie, oceniając że każdy z fighterów bijących się tego wieczoru podąża własną ścieżką.

Sami utorowali sobie tutaj drogę. To nie ja przelewałem za nich krew – sami to robili. Szacunek dla nich. Nie mogę więc przypisywać sobie zasług za ich własne osiągnięcia.




Wśród dziennikarzy zebranych na konferencji prasowej znalazł się też jakiś fan propagandy homoseksualnej, który spróbował uzyskać publiczne poparcie ze strony Hunta dla „idei” LGBT. Nawiązał do tęczowej koszulki We are all fighters, którą podczas UFC 200 Hunt założył na ważenie.

Jaka koszulka?

– dopytał wyraźnie niekojarzący tematu Hunt.

Szczerze mówiąc… Chcesz szczerzej odpowiedzi czy innej? Taką koszulkę mi dali, więc…

*****

UFC Fight Night 110 – wyniki i relacja

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply