UFC

TJ Dillashaw: „Cody nie ma szczęki, a gra w niebezpieczną grę”

Mistrz kategorii koguciej TJ Dillashaw obszernie podsumował wiktorię w rewanżu z Codym Garbrandtem podczas gali UFC 227 w Los Angeles, zabierając też głos na temat dalszych planów.

TJ Dillashaw nie dał żadnych szans Cody’emu Garbrandtowi w walce wieczoru gali UFC 227 w Los Angeles, po raz drugi zwyciężając przez nokaut. Tym razem nie potrzebował drugiej rundy, jak w przypadku pierwszego starcia – rozbił rywala w pierwszej.

https://twitter.com/streetfitebanch/status/1026012612579012608

Mówiłem, że zrujnuję jego karierę w 135 funtach.

– powiedział podczas konferencji prasowej po gali TJ.

I nigdzie się nie wybieram. Jestem królem 135 funtów i nie planuję zobaczyć go ponownie.

Jak się jednak okazuje, Dillashaw borykał się z nie lada problemami zdrowotnymi w drodze do rewanżu. Nie chciał wdawać się w szczegóły, przyznając jednak, że obóz przygotowawczy był bardzo trudny, a przez 28 dni był na antybiotykach.

Po walce pojawiło się wiele opinii, wedle których Garbrandt walczy zbyt emocjonalnie, wdając się zbyt często w chaotyczne wymiany i tym samym narażając się na niebezpieczeństwo. Dillashaw widzi jednak temat inaczej, będąc przekonanym, że źródłem problemów No Love nie jest jego mentalność.

Nie uważam, aby to odegrało jakąkolwiek rolę – uważam, że ma techniczne problemy, które musi rozwiązać.

– powiedział.

I naprawdę nie sądzę, żeby miał szczękę – a gra w niebezpieczną grę, idąc w bójki. Mocno trenowałem boks przed tym starciem, staram się wkładać więcej mocy w ciosy. Dużo szlifowałem prawego sierpa z Duanem (Ludwigiem) w odpowiedzi na jego atak. Czekaliśmy, aż rzuci prawą rękę, bo zawsze gdy to robi, opuszcza lewą rękę, którą potem szuka sierpa. Owszem, jest szybki, ale zawsze rzuca mocną prawą z lewą, wpadając w półdystans. Nasz plan polegał na kontrze w tempo.

Dopytany o to, czy wnioski o kruchej szczęce Garbrandta wyciągnął ze wspólnych treningów w Team Alpha Male, Dillashaw zaprzeczył.

To nic ze sparingów, bo gdy Cody dołączał do klubu, ja już odchodziłem, więc nie nie trenowaliśmy tak często, jak mówiono o tym w mediach.

– powiedział mistrz.

Bardziej chodzi o ten moment, gdy trafiłem go w pierwszej walce stopą i posłałem go na deski – a czułem, że w tym kopnięciu nie było w ogóle mocy. A jednak wpłynęło na niego.

Nie doszedł do siebie po pierwszym knockdownie. Wrócił na górę, ale nie było opcji, żebym odpuścił. Jestem zbyt ostry. Idę po skończenie. Nie miałem żadnego problemu, żeby wypłacić mu coś ekstra. To kolano weszło mocno, czułem to. I to go skończyło.

Co zrobiłem inaczej? Kompletnie zmieniłem swoje podejście. W każdej walce mogę być innym zawodnikiem. Wiedziałem, że spodziewał się, że będę dużo pracował na nogach, szukał kopnięć, szukał wszystkich tych efektownych akcji. Zamiast tego czekałem, aż na mnie ruszy i potraktowałem go prawą. Pokonałem go w jego własnej grze. Wiedziałem, że opuści lewą rękę – i stało się.

Po walce zwycięzca podszedł do pokonanego, ale jak twierdzi, nie padły żadne słowa.

Uściskałem się z nim tylko.

– powiedział TJ.

Szanuję go. Trzeba wiele poświęcić, aby dostać się tu, gdzie jesteśmy. To twarda gra. Wiedziemy szalone życie. Duża presja, duża scena. Harował ostro. I dotarł tutaj. Szacunek.

Tymczasem wyzwanie TJ-owi Dillashawowi podczas tej samej gali rzucił nowy mistrz 125 funtów Henry Cejudo, który sensacyjnie zdetronizował Demetriousa Johnsona, zwyciężając niejednogłośną decyzją sędziowską.

Killashaw podchodzi jednak do tematu z dystansem i nie ma wątpliwości, że byłemu mistrzowi należy się trylogia.

Nie wydaje mi się, żeby gość tak naprawdę na to zasługiwał.

– powiedział Dillashaw, zapytany o wyzwanie ze strony Cejudo.w

Dopiero co pokonał go Joseph Benavidez. Tak, przegrał potem niejednogłośną decyzją z (Sergio) Pettisem, ale nie zgadzam się z tamtym werdyktem. Wydaje mi się, że (Cejudo) ma co robić w kategorii muszej i potencjalnie czeka go teraz trylogia z Johnsonem. Nie wiem zatem… Jestem gotowy na wszystko. Zawsze podejmuję każde wyzwanie.

Podczas konferencji prasowej nie padło ani jedno pytanie o Raphaela Assuncao czy Marlona Moraesa, ale padło o rewanż z Dominickiem Cruzem. Mistrz uważa jednak, że Dominator powinien wcześniej wygrać jakąś walkę.

Zobaczymy. Zobaczymy, jak to się ułoży.

– stwierdził.

Chcę nadal kierować się aspektami sportowymi, chcę zostać najlepszym zawodnikiem, jakim mogę zostać. Na pewno jednak oceniając rywali, przechodzi ci przez głowę, który z nich ściągnie najwięcej uwagi. Jestem gotowy na każde wyzwanie. Jedziemy.

*****

Nate Diaz: „Wpie*doliłem jednemu, a drugi dostał z liścia, więc obaj to moje małe dziwki”

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button