7 grzechów głównych stójki w MMA

Mieszane sztuki walki wymagają ogromnej wszechstronności. Nie sposób jednak być wirtuozem w każdym elemencie, ale jako że każda walka zaczyna się w stójce, przyjrzyjmy się bliżej najbardziej karygodnym błędom popełnianym przez zawodników MMA w tej płaszczyźnie.

Ich źródeł upatrywać można w różnych aspektach – od najzwyklejszych braków w umiejętnościach, poprzez przesadne umiłowanie stójki, kończąc na zwyczajnym braku konsekwencji wynikającym z przebiegu walki. Jak najczęściej grzeszą zawodnicy w stójce?

1) Szczęka wysoko w chmurach

Eksponowania swojej głowy to jeden z najbardziej powszechnych grzechów popełnianych przez zawodników, któremu towarzyszą na ogół nisko opuszczone ramiona. Klasycznym przedstawicielem tego gatunku grzeszników jest Fabio Maldonado, który zdążył już zapoznać się z konsekwencjami swojego niedbalstwa, oraz James Te Huna, skądinąd dobry bokser, który jak dotychczas w UFC pomimo nagminnej praktyki patrzenia na rywali z góry, jeszcze za to nie zapłacił.


Maldonado przyjmuje kombinację prawy-lewy Teixeiry

2) Krzyżowanie nóg

Grzech ten najczęściej popełniany jest wtedy, gdy zawodnik nieustannie poddawany jest presji ze strony ciągle atakującego rywala. Wtedy nawet zawodnicy z niezłą pracą nóg potrafią się totalnie pogubić, krzyżując nogi w czasie poruszania się czy też ustawiając je zdecydowanie zbyt blisko siebie, co bardzo mocno ogranicza ich mobilność oraz uniemożliwia wyprowadzenie mocnych ciosów. W rewanżowym pojedynku z Cainem Velasquezem kapitalnie poruszający się na nogach we wcześniejszych bojach Junior dos Santos momentami kompletnie się gubił, niemalże plątając sobie nogi momentami – co było skutkiem ciągłej ofensywy ówczesnego pretendenta. Również w ostatnim starciu o tytuł wagi muszej nieustanny atak Demetriousa Johnsona powodował, że John Dodson kilka razy mocno zgrzeszył, krzyżując nogi na sposoby wszelakie.


Dos Santos krzyżuje nogi i ląduje na deskach w pierwszej rundzie walki z Velasquezem

3) Ręce przy tułowiu

Ten grzech czasami ma uzasadnienie – w przypadku chociażby Juniora dos Santosa popełniany jest świadomie, bo nisko opuszczone ręce pozwalają łatwiej obronić się przed próbą sprowadzenia, ale w wymienionym już wyżej starciu z Velasquezem Brazylijczyk bardzo mocno przesadził, przyjmując na twarz raz po raz ciosy napierającego Amerykanina. To bodaj najjaskrawszy ostatnio przykład nieumiarkowania w opuszczaniu rąk i przesadnej bojaźliwości przed parterem (tekst był pisany przed walką Overeem vs Silva).


Obawiający się obalenia dos Santos przyjmuje dwa ciosy proste od Velasqueza

4) Schodzenie na mocniejszą rękę rywala

Tutaj grzesznik może być tylko jeden i jest nim Michael Bisping, który poza sztandarowym przykładem tej zuchwałości brutalnie zakończonej przez Dana Hendersona, również w innych walkach często ustawiał się idealnie pod cios swego rywala. O ile czasami w ataku schodzenie na mocniejszą stronę rywala jest w pełni uzasadnione, o tyle w defensywie jest to znacznie bardziej ryzykowne, o czym Hrabia kilka razy boleśnie się przekonał. Na usprawiedliwienie możemy wspomnieć, że tacy zawodnicy jak Dan Henderson wiedzą doskonale, jak zamykać drogę ucieczki swoim rywalom, pozostawiając im ścieżkę, na końcu której czeka potężny sierp.


Bisping nokautowany przez Hendersona

5) Pogarda dla lowkingów

Niektórzy tak mają, wolą przyjąć lowkinga i mieć szansę na kontrę, niż zablokować go, nie mając takiej szansy (choć ostatnio Pettis pokazał w walce z Donaldem Cerrone, że można jednocześnie zblokować lowkinga i skontrować. Czołowymi grzesznikami są tutaj bracia DiazNick i Nate. Obaj wykazują ogromną pogardę wobec lowkingów i obaj w swoich ostatnich pojedynkach przypłacili to porażkami. Pewnym usprawiedliwieniem jest ich ustawienie z przednią nogą wysuniętą daleko do przodu i zadartą do środka, co wydłuża zasięg, ale naraża na lowkingi właśnie.


Nate Diaz przyjmuje lowkinga od Jima Millera

6) Kicanie

Tak to określmy. Generalnie, duża ruchliwość zawodników w stójce to dobra cecha, ale tylko wtedy, gdy czemuś służy. Podskakiwania do przodu i do tyłu z jednej nogi na drugą powoduje, że w środku tego procesu tylko jedna noga dotyka podłoża, co uniemożliwia szybką reakcję. Sztandarowym tego przykładem jest Martin Kampmann, którego skarcił za to Johny Hendricks, a także ostatnio Donald Cerrone, który – zwłaszcza w początkowym etapie walki z Anthonym Pettisem – bezsensownie przeskakiwał z nogi na nogę, czekając na szarże rywala.


Martin Kampmann poznaje siłę ciosu Hendricksa

7) Nieprzygotowany atak

Wielu fighterów nie bawi się w żadne „przygotowania artyleryjskie”, w każdy niemal cios wkładając maksimum mocy, co często powoduje szybką utratę sił. Nie próbują, dla przykładu, atakować głowy, by potem niespodziewanie uderzać na korpus – lub odwrotnie. Przykłady bezsensownych, nieprzygotowanych ataków znaleźć możemy na własnym podwórku i niewątpliwie czołowym grzesznikiem będzie tu Mamed Khalidov, który raz po raz w walce z Kendallem Grove rzucał efektowne, ale kompletnie nieefektywne ciosy i kopnięcia, bez najmniejszego choćby przygotowania.


Mamed Khalidov demonstruje jeden z nieprzygotowanych ataków w walce z Grove

*******

Na koniec pierwszy Konkurs na Lowking.pl. Zasada jest prosta – wystarczy zrobić dwie rzeczy:

1) Polubić na Facebooku stronę Lowking.pl –> tutaj
2) Napisać ciekawy komentarz pod powyższym tekstem na temat jednego z w/w grzechów, ewentualnie dodać jakiś inny, który nie został tu wymieniony, czy też opisać jakieś inne zjawisko występujące w stójce pod MMA – pełna dowolność.

Nagrodą są oryginalne rękawice UFC – rozmiar L. Konkurs potrwa do niedzieli 17.02.2013r. do godziny 12:00. Autor najciekawszego komentarza, który polubi profil Lowking.pl na FB, wygra.

Powodzenia!

*******

Powyższy artykuł pierwotnie został opublikowany w Magazynie MMA – miesięczniku, w którym Czytelnicy znajdą interesujące artykuły i wywiady na temat polskiego i światowego MMA.

Bartłomiej Stachura | Twórca Lowkinga i człowiek odpowiedzialny za każdy element funkcjonowania portalu. Voldemort. Maniak analiz technicznych i felietonów, często cierpi na słowotok. W przerwach od MMA mąż i ojciec.

33 Comments

  1. Michał

    12 lutego 2013 at 16:12

    według mnie jednym z głównych grzechów w stójce jest, „pajacowanie” oraz lekceważenie zawodników (np. Ali, ręce opuszczone nisko, pokazując lekceważący stosunek do BigFoota), dzięki czemu przez swoją głupotę zwiększając szanse na otrzymanie „soczystego” KO .

  2. vand

    12 lutego 2013 at 16:29

    Przydałoby się jeszcze dopisać zbytnią pewność siebie i lekceważenie przeciwnika czego przykładem jest chociażby Kharnitov w walce z Alexem E,czy Irokez łapiący tajski klincz na Korniku z dwóch metrów jak te sytuacje sie skończyły wszyscy wiedzą.

    Dałem najpierw koment na fejsie dopiero potem zoabczyłem że jest tu jakiś konkurs więc kopiuje mój koment.

  3. thomas

    12 lutego 2013 at 21:01

    Konkursu nie wygram, ale zajebisty art :)

  4. Miedziak

    12 lutego 2013 at 21:23

    Jak na Ciebie zaskakująco krótko i zwięźle. Czyżby brak czasu dawał się we znaki? :)

    Grzech nr 3 zupełnie nie pasuje mi do reszty. Jak sam zauważyłeś czasem ma uzasadnienie, ale wg mnie warto to trochę rozwinąć.

    W MMA trzymanie rąk nisko wcale nie jest aż tak karygodnym nawykiem, a może nawet stać się atutem. Oprócz lepszej pozycji wyjściowej do defensywnej walki na chwyty ciosy bite z dołu są bardziej zaskakujące i trudniejsze do odczytania. Ciosy z niskiej pozycji są mniej sygnalizowane. Dotyczy to wszystkich sportów uderzanych, nawet w boksie można znaleźć (często dobrych lub wybitnych) pięściarzy, którzy walczą z nisko opuszczonymi rękoma. Mniejsze rękawice w MMA zmieniają defensywę w ten sposób, że szczelna garda i zasłanianie się rękawicami jest mniej efektywnym środkiem obrony, podczas gdy uniki i zejścia ciągle zapewniają taką samą ochronę jak w sportach uderzanych z większymi rękawicami.
    Oczywiście ten sposób obrony wymaga szybkości i refleksu, więc nie jest czymś uniwersalnym. Niemniej nie zaliczyłbym tego do kategorii 7 grzechów głównych, gdyż częściej spotykanym problemem jest zbytnie odsłanianie się przy wyprowadzaniu ciosów

    Czym innym jest pogarda dla lowkingów blokowanie ich udem w wykonaniu Diazów, a czym innym taktyka polegająca na kontrowaniu ich ciosami prostymi. To może być naprawdę efektywne vide walka Antoniego Hardonka z Patem Barrym.

    Chyba kicanie popularnie jest nazywane podskokami ;)

  5. naiver

    12 lutego 2013 at 21:35

    Miedziak, to był tekst do MMA Magazynu, który zresztą serdecznie polecam. Nie omawiałem każdego grzechu na kilkunastu przykładach, choć gdyby przeanalizować choćby kilka ostatnich gal UFC, to by się tego znalazło multum.

    W całej rozciągłości podzielam Twoją opinię o nisko opuszczonych rękach – dodam, że ciosy bite z tej pozycji są nie tylko mniej przewidywalne, ale też mocniejsze, ponieważ większy dystans, jaki z tej pozycji ma do pokonania pięść, pozwala nabrać jej większej siły przy zderzeniu ze szczęką przeciwnika.

    Mimo to wydaje mi się, że możemy to zaliczyć w poczet grzechów zawodników MMA, bo gdyby porównać liczbę walk w UFC, które wygrane zostały (pośrednio lub bezpośrednio) dzięki nisko opuszczonym rękom, z walkami, które zostały przegrane z powodu zbyt nisko opuszczonej gardy, to przewaga tych ostatnich byłaby znaczna.

  6. Nózka

    12 lutego 2013 at 21:43

    Dyskutowałbym z tym, że ciosy bite z dołu są mocniejsze niż te bite „klasycznym torem”, robienie „ciuchci” nie zawsze zwiększa siłę ciosy, przeważnie ją zmniejsza. Wszystko zależy od zawodnika i od stylu jaki prezentuje, Proksa owszem, ale już taki Szpilka niekoniecznie.

  7. naiver

    12 lutego 2013 at 21:49

    Doprecyzuję, chodziło o ciosy proste z dołu. Oczywiście, wszystko zależy od zawodnika, ale jednak panuje ogólny consensus, że dobry cios z wysokości bioder jest z zasady mocniejszy niż ten sam wyprowadzany z wysoko trzymanej gardy.

  8. Nózka

    12 lutego 2013 at 21:55

    Nie szalałbym z nazywaniem „prostym” ciosu bitego z bioder, a wniosek jakoby cios z bioder był mocniejszy niż ten z gardy jest bardziej dyskusyjny niż pewna dysputa na temat zawodników wagi ciężkiej.

  9. naiver

    12 lutego 2013 at 22:48

    Jednak zostałbym przy tym, że cios prosty z wysokości bioder ma większy potencjał mocy z racji większego dystansu, który jest do pokonania, niż ten sam z wysokiej gardy. Od biedy jako przykład mogę przytoczyć GIF 2 tutaj – http://www.lowking.pl/junior-dos-santos-cain-velasquez-analiza/ – to nie jest klasyczny up-jab, ale też w polskiej terminologii nie nazwiemy tego sierpem, hakiem ani cepem ;)

  10. Miedziak

    12 lutego 2013 at 23:12

    Odnośnie do punktu trzeciego.

    Wydaje mi się, że zlewasz w to 2 zjawiska, które ja traktuję oddzielnie. Żeby nie było, takie jest Twoje zbójeckie prawo :)

    a) sytuacja w której zawodnik przez całą walkę trzyma nisko ręce – spowodowane albo skrajnie słabą stójką i brakiem umiejętności trzymania gardy albo bardzo dobrą stójką i pewnością siebie. W wyjątkowych wypadkach samą pewnością siebie.

    b) zawodnik otrzymuje nokautujący cios lub zamroczający go, bo w danej chwili miał nisko opuszczone ręce. Wynika to o z chwilowego błędu. Ja te sytuacje zaliczam do „zbytniego odsłaniania się”. Z powodu braków technicznych lub zmęczenia zawodnik nie wraca rękoma po ciosach, ewentualnie atakuje na wiwat i całkowicie zapomina o obronie.

    Wg mnie tak ujmowana sytuacja b) jest cięższym grzechem i była częstszą przyczyną porażek, niż sama postawa z nisko opuszczonymi rękoma.

    Co do rodzącej się dyskusji na temat wpływu przebytej drogi przez cios na jego moc – prawdopodobnie podzielam zdanie Nóżki ;) Niestety rzeczowa dyskusja na taki temat wymaga nie tylko sporego doświadczenia, ale też bardzo specjalistycznej wiedzy, której prawdopodobnie nikt z nas nie posiada. Bezpieczniej będzie porzucić temat niż snuć fantazyjne teorie :)

  11. lucas

    12 lutego 2013 at 23:19

    oj naiver, pojechałeś z tymi ciosami z dołu… :)
    Mocny cios zaczyna się od STOPY.

    Bracia Diaz celowo przyjmują lowkicki. :) Nate nie przegrał przez to, że je przyjmował, ani z Cerrone, ani z Millerem a już na pewno nie z Bendo
    Z kolei Nick… no tak… tu sprawa jest dyskusyjna, bo przegrał właśnie dlatego, że je przyjmował, ale w tym przypadku nie chodziło o to, że robiły mu jakąś krzywdę, a że było ich ponad 50 dzięki czemu Condit nabił sobie licznik. :D

    Nisko opuszczone ręce to w walce z zapaśnikiem raczej mus, bo bez tego spędzisz większość czasu na ziemi. Junior doskonale zdawał sobie sprawę, że lepiej przyjąć cios od zapaśnika i dalej mieć szansę niż dać się obalić i szansy na zwycięstwo jednym ciosem nie mieć

    Co do ostatniego punktu, to uważam że te wszystkie „bezcelowe” ataki miały właśnie na celu przygotowanie do obalenia lub sprowokowanie Kendala do popełnienia błędu.

  12. naiver

    12 lutego 2013 at 23:32

    Lucas, nie napisałem, że zadanie ciosu z rąk trzymanych przy biodrach nie bierze się ze stopy, nie przesadzajmy – wydaje mi się, że nie trzeba zawsze wspominać o czymś oczywistym. To, że wychodzi z samego dołu nie przeszkadza temu, że gdy pięść ma większą odległość do pokonania, to korzysta na tym moc, kosztem szybkości. Odsyłam do walki Andersona z Okamim, on regularnie wyprowadzał tam ciosy z rąk niemalże przy udach.

    Co do ostatniego punktu, zdajesz sobie sprawę, że na siłę to każde największe dziwactwo w walce można podciągnąć pod przygotowanie czegoś innego? ;)

  13. virago

    13 lutego 2013 at 09:13

    Pany eksperty, oczywiście, że cios bierze się że stopy a wręcz z największego palca, ale to czy towarzyszy mu długi czy krótki ruch ramieniem też ma znaczenie.

  14. Comber

    13 lutego 2013 at 10:27

    To ja jeszcze dodam „Pogarda dla *wewnętrznych* low kicków”.

    Przyjęło się, że wewnętrzne lowkicki są idealne do skontrowania, bo zawodnicy wychodzący z taką ofensywą często opuszczają ręce i nadziewają się na kontry rywali. Ponadto, dla dobrego zapaśnika takie uderzenie jest niczym marchewka dla osła czy padlina dla sępa. Jednakże szarża w kombinacji wewnętrzny low kick, który dobrze trafiony bywa niezwykle deprymujący i bolesny, w połączeniu z sierpowym wraz z nisko ułożoną głową bywa piekielnym połączeniem, co ostatnimi czasy zaprezentował nam Dan Henderson w walce z Shoguem.

    Kolejna kwestia.

    Czy bawić się middle kicki ? Dotyczy to zawodników, którzy wywodzą się ze sportów uderzanych. Biorąc pod uwagę poziom mma middle kicki wydaja się być jedynie ciekawostką, z których dobrze korzystali swego czasu Chuck Liddell oraz Rich Franklin. Mając na przeciwko sprawnego zapaśnika używanie middle kicków wydaje się być wydaniem na siebie wyroku. Z drugiej jednak strony, celny i mocny cios na ciało potrafi zdziałać cuda. Nie trzeba nikomu przypominac ostatniej walki Pettisa z Cerrone czy np. ciosu Franklina, którym odprawił nikogo innego jak bardzo sprawnego zapaśnika Matta Hamilla.

    Następny nawykiem wielu stójkowych zawodników są niewystarczająco szeroko ustawione nogi podczas walki. Taka postawka powoduje, że zawodnik staje się łatwym kąskiem do obalenia. Wystarczy przypomnieć sobie pojedynek Massenzio z Soszyńskim, gdzie ten pierwszy, mimo, że znacznie słabszy fizycznie łatwo obalał rywala, ponieważ Polak lekceważył ten aspekt. Podobnie w walce z Jacksonem łatwo radził sobie w tej płaszczyźnie Teixeira, który pomimo bliżej nieznanych umiejętności zapaśniczych, często, nawet za jedną nogę przewracał przeciwnika.

  15. Nózka

    13 lutego 2013 at 10:42

    @Naiver
    Cios z gifa, nie leci od biodra tylko od klatki, dodatkowo jest to cios przednią reka z doskoku, gdzie właśnie doskok generuję dodatkowe +10 do siły. Cios zadany z gardy tylną ręką sieje większe spustoszenie niż cios z biodra, bo przy tym ciosie dochodzi element zaskoczenia, szczególnie gdy zawodnik otrzymujący bombę trzyma szczelnie, wysoko gardę, przez co ogranicza sobie pole widzenia.
    Przykład Andersona ma się nijak do większości, bo Pająk jest ewenementem i robi rzeczy, o których inni nawet nie pomyślą, dodatkowo u niego timing jest kluczowym elementem, a czy ten cios będzie miał początek z gardy, z biodra czy z kieszeni, to nie ma znaczenia.

  16. naiver

    13 lutego 2013 at 11:08

    Mirek, nie mam tu w gifach lepszego przykładu niestety. I wyjaśniając, nigdzie nie wspominałem o krosie, odnosiłem się tylko do prostego z przedniej ręki, jaba – nie będę przecież kłócił się, że kros jest słabszy od jaba :)

    Tych ostatnich jest oczywiście wiele rodzajów, z doskoku, z ruchem tylnej nogi do przodu itd. O ile w przypadku Silvy może i uderzać z kieszeni, to w ogólnym rozrachunku duże (jak duże to kwestia dyskusyjna i tu nie dyskutuję) znaczenie ma ułożenie ręki, którą bijesz. Może nie sugerowałeś, że jest inaczej, więc sorry, ale rzuć choćby okiem na http://www.lowking.pl/nate-diaz-sierpem-analiza/ i GIF 12 – oczywistym jest jak 2+2=4, że odległość ręki od celu, a zatem dystans który musi ona przebyć, zanim trafi celu, też ma znaczenie. Gdyby na przytoczonym gifie Diaz miał prawą rękę dalej, to uderzyłby mocniej (nie spieram się, czy mocniej o 10% czy o 50%), choć oczywiście byłoby mu trudniej trafić. O tym też pisał chyba Virago, o ile się nie mylę.

    Miedziak, odnośnie a) i b), na szybko rzuciłem okiem na ostatnią galę (wiem, to mikroskopijna próba) i w niej – pomijając to, że przy nokautach była jeszcze masa innych czynników – to 2 z nich spowodowane były przez a), natomiast 1 – b). Nie będę się absolutnie upierał, ale gdybym miał rękę oddać, to bym postawił, że jednak sytuacja a) jest częstsza – biorąc pod uwagę, że podepniemy pod nią nie tylko sytuację, w której zawodnik „całą walkę” trzyma ręce nisko, ale także, że w „konkretnych sytuacjach – i nie mam tu na myśli tych z punktu b) – opuszcza ręce, co skutkuje TKO”.

  17. virago

    13 lutego 2013 at 11:23

    Pany no przecież oczywiste jest, że przy ciosie moc generowana jest przez całe ciało. Może iść z paznokcia, ale nie ma ruchu biodrem to lipa. Może być ruch biodrem, ale nie ma ramieniem tez lipa. Wszystko ma znaczenie.

  18. naiver

    13 lutego 2013 at 11:29

    Virago, wydaje mi się, że nikt tu nie mówi, że jest inaczej.

    Comber, dzięki, chociaż odnośnie wewnętrznego lowkinga, to bym dyskutował, ale wobec walki na kilku frontach mogę nie wyrobić :D więc tylko dodam, że wydaje mi się, że wewnętrzny low jest trudniejszy do przechwycenia niż zewnętrzny (wiem, nie napisałeś, że jest inaczej) – Jones vs Jackson.

  19. Comber

    13 lutego 2013 at 12:10

    Tez uważam, że wewnętrzy low kick jest trudniejszy do przechwycenia, ale czujny zapaśnik jest w stanie niemal po każdy low kicku stworzyć dla siebie przewagę. Ponadto, tak jak wspomniałem wiele osób nie ryzykuje tego ciosu, bo łatwo o lukę w defensywie, ponadto nieprecyzyjny wewnętrzny low często kończy się faulem pod postacią obitych genitaliów. Z racji tego, że ten rodzaj uderzenia nie jest często stosowany, wielu przeciwników nie spodziewa się takich technik, toteż można w w połączeniu z sierpowym zaskoczyć rywala ciekawą kombinacją.

  20. naiver

    13 lutego 2013 at 12:30

    Comber, prawda. Dodam jako ciekawostkę, że według eksperta zagranicznego Jacka Slacka sposobem na Jona Jonesa mogą być właśnie wewnętrzne lowkingi. Oczywiście z zastrzeżeniem, że to będzie szalenie trudne.

  21. Nózka

    13 lutego 2013 at 13:36

    Slack chyba się zagalopował, Bones jest za długi na wewnętrzne lowkingi, chyba, że ktoś jego wzrostu, ale oprócz drewnianego Maulera nie ma takiego.

  22. naiver

    13 lutego 2013 at 14:08

    O ile pamiętam, opierał on tą tezę na walce Jones vs Jackson, w której ten ostatni – jak wiemy, zawodnik, który generalnie nie kopie – 2 czy 3 razy trafił takim właśnie wewnętrznym lowkingiem Jonesa.

  23. Puczi

    13 lutego 2013 at 17:17

    Ósmym grzechem często spotykanym i jeszcze częściej karanym jest:

    8) OPUSZCZANIE RĄK PODCZAS WYPROWADZANIA KOPNIĘĆ.

    Z pozoru podczas kopania highkicków, czy frontkicków nie trzeba obawiać się uderzenia na twarz. Jednak nawet z pełnego dystansu kontra jest prawdopodobna, więc jeśli nie jest się Andersonem Silvą:
    http://www.abload.de/img/silva_belfort23og6.gif

    nie można sobie pozwolić na nietrzymanie gardy :

    Opuszczone ręce są jeszcze cięższym grzechem (mniejszy dystans w stosunku do hk) przy kopaniu na wątrobę:

    zaś niewybaczalnym podczas okopywania nóg:


    Kopiąc zawodnicy ryzykują podwójnie. Z jednej strony narażają się kontrę, z drugiej na przechwycenie nogi i obalenie. Jeżeli fighter nie posiada dużej szybkości, powinien być bardzo ostrożny w używaniu tej potężnej broni – tak więc ręce do gardy i do boju lowkingiem!

  24. lucas

    13 lutego 2013 at 21:03

    Naiver przytaczasz przykład gifów z diazem, że odległość ręki od celu ma znaczenie, i że musi pokonać większą odległość by mieć siłę.
    no i tak i nie, wszystko zależy od tego jak ten cios jest wyprowadzany.
    To zwykła fizyka i tak pięść Marqueza nie pokonała większej odległości jak 10-20 cm by posłać Mannego na deski.

    Proste nie mają siły dlatego, że pokonały odległość 1 metra, a dlatego, że niosą za sobą całe ciało.
    Siła to prędkość razy masa, nie wierzę by ktoś był w stanie wyprowadzić tak szybki prosty by przez samo pokonanie dużego dystansu bez wsparcia całego ciała posłać kogoś na deski.
    Inaczej mają się do tego overhand’y bo te działają jak kulka zawieszona na sznurku, a tu największe znaczenie ma szybkość z jaką pokonują daną odległość
    Poza tym kolosalne znaczenie ma to gdzie trafiamy. „Dobrze trafiony każdy pada”
    Kiedyś zamieściłem dość obszerny artykuł na temat tego co dzieje się w głowie obijanego człowieka.
    Po krótce opiszę to tak:
    Nasz mózg jest zamknięty w czaszcze i podczas każdego mocnego ciosu, że tak powiem odbija się od ścianek czaszki, ale najbardziej jest obijany nie od strony z której przychodzi cios, a dokładnie po przeciwnej.

    Jak zostało napisane powyżej Silva ma doskonały timing i tym wygrywa walki, no tak… ale co oznacza ten timing? i dlaczego Silva może znokautować nawet swoją wątrobą. Ano oznacza to to, że Silva dostarcza szybkość wykorzystując przy tym masę przeciwnika. Im lepiej zgramy ze sobą te dwa elementy tym brutalniejszy efekt.

  25. lucas

    13 lutego 2013 at 21:14

    P.S. Jeszcze jedno, mogę się teraz mylić jeśli tak to czekam na kogoś kto mi to wyjaśnie, ale dla mnie ciosy wyprowadzane z dołu były niebiezpieczne, bo trudniej było je zobaczyć.
    Najgorsze zawsze były dla mnie te ciosy których nie widziałem.
    Nie wiem czy zawsze tak jest ale ciosu który np. mnie znokautował wogóle nie pamietam, do dziś nie mam pojęcia skąd przyszedł.

  26. Nózka

    13 lutego 2013 at 22:03

    @lucas
    O ciosach z dołu napisałem wyżej i podzielam Twoje zdanie, chyba każdy trenujący je potwierdzi.
    Co do niewidzialnych ciosów, tyż prowda.

  27. bibi

    14 lutego 2013 at 05:04

    @puczi
    Zgoda co do opuszczania rąk przy kopnięciach, tyle, że bez opuszczania – byłyby one po prostu słabsze. Tak więc, jak zwykle, coś za coś.

  28. Czarny

    14 lutego 2013 at 11:36

    a ja uważam, że bardzo dużym błędem, którego nie umieściłeś w artykule to odwracanie się plecami. Dosyć często to się zdarza. Artykuł poza tym równa do góry, tak jak każdy wcześniejszy

  29. Daniel

    14 lutego 2013 at 13:06

    Moim zdaniem, może nie grzechem głównym, ale jednym z ważnych aspektów, o którym wielu zawodników zdaje się zapominać jest niestosowanie, bądź robienie tego sporadycznie najbardziej klasycznej techniki bokserskiej, mianowicie lewego, bądź rzadziej prawego prostego w zależności od postawy zawodnika. Jest to tym bardziej karygodne, gdy zawodnik posiada znaczą przewagę zasięgu ramion.

    W niemal każdej kategorii wagowej możemy obserwować zawodników, którzy posiadają zasięg ramion, który nie
    wpisuje się w rysunek człowieka witruwiańskiego autorstwa Leonarda da Vinci. Idąc wagowo w dół wybijającymi sięw tym aspekcie zawodnicy to:
    Waga ciężka – Stefan Struve (213cm wzrostu/215cm zasięgu), Antonio Silva (193cm/208cm), Travis Browne (201cm/203cm), Ben Rothwell (193/203cm), Alistair Overeem (193cm/203cm).
    Waga półciężka – Jon Jones (193cm/215cm), Phil Davis (188cm/201cm), Brandon Vera (191cm/198cm).
    Waga średnia – Anderson Silva (188cm/197cm), Chris Weidman (188cm/198cm), Francis Carmont (188cm/198cm), Kendall Grove (198cm/203cm).
    Waga półśrednia – Georges St-Pierre (178cm/193cm), Nick Diaz (183cm/193cm), Paul Daley (175cm/193cm), Dan Hardy ( 188cm/193cm).
    Waga lekka – Nate Diaz (183cm/193cm), Donald Cerrone (183cm/185cm), Anthony Pettis (178cm/183cm).
    Waga piórkowa – Hatsu Hioki (180cm/185cm), Dustin Poirier (175cm/185cm), Frankie Edgar (168cm/183cm).
    Waga kogucia – Renan Barao (170cm/180cm), Michael McDonald ( 173cm/178cm), Brian Bowles (170cm/179cm).
    Waga musza – Demetrious Johnson (160cm/170cm).

    Ciosy proste są bardzo skuteczną bronią, która gdy jest stosowana w walce z odpowiednią częstotliwością, może bardzo skutecznie deprymować oponenta. Gdy zawodnik mając przewagę zasięgu każdą kolejną próbę ataku oponenta będzie niszczył w zarodku ciosami prostymi, to próby ataku będą coraz bardziej niezdarne i wręcz desperackie. Ciosy te niekoniecznie muszą mieć niszczycielską siłę, jeżeli ich intensywność będzie przyprawiała oponenta o furię. Szczególnie w niższych wagach, gdzie z racji specyfikacji danych kategorii ciężej o nokaut po pojedynczym ciosie, proste mogą również służyć do odpowiedniego ustawienia sobie oponenta. Odpowiednie operowanie ciosem prostym może prowadzić do zapędzenia sobie oponenta, co umożliwia podjęcie próby aby zaatakować choćby kombinacją ciosów.

    Zawodnicy jednak często zapominają o tej technice, bądź nie korzystają z niej w czasie walki zbyt intensywnie. Stefan Struve, Antonio Silva, Jon Jones, Phil Davis, Kendall Grove, GSP, bracia Diaz, Hatsu Hioki, Frankie Edgar, Brian Bowles czy Demetrious Jonhson powinni korzystać w umiejętny sposób ze swoich długich kończyn i uczynić z ciosu prostego jedno z mocniejszych dział w swoim arsenale. GSP bardzo chętnie korzysta z jabów, a oglądając jego walki można wysnuć wniosek, że jest to w porównaniu z jego zasięgiem bardzo dobry wybór, a przekonało się o tym kilku pretendentów kończąc z oczami pomalowanymi jak po wyjściu od makijażystki. Bracia Diaz, również często korzystają z ciosów prostych zarówno pojedyńczych jak i w bardziej złożonych kombinacjach. Nate robi to chyba częściej. Jednak w porównaniu z bratem posiada nad rywalami także większą przewagę zasięgu. Nick jednak także z ciosów prostych potrafi korzystać, co dobitnie pokazał wstarciu z Conditem, gdzie po celnym Stocton slap podniósł ręce i umieścił dwa celne ciosy proste na twarzy Condita.
    Frankie Edgar, który uważany jest za jednego z lepszych bokserów w mma, korzysta z ciosów prostych także zarówno w akcji pojedynczej jak i w celu ustawienia sobie przeciwników korzystając nawet z potrójnych lewych prostych. Jon Jones posiadając niesamowicie ogromny zasięg przy doszlifowaniu swoich technik bokserskich powinien nie dopuszczać swoich przeciwników do siebie, to samo tyczy się Stefana Struve, który posiada taki sam zasięg, czy Phil Davis, który ma niesamowite warunki fizyczne, natomiast duże luki w bokserskim rzemiośle.

    Nie mając jednak ogromnego zasięgu, a odpowiednie umiejętności bokserskie można odnosić sukces w stójkowych wymianach w mma. Przykład Juniora dos Santosa(193cm wzrostu/196cm zasięgu), którego zasięg przy Struve wydaje się mało imponujący może to potwierdzać, gdyż wiemy jak wyglądała ich walka. To samo tyczy się Jose Aldo (170cm wzrostu,178cm zasięgu), który w ostatniej walce z Frankiem Edgarem(168cm/183cm) pokazał kapitalne operowanie ciosami prostymi i zdystansował boksersko jednego z lepszych bokserów w mma, co dobitnie pokazuje skalę jego talentu.

    Podsumowując zawodnicy posiadający znaczną przewagę zasięgu powinni dużo chętniej korzystać z tej podstawowej techniki bokserskiej. Może ona służyć zarówno jako cios nokautujący o czym przekonał się Danny Castillo w ostatniej walce, oraz zarówno jako cios ustawiający przeciwnika, którego w ten sposób używa chętnie Frankie Edgar. Ciosy proste mogą strasznie irytować oponenta jeżeli będą spadały na twarz z odpowiednią intensywnością, dusząc w zarodku próbę ataków, które będą poprzez frustrację coraz rzadsze, bądź nieskładne i niedokładne.

    Nie wymagam od zawodników zmiany stylu, gdyż każdy z nas zapewne zachwyca się walkami Korean Zombie, czy podziwia umiejętność wyczucia swojego oponenta Andersona Silvy. Brawle jakimi raczy nas Korean Zombie czy maestria Pająka są niezbędnym elementem widowiska, jednak w czasach, gdy przede wszystkim liczy się zwycięstwo, a zasada ‚cel uświęca środki’ jest nadal żywa zawodnicy powinni przede wszystkim korzystać ze sprawdzonych technik wracając do korzeni. Nieszablonowe techniki to już wyższa szkoła jazdy i szczególnie młodzi zawodnicy powinni pamiętać, że trzeba zawsze zaczynać od podstaw. A ciosy proste jeżeli są odpowiednio stosowane i dobrze wyprowadzone są również widowiskowe.

  30. Puczi

    14 lutego 2013 at 15:06

    bibi po części się zgadzam, dlatego rozróżniłem „poziom grzechu” w zależności od dystansu. Ale skręt barków dodający impetu możesz wykonać bez machania łapami, nawet trzymając szczelną gardę.

  31. bibi

    14 lutego 2013 at 16:16

    Zgadza się, ale masz wtedy mniejszy moment. Przede wszystkim to jednak kwestia równowagi. Bez rozdziawienia rąk, trudniej jest utrzymać równowagę w odchyleniu i ogólną, powiedzmy koordynację, tym samym redukując siłę kopnięcia. Może to śmieszny przykład ale fizyka to fizyka – piłkarze kopiący piłkę (hehe, Gonzaga z Cigano z gifa naivera się dobrze wpisuje w ten przykład). No, ale mam wrażenie, że Ty o tym dobrze wiesz i tłumaczę to sam dla siebie.

  32. bibi

    14 lutego 2013 at 16:21

    Sorry za posta pod postem ale mam wrażenie, że mastrię w technice, którą opisuje Daniel osiągnął Sugar w walce Lil Nog-iem. Tak zwany high five jab;)

  33. hiubi86

    15 lutego 2013 at 13:44

    Okej, spróbujmy dodać do tego zestawienia jeszcze kilka błędów w stójce pod kątem głównie boksu, ale nie zabraknie też muay-thai, czy kickboxingu. W sumie wyszła pechowa trzynastka:) Zatem bez zbędnych wstępów – here we go!

    1. Cofanie się w oktagonie po linii prostej zamiast po skosie. Na szczęście już rzadko spotykany błąd, choć niekiedy udaje się zauważyć nawet takiego „kwiatka”, szczególnie wśród zawodników rozpoczynających karierę w MMA.
    2. Blokowanie „jaba” wyciągniętą przed siebie dłonią. Poważne nadużycie w defensywie stosowane często, gdy zawodnik zaczyna opadać z sił, lub gdy czuje, że ma przewagę w stójce nad przeciwnikiem. Jednak jak wiemy, lekkomyślność nie popłaca – również w tym przypadku, ponieważ mając wyciągniętą lewą rękę do przodu, fighter naraża się na prawy „overhand” bity za ucho, który z łatwością może posłać go do krainy morfeusza. Alternatywa: kontrola i zbijanie ciosów prostych oponenta lewą ręką trzymaną blisko głowy/szczęki.
    3. Niewłaściwa kontrola dystansu. Kontrolowanie dystansu samo w sobie nie jest prostą sprawą, a gdy jeszcze mamy do czynienia z przeciwnikiem o niestandardowym stylu walki (Lyoto Machida, Anderson Silva, Jon Jones), o zachowanie odpowiedniej odległości w stójce może być jeszcze trudniej. Konsekwencją złej kontroli dystansu może być łatwość w przyjęciu kontry od przeciwnika, większa podatność na obalenia, lub nawet przegranie walki poprzez KO.
    4. Brak head movementu. Nie bardzo wiedziałem jaka nazwa w ojczystym języku będzie tu odpowiednia – ruch głowy?;) Okej, więc ruch głowy jest bardzo ważny, gdyż utrudnia przeciwnikowi zadanie celnego ciosu, dezorientuje go, powoduje, że jesteśmy trudniejsi do trafienia, a ponadto sprawia, że rywal popełnia błędy, które możemy wykorzystać, choćby za pomocą przemyślanej kontry. Świetnym przykładem jest tu Frankie Edgar, którego head movement jest bodaj jednym z najlepszych w UFC.
    5. Cofanie się z wyciągniętymi przed siebie rękoma, zwłaszcza przeciw zawodnikom z większym zasięgiem ramion. Oczywiście ma to również swoje plusy jeśli chodzi o kontrowanie, jednak stosowanie tej techniki w defensywie przeciwko zawodnikom z solidnym boksem i przewagą w zasięgu może skończyć się nokautem. Skuteczną przeciwwagą dla takiej defensywy jest klasyczna garda bokserska, mimo swoich wad w MMA, wciąż – nomen omen – jakoś dziwnie rzadko stosowana;)
    6. Zostawianie nóg za sobą podczas ofensywy. Zaskakujące jak wielu zawodników popełnia ten podstawowy „błąd nowicjuszy”. Co oznacza on w praktyce? Podczas zadawania serii ciosów rękami na cofającego się przeciwnika praca nóg powinna iść w parze z pracą rąk. Nie zawsze tak jednak się dzieje i zawodnicy, będąc w „gazie” i dając się ponieść instynktowi rzucają ciosy rękoma nie nadążając z odpowiednią pracą nóg, gdy te zostają z tyłu. Konsekwencją tego błędu w walce przeciwko choćby przyzwoitemu counterpuncherowi może być nawet KO.
    7. Opuszczanie prawej ręki (zwłaszcza podczas wyprowadzania lewego sierpowego. Kolejny błąd początkujących, zaskakująco często popełniany przez doświadczonych figterów. W sytuacji „lewy sierp na lewy sierp” osobą stojącą na nogach pozostanie ta, która podczas zadawania ciosu nie zapomina o trzymaniu prawej ręki blisko szczęki w celu jej ochrony. Wielu zawodników i to – paradoksalnie – tych bardziej doświadczonych pozwala sobie często na bycie zuchwałym w stójce – opuszczając niedbale prawą rękę. Przykre konsekwencje tego błędu odczuli swego czasu m. in. Mirko Crocop, czy Minotauro Nogueira
    8. Złe ustawienie nóg. O tym błędzie można by napisać książkę. Fakt, że nie dla każdego zawodnika standardowe ułożenie nóg będzie tym najbardziej odpowiednim jest oczywisty – dlatego też każdy fighter poprzez lata treningów i walk w oktagonie wypracowuje sobie swoje, najbardziej dla niego optymalne ułożenie nóg. Jednak nie zawsze jest ono prawidłowe i możliwie najbardziej efektywne – niech za przykład posłużą tu bracia Diaz, którzy poprzez specyficzne ustawienie nogi wykrocznej (przedniej), oraz ułożenie nóg niemal w linii prostej, robią doskonały użytek ze swojej groźnej broni – przewagi dystansu. Ustawienie to pomogło im wygrać wiele walk, jednak obnażone najpierw przez Carlosa Condita, a następnie przez Bena Hendersona pokazało jak bardzo Diazowie podatni są na lowkingi (podobne ustawienie nóg daje się zauważyć u B. J. Penna, choć i w jego wypadku ma to swoje uzasadnienie).
    Ponadto wąskie ustawienie nóg sprawia, że zawodnikowi trudniej jest utrzymać właściwy balans i łatwiej stracić równowagę po – nawet niekoniecznie celnym, ale mocnym – ciosie.
    9. Pchanie ciosów zamiast nadawania im dynamiki za pomocą pełnego skrętu tułowia. Koledzy wyżej już wspomnieli o prawidłowym zadawaniu ciosów poprzez nadawanie im dynamiki za pomocą skrętu tułowia. Prawidłowo zadany cios ma swój początek nie w ręce, nie w łokciu, ani nie nawet w ramieniu, czy barku. Cios zaczyna się od stopy i poprzez odpowiedni skręt kolana, biodra i barku wytwarzana jest energia, która swój bieg kończy przy… Szczęce przeciwnika najogólniej rzecz ujmując;) „Pchane” ciosy proste – szczególnie widoczne podczas końcowych rund, gdy cardio zawodników daje o sobie znać – są nieporównywalnie słabsze niż ciosy prawidłowe technicznie i przeważnie nie są w stanie wyrządzić znaczącej krzywdy przeciwnikowi.
    10. Opuszczanie rąk w klinczu. Ostatnio widziane w walce Alistair Overeem vs Antonio Silva. Niskie trzymanie rąk podczas klinczu jest potwornie nierozsądnym zachowaniem i nie dość, że może narazić na przyjęcie kolana lub mocnego sierpowego, to przy siatce dodatkowo naraża nas na przyjęcie tzw. vicious elbows, czyli w wolnym tłumaczeniu „brutalnych łokci”;)
    11. Nie wykorzystanie łokci pod siatką. W nawiązaniu do poprzedniego błędu – mając przeciwnika pod siatką zamiast silić się na wyczerpujący klincz i mocowanie, które często nie przynoszą żadnych efektów oprócz znaczącej utraty sił, często zadanie kilku łokci może być znacznie bardziej efektywne i przy odrobinie szczęścia i umiejętności doprowadzić do wygrania walki, choćby poprzez rozcięcie i w konsekwencji przerwanie walki przez lekarza.
    12. Niewłaściwe rozłożenie wagi ciała. Podobnie jak ułożenie nóg, rozkład wagi na przednią, lub tylną nogę jest kwestią indywidualnych preferencji zawodnika. Najbardziej optymalnym i standardowym jest rozkład wagi ciała mniej więcej po równo na obie kończyny. Często domeną „counterpuncherów”, czyli zawodników lubujących się w walce z kontry jest charakterystyczna stójka z oparciem na tylną nogę. Z kolei zawodnicy wysocy, często opierają się na nodze przedniej (np. Jon Jones), co pozwala im na szybkie przenoszenie ciężaru ciała na tył i unikanie w ten sposób ciosów przeciwnika. Takie ustawienie ma jednak swoje wady – jedną z nich jest wysoka podatność na wewnętrzne lowkingi (patrz: walka Jon Jones vs Rampage Jackson), ponieważ ciężar ciała spoczywa na przedniej nodze, bardzo ciężka staje się ich obrona.
    13. Nie schodzenie z linii ciosu po wykonaniu akcji ofensywnej. Prawdopodobnie najpoważniejszy błąd zostawiłem na koniec – kończenie akcji w tym samym miejscu gdzie była rozpoczęta jest wśród zawodowych fighterów mma ciężkim grzechem, który bezpośrednio może przełożyć się na przegranie walki (czy to na punkty, czy przez ko). Przedsięwzięcie akcji, tak często jak to tylko możliwe powinno mieć swój koniec w zmianie ułożenia nóg względem rywala, ustawienia się pod innym kątem, czy zmuszeniu oponenta do zmiany pozycji. Tylko wtedy nie jesteśmy narażeni na cios kontrujący ze strony rywala, a jak wiadomo zasadniczo w MMA chodzi o to, by celnie uderzać i samemu nie być trafianym;) Dzięki!

You must be logged in to post a comment Login

Leave a Reply