UFC

Dillian Whyte przypomina ciężki nokaut ze swojej jedynej walki MMA, wyjaśnia, dlaczego Ngannou jest tchórzem (VIDEO)

Jeden z najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej na świecie, Dillian Whyte, potwierdził zainteresowanie spróbowaniem sił w UFC.

Miesiąc temu mogący pochwalić się serią jedenastu zwycięstw mistrz wagi ciężkiej organizacji WBC Dillian Whyte zapowiedział gotowość, aby spróbować swoich sił w formule MMA.

Na tym jednak nie poprzestał, bo stwierdził, że byłby gotowy od razu wyjść do mistrza wagi ciężkiej UFC Stipego Miocicia czy też kowadłorękiego Francisa Ngannou, którego określił nawet mianem „cykora”.

Zwrócił się też do szefa amerykańskiego giganta Dany White’a z prośbą o kontakt celem ustalenia szczegółów współpracy.

Teraz natomiast mający za sobą po jednej walce w formule kickbokserskiej oraz w MMA – obie wygrał – Brytyjczyk wypowiedzi te potwierdził na łamach The Sun. Nie ma wątpliwości, że po krótkich przygotowaniach poradziłby sobie w małych rękawicach.

– Nie trenowałem kickboxingu czy MMA od dawna, ale to jak jazda na rowerze – zapewnił. – Gdy zrzucę z siebie rdzę, od razu wróci instynkt i jestem gotowy, aby dominować.

– Goście z wagi ciężkiej, mistrz Stipe Miocic czy Francis Ngannou, to elita, więc musiałbym popracować nad grapplingiem i zapasami. Wiem natomiast, że w stójce, w obszarze bokserskim w 4-uncjowych rękawicach mogę znokautować absolutnie każdego gościa z czołowej dziesiątki, jakiego tam mają.

Whyte zdaje sobie doskonale sprawę, że walka w formule MMA wymaga nie lada umiejętności i charakteru, ale jednocześnie nie ma wątpliwości, że niczego mu nie brakuje, aby i w klatce osiągać sukcesy.

– Rundy w klatce trwają po pięć minut – powiedział. – Ciągle musisz się poruszać, kopać, uderzać, robić zapasy. To nie żarty. Mam jednak lepsze ręce od nich wszystkich, a z uwagi na to, że muszą trenować różne aspekty gry, mają masę luk w swojej grze.

Dlaczego natomiast na celownik poza Stipe Miociciem wziął sobie też Francisa Ngannou, którego określił mianem „cykora”?

– Nazwałem Ngannou tchórzem, bo jak na gościa, który ma prawie dwa metry, nie pokazał wystarczająco dużo serca w tych dwóch przegranych walkach – stwierdził Whyt. – Był na fali dziesięciu zwycięstw, w większości przez nokauty w pierwszych rundach z jakimiś słabeuszami. A gdy tylko poziom trudności wzrósł, gdy ludzie nie stali tam bezczynnie, pozwalając, żeby ich uderzył, przegrał dwa razy.

– Ngannou powiedział, że chętnie stoczyłby bokserski pojedynek, ale widziałem, że nie wspomniał o mnie nawet wtedy, gdy publicznie nazwałem go tchórzem. To mówi wszystko. Podoba mi się jednak perspektywa przejścia do UFC. Jestem ciekaw, jaką umowę moglibyśmy wypracować. Nikt nigdy nie był nawet bliski sięgnięcia po mistrzostwo w tych dwóch dyscyplinach.

Na tym 32-latek nie poprzestał. Na swoim profilu na Twitterze opublikował nokaut, jaki w 2008 roku – mając 20 lat – zafundował niejakiemu Markowi Stroudowi w swoim jedynym po dziś dzień występie w formule MMA.

– Od młodzieńczych lat zostawiałem ich z twarzą przyklejoną do desek – napisał. – Ktokolwiek zechce, może oberwać. Dowolna formuła, kiedykolwiek, gdziekolwiek.

Dillian Whyte ma powrócić między liny w starciu z Aleksandrem Powietkinem w obronie tymczasowego pasa federacji WBC.

Obstawiaj wszystkie walki UFC na PZBUK i odbierz darmowy zakład 50 PLN

*****

„Nie rozumie, o co tu chodzi!” – Chael Sonnen krytycznie o Janie Błachowiczu i… Dominicku Reyesie

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Back to top button