Analizy UFC 236: Max Holloway vs. Dustin Poirier II


Analiza techniczna i typowanie walki wieczoru gali UFC 236 w Atlancie pomiędzy Maxem Hollowayem i Dustinem Poirierem.

W szlagierowo zapowiadającym się daniu głównym gali UFC 236 w Atlancie dojdzie do rewanżowego starcia pomiędzy rozpędzonym trzynastoma z rzędu wiktoriami i debiutującym w wadze lekkiej Maxem Hollowayam i świetnie radzącym sobie po przejściu do 155 funtów Dustinem Poirierem.

Na czyich biodrach zawiśnie tymczasowy pas mistrzowski? Przeanalizujmy…




155 lbs: Max Holloway (20-3) vs. Dustin Poirier (24-5)

Kursy bukmacherskie: Max Holloway vs. Dustin Poirier 1.48 – 2.75

Obaj spotkali się już siedem lat temu, ale trudno wyciągać z tej konfrontacji jakiekolwiek wnioski – jak bowiem obaj słusznie twierdzą, dzisiaj są zupełnie innymi zawodnikami.

Stójka

Nie myli się też Poirier, oceniając, że Holloway jest zdecydowanie najgroźniejszy wtedy, gdy wejdzie w swój rytm – trafi kilkoma ciosami, łapiąc niesamowity luz i ociekając wówczas pewnością siebie. Zresztą zaufanie do własnych umiejętności to jeden z głównych oktagonowych wyróżników Hawajczyka – i bezwzględnie jedna z jego największych zalet.

Rzecz jednak w tym, że w starciu z Diamentem nadmierna pewność siebie może okazać się gwoździem do jego trumny. W przypadku Hollowaya towarzyszy jej bowiem często swego rodzaju nonszalancja – a ta prowadzi do przyjmowania przez aktorsko usposobionego Hawajczyka ciosów, których przyjąć nie powinien. O ile w kategorii piórkowej uchodziła mu ta brawura – obniżająca jego poziom defensywy – płazem, to w rywalizacji z Poirierem może wyprowadzić go na manowce. Bezwzględnie bowiem Dustin Poirier to najmocniej uderzający zawodnik, z jakim Max wojował od czasu porażki z Conorem McGregorem. Tutaj drobny błąd czy chwila nieuwagi – a powtarzam: Holloway ma do takowych tendencje, gdy poczuje się zbyt pewnie – mogą decydować o wyniku walki.

Na swoje szczęście Błogosławiony posiada jednak nie lada szczękę, której odporność może nawet pójść w górę w wadze lekkiej, gdy oszczędzi swojemu organizmowi katorżniczego ścinania kilogramów. Z drugiej zaś strony… Święty Panie, Brian Ortega – piórkowy! – naprawdę wprowadził popłoch w szeregi Hawajczyka w trzeciej rundzie! Zmazał mu z twarzy uśmiech! T-City również potrafi oczywiście uderzyć, ale nie przesadzajmy – jeden nokaut na Frankiem Edgarze wiosny nie czyni. Dustin Poirier uderza znacznie mocniej, o technice pięściarskiej nie wspominając. Nie spadnie mi szczęka na podłogę, jeśli Diament okaże się pierwszym zawodnikiem w historii, który wygra z Błogosławionym przez nokaut – nie tylko ma bowiem nie lada moc w pięściach, ale też jest sprawny technicznie, bardzo precyzyjny i szybki – a nad Maxem będzie miał też sporą przewagę zasięgu ramion!

Powątpiewam też, aby Holloway był w stanie ustrzelić Poiriera jakąś bombą – wszak to typowy volume puncher. Jeśli dodamy do tego wspomniane kowadła w pięściach Dustina, to okaże się, że dotychczasowy standard Błogosławionego – czyli ty trafiasz mnie jednym ciosem, ja ciebie trzema – może okazać się jego końcem. Jedno celne uderzenie Poiriera może bowiem mieć o wiele poważniejsze konsekwencje niż trzy celne Hollowaya. Król wagi piórkowej będzie wobec tego musiał podejść do tego starcia z ogromną ostrożnością, pozostając zdyscyplinowanym w każdej sekundzie – a, jak powtarzam, w przeszłości miewał z tym poważne problemy.

