„Do wszystkich sku*wieli, którzy spisali mnie na straty…” – Ferguson ostro do krytyków, gotowy na McGregora lub Poiriera

Tony Ferguson po raz pierwszy opowiedział obszernie o przegranej walce z Justinem Gaethje oraz swoich dalszych planach sportowych.

Tony Ferguson udzielił pierwszego wywiadu od prawie trzech miesięcy i porażki przez techniczny nokaut z Justinem Gaethje w ramach gali UFC 249.

W rozmowie z ESPN.com El Cucuy przyznał, że był „wkurzony” swoim występem i potrzebował czasu dla siebie i swojej rodziny. Minione dwa miesiące poświęcił na sprawy biznesowe – umowy ze sponsorami, nawiązanie współpracy z nową grupą menadżerską – oraz szlify elementów, które zawiodły w starciu z Gaethje, głównie tych bokserskich.

– Starałem się zostawić to wszystko za sobą, bo naprawdę nie byłem zadowolony z tej walki – powiedział. – Lubię dostawać ciosy, ale nie mogę więcej dopuścić do czegoś takiego.

– Lubię przyjmować uderzenia, ale nie chcę już doznawać takich obrażeń. (…) Teraz naprawdę wróciłem do swoich korzeni. Wydawało mi się, że tam jestem, ale tam nie byłem. Znów się dobrze bawię.

Ferguson nie ma wątpliwości, że stać go na znacznie więcej aniżeli to, co pokazał w maju. Zwrócił uwagę, że przygotowywał się pod zupełnie innego pod względem stylu walki rywala – pierwotnie bowiem miał stanąć w oktagonie naprzeciwko Khabiba Nurmagomedova.

– To nie była efektowna walka, była wręcz nudna – powiedział. – Jakbym walczył ze swoim klubowym kolegą. Ekstremalna sytuacja. Nie powinno było do tego dojść, ale stało się i nie da się już zmienić.




– Justin był tego wieczoru lepszy. Mając jednak na uwadze moje możliwości, moje przygotowania i to, co potrafię wnieść do oktagonu, to nie tak powinno to wyglądać. Jak jednak mówię, szacunek dla Justina. Niczego nie można mu ujmować, więc zostawię to. Wiem jednak, na stać mnie na więcej jako człowieka, jako zawodnika, gdy jestem w dobrej formie – i na pewno jestem lepszy, niż to pokazałem.

– Jego stójka była trochę lepsza, niż sądziłem. Przygotowywaliśmy się pod grapplera, więc… Miałem poskręcać Khabiba. Nie chcę gadać o nim bzdur, ale naprawdę przygotowałem się pod Khabiba. Boks Justina okazał się trochę lepszy, niż zakładaliśmy. Jak mówię, tego wieczoru był lepszy. Nie korzystałem z łokci, kopnięć i innych narzędzi w moim arsenale.

Tony Ferguson stwierdził, że po porażce poczuł… ulgę. Zniknął bowiem zgiełk medialny wokół jego osoby, zniknęła presja. Zapewnił, że serie zwycięstw – miał dwanaście z rzędu – nie mają dla niego żadnego znaczenia.

Teraz ponownie czuje miłość do sportu, której nie czuł od dawien dawna. Był bowiem w pewien sposób wypalony.

Pomimo licznych obrażeń, jakich doznał w starciu z Gaethje, uniknął operacji. Zapytany, czy zamierza powrócić do oktagonu w tym roku, nie pozostawił wątpliwości.

– Absolutnie, kurwa – powiedział. – Zapisujcie mnie. Jestem gotowy.



El Cucuy zapewnił, że jego głodny walki jak nigdy wcześniej.

– Wiecie, kogo chcę – powiedział. – Dajcie mi rewanż albo zwycięzcę Khabiba z Gaethje.

Mając jednak na uwadze, że starcie Khabiba Nurmagomedova z Justinem Gaethje odbędzie się podczas październikowej gali UFC 255, szanse na to, aby Tony Ferguson skrzyżował w najbliższym czasie rękawice z jednym z nich, wydają się bliskie zeru. Co zatem powiedziałby na zestawienie z Conorem McGregorem lub Dustinem Poirierem, którzy obecnie nie mają żadnego zaplanowanego pojedynku?

– Obaj są solidnymi zawodnikami – odparł Tony. – Obaj są mocni. Nieprzypadkowo jesteśmy w elitarnym Top 5.

– Jeśli więc Conor chce się bić, jestem gotowy. Uwielbiam walczyć z mańkutami, radzę sobie z nimi naprawdę dobrze. Złamałem szczękę Aaronowi Rileyowi.

– Jeśli więc mowa o mojej stójce, to musicie pamiętać moją walkę z Edsonem Barbozą. Jest duża różnica. Jeśli znowu pojawi się to całe gówniane zamieszanie z zestawieniami dla mnie, w porządku. Jestem już przyzwyczajony. Zmiana rywala, COVID, jesteśmy już do wszystkiego przyzwyczajeni.

– Chcecie dać mi Conora, dajcie Conora. Chcecie dać mi Poiriera – zrobimy to, a potem walczymy ze zwycięzcą Khabib vs. Gaethje.

Tony Ferguson zapowiedział jednocześnie, że najchętniej powróciłby do oktagonu właśnie podczas wspomnianej październikowej gali UFC 255 z Khabibem Nurmagomedovem i Justinem Gaethje w rolach głównych.

Nie ukrywa, że starcie z Dagestańskim Orłem – zestawione wcześniej aż pięć razy – nadal chodzi mu po głowie.

– Jeśli taka będzie wola Boga, to tak się stanie – powiedział o walce z Khabibem. – Nie próbuję do niczego dążyć. Za każdym razem, gdy nas zestawiano, coś się działo. Jeśli pojawiłaby się opcja, to nie miałbym nic przeciwko. Chciałbym zobaczyć tę walkę.

– Tak, marzyłoby mi się, aby stanąć do rywalizacji z kolesiem. Nie mam już do niego żadnych uprzedzeń. W pewien sposób wyjaśniliśmy już sprawę.

– Powiem szczerze, gdybym miał okazję wybrać, to byliby to Khabib, Jorge (Masvidal) i (Conor) McGregor. Ta trójka. Dlaczego? Z powodu ich talentu. Dlatego. Z żadnych innych powodów. Z powodu ich talentu i szacunku, jaki mam wobec ich umiejętności sportowych.




36-latek zapowiedział, że w tym lub przyszłym tygodniu sprawa jego kolejnej walki może już się wyjaśnić. Przemycił też pozdrowienia do wszystkich, którzy po klęsce z Justinem Gaethje wróżyli mu koniec kariery.

– Do tych wszystkich skurwieli, którzy spisali mnie na straty, opowiadając, że powinienem już przejść na emeryturę: pierdolcie się.

Cały wywiad poniżej:

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz cashback 200 PLN

*****

„Pie*doliłem trzy po trzy” – Marcin Wrzosek kaja się za swoje słowa, przeprasza Borysa Mańkowskiego

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply