UFC

Marc Goddard: „Groźby Conora McGregora nie są dla mnie żadnym zmartwieniem”

Sędzia Marc Goddard wydał obszerne oświadczenie, w którym odniósł się do szaleństw, jakie miały miejsce podczas gali Bellator 187 w Dublinie za sprawą Conora McGregora.

Sędzia Marc Goddard w obszernym oświadczeniu opowiedział o wydarzeniach, do jakich doszło podczas piątkowej gali Bellator 187 w walce Charliego Warda z Joshem Redmondem, odnosząc się zarówno do zachowania Conora McGregora, który wówczas wskoczył do klatki, doprowadzając do nie lada zamieszania, oraz oświadczenia wydanego wczoraj przez samego Irlandczyka.

Kontrowersje dotyczyły w dużej mierze przerwania pojedynku w samej końcówce rundy pierwszej, gdy Ward posłał Redmonda na deski. Sędzia Goddard w swoim oświadczeniu przyznał, że wkroczył do akcji, przerywając walkę, ale tylko i wyłącznie dlatego, iż był przekonany, że jest już koniec rundy – nie był bowiem w stanie dosłyszeć syreny ją kończącej, będąc zmuszonym do przysłowiowego działania „na czuja”. Jak jednak przyznał, po konsultacjach z osobą odpowiedzialną za mierzenie czasu zdał sobie sprawę, że wkroczył do akcji, gdy na zegarze widniało 4:59.

W chwili, gdy wkroczyłem, wyraźnie widać na powtórkach, że wszedłem między zawodników, nie sygnalizując, że walka jest skończona. Charlie Ward, co zrozumiałe, odskoczył, celebrując zwycięstwo i sądząc, że naprawdę zakończyłem walkę, a nie tak jak uczyniłem w rzeczywistości – czyli przerwałem ją, wierząc, że był koniec rundy. To dwa kompletne różne zakończenia.

Wtedy Conor McGregor, który ponownie stał w bliskim sąsiedztwie klatki przez całą pierwszą rundę, nieprawidłowo ocenił moją interwencję jako zakończenie walki i wskoczył do klatki, aby pogratulować klubowemu koledze, którego uważał za zwycięzcę. W tamtej chwili najważniejszy był dla mnie John Redmond, który nadal znajdował się na kolanach, podpierając się rękami w pozycji, z której nie mógł na mnie spojrzeć. Pamiętajcie, proszę, że w tamtej chwili jeszcze oficjalnie nie przerwałem walki.

Gdy zobaczyłem w klatce Conora McGregora – był to JEDYNY powód, dla którego podszedłem do Pana Warda. Conor w tamtej chwili kompletnie mnie nie interesował. Po prostu „akurat tam był” (niesłusznie). Moją intencją było – co wyraźnie widać na powtórce video – aby podejść do Charliego i poinformować go, że w tamtym momencie walka nie była jeszcze oficjalnie zakończona i że powinien wrócić do narożnika i poczekać na moją ocenę i decyzję. Gdybym rzeczywiście wówczas zakończył walkę, obecność Conora McGregora w klatce kompletnie by mnie nie interesowała i nawet bym do nich nie podszedł. Nie byłoby takiej potrzeby.

Goddard podszedł zatem do celebrujących Warda i Conora, temu pierwszemu mówiąc, aby odszedł do narożnika i poczekał, a temu drugiemu – aby opuścił klatkę.

To wtedy Conor McGregor po raz pierwszy zaatakował mnie werbalnie. Moją jedyną myślą było wówczas poinformowanie Charliego Warda i jego narożnika o mojej decyzji i przywrócenie porządku na placu walki. Chciałem także sprawdzić stan Johna Redmonda i następnie wezwać lekarza, aby dokonać oceny. Oczywiście cała szarpanina i chaos całkowicie to uniemożliwiły – co było wynikiem działań jednego człowieka.

Brytyjski sędzia dał też jasno do zrozumienia, że dopóki walka nie jest zakończona, przestrzeń w klatce/ringu należy do niego – tak było, jest i będzie.

Wszyscy ci, którzy błędnie zakładają, że podszedłem do Charliego, aby wyrzucić Conora, kompletnie się mylą. Jedynym powodem mojego podejścia było powiedzenie Charliemu, aby powrócił do swojego narożnika, bo walka nie była zakończona. Nazywa się to przywróceniem porządku i przejęciem kontroli – kto inny miałby to zrobić?

Goddard podkreślił, że nie odepchnął Conora McGregora – wbrew powszechnym w tej kwestii opiniom.

To faktycznie i kategorycznie nieprawda – proszę, obejrzyjcie raz jeszcze powtórkę i bardzo wyraźnie zobaczycie, że trzymam ręce pomiędzy Charliem i Conorem, próbując powiedzieć Charliemu, aby powrócił do swojego narożnika, abym mógł podjąć decyzję. Odpychanie zawodników czy kogokolwiek innego po prostu nie leży w mojej naturze ani nie jest przewidziane w zasadach postępowania. Potem wyraźnie widać, jak Conor McGregor kładzie ręce na mojej klatce piersiowej, aby mnie odepchnąć – a wtedy odwracam się i odchodzę, aby sprawdzić stan zdrowia Johna Redmonda.

Natychmiastowo Conor McGregor rzuca się biegiem za mną, rozzłoszczony, że walka oficjalnie nie została jeszcze zakończona. Próbuje obiec reprezentanta komisji, czego wówczas nie widziałem, i jeśli spojrzycie na powtórkę, wyrywa się komisarzowi i biegnie za moimi plecami. To było lekkie i niemające znaczenia dotknięcie, ale ważne tutaj są fakty. Nagranie nie kłamie. Powtarzam – w tamtym momencie chciałem przyjrzeć się Johnowi Redmondowi i poinformowałem jego narożnik, że walka nie jest zakończona, bo przerwałem ją na sygnał – jak mi się wydawało – syreny kończącej pierwsza rundę. Działania Conora McGregora i zamieszanie między dodatkowymi ludźmi z jego otoczenia – przypominam, że nie mieli żadnego prawa nawet znajdować się w tej klatce – doprowadziło też do tego, że John Redmond był popychany przez ludzi, których jedynym celem było zapewnienie mu bezpieczeństwa i troska o jego zdrowie.

Wtedy właśnie Goddard skonsultował się z osobą odpowiedzialną za mierzenie czasu i gdy dowiedział się, że przerwał pojedynek na sekundę przed zakończeniem rundy, nie miał wątpliwości – Charliemu Wardowi należało się zwycięstwo przez (techniczny) nokaut. Dodatkowo, jak przyznał, utwierdził go w tym przekonaniu stan zdrowia Johna Redmonda, który w jego ocenie nie był w stanie kontynuować pojedynku.

Conor McGregor został wówczas siłą wyprowadzony z klatki, nadal próbując się do mnie dostać i kontynuując swoje werbalne tyrady i groźby obejmujące „zobaczymy się w Birmingham” (moje rodzinne miasto). Groźby Conora McGregora nie są dla mnie żadnym zmartwieniem. Potem obszedł klatkę na zewnątrz, wskoczył na ogrodzenie, a gdy komisarz próbował go z niej ściągnąć, uderzył go. Nagranie pokazuje wszystkie dowody.

Goddard odpowiedział też wprost McGregorowi, który w swoim oświadczeniu stwierdził, że próbował on „podnosić nieprzytomnego zawodnika” i „wymuszać kontynuację walki”.

W żadnym momencie nie próbowałem „podnosić nieprzytomnego zawodnika” (nie był nieprzytomny) i oczywiście nigdy bym nie „wymuszał kontynuacji walki”.

Brytyjczyk podkreślił też, że od dawien dawna miał bardzo dobre relacje z klubem SBG i liczy na to, że takowymi pozostaną, życząc wszystkim jego reprezentantom powodzenia.

Nie chcę, aby jakiekolwiek dodatkowe działania były podejmowane wobec którejkolwiek ze strony – w szczególności Conora McGregora – ale ostatecznie to nie leży w moich rękach. Mam nadzieję, że wydarzenia te zostaną przeanalizowane i wyciągniemy z nich wnioski na przyszłość, aby więcej do takich sytuacji nie doszło – i na tym sprawę zamkniemy, ruszając przed siebie dla dobra sportu.

Znałem, widziałem i sędziowałem walki Conora przy wielu okazjach na przestrzeni wielu lat. Widziałem – i nawet wspierałem jego drogę na szczyt, publicznie wypowiadając się o nim z uznaniem i dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, gdy inni odwrócili się od niego plecami. Znałem Conora, zanim stał się wielką gwiazdą, którą jest teraz. Na długo zanim zgromadził wielką fortunę i zyskał wielką sławę – różnica w tym, że szanowałem i traktowałem go wtedy tak samo, jak czynię to teraz.

MMA jest tutaj ważniejsze i o nie dbam przede wszystkim – ktokolwiek mnie naprawdę zna, dostrzeże to. Jak powiedziałem w sobotni poranek przed opuszczenie Dublina – działam uczciwie, z wiarą i troską o wartości – cały czas i za każdym razem.

Przepraszam za długie oświadczenie.

Z wyrazami szacunku. Dziękuję.

Pełne oświadczenie znaleźć można tutaj.

*****

Conor McGregor o szaleństwach podczas gali Bellator 187: „To ty, sprzedawczyku! Widzę cię!”

Powiązane artykuły

Back to top button