Jednocześnie jednak ogromna mobilność Maxa, jego umiejętności walki z obu pozycji, zmiana ich w locie stanowić mogą nie lada wyzwanie dla znacznie bardziej stacjonarnego w swoich poczynaniach Dustina. Także od strony szybkościowej to król 145 funtów może rozdawać karty.

Kto wie, czy kluczem do zwycięstwa jednego lub drugiego nie okażą się lowkingi. Luizjańczyk nie słynie bowiem z najlepszego ich bronienia – czego dowodem chociażby jego potyczki z Justinem Gaethje czy Jimem Millerem – podczas gdy właśnie jego lowkingi mogą stanowić klucz do spowolnienia chyżonogiego Hawajczyka.

Zapasy

Ważnym elementem mogą okazać się też oczywiście zapasy. Wydaje się, że defensywa przed obaleniami Hollowaya powinna wystarczyć na ewentualne ciągotki parterowe Poiriera, ale… Mając na uwadze sporą przewagę zasięgu Dustina – oraz oczywiście technikę bokserską, która za tym idzie – kto wie, czy kontrola dystansu w wykonaniu Maxa, czyli jego najważniejszy oręż antyzapaśniczy, będzie równie skuteczna jak dotychczas.

Jeśli zresztą przyjrzeć się umiejętnościom zapaśniczym ostatnich rywali Maxa Hollowaya, to wydaje się, że Dustin Poirier będzie tutaj najgroźniejszy – znacznie groźniejszy od Ricardo Lamasa czy Jose Aldo, który zresztą z zapasów dawno temu zrezygnował. Ścinający sporo kilogramów do limitu wagi lekkiej Diament będzie natomiast miał po swojej stronie przewagę siłową, która może bardzo pomóc mu w walce na chwyty z Błogosławionym. Nawet jeśli będzie miał trudności z przewracaniem rywala, to samymi próbami przenoszenia walki do parteru może ograniczyć aktywność stójkową Hollowaya.

Gdyby natomiast udało mu się przewrócić Hawajczyka… Będzie bardzo groźny. Pamiętajmy, że Poirier nie tylko przetrwał – z pewnymi problemami ale jednak! – w gardzie niebywale groźnego z pleców Pettisa, ale też okrutnie go z góry porozbijał. Nie mam większych wątpliwości, że jeśli ustabilizuje sobie dogodną pozycję na górze w walce z Hollowayem, Hawajczyk znajdzie się w nie lada tarapatach. Nawet jeśli z czasem Max wróci na nogi, może nie być już takim samym zawodnikiem – w parterze jego pasek energii będzie bowiem zmniejszał się znacznie szybciej niż w szermierce na pięści i kopnięcia.

Tempo walki

W rozmaitych przewidywaniach tego pojedynku chętnie podkreśla się wspomniany już wyżej aspekt niebywałej aktywności Hawajczyka, który słynie z tego, że wyprowadza uderzenia z częstotliwością karabinu maszynowego. I rzeczywiście – wydaje się, że właśnie ta droga może zaprowadzić go do drugiego pasa mistrzowskiego. Scenariusz, w którym na dystansie pięciu rund trafia częściej od Poiriera – a może nawet kończy go w rundach mistrzowskich – jest ze wszech miar realny. Niewielu zawodników na świecie jest w stanie wytrzymać mordercze tempo, jakie narzuca Hawajczyk.

Warto mieć jednak na uwadze, że Poirier sam nie jest typem zawodnika, który grzeszyłby w oktagonie brakiem aktywności. Nic z tych rzeczy. Powiedzmy sobie zresztą szczerze – jeśli wytrzymujesz tempo walki narzucone przez Justina Gaethje, który nie tylko wyprowadza masę uderzeń, nieustannie nacierając jak wściekły pitbul, ale też każdym ciosem może zgasić ci światło, a jednocześnie wyłącza ci kompletnie wykroczną nogę już w pierwszej rundzie – to znaczy, że aktywność Maxa Hollowaya nie będzie stanowiła dla ciebie większej nowości.

W starciu z agresywnym i bijącym bardzo mocno Justinem Gaethje Dustin Poirier z żelazną konsekwencją realizował plan taktyczny – okupował gardę rywala lżejszymi uderzeniami, ustawiając sobie go pod te mocniejsze, po których natychmiast odchodził do boku, mocno utrudniając rywalowi wyprowadzanie kontr.

Powyżej kolejne przykłady metodycznego ostrzeliwania Gaethje przez Poiriera. Bite na pół mocy ciosy ustawiają go pod mocniejsze sierpy czy srogie proste – wszystko z odejściem.

Nie ulega jednak wątpliwości, że „obtańcowywanie” Hollowaya, który sam przecież słynie z rewelacyjnej pracy na nogach, będzie nieporównanie trudniejsze.




Typowanie

Nie ukrywam, że przy ogłoszeniu rewanżu delikatnie skłaniałem się w stronę Hawajczyka, prognozując, że jego precyzja i aktywność wespół z twardą szczęką i żelazną kondycją zaprowadzą go do zwycięstwa – i choć nie drgnie mi brew, jeśli taki scenariusz się ziści, to przyjrzawszy się bliżej stylom walki obu zawodników, minimalnie faworyzuję Dustina Poiriera.

Diament walczy z odwrotnej pozycji, uderza znacznie mocniej, jest zawodnikiem wszechstronniejszym, który może zagrozić rywalowi zapaśniczo – a już jedno obalenie może mocno wpłynąć na przebieg walki! – a do tego po swojej stronie będzie miał przewagę siłową. Niczego nie można zarzucić mu też w aspektach kondycyjnych.

Jego niezwykle zdyscyplinowane występy w rewanżu z Eddiem Alvarezem i szczególnie w boju z Justinem Gaethje – ustawianie sobie tego ostatniego lżejszymi ciosami pod ostre bomby przy jednoczesnym zachowaniu mobilności celem uniknięcia kontr czy też nieustannie podejmowane próby ustrzelenia rywala w kontrze na lowkingi – prowadzą mnie do konkluzji, że i na Maxa Hollowaya przygotował w American Top Team odpowiednią taktykę. Diament jest też w tym starciu zawodnikiem, który może pozwolić sobie na większy margines błędu – jeden czy dwa ciosy od Hollowaya to nie dramat. Sam natomiast może rozstrzygnąć losy tej walki, wykorzystując najmniejszy choćby błąd Hawajczyka – i dokona tego.

Zwycięzca: Dustin Poirier przez (T)KO

Kto wygra walkę wieczoru UFC 236?

*****

Szanowni Czytelnicy, jeśli przypadła Wam do gustu powyższa analiza i inne treści na Lowking.pl oraz chcielibyście wesprzeć jego 1-osobową działalność, zapraszam Was do objęcia portalu mecenatem na Patronite.pl. Szczegóły w oknie poniżej. Dziękuję!


Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

5 Comments

  1. PawelTdi

    12 kwietnia 2019 at 14:55

    Nie wydaje mnie się

    • januszek

      12 kwietnia 2019 at 15:52

      no właśnie dobrze napisałeś , TOBIE , a kogo to?

      • PawelTdi

        12 kwietnia 2019 at 22:49

        Każdego kto ma takie same zdanie, aferzesysto z neta. Sercem za Maxem i rozumem za Maxen, ubije Diamena. Tak czy inaczej szykuje się krwawa i charakterna walka, jedziesz Max!

      • Omszałek

        13 kwietnia 2019 at 18:21

        @Januszek, spadaj robić bucówę gdzie indziej
        To są komentarze, można wyrazić swoją opinię, a Paweł nie zrobił w jakiś niekulturalny sposób tego
        Holloway swoje przeszedł ze zbijaniem wagi i kontuzjami, to będzie naprawdę ciekawa walka

  2. mruk

    13 kwietnia 2019 at 14:15

    max wygra przed czasem

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply