Analizy UFC 236: Kelvin Gastelum vs. Israel Adesanya


Analiza techniczna i typowanie co-main eventu gali UFC 236 w Atlancie, w którym na pięści i kopnięcia pójdą Israel Adesanya i Kelvin Gastelum.

Pod nieobecność dochodzącego do siebie po operacji przepukliny mistrz wagi średniej Roberta Whittakera w bój o tymczasowy pas pójdą w co-main evencie gali UFC 236 w Atlancie Israel Adesanya i Kelvin Gastelum.




Kto skończy z pasem na biodrach, torując sobie drogę do unifikacyjnej walki z Whittakerem?

Analizy UFC 236: Max Holloway vs. Dustin Poirier II

185 lbs: Israel Adesanya (16-0) vs. Kelvin Gastelum (16-3)

Kursy bukmacherskie: Israel Adesanya vs. Kelvin Gastelum 1.59 – 2.50

Na papierze pojedynek ten nie jest szczególnie skomplikowany – a można wręcz rzec, że jest prosty jak konstrukcja cepa. Otóż, dysponujący dużą przewagą gabarytów Nigeryjczyk spróbuje utrzymywać Amerykanina na dystans, rozbijając go długimi ciosami i kopnięciami, podczas gdy Gastelum zrobi, co w jego mocy, aby przedrzeć się do półdystansu i rozpuścić ręce – szczególnie swoją firmową lewicę – jednocześnie zagrażając też Adesanyi zapaśniczo. I to tyle. Dystans kickbokserski faworyzuje Israela – półdystans i klincz: Gasteluma.

Obaj zawodnicy walczą oczywiście zupełnie inaczej, co w dużej mierze jest pochodną ich gabarytów.

Jak walczy Gastelum?

Wojujący z odwrotnej pozycji Amerykanin – zawodnik niezwykle bitny, charakterny, twardy i zawsze świetnie przygotowany kondycyjnie – chętnie wywiera presję, próbując skracać dystans, by kiwkami prawicą (czasami zamarkowanym ciosem, czasami ustawiającym oponentów prostym lub ciasnym sierpem na pół mocy) przygotować sobie ich pod potężnego lewego – prostego, ciasnego sierpa lub podbródek.

Chętnie przyjmie, aby oddać – i prawie zawsze wychodzi na tym korzystnie. Posiada bowiem tytanową szczękę – wszak przetrwał bomby Ronaldo Jacare Souzy i Tyrona Woodleya, nie zdradzając nawet symptomów naruszenia – a w jego pięściach drzemie prawdziwy dynamit. Posyłał na deski każdego zawodnika w kategorii średniej, z jakim przyszło mu się dotychczas mierzyć.

Posiada solidne zapasy, ale od dłuższego czasu zaprzęga je przede wszystkim w charakterze defensywnym. Rozkręca się na ogół z minuty na minutę, znacznie lepiej konserwując energię od swoich rywali.

Jest pewny siebie – i zawsze opanowany, bez względu na to, co dzieje się w oktagonie. Paniki – nie uświadczysz. Prędzej spokojnie pójdzie spać…

Jak walczy Adesanya?

Mający za sobą bogatą karierę kickbokserską Nigeryjczyk prezentuje zupełnie inne podejście do walki w oktagonie. Uwielbia czas i przestrzeń, za cel numer jeden stawiając sobie kontrolę dystansu. Walczy z obu pozycji – odwrotnej i klasycznej – dodatkowo rewelacyjnie w locie przechodząc z jednej do drugiej – a to niezwykle utrudnia rywalom odczytanie jego zamiarów. Nawet proste kiwki potrafi wykorzystać, żeby zmienić ustawienie, wymuszając na oponentach natychmiastowe dostosowanie się do nowych okoliczności – a nie jest to łatwe.

Adesanya smaga rywali przebogatym arsenałem kickbokserskim. W obszarze pięściarskim są to głównie ciosy proste, rzadziej sierpy – a jeśli już, to ciasne, niewystawiające go na kontry. Wszystko to rewelacyjnie przeplata z kopnięciami – z obu nóg, na wszystkich poziomach, w kombinacjach i pojedynczo. Czyni to jego stójkową grę piekielnie trudną do rozczytania. Swoje faktyczne zamiary ukrywa za masą przyruchów, zamarkowanych uderzeń czy też tych wyprowadzonych na pół gwizdka.

Jak wspominałem – uwielbia przestrzeń. W taktycznych stójkowych szachach czuje się najlepiej, bo z uwagi na doskonałą technikę i precyzję, przebogaty arsenał, a także świetne warunki fizyczne potrafi wyprowadzić w pole każdego rywala.

The Last Stylebender posiada solidne defensywne zapasy – dobrze kontroluje bowiem dystans, a nawet jeśli zostanie złapany w klinczu, o położenie go na plecach łatwo nie jest. O jego parterowej grze w tej chwili niewiele wiadomo. Zapewnia oczywiście, że jest wyborna, ale nie ma oczywiście przypadku w tym, że zdecydowanie preferuje szermierkę na pięści i kopnięcia.

Jego kondycja w starciu z Marvinem Vettorim nie zachwyciła, ale już w 5-rundowej walce z Bradem Tavaresem zaprezentował się w tym aspekcie bardzo dobrze.




Konfrontacja

Wielu aspektom – nie tylko technicznym – warto przyjrzeć się, analizując ten pojedynek.

Doświadczenie

Pomimo tego, że Israel Adesanya stoczył już pod flagą UFC pięć walk, nadal istnieje sporo elementów jego oktagonowej gry, których nie poznaliśmy. Nie zapominajmy bowiem, kogo pokonywał w dotychczasowych walkach.

Rob Wilkinson? Komentarz zbędny. Marvin Vettori? Solidny rzemieślnik, który sprawił mu sporo problemów – ale to nadal zawodnik daleko spoza czołowej piętnastki. Brad Tavares? Nadal nie jest to czołowa piątka, ale skalp solidny, owszem. Jeśli jednak uwzględnimy, że Hawajczyk wyszedł do tej walki w kiepskiej formie fizycznej – wszak do końca w gotowości pozostawał rezerwowy Thiago Santos! – wówczas wartość zwycięstwa Nigeryjczyka nieco spada. Derek Brunson? Bezgłowy jeździec powracający po nokaucie z rąk Jacare. I wreszcie Anderson Silva – 44-letnia legenda, która najlepsze czasy ma już dawno za sobą.

Oczywiście, do nokautów Kelvina Gasteluma na Vitorze Belforcie, Timie Kennedym czy Michaelu Bispingu również należy podejść z odpowiednim dystansem – wszak byli to w zasadzie emeryci. Jednak ostatnia wiktoria z leciwym ale nadal rzeźnicko usposobionym Ronaldo Jacare Souzą znaczy więcej niż wszystkie pięć dotychczasowych zwycięstw Nigeryjczyka w oktagonie razem wziętych.

Innymi słowy, Amerykanin ma po swojej stronie ogromną przewagę doświadczenia w MMA. Mierzył się ze zdecydowanie mocniejszymi rywalami w swojej dotychczasowej karierze. Na papierze przynajmniej będzie stanowił dla Adesanyi najtrudniejszy test.

Wojna o dystans

Nie ulega wątpliwości, że w dystansie kickbokserskim Gastelum będzie miał problemy. Brak mu bowiem długodystansowych kopnięć – chociażby w postaci tych frontalnych – a Adesanya będzie miał nad nim aż 21 centymetrów przewagi zasięgu ramion. To naprawdę sporo. Szczególnie, jeśli uwzględnić dobrą pracę na nogach Nigeryjczyka i jego umiejętne kontrolowanie dystansu.

Celem Kelvina będzie zatem oczywiście wykastrowanie Israela z czasu i przestrzeni na wyprowadzanie różnorodnych kopnięć i długich prostych. Sposobem na to jest oczywiście wywieranie presji, czyli zmuszenie Nigeryjczyka do walki ze wstecznego. Tak się też szczęśliwie dla Gasteluma składa, że największą luką w oktagonowej grze stójkowej Adesanyi jest właśnie walka na wstecznym.

Owszem, gdy znajduje się pod presją, na ogół umiejętnie odchodzi do boku, kontrolując dystans wyprostowanymi kończynami – naprawdę trudno jest zadać mu cios, którego by się nie spodziewał czy nie był w stanie dostrzec – ale tu i ówdzie cofnie się prosto na siatkę czy też jego wyprostowane kończyny zostaną ominięte, torując rywalom drogę do jego odsłoniętej na ogół i zadartej wysoko szczęki. Jak bowiem na wysokiego zawodnika przystało, Adesanya chętnie unika ciosów na odchyleniu, nieszczególnie dbając o gardę.

W ten właśnie sposób – tj. wywierając presję – kilka razy dopadli Nigeryjczyka wspomniani Marvin Vettori oraz Anderson Silva. Czy może dokonać też tego obdarzony znacznie mocniejszym uderzeniem Kelvin Gastelum? Oczywiście! Pomimo bowiem tego, że brakuje mu zasięgu, to będzie zdecydowanie najszybszym i najlepiej skracającym dystans przeciwnikiem, z jakim dotychczas mierzył się w oktagonie UFC Israel Adesanya.

Z drugiej zaś strony, nie ulega wątpliwości, że Nigeryjczyk czuje się z każdym występem w oktagonie coraz pewniej – a to oznacza, że coraz swobodniej zaprzęga do działania swój przebogaty arsenał uderzeń. Nacierający Gastelum będzie musiał przedrzeć się nie tylko przez jakieś cepy Jacare czy Kennedy’ego – ale przez proste, sierpy, podbródki, łokcie, kolana i masę kopnięć. A to wszytko uzupełnione o dobrą pracę na nogach, nieprzewidywalność i kapitalny zasięg rywala. Innymi słowy – stojące przed Amerykaninem zadanie nie nosi znamion łatwego.

Zapasy

Mam poważne wątpliwości, czy Gastelum będzie w stanie kłaść Adesanyę na plecach. Defensywa zapaśnicza Nigeryjczyka stoi bowiem na dobrym poziomie.

Samo zagrożenie zapaśnicze powinno jednak pomóc Amerykaninowi także w wymianach stójkowych. O ile bowiem w konfrontacji z Jacare sam musiał nieustannie uważać na obalenia, tak w starciu z Adesanyą może bez reszty skupić się na stójce, od czasu do czasu przeplatając rozpuszczanie rąk z próbami zapaśniczymi – aby jeszcze bardziej obciążyć procesor oktagonowy Nigeryjczyka. To bardzo ważne, bo…

Prostota Gasteluma

Właśnie… Kelvin nie jest szczególnie skomplikowanym zawodnikiem pod względem tego, co wnosi do oktagonu. Wiadomo, że będzie szukał nieustannie lewej ręki – i to na nią trzeba najbardziej uważać. Jasne, czasami doskoczy z prawym sierpem czy spróbuje kopnięcia na głowę lub korpus, ale jego gra jest podporządkowana lewicy.

Dlatego właśnie tak ważne jest, aby naprawdę zagroził Nigeryjczykowi w aspektach zapaśniczych. To ułatwi mu walkę w stójce.

Jeśli natomiast okaże się, że zapasy Gasteluma nie działają… Nie – nie będzie to automatycznie oznaczało, że jest po wszystkim, bo Amerykanin nadal może przedrzeć się do półdystansu, gdzie będzie bardzo groźny – ale jego zadanie zostanie jeszcze bardziej utrudnione.

Okoliczności

Israel Adesanya zapowiada dłuższą przerwę od kilku już walk – ale nadal nie ma na nią czasu. Po starciu z Pająkiem planował wziąć kilka miesięcy wolnego, ale pojawiła się propozycja starcia o tymczasowy pas mistrzowski – i przystał na nią.

Innymi słowy – od 14 miesięcy jest niemal nieustannie w obozie przygotowawczym. Czy może odbić się to w końcu na jego dyspozycji? Czy może dojść do zmęczenia materiału? Jak w mordę strzelił – może!

Sytuacja Gastaluma jest zresztą niewiele lepsza. Sam zdradził, że po odwołaniu walki z Whittakerem dopadła go depresja. Nie miejmy wątpliwości – starcie o tymczasowy pas z Adesanyą jest dla niego krokiem wstecz w stosunku do walki o złoto z Whittakerem. A to jak najbardziej mogło odbić się na jego motywacji.




Typowanie

Mając na uwadze brak doświadczenia Israela Adesanyi na najwyższym poziomie MMA i, co za tym idzie, sporo znaków zapytania kłębiących się wokół jego osoby, zwycięstwo Kelvina Gasteluma nikogo nie powinno tutaj szczególnie zdziwić. Nie zdziwi i mnie. Najprawdopodobniej przez… nokaut. Przedrze się w końcu do półdystansu i ustrzeli. Albo naruszy i dopełni działa zniszczenia uderzeniami w parterze albo jakimś duszeniem zza pleców.

I taki scenariusz będzie cały czas realny nawet wtedy, jeśli Amerykanin przegra pierwsze dwie czy nawet trzy rundy, mając problemy z dopadnięciem kąsającego go z dystansu Nigeryjczyka. Jeśli bowiem rzeczywiście to Gastelum będzie tu stroną atakującą – a w tej akurat kwestii panuje powszechna zgoda – to pasek z paliwem walczącego na wstecznym – i wcale niewyróżniającego się w aspekcie kontruderzeń! – Adesanyi będzie kurczył się szybciej. Kelvin przez całą walkę będzie zatem o jedno dobre uderzenie od zwycięstwa – albo o jedno obalenie od przejęcia starów walki w swoje ręce.

Jednak progres, jaki notuje Israel Adesanya – może delikatnie pomijając jego starcie z Andersonem Silvą, które samo w sobie było dziwaczne – jest widoczny gołym okiem. Pomimo sporego przebiegu w sportach walki, nadal rozwija się w formule MMA – zaprzęga do działania coraz więcej narzędzi, czuje się coraz pewniej w ich wykorzystywaniu, a jego gra kiwkami i przyruchami wszelakimi to absolutna maestria. I właśnie dzięki nim – a także wszelkiego rodzaju atakom w drugie czy trzecie tempo, ponowieniom itd. – będzie w stanie wypracować sobie odpowiednio dużo czasu i przestrzeni na kąsanie Gasteluma, wybijanie go z rytmu, osłabianie jego presji.

Nie ulega wątpliwości, że Isael znajdzie się kilka raz w podbramkowej sytuacji, zagoniony prawdopodobnie na siatkę – ale przetrwa, bo trafienie go czystym, niewidocznym dlań ciosem to piekielnie trudna sztuka. Nigeryjczyk nie jest typem zawodnika, który zapomina się we własnych atakach, odsłania się, naraża na kontrę. Nie rzuci jakiegoś szalonego sierpa z dwóch metrów. Gdy znajdzie się w tarapatach, skupi się wyłącznie na defensywie – i zaskoczenie go będzie niebywale trudne.

Szczerze mówiąc, nie uniosę brwi, jeśli pojedynek ten wcale nie okaże się przesadnie emocjonujący – Adesanya będzie dużo pracował na nogach, kąsając Gasteluma pojedynczymi ciosami i kopnięciami, podczas gdy Amerykanin szukał będzie skrócenia dystansu. I tak – z mniej lub bardziej intensywnymi spięciami – przez 25 minut.

Podsumowując… Israel Adesanya wypunktuje przewidywalnego w swoich poczynaniach Kelvina Gasteluma, torując sobie drogę do walki z Robertem Whittakerem.

Zwycięzca: Israel Adesanya przez decyzję

Kto wygra co-main event UFC 236?

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

3 Comments

  1. Konewa

    13 kwietnia 2019 at 15:10

    Przepraszam, ale tego nie widzę. Przy całej mej sympati i szacunku dla umiejętności Nigeryjczyka, Gastelum przez TKO.l, tylko nie wiem w której rundzie 😉

  2. Omszałek

    13 kwietnia 2019 at 18:29

    Większość wiedzy na temat walk zawsze czerpię z analiz Bartka :D tylko czasem wyciągam z nich inne wnioski xD
    Może faktycznie większym faworytem jest tutaj Israel, ale to tak 60/40.
    On musi ugrać decyzję a Gastelum musi go ustrzelić, szanse są na to duże, więc taki kurs sprawia, że ciekawiej zagrać na Kelvina

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply