KSWPolskie MMA

Mamed Khalidov vs. Borys Mańkowski – to się musi udać!

Borys Mańkowski i Mamed Khalidov wyrazili w mediach gotowość na pójście w tany na gali KSW 39 – Colosseum na Stadionie Narodowym. Czy obejrzymy pierwszą na polskiej ziemi super-walkę z prawdziwego zdarzenia?

Nie będę ukrywał – gdy dziś gruchnęła skrzydlata wieść o wyzwaniu, jakie zasiadający na tronie kategorii półśredniej KSW i dążący do występu na Stadionie Narodowym Borys Mańkowski rzucił – w eleganckiej i kulturalnej formie, dodajmy – mistrzowi kategorii średniej Mamedowi Khalidovowi, chcąc pójść z nim w szermierkę na pięści, kopnięcia i chwyty na gali KSW 39 – Colosseum; otóż wówczas mimowolnie wydąłem wargi, uniosłem lekko brwi, a moja głowa zaczęła kiwać się rytmicznie, potakująco. „To jest to” – przebiegło mi lotem błyskawicy przez głowę, spotęgowane jeszcze później odpowiedzią reprezentanta Berkutu Arrachionu Olsztyn, który rzuconą rękawicę podjął.

Jestem absolutnym zwolennikiem takiego zestawienia. Diabeł Tasmański koncypował, koncypował i wykoncypował, trafiając w dziesiątkę. Walka broni się – delikatnie rzecz ujmując, bo raczej należałoby napisać: „zrównuje system z ziemią” – zarówno od strony medialnej, jak i od strony sportowej.

Dzisiejszy news na ten temat na profilu Facebookowym Lowking.pl wykręcił rekordowe 3,8 tys. polubień, a do jutra najpewniej dobije do 4 tysięcy. Zdaję sobie doskonale sprawę, że pojedyncze zdjęcia półnagich ring girls mogłyby pewnie te wyniki zostawić daleko w tyle, ale po pierwsze – ring girls nie walczą, a po drugie, jak wiecie – lub nie wiecie – na Lowking.pl nie paramy się tego rodzaju „dziennikarstwem”.

Mniejsza jednak o to – wróćmy do meritum. Również bowiem odzew za granicą będzie z pewnością duży i jestem przekonany, że w najbliższych dniach artykuły o potencjalnej konfrontacji Khalidov vs. Mańkowski zagoszczą na zachodnich portalach, wzmacniając rozpoznawalność KSW i przy okazji mile łechcąc ego panów Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego, którzy przecież szykują na ten rok kolejną zagraniczną galę – jeśli oczywiście wszystko ułoży się po ich myśli w kwestiach inwestorskich.

Starcie Khalidova z Mańkowskim idealnie nadaje się na termin super-walka, Champion vs. Champion czy jakkolwiek inaczej sobie to specjaliści od promocji i marketingu KSW wymyślą. Takowej super-walki z prawdziwego zdarzenia – a więc pojedynku piekielnie mocnych zawodników z różnych kategorii wagowych, o wyrobionej marce, potwierdzonych umiejętnościach i wielkich nazwiskach – na polskiej scenie jeszcze nie było – KSW i w tym obszarze mogłoby zostać pionierem. „Pierwsza super-walka w dziejach nadwiślańskiego MMA”? Kupuję to.

Od strony medialnej obaj zawodnicy – Khalidov i Mańkowski – wydają się zmierzać w przeciwnych kierunkach, przynajmniej w aspekcie sympatii ze strony fanów. Po fatalnej – choć zasłużenie, wbrew wielu kontrowersjom, wygranej – walce z Azizem Karaoglu na gali KSW 36 Mamed – a za nim w dużej mierze i KSW – znalazł się w krzyżowym ogniu krytyki, zarówno ze strony mediów, jak i przede wszystkim fanów. Przebieg walki, jej otoczka i wszystko inne, co się z nią wiązało, wywołały ogromny niesmak, a złość i rozczarowanie fanów skupiły się przede wszystkim na zawodniku z Czeczenii.

Nawet jeśli ktokolwiek już od dawna nie był fanem polskiego Czeczena, to tego ostatniego od zawsze broniły wyniki sportowe. Teraz, po dramatycznie słabej walce z Azizem, stracił ten oręż. Kibice nie zapomnieli. Jakiekolwiek wiadomości na temat Khalidova nadal wywołują masę negatywnych reakcji, komentarzy krytycznych, często – wulgarnych. I… I dobrze! Czy bowiem tamtejszy występ z Karaoglu i kontrowersje, które mu towarzyszyły, podbiły czy też osłabiły popularność Khalidova? Oczywiście, że odpowiedź może być tylko jedna – jego popularność jeszcze bardziej wzrosła. Jeszcze więcej ludzi obejrzy jego kolejną – powrotną! – walkę – a że tym razem pewnie znacznie większy odsetek oglądających będzie życzył mu porażki? Pecunia non olet.

Jak na tym tle przedstawia się Borys Mańkowski? To absolutny tytan nie tylko sportowy, ale także medialny. Żaden inny zawodnik w Polsce nie jest tak aktywny w mediach społecznościowych, z tak wielką regularnością dostarczając fanom wartościowy content jak Diabeł Tasmański.

W jednym z ostatnich nagrań na swoim profilu na YouTube – Borys wojuje medialnie na wielu frontach – ujawnił, że wedle jednego z badań 95% internautów ocenia go pozytywnie, 4% – neutralnie i tylko 1% negatywnie. Czy kogokolwiek może to dziwić? Ten człowiek to absolutny wulkan pozytywnej energii, a jego tytaniczna praca medialna pozwala mu dynamicznie zdobywać rzesze nowych fanów, jednocześnie wzmacniając więzi z tymi już istniejącymi. Borys jest na fali wznoszącej nie tylko od strony sportowej – ale właśnie także medialnej.

W osobach Khalidova i Mańkowskiego mamy zatem dwie kontrastujące medialnie postacie – krytykowanego, że tak delikatnie to ujmę, Mameda oraz uwielbianego Borysa. Naprawdę można z tego ukuć mocną narrację promocyjną przed walką, choć jestem niemal pewien, że nawet jeśli do pojedynku by doszło, pion marketingowy KSW taką drogą – podkreślenia niechęci w sferze medialnej do Khalidova i sympatii do Mańkowskiego, zarysowania kontrastu między oboma – nie pójdzie. To nie Hameryka, gdzie marketingowcy UFC harują jak źli, byle uczynić ze swoich zawodników jak najbardziej wyraziste osobowości.




Jak natomiast starcie obu zapowiadałoby się na papierze od strony sportowej? Rewelacyjnie! Absolutnie epicko! Niech Was nie zwiedzie różnica w gabarytach obu zawodników. Jestem ostatnim, który twierdziłby, że nie ma to znaczenia, bo, owszem, jak najbardziej ma, ale absolutnie nie jest to czynnik rozstrzygający.

Nie zapominajmy bowiem, że Khalidov ma już na karku aż 36 lat. To jesień jego kariery. Nie chcę powiedzieć, że ostatnie podrygi, bo to byłaby przesada, ale – lepszy już nie będzie. O jego geniuszu zawsze w dużej mierze decydowały jego niesamowita dynamika, przyspieszenie, refleks. Wraz upływającymi latami to właśnie jednak te atrybuty ulegają najszybszemu regresowi – a dla zawodnika o charakterystyce Khalidova jest to zabójcze. Podobnie jak okazało się zabójcze dla Andersona Silvy czy Lyoto Machidy, a więc także fighterów, którzy stylistycznie polegali w ogromnej mierze na kapitalnej szybkości.

Wiem, co mówię, bo – rzucam śmiałą tezę, ale czasami trzeba – w Polsce tylko być może kilkanaście osób przyjrzało się stylowi Khalidova dokładniej niż ja sam to uczyniłem przed jego pojedynkiem z Michałem Materlą na gali KSW 33. Wątpiących odsyłam do analizy reprezentanta Berkutu Arrachionu Olsztyn, którą wówczas spłodziłem:

Sierpem #47 – Mamed Khalidov, artysta przestrzeni, mag parteru

Diabeł Tasmański jest o 9 lat młodszy od Khalidova i właśnie wchodzi lub niebawem wejdzie w swój sportowy szczyt. Miałby nad Khalidovem przewagę szybkościową – i to prawdopodobnie wyraźną – co byłoby dla tego ostatniego zupełnie nowym doświadczeniem. Również od strony kondycyjnej to poznaniak powinien rozdawać karty – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wiek Khalidova, jego ostatni występ oraz mnogość kontuzji, z jakimi się boryka (opowiadał o nich po walce z Karaoglu). Dla zawodnika z Olsztyna byłby to też drugi z rzędu obóz przygotowawczy, bo nie zapominajmy, że 11 marca bije się z Lukiem Barnattem na ACB 54.

Nie ukrywam, że absolutnie nie zdziwiłby mnie scenariusz, w którym Mańkowski byłby w stanie obalać Khalidova – jego obrona przed obaleniami zawsze pozostawiała wiele do życzenia, po części z powodu gotowości do walki z pleców – następnie będąc zmuszonym jedynie do powstrzymywania prób poddań w wykonaniu rywala. Podopieczny Andrzeja Kościelskiego szczególnie musiałby uważać na ataki na nogi w wykonaniu Khalidova, ale… przecież Mańkowski na co dzień kula się z jeszcze lepszym ekspertem w tej dziedzinie, czyli Marcinem Heldem! W żadnym zatem razie nie spadłaby mi szczęka na podłogę, gdyby to Diabeł Tasmański zakończył pojedynek z ręką uniesioną w górze.

Na koniec wspomnę o jeszcze jednym elemencie – ponownie medialnym, ale związanym z aspektem sportowym. Otóż, Khalidov wiecznie walczył nie będzie. Pierwsze symptomy kryzysu sportowego – w mojej ocenie zwiastującego stopniowy regres – widzieliśmy już w jego ostatniej potyczce. Nadal jednak znajduje się na medialnym szczycie. Tak, tak, już wiecie, do czego zmierzam… Panowie Lewandowski i Kawulski wielokrotnie udowodnili – i cały czas udowadniają – że są doskonałymi biznesmenami. Zdają sobie doskonale sprawę, że trzeba budować nowe gwiazdy, co zresztą starają się czynić, bo stare się… starzeją. Po prostu. Jeśli posiadasz akcje spółki, która przejawia pierwsze objawy zadyszki i jesteś pewien, że lepiej nie będzie – a Khalidov młodszy nie będzie – być może warto spieniężyć inwestycję. Zbudować Mańkowskiego.

Diabeł Tasmański nie będzie bowiem podchodził do tego starcia w roli faworyta. Wizualnie może to nawet wyglądać jak – odrobinę przerysowując – starcie Dawida z Goliatem. Ba, można zresztą taką właśnie narrację medialną stworzyć na okoliczność tego pojedynku – wzorem rewanżowego starcia Conora McGregora z Natem Diazem. Jeśli przedstawimy Mańkowskiego w roli Dawida, a ostatecznie przegra – jego notowania nie zapikują, upadnie na przygotowaną wcześniej miękką medialną poduszkę. Jeśli natomiast wyjdzie z walki obronną ręką – czego, powtarzam, absolutnie nie wykluczam – jego wartość sportowa i medialna wystrzeli w górę z ogromną siłą.

KSW potrzebuje nowych, wielkich gwiazd – i Borys Mańkowski może się nią stać.

Oczywiście w kontekście ewentualnego starcia Khalidova z Mańkowskim nadal istnieje wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Jak Khalidov poradzi sobie z Barnattem? Co stanie się, jeśli przegra? Jak rozwinie się sytuacja z Michałem Materlą? Czy Khalidov jest w ogóle w stanie zbić wagę na walkę z Mańkowski do, powiedzmy, 81 kilogramów? Co z pieniędzmi? Jak finansowo na pojedynek, w którym ma relatywnie niewiele do zyskania, ale furę do stracenia, zapatrywał będzie się Mamed?

Bez względu jednak na to – jestem płomiennym zwolennikiem tego zestawienia. Wszystko w nim po prostu gra i buczy.

*****

Sierpem #52: Jak Masvidal rozstrzelał Kowboja

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button