Justin Gaethje vs. Donald Cerrone – analiza bukmacherska PZBUK przed UFC Vancouver


Analiza techniczna i bukmacherska walki wieczoru sobotniej gali UFC on ESPN+ 16 pomiędzy Justinem Gaethje i Donaldem Cerrone.

Galę UFC on ESPN+ 16 uświetni starcie, na które ostrzą sobie wszyscy fani krwawej oktagonowej rozrywki – w Vancouver naprzeciwko siebie staną Justin Gaethje oraz Donald Cerrone.




Highlight to prawdopodobnie najbrutalniej walczący zawodnik na świecie. Prawdziwy oktagonowy rzeźnik, który terroryzuje rywali nieustającą presją, zaciągając ich w najmroczniejsze miejsca – testujący ich charakter, ducha walki i odporność na ból. Każda wizyta w oktagonie zawodnika z Arizony stanowi festiwal niczym nieskrępowanej przemocy. Gaethje pogardza sędziami punktowymi – na dwadzieścia dwie walki, jakie stoczył, aż dwadzieścia obyło się bez ich pomocy.

Obecnie Justin znajduje się na fali dwóch morderczych nokautów, jakie zafundował Edsonowi Barbozie i Jamesowi Vickowi. Podniósł się w ten sposób po dwóch pierwszych porażkach w karierze, jakie zadali mu Eddie Alvarez i Dustin Poirier. Przerwały one serię osiemnastu wiktorii z rzędu Arizończyka.

Kowboj jest z kolei zaprawionym w bojach weteranem, specjalistą od walki w stójce, który wyróżnia się przede wszystkim bogatym wachlarzem kopnięć. Jednocześnie jednak Cerrone jest niebywale sprawnym i niebezpiecznym grapplerem, który może pochwalić się aż siedemnastoma zwycięstwami przez poddania.

Po dwuletniej przygodzie z kategorią półśrednią, zakończonej bilansem 6-4, w tym roku Donald Cerrone powrócił do 155 funtów – i to z nie lada przytupem. Najpierw ubił młodego Alexandra Hernandeza, by następnie na pełnym dystansie mocno porozbijać faworyzowanego Ala Iaquintę. W czerwcu stanął jednak naprzeciwko niepokonanego od siedmiu lat Tony’ego Fergusona, który zatrzymał jego rajd po pas, zwyciężając przez techniczny nokaut – porozbijany Kowboj spróbował wysmarkać nos w przerwie między drugą i trzecią rundą, co doprowadziło do gigantycznej opuchlizny na oku, która uniemożliwiła mu kontynuowanie walki.

Wyraźnym bukmacherskim faworytem pojedynku jest Highlight – czy zasłużenie?

155 lbs: Justin Gaethje (20-2) vs. Donald Cerrone (36-12)

Obaj zawodnicy byli już w przeszłości rozkładani na części pierwsze na Lowking.pl – dlatego tym razem skupimy się przede wszystkim na kluczowych elementach, które mogą zadecydować o zwycięstwie jednego lub drugiego.

Jak walczy Justin Gaethje?

Highlight to absolutny Bóg półdystansu. Jego styl nie jest szczególnie skomplikowany, ale pełen drobnych niuansów, które przesądzają o jego sukcesach. Na pozór po prostu wywiera dużą presję, wpada w półdystans, rozpuszcza ostro ręce, a jednocześnie regularnie okopuje nogi rywala lowkingami.

Rzecz jednak w tym, że Justin opakował ten właśnie rzeźniczy – na pozór toporny – styl walki elementami, które mocno ułatwiają mu pracę. Nie tylko bowiem unosi podwójną – na ogół szczelną – gardę, przedzierając się do dystansu, ale też czyni to często z ciosami. Ponadto nie pozostaje statyczny – nieustannie buja się na lewo i prawo, obniża i podnosi pozycję, stara się kręcić z ciosami, co na ogół wychodzi mu doskonale.




Co być może jednak najważniejsze, skraca dystans, będąc mentalnie przygotowanym na uderzenia rywali. Wie, że prawdopodobnie jeden czy dwa ciosy w mniejszym lub większym stopniu przedostaną się przez jego gardę. Jest na to gotowy i z tym pogodzony. Nie ma zatem mowy o zaskakujących uderzeniach, których się nie spodziewa – a jak wiemy, takowe często wyrządzają największe spustoszenie.

Kwintesencja stylu Justina Gaethje, który wpada w półdystans, balansując zza podwójnej gardy – Eddie Alvarez próbuje spenetrować ją ciosami na korpus, podbródkiem i sierpami, ale nie jest w stanie. W końcu Gaethje odpala potężną prawicę zza podwójnej gardy, zmieniając pozycję na odwrotną i kontynuując lewą. Wszystko kończy kolejnym prawym.

Justin Gaethje czai się zza podwójnej gardy na odpowiedni moment do wyprowadzenia potężnego ciosu – Luis Palomina rozpuszcza ręce, ale w środku kombinacji, zupełnie nieprzygotowany i niespodziewający się uderzenia, zostaje posłany na deski soczystym prawym.

Powyżej bliźniaczo podobne akcje. Wpadłszy w półdystans pod ochroną podwójnej gardy, Gaethje czai się właśnie na ostrego prawego sierpowego, którym próbuje wstrzelić się między ciosy rywali. Tutaj dwukrotnie smaga w ten sposób Michaela Johnsona.

Na pierwszym przykładzie Gaethje lewym prowokuje Johnsona do wyprowadzenia ciosów. Unosi gardę, smaga rywala krosem, następnie na odchyleniu unikając mocnego lewego i całą akcję kończąc krótkim prawym sierpem.

Druga animacja to już ostra jatka na wyniszczenie. Obaj zawodnicy trafiają, Gaethje dwukrotnie szuka kombinacji prawego z lewym – i za drugim razem tym ostatnim ciosem mocno wstrząsa Johnsonem.

Na tym jednak nie koniec, bo przeczekawszy nawałnicę ze strony rywala próbującego znaleźć lukę w jego podwójnej gardzie, Gaethje rozpuszcza nie tylko ręce ale też nogi! Tak. Justin Gaethje to jeden z bardzo nielicznych zawodników – w kategorii lekkiej: jedyny – którzy w półdystansie, a czasami nawet klinczu, zaprzęgają do działania mordercze lowkingi. Justin potrafi w takowych wygenerować potężną moc, pomimo iż czasu i miejsca na nie jest wówczas naprawdę niewiele.

Na pierwszym przykładzie Gaethje naciera, inkasuje dwa ciosy, ale nie robią one na nim wrażenia, bo są wkalkulowane w jego grę. Odpala potężnego lowkinga zza podwójnej gardy.

Na drugiej animacji Justin ponownie znajduje się w ofensywie. Najpierw dobrze blokuje niskie kopnięcie, ale potem Alvarez kapitalnie markuje ciosy – Gaethje daje się nabrać, podnosząc gardę i bujając się do lewej i prawej. Przeczekawszy, Król Podziemia dosięga Justina soczystym prawym, gdy jego garda opada – ale i tak inkasuje potężnego lowkinga.

Gaethje skraca dystans, unosi gardę, dobrze broniąc się przed ciosami Alvareza – wszystko kończy srogim kopnięciem z klinczerskiego niemal dystansu.

Na kolejnym przykładzie – z walki z Dustinem Poirierem – widać, jakie spustoszenie w głowach rywali wywołuje przeplatanie przez Justina Gaethje ataków ciosami i lowkingami zza podwójnej gardy. Przy pierwszym zwarciu Highlight smaga Dustina lowkingiem zza podwójnej gardy. Przy drugim, chwilę potem, srogim prawym. Na koniec wraca do lowkinga.

Arizończyk nie jest zawodnikiem szczególnie lotnym na nogach, ale… Dwie pierwsze porażki, jakich doznał, doprowadziły do pewnej zmiany w jego stylu walki. A mianowicie ograniczył on nieco swoją aktywność. Selekcjonuje uderzenia i szarże uważniej. O ile wcześniej po prostu wpadał w półdystans, próbując wybronić się przed uderzeniami rywali, by następnie rozpuścić ręce, to teraz znacznie chętniej korzysta z lewego prostego, dodatkowo o wiele lepiej kontrolując dystans – w półdystansie potrafi świetnie na odchyleniu przepuścić ciosy rywala, kontrując własnymi, najczęściej prawym sierpem. Manipulując dystansem, chętnie też wymusza na rywalach – np. Barbozie – wyprowadzanie uderzeń, by je skontrować czy wykorzystać okazję i wpaść w półdystans. Jest znacznie cierpliwszy. Nie szuka wymian za wszelką cenę, bez względu na okoliczności. Co bardzo istotne, nie spuszcza też wzroku z rywala, jak to miało miejsce wcześniej.

Jego potyczki z Vickim i Barbozą – to w nich zaprezentował powyższe zmiany – trwały co prawda krótko, ale możemy przyjąć, że pewne utemperowanie morderczych żądzy pozwoli mu też na zachowanie większej ilości paliwa w baku. Na ogół bowiem w drugich rundach swoich walk Gaethje oddycha już ciężko, choć – tego pominąć nie sposób – jego rywal jeszcze ciężej.

To nie wszystko. O ile bowiem w pierwszych trzech występach w UFC Justin atakował lowkingami z całkowitą pogardą dla defensywy, inkasując masę kontr – takową przypłacił porażkę z Diamentem – to już w potyczce z Barbozą zaprezentował znacznie większą odpowiedzialność w obronie przy niskich kopnięciach.

O ile dzisiejszy Justin Gaethje potrafi czasami się cofnąć, złapać dystans, to do czasu pierwszych dwóch porażek ani myślał dawać kroku wstecz. Powyżej w wojnie na wyniszczenie z Alvarezem.

Highlight jest mocnym zapaśnikiem, choć wrestlerskie szlify wykorzystuje niemal wyłącznie w defensywie. Przewrócenie go jest piekielnie trudne, a utrzymanie na dole być może jeszcze trudniejsze. Warto jednak odnotować, że w potyczce z Edsonem Barbozą poszedł po obalenie na pół gwizdka, by następnie próbującego bronić się przed tą jakoby próbą zapaśniczą Brazylijczyka zdzielić mocnym sierpem na rozerwanie klinczu. Być może oznacza to, że zapasy Gaethje zacznie też wykorzystywać w charakterze przygotowania pod uderzenia – markując obalenia.

Jak walczy Donald Cerrone?

Kowboj to przede wszystkim wyborny specjalista od technik kopanych. Terroryzuje rywali kopnięciami na wszystkich wysokościach, często kończąc nimi kombinacje. Uwagę zwracają przede wszystkim jego wysokie kopnięcia z obu nóg, które potrafi bajecznie kamuflować – nie sygnalizuje ich w żaden sposób, potrzebując niewiele miejsca i czasu na ich odpalenie.

Donald Cerrone kiwkami lewicą dwukrotnie wyprowadza w pole Matta Browna, dosięgając go soczystym kopnięciem na głowę po przekroku.

Donald posiada też niebywale twarde piszczele, ochoczo zaprzęgając do boju lowkingi – wewnętrzne, zewnętrzne, wyprowadzane pojedynczo czy na zakończenie kombinacji. Krótkie i szybkie, dłuższe i stepujące.




Również kopnięcia frontalne przynoszą mu wiele powodzenia – a już jedno dobrze ulokowane na wątrobę potrafi zmienić losy walki. Nie można też zapomnieć o jednej z najskuteczniejszych broni w arsenale zawodnika z Kolorado – kontrujących kolanach. Rywali, którzy poszukują obaleń lub skracając dystans, schodzą nisko na nogach, chętnie smaga potężnym kolanem na głowę.

Kowboj regularnie polował kontrującym kolanem na szczękę ochoczo obniżającego w atakach pozycję Hernandeza, następnie zasypując go kanonadą ciosów.

W ostatnich latach wyraźnej poprawie uległa też praca na nogach Cerrone oraz jego gra bokserska. Chętnie odwołuje się ciosów prostych, głównie jaba, dobrze orbitując. Lubuje się też w wyprowadzaniu kombinacji, wpadając z impetem w rywali. Takowe lubi kończyć kopnięciami.

Co być może jednak najważniejsze, znacznie lepiej radzi sobie pod presją. O ile kiedyś z łatwością był zaganiany pod siatkę, cofając się na ogół w linii prostej bez ładu i składu oraz bez jakichkolwiek narzędzi kontrujących, tak teraz hasa do boku, odpowiada ciosami nawet ze wstecznego, a przyjęte przezeń uderzenia nie osłabiają jego morale jak onegdaj. Wręcz przeciwnie – zainkasowawszy teraz ciosy, rusza z furią, aby odpowiedzieć rywalowi. Tak, dla przykładu, było w konfrontacji z Alem Iaquintą – gdy tylko nowojorczyk dosięgnął go jakimś ciosem, podrażniony Kowboj odpowiadał ich kanonadą. Podobnie było zresztą w starciu z Alexandrem Hernandezem.

Zamknięcie na siatce Kowboja jest dzisiaj znacznie trudniejsze niż kilka lat temu – świetnie odchodzi do boku, mając świadomość, w którym miejscu oktagonu się znajduje.

Donald posiada solidne zapasy – zarówno ofensywne, jak i defensywne. Jego parter stoi na bardzo wysokim poziomie – także, a może przede wszystkim, z pleców. Chwilę nieuwagi rywala Cerrone potrafi wykorzystać, aby zaatakować balachą, trójkątem czy doprowadzić do kotłowaniny, z której na ogół wychodzi obronną ręką.

Cerrone wyróżnia się też rewelacyjnym przygotowaniem kondycyjnym. Potrafi przewalczyć pięć rund na bardzo dobrym tempie, rozkręcając się z rundy na rundę.




Konfrontacja

Na papierze pojedynek ten nie zapowiada się na szczególnie skomplikowany pod względem stylów walki obu zawodników i ich oktagonowych celów.

Cerrone spróbuje utrzymać Gaethje na końcach swoich pięści i przede wszystkim kopnięć – a zatem w dystansie kickbokserskim – podczas gdy Highlight zrobi, co w jego mocy, aby przedrzeć się do półdystansu lub klinczu, aby tam rozpuścić ręce lub lowkingi. Jeśli o te ostatnie chodzi, to nie mam wątpliwości, że Justin podejmie rękawicę w tym aspekcie, wymieniając się z Donaldem lowkingowymi uprzejmościami – nieprzypadkowo wszak poszedł na wojnę na niskie kopnięcia z absolutnym królem w tym elemencie w osobie Edsona.

Dlatego też trzeba mieć świadomość, że o ile zawodnicy tacy jak Hernandez czy Iaquinta nie mieli w dystansie kickbokserskim wiele, by nie rzec: nic, do zaoferowania, będąc rozbijanymi przez Kowboja, to Gaethje ma swoje mordercze lowkingi. Nie sposób też pominąć jego zaskakująco szybkiego lewego prostego, często z doskokiem, którym może smagać Cerrone.

Przechodząc pod sztandar UFC, Justin uzupełnił swoje oktagonowe narzędzia o szybkiego lewego prostego – powyżej dwa przykłady z jego walki z Johnsonem.

Tutaj natomiast smaga jabami Alvareza oraz odwrotnie ustawionego Dustina Poiriera. Na chwilami jeszcze sztywnego Donalda Cerrone, który na dodatek walczy z klasycznej pozycji, lewy prosty może okazać się bardzo skuteczną bronią.

Nie ulega jednak wątpliwości, że kickbokserski bój na środku oktagonu nie będzie celem zawodnika z Arizony. Donald posiada lepszy zasięg i znacznie więcej długodystansowych narzędzi. Niewątpliwie zatem Gaethje spróbuje wykastrować rywala z czasu i przestrzeni na wyprowadzanie kopnięć i długich jabów, którymi Cerrone zmasakrował Iaquintę.

W dystansie Gaethje musi być bardzo czujny – Cerrone potrafi bowiem nie tylko świetnie ukrywać wysokie kopnięcia za ciosami, ale też ostrzeliwać rywali długimi prostymi.

Rzecz jednak w tym, że nawet gdy Justin przedrze się do półdystansu czy klinczu, Donald wcale nie musi być tam bezbronny! Przypominam bowiem, że dysponuje kapitalnymi kontrującymi kolanami, które mogą sprawić furę problemów chętnie nisko schodzącemu przy szarżach Gaethje. Na tym jednak nie koniec, bo Donald potrafi też sterroryzować rywali kolanami w tajskiej klamrze (tak ustrzelił Highlighta Alvarez!), dobrze korzystając też z łokci. Ba, ostatnimi czasy nie zapomina o tym, aby klincz rozrywać z uderzeniami przy każdej niemal okazji.

Donald Cerrone nie zasypia gruszek w popiele w klinczu – szuka łokci, tajskiej klamry, ciosów na rozerwanie oraz kończącego wszystko, niespodziewanego kopnięcia na głowę.

Z drugiej zaś strony – nie czarujmy się. O ile Cerrone bezbronny w klinczu i półdystansie nie będzie, to trudno nie faworyzować w tym obszarze Gaethje. To jego królestwo. Na ostrych wymianach zjadł zęby. Kapitalnie pracuje gardą, buja się na lewo i prawo, pozostając trudnym do ustrzelenia, a teraz znacznie lepiej kontroluje dystans krótkimi odchyleniami. Owszem, bywa narażony na podbródki z uwagi na podwójną gardę – takowym wstrząsnął nim Johnson – ale dobrym balansem mocno utrudnia rywalom zaprzęganiem uderzeń z dołu. Cerrone zresztą kowadeł w pięściach nie ma, a szczęka Gaethje nadal bardzo twarda.

Na pierwszej animacji widzimy nową wersją Justina Gaethje. Jest znacznie bardziej świadomy tego, co dzieje się w ostrych wymianach. Nie wbija już wzroku w deski, tracąc rywala z pola widzenia, gdy znajduje się za gardą – a tak było wcześniej, co wykorzystywali Alvarez czy Poirier. Pracuje na odchyleniach, na balansie.

Na drugim przykładzie widzimy nową sztuczkę w arsenale Arizończyka. Markuje prawego sierpa, trafiając do odwrotnej pozycji, z której wyprowadza serię ciosów, rozpoczynając lewym sierpem. Kapitalnie później schodzi pod kontrami Barbozy, szukając potężnego prawego – ale Brazylijczyk również świetnie unika ciosu, karcąc go jeszcze lewym na odchodne.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o podatnym na uderzenia korpusie Kowboja. O ile nie spodziewam się, aby Gaethje naruszył jego schaby frontalnymi kopnięciami, jak uczynił to ostatnio El Cucuy, to już w półdystansie jak najbardziej może ostrzelać doły Cerrone.

Jeśli zaś chodzi o aspekty zapaśniczo-parterowe… Nie spodziewam się ich w tym pojedynku, a już na pewno nie w pierwszych dwóch rundach. Gaethje raczej obalał nie będzie, a Cerrone prawdopodobnie spróbuje, ale nie zdoła. Highlight to bowiem lepszy zapaśnik. Silny, dobrze odnajdujący się w kotłach zapaśniczych, trudny do utrzymania na dole.

Poddanie jest oczywiście możliwe, ale wyłącznie w wykonaniu Cerrone i raczej po dwóch pierwszych rundach, o ile je przetrwa.




Typowanie

Nie jest żadnym sekretem, że Donald nie radzi sobie najlepiej z zawodnikami, którzy wywierają dużą presję. Zwracam jednak uwagę, że takowymi mieli też być Hernandez, Iaquinta czy Ferguson, a tymczasem każdy z nich – z El Cucuyem włącznie! – miał gigantyczne problemy z zamykaniem Kowboja na siatce, o unieruchamianiu go tam nie wspominając. Wszystko z uwagi na poprawioną pracę na nogach Cerrone, który teraz potrafi świetnie orbitować do boku. Na tym nie koniec, bo umiejętnie zniechęca też rywali do skracania dystansu, utrzymując ich na bezpieczną odległość szybkimi i precyzyjnymi jabami.

Dlatego też nie ukrywam, że jestem bardzo, bardzo daleki od skreślania Cerrone, wysoki kurs na jego zwycięstwo oceniając jako przesadzony. W pewnej chwili nawet poważnie zadumałem się, czy to nie jego – wbrew kursom – wytypować w charakterze zwycięzcy. Scenariusz, w którym dobrze hasając do boków i ostrzeliwując rywala z dystansu jabami i kopnięciami, wyrąbuje sobie drogę do trzeciej rundy – nawet jeśli dwie pierwsze przegra! – następnie przejmując stery walki w swoje ręce z uwagi na zasobniejszy bak z paliwem, jest realny. Podobnie jak ten, którym wyprowadza Gaethje w pole jakąś kiwką, kończąc pojedynek kopnięciem na głowę.

Opieranie całej niemal gry na wysoko uniesionej podwójnej gardzie naraża Justina Gaethje na ciosy na korpus, co skrupulatnie wykorzystywał Eddie Alvarez.

Nieumiarkowanie w korzystaniu z podwójnej gardy i trzymaniu pozycji obnażył w grze Justina Diament – nieustannie okupował rywala bitymi często na pół mocy uderzeniami, by następnie tak zmiękczonego, statycznego rywala zdzielić mocniejszymi ciosami, zawsze z odejściem do boku.

Rzecz jednak w tym, że, jak wspomniałem, Justin Gaethje 2.0 nie jest już tak skory do opierania swojej gry na podwójnej gardzie. Nawet zaś gdy to czyni, ma o wiele większą świadomość tego, co się dzieje. Wymanewrowanie go nie będzie więc takie proste jak kiedyś.

Będąc zatem dalekim od przekreślania szans Cerrone na zwycięstwo, trzeba sobie zadać kluczowe pytanie – czy 36-letni już Kowboj, który trzy miesiące temu został mocno porozbijany przez Fergusona, przetrwa dwie pierwsze rundy? Czy przetrwa piekło? Iaquinta nie potrafił przedrzeć się przez długie proste i zasięg Cerrone. Nie potrafił wpaść ostro w półdystans, chowając się za podwójną gardą, na nią zbierając uderzenia, by potem odpowiedzieć bombami. Gaethje jest inny. Zrobi to. Spróbuje porozbijać wykroczną nogę Kowboja, będzie przedzierał się do półdystansu. Może zainkasuje kontrujące kolano – tego nie wykluczam – ale prędzej czy później zmusi Cerrone do tego, aby wdał się z nim w ostrą wymianę. A w takowej Justin zdzieli go bombami na głowę lub korpus.




Nie zapominajmy też, że Gaethje rozpoczyna walki na piątym biegu, podczas gdy Cerrone potrzebuje czasu na złapanie rytmu. W pierwszej rundzie jest najbardziej narażony na ataki. Jest niepewny, nieco sztywny, mechaniczny. Mierząc się z rzeźnikiem pokroju Arizończyka, nie możesz pozwolić sobie na przespanie pierwszej rundy – bo skończysz uśpiony. Nie możesz też pozwolić sobie na chwile zawahania czy zwątpienia, a tego problemu w swojej psychice Kowboj nadal nie rozwiązał.

Pojedynek obstawić można u naszego partnera PZBUK.pl w linku poniżej:

Zwycięzca: Justin Gaethje przez (T)KO

Kto wygra?
Głosuj

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply