KSWPolskie MMAUFC

Artur Sowiński: „W przypadku walki z Popkiem czy Koksem jestem 100-procentowym faworytem”

Były mistrz kategorii piórkowej KSW, Artur Sowiński, opowiada o potencjalnych walkach w kategorii ciężkiej oraz UFC.

Artur Sowiński jeszcze przed walką z Łukaszem Chlewickim na gali KSW 38 – Live in Studio zapowiadał, że wygra w taki sposób, że właściciele polskiego giganta nie będą mieli wyboru i będą musieli dać mu w następnej kolejności starcie o pas mistrzowski. Jak mówił, tak zrobił, ale „góra” okazała się nieprzebłagana – Martin Lewandowski zapowiedział, że Kornik musi wygrać jeszcze co najmniej jeden pojedynek, aby mieć możliwość powalczenia o złoto.

Techniczne smaki gali KSW 38 – Live in Studio

Tymczasem losy tytułu rozstrzygną się na warszawskim PGE Narodowym podczas gali KSW 39 – Colosseum, na której świeżo upieczony mistrz Marcin Wrzosek stanie do pierwszej obrony pasa w konfrontacji z Kleberem Koike Erbstem.

Jako jednak, że MMA to sport mocno kontuzjogenny, nie sposób wykluczyć, że jeden z zawodników może wypaść z majowej gali. Zapytany w rozmowie z Tomaszem Dębkiem z PolskaTimes.pl, czy byłby w stanie wejść na zastępstwo, Sowiński odparł:

Myślę, że dałbym radę. Ale nie chcę deklarować, że będę szykował się na zastępstwo na galę na Narodowym. Do każdej walki człowiek przygotowuje się inaczej. Trening, gdy nie ma się zakontraktowanej walki, to nie to samo co pod konkretnego rywala. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzi mistrzowski pas. Gdybym miał pojawić się na Narodowym jako zastępstwo, moja motywacja, a co za tym idzie przygotowanie, mogłoby nie być odpowiednie. Dlatego nie życzę nikomu kontuzji. Niech wygra lepszy. I od razu szykuje się na pojedynek ze mną.

Inaczej ma się jednak sprawa z wyjściem w charakterze zastępstwa do trzech innych uczestników gali KSW 39 – ColosseumPopka, Roberta Burneiki i Mariusza Pudzianowskiego. Sowiński nie ukrywa bowiem, że z nimi powalczyłby nawet chętniej niż w starciu o pas.

Po prostu nie musiałbym zbijać wagi. A na Burneikę czy Popka moja forma z okresu roztrenowania w zupełności by wystarczyła. W taką walkę mogę wskoczyć z luźnych treningów i ich pojechać.

– powiedział Kornik.

Wiem, że wielu hejtuje mnie za wyzywanie do walki takich postaci ze świata wagi ciężkiej. Ale umówmy się, to nie są żadni zawodnicy. Ze sportami walki ci panowie mają bardzo niewiele wspólnego. Masą i siłą mnie przewyższają, ale w walce liczą się też umiejętności techniczne, doświadczenie, wytrzymałość czy kondycja. Zdecydowanie więcej atutów jest po mojej stronie. O ile rozumiem, że niektórzy mają wątpliwości, czy dałbym radę Pudzianowi, to w przypadku walki z Popkiem czy Hardkorowym Koksem jestem stuprocentowym faworytem. Wiem, że ludziom nie podoba się, że tak mówię. Ale to moje marzenie – u schyłku kariery walczyć z przeciwnikami z wagi ciężkiej. Wydaje mi się, że to jak najbardziej do spełnienia.

Pudzian ma zdecydowanie najwięcej argumentów, z którymi musiałbym się zderzyć i jakoś na nie odpowiedzieć. Po stronie panów, o których mówiłem wcześniej, takich nie widzę. To nie brak skromności, ale realna ocena moich i ich umiejętności.

Sowińsk zaznaczył jednocześnie, że regularne wyzwania, jakie rzuca Pudzianowi, w najmniejszym stopniu nie oznaczają braku szacunku.

To dzięki niemu mogę teraz żyć tylko z walk. Pudzian to wszystko rozumie.

– stwierdził radzionkowianin.

Kiedy się widzimy, zawsze wymienimy kilka zdań i uściśniemy dłonie. Pełen szacunek, nikt nie musi nas rozdzielać. Podziwiam Mariusza jako osobę i sportowca. Po prostu uważam, że w walce ze mną nie miałby tak łatwo, jak się niektórym wydaje.

Zapytany natomiast o ewentualne walki dla UFC, Kornik, który nigdy nie rwał się za Wielką Wodę, podtrzymał swoje stanowisko, odnosząc się do tematu z dystansem.

Mnie w KSW jest bardzo dobrze. Poza tym UFC to nie gwiazdka z nieba. Nawet jeśli powiem, że chcę tam iść, nie znaczy to że za chwilę zadzwonią czy wyślą kontrakt pocztą.

– ocenił.

Poza tym wydaje mi się, że mój rekord jest zbyt mocno skażony porażkami, żebym był zawodnikiem atrakcyjnym dla UFC. W Polsce jestem rozpoznawalny, w UFC jestem pewnie kojarzony z KSW, ale szum medialny wokół mnie tam nie dotrze. Łatwiej zakontraktować im kogoś z rekordem 5-0, który ładnie wygląda na papierze. Po kolejnych zwycięstwach można takiego zawodnika wypromować na gwiazdę. A stary wyjadacz jak ja nie dość, że ma porażki w rekordzie, to jeszcze zażąda większych płac. Dlatego niestety nie jestem zbyt atrakcyjnym celem dla UFC.

Cały wywiad tutaj.

*****

Artur Sowiński: „Wzięcie walki z Conorem było złą decyzją”

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button