Pettis chce powrócić w grudniu


Anthony Pettis podał informację o tym, na której gali chciałby zawalczyć.

Anthony Pettis ostatni raz widziany w oktagonie był w marcu tego roku. Został wtedy zdominowany przez Rafaela dos Anjosa i utracił swój mistrzowski pas.

Amerykanin miał powrócić na ostatniej gali z cyklu UFC on Fox, ale z walki z Mylesem Jurym wykluczyła go poważna kontuzja łokcia, która w konsekwencji doprowadziła do operacji. Często kontuzjowany Anthony – po zdobyciu tytułu mistrza w sierpniu 2013 roku zawalczył tylko raz w 2014 roku – nie kryje, że zależy mu na powrocie jeszcze w tym roku. Tak przynajmniej wynika z wywiadu przeprowadzonego przez Inside MMA:

Zależy mi na tym roku. Dążę do powrotu w grudniu. Donald Cerrone i RDA walczą na tej karcie, więc w razie kontuzji któregoś mogę wejść jako zastępstwo.

Pettis nie ma problemu z tym, że kiedyś zdemolowany przez niego Kowboj zawalczy teraz o pas:

Chyba każdy wiedział, że to on dostanie teraz tę walkę. Gdy Khabib Nurmagomedov wypadł, to zawalczył z Johnem Makdessim i wygrał. Ma zwycięstwa w wielu walkach z rzędu, więc tego się spodziewałem. Poza tym ja byłem kontuzjowany – miałem poważną kontuzję łokcia.

Pettis prawdopodobnie i tak nie dostałby szybkiego rewanżu – miał zaledwie jedną udaną obronę oraz bardzo słaby występ z Brazylijczykiem – ale zdaje się, że to właśnie zemsta na Rafaelu stanowi teraz jego główny cel:

Mój wymarzony rywal to dos Anjos. On mi zrobił coś, czym chciałbym mu się odwdzięczyć. Jaka walka ma dla mnie sens? Khabib jest kontuzjowany. Nate Diaz i ja nie mieliśmy mocnych wymian słownych, więc też odpada. Chcę kogokolwiek, kogo pokonanie da mi walkę z RDA – o ile ten przejdzie przez Donalda.







Dodaj komentarz na forum lub w polu poniżej (będzie również widoczny na forum)!


Nie jesteś zalogowany / zarejestrowany



Nie możesz pisać komentarzy



Wskazówka: Zaloguj się lub zarejestruj, by móc komentować i uzyskać wiele dodatkowych funkcjonalności!



    


  1. RDA w takiej formie będzie dłuuuuuugo nie do zatrzymania. A Pettis już się raz o tm boleśnie przekonał.


  2. 


  3. Czy ja wiem... Odpowiednie testy antydopingowe i w końcu się zatrzyma. :D

  4. 


  5. Od tego, co RDA zrobił Pettisowi, Weidman Pająkowi, a TJ Barao nie istnieją już dla mnie zawodnicy nie do zatrzymania.


  6. 


  7. Od tego, co RDA zrobił Pettisowi, Weidman Pająkowi, a TJ Barao nie istnieją już dla mnie zawodnicy nie do zatrzymania.

     

    Dwa słowa, kolego.

     

    Jon Jones.

     

    Jeśli oczywiście nie potraktujemy narkotyków jako coś, co go zatrzymało... :ph34r:


  8. 


  9. Walka z Gustafssonem potwierdziła to, co wąsaci nerdzi, których fani MMA mają gdzieś, mówili od dawna - że Jon boksu nie ma mimo zasięgu i to się kiedyś zemści. Alex nie wygrał, ale dał prototyp tego, co jest potrzebne, by zdetronizować Jonesa. Ewentualne pytanie brzmi tylko, czy ktoś, kto odpowiednio to wcieli w życie się pojawi lub czy Jones do tego czasu nie zakończy kariery (gdyby Silva odszedł po Bonnarze, to dziś pewnie byśmy go mieli za niepowstrzymanego i ze stylem "nie ma wuja we wsi na takiego").


  10. 


  11. Tyle że jak na kogoś ogarniętego w temacie MMA bardziej ode mnie Bolciwo przywołujesz argumenty dosyć kiepskie, bowiem Silva miał ubytki zapaśnicze ZAWSZE, mimo tego że moja przygoda od MMA zaczęła się od fascynacji Pająkiem, właściwie od absolutnego fanboizmu (wiem, nie ma takiego słowa) nie sposób nie zauważyć, iż skoro obalały go takie "tuzy" jak Travis Lutter to zawsze z zapaśnikami będzie miał problemy. Udowodnił to Sonnen, któremu zabrakło konsekwencji i rozwagi, w końcu udowodnił to Weidman, mądrze rozgrywając każdą sekundę batalii z niepokonanym od lat mistrzem. Więc na Silvę był sposób - konsekwentny zapaśnik z planem.

     

    Tym czasem nie ma jednej płaszczyzny, która zagwarantuje Ci wygraną z Nosem. Zapasami Coco nie pokonasz - patrz Cormier. Na Jonesa musisz mieć nie tylko TDD, świetny boks, ale również zasięg, dzięki któremu wcielisz go w życie oraz plan i kondycję pozwalającą go zrealizować. Jest jeden zawodnik w całej wadze półciężkiej, który ma tak dobry boks i tak dobry zasięg - i to jest Gus. Jon Jones jest najbardziej przekrojowym zawodnikiem MMA na świecie, z doskonałymi warunkami fizycznymi, świetną techniką stójkową mimo że nieco wolną, to zaskakującą i z walki na walkę lepszą, w każdej płaszczyźnie jest piekielnie groźny (poddanie czarnych pasów BJJ jak Lyoto czy Belfort za czasów ich świetności też coś mówi). Gus w płaszczyźnie bokserskiej wyglądał lepiej, zaprezentował także doskonałe TDD, ale... oddał mniej ciosów w tej walce, dużo gorzej wyglądał kondycyjnie (JBJ jest pod tym względem zawsze perfekcyjny) i mimo tego, że był zawodnikiem najrówniej toczącym bój z Amerykaninem to przegrał. I sądzę, że następna ich walka byłaby dużo mniej wyrównana ze wskazaniem na Bonesa.

     

    Pewnie za 10 lat i na Jonesa by się znalazł kozak, ale w tej chwili na świecie nikogo takiego nie widzę.


  12. 


  13. No dobra, ale u KAŻDEGO zawodnika da się wykazać jakieś luki, mimo których stwierdzamy jego wybitność czy to, że nie da się go pokonać. O Barao każdy wiedział, że ma słabą defensywę bokserską - mimo to swego czasu na sherdogu, gdy go jeszcze lubiano, wypisywano, że przemieli Cruza. Silva to zapasy. Pettis to presja - RDA wykazał, że się do niej odwołuje, ale nikt nie dawał mu szans. Ba, nawet Fedor nie wygrywał swoich walk bez problemów (Fujita go prawie skończył...), ale gdyby odszedł przed walką z Werdumem, to też byłby gościem, na któego nie ma sposobu.

     

     Teraz nikogo nie widać na Jonesa - słusznie, bo to mierna poza ścisłą czołówką waga - ale czy ktokolwiek dawał szanse Dillashawowi? Czy ktoś widział zagrożenie dla Barao poza wiecznie kontuzjowanym Cruzem? Nie odbieram Jonesowi wybitności w żaden sposób - bo również go uważam, może na równi z Aldo, za najlepszego zawodnika bez podziału na kategorie wagowe, ale uwzględnić też być może trzeba to, że w tej dywizji po prostu trudno o znalezienie dla niego godnych pretendentów. Sposób w jaki niszczy rywali i część z nich - jak właśnie Machida - potwierdzają jego klasę, ale czy ktokolwiek widział prawdziwego rywala w Texeirze? Z tym, co o nim piszesz w pełni się zgadzam i czekam na jego walki, bo pokazuje ciągle coś nowego, jedynie bym nieco zdewaluował jego poddania. To nie były ekwilibrystyczne cuda na "równych warunkach", tylko dokończenie dzieła destrukcji - choć stojąca gilotyna na Machidzie to jedno z moich ulubionych poddań w historii, mimo, że Lyoto uwielbiam.

     

     Mimo bycia fanem Gusa, to również widzę Jonesa, który wygrywa zdecydowanym 49 - 46.


  14. 


  15. No dobra, ale u KAŻDEGO zawodnika da się wykazać jakieś luki, mimo których stwierdzamy jego wybitność czy to, że nie da się go pokonać. O Barao każdy wiedział, że ma słabą defensywę bokserską - mimo to swego czasu na sherdogu, gdy go jeszcze lubiano, wypisywano, że przemieli Cruza. Silva to zapasy. Pettis to presja - RDA wykazał, że się do niej odwołuje, ale nikt nie dawał mu szans. Ba, nawet Fedor nie wygrywał swoich walk bez problemów (Fujita go prawie skończył...), ale gdyby odszedł przed walką z Werdumem, to też byłby gościem, na któego nie ma sposobu.

     

    Każdy ma luki w tym sporcie, pewnie. Za dużo płaszczyzn jest w MMA, aby w każdej być doskonałym. Przykładowo, u Jonesa oprócz dosyć dziurawego boksu dodałbym prawdopodobną słabość w walce z dołu - oczywiście, nie widzieliśmy jeszcze tego, ale jego atuty w większości polegają na wykorzystywaniu swoich warunków fizycznych, które z dołu wg mnie by mu przeszkadzały, ponieważ do giętkości np. Charlesa Olivieiry mu trochę brakuje. Ale najpierw trzeba Jonesa na dupie usadzić i go tam potrzymać.

     

     Teraz nikogo nie widać na Jonesa - słusznie, bo to mierna poza ścisłą czołówką waga

     

     

    Czemu tak twierdzisz, zapewne przez pryzmat dominacji Jonesa? Przyjrzyjmy się wagę wyżej - jeszcze mniej tam wirtuozów czy może wagę niżej - kto ma szansę z Weidmanem oprócz Rockholda, Jacare i mooooooooże Romero? JBJ pozamiatał całą swoją dywizję oprócz AJa, z którym sądzę, że jeśli przetrwałby 1 rundę, a zapewne tak by było, wypunktowałby go łatwo albo udusił w którejś z rund mistrzowskich.

     

    Nie odbieram Jonesowi wybitności w żaden sposób - bo również go uważam, może na równi z Aldo, za najlepszego zawodnika bez podziału na kategorie wagowe, ale uwzględnić też być może trzeba to, że w tej dywizji po prostu trudno o znalezienie dla niego godnych pretendentów. Sposób w jaki niszczy rywali i część z nich - jak właśnie Machida - potwierdzają jego klasę, ale czy ktokolwiek widział prawdziwego rywala w Texeirze? Z tym, co o nim piszesz w pełni się zgadzam i czekam na jego walki, bo pokazuje ciągle coś nowego, jedynie bym nieco zdewaluował jego poddania. To nie były ekwilibrystyczne cuda na "równych warunkach", tylko dokończenie dzieła destrukcji - choć stojąca gilotyna na Machidzie to jedno z moich ulubionych poddań w historii, mimo, że Lyoto uwielbiam.

     

    JBJ bez podziału kategorii wagowych to nr 1. Nr 2 to Aldo. Jeśli nie znajdujesz w dywizji Jonesa "prawdziwego rywala" to wymień mi jednego, oprócz Gusa, który uprawia MMA na tym świecie zawodowo i byłby w stanie go pokonać (chociaż, jak już mówiłem - Gus ma argumenty, ale drugim razem to byłaby inna walka) - jest ktoś taki? Rzecz jasna, poza Jankiem. #pozdroCohones

     

    Lubię Gusa, bo ma boks, a od boksu zaczynałem. Lubię Lyoto, bo ma karate, a tam trochę też liznąłem. Uwielbiam Andersona, bo od niego zaczynała się moja przygoda z MMA. Tu nie chodzi o uwielbienie. Byłbym w stanie postawić dużo dolarów na to, że w superfightcie Jones vs Anderson za najlepszych swych czasów Amerykanin by go zjadł. Zapasy, zasięg, ciężko byłoby przedostać się Andersonowi ze swoimi kontrami do znakomicie czującego rywali Jonesa. W pewien sposób cieszę się, że do tej walki nigdy nie doszło - zburzyłoby to pewien mityczny pomnik Andersona. Amen.


  16. 


  17. Idea tego superfightu byłaby od strony sportowej nieco krzywdząca dla Andersona - to mimo geniuszu Brazylijczyka całkiem inne generacje zawodników.

     

    Wagę półciężką uważam za dosyć słabą, może nawet cięższa stała się teraz nieco mocniejsza. Nie chodzi o samą dominację Jonesa, choć to zapewne też jakoś rzutuje, ale spójrzmy na ranking:

    1.Cormier - mocny gość, nie ma nic na Jonesa

    2.Johnson - jw., może poza laki lujem

    3.Gustafsson - stracił element zaskoczenia, sytuacja jak u Cormiera

    4.Texeira - dobry rzemieślnik, ale każdy z wyżej wymienionych go masakruje

    4.Bader - jw.

    5.Evans - nie wiadomo ile teraz jest warty, uważam, że każdy z powyższych sobie z nim poradzi

    6.OSP - dobry atleta, kontrujący sierp, middle kick - to już wszystko

    7.Manuwa - dobry, ale niezachwycający striker, w np. wadze lekkiej nie dobiłby do top 15

    8.Rua - dziadek

    9. Jackson - dziadek

     

    Świeża krew? Ten ostatnio podpisany Rusek i Nikita Krylov.

     

    Waga średnia:

    1.Rockhold to realne zagrożenie.

    2.Souza - jw.

    3.Romero - jw.

    4.Belfort - jego pozycja tak wysoko była wypracowana jeszcze w jego SSJ wersji, także bym go zrzucił w dół

    5.Machida w momencie walki z Weidmanem był jeszcze w mocnej formie, sądzę, że to, co zrobił mu Rockhold mocno się na nim odbija

    6.Mousasi - śpioch, który ma predyspozycje na ścisły top, ale mu się nie chce

    7.Kennedy - nieaktywny

    8.Bisping - dziadek

    9.Leites - powyżej pewnego poziomu nie przeskoczy

     

    Tutaj jednak przewaga dla wagi jest taka, że są Whittakery, Sammany i pewnie coś jeszcze się znajdzie. Wypada niby podobnie, ale odnoszę ciągle wrażenie, że waga średnia więcej z siebie może wykrzesać, bo zwyczajnie częściej pojawiają się tam warte uwagi nowe nazwiska - nie tak często jak w lekkiej, ale...

     

    Toć przecież piszę, że dla Jonesa nie ma rywala. Aldo ma dywizję, w której dochodzi do szybszych przetasowań, więc mu ktoś jednak może zagrozić za jakiś czas, ale uważam, że również powinien pokonać każdego w dywizji pod kątem umiejętności - Conor musi szukać prowokacji, aby zmusić go do otwartego stylu walki. Może Holloway postawi twarde warunki, ale nawet jeżeli dojdzie do TSa, do jego szans na pas mistrzowski widziałbym dopiero za 2 - 3 lata. Ogólnie uważam, że dywizje od piórkowej do półśredniej to inny, groźniejszy świat ze względu na ciągłe objawianie się nowych talentów z ambicjami i umiejętnościami na top.


  18. 


  19. Idea tego superfightu byłaby od strony sportowej nieco krzywdząca dla Andersona - to mimo geniuszu Brazylijczyka całkiem inne generacje zawodników.

     

    W rzeczy samej.

     

    1.Cormier - mocny gość, nie ma nic na Jonesa

    2.Johnson - jw., może poza laki lujem

    3.Gustafsson - stracił element zaskoczenia, sytuacja jak u Cormiera

    4.Texeira - dobry rzemieślnik, ale każdy z wyżej wymienionych go masakruje

    4.Bader - jw.

    5.Evans - nie wiadomo ile teraz jest warty, uważam, że każdy z powyższych sobie z nim poradzi

    6.OSP - dobry atleta, kontrujący sierp, middle kick - to już wszystko

    7.Manuwa - dobry, ale niezachwycający striker, w np. wadze lekkiej nie dobiłby do top 15

    8.Rua - dziadek

    9. Jackson - dziadek

     

     

    1.Rockhold to realne zagrożenie.

    2.Souza - jw.

    3.Romero - jw.

    4.Belfort - jego pozycja tak wysoko była wypracowana jeszcze w jego SSJ wersji, także bym go zrzucił w dół

    5.Machida w momencie walki z Weidmanem był jeszcze w mocnej formie, sądzę, że to, co zrobił mu Rockhold mocno się na nim odbija

    6.Mousasi - śpioch, który ma predyspozycje na ścisły top, ale mu się nie chce

    7.Kennedy - nieaktywny

    8.Bisping - dziadek

    9.Leites - powyżej pewnego poziomu nie przeskoczy

     

     

    Czyli mamy 3 mocnych pretendentów (bo dla mnie Cormier nie jest mistrzem) w wadze półciężkiej i 3 mocnych w wadze średniej i... długo, długo nic. Wcale nie widać podobieństwa. ;)

     

    A Aldo rozgrywający spokojnie walkę z Conorem ma Irola w kieszeni. ;) #pozdroWilku

     

    Średnia, półciężka i ciężka cierpią na pewien rodzaj stagnacji biorący się z tego, że dużo tam nazwisk, które są już od lat w świecie MMA, a jako zawodnicy przestali się rozwijać już dawno temu.


  20. 


  21. Średnia, półciężka i ciężka cierpią na pewien rodzaj stagnacji biorący się z tego, że dużo tam nazwisk, które są już od lat w świecie MMA, a jako zawodnicy przestali się rozwijać już dawno temu.

     

     

    Que?

     

    HW Werdum, Andrzej, Franek

    LHW Gustafsson, Bader, Cormier

    MW Weidman, Rockhold, Jacare, Romero, Leites, Brunson

     

    Te nazwiska walczą od lat, a rozwój ostatnio poczynili niesamowity. Bader i Cormier są lekko naciągani, ponieważ Ryan zaczął korzystać z mózgu, z Cormier zawsze był świetnym zawodnikiem.


  22. 


  23. Przy czym ci trzej pretendenci w średniej mają szerszy wachlarz umiejętności, toteż stanowią większe zagrożenie. No i ogólnie mam wrażenie, że średnia to mocniejsza dywizja - tam gość o talentach Giana Villante (ekhm...lowkingi i...?) nie miałby szans dobić to top 15.


  24. 


  25. Que?

     

    HW Werdum, Andrzej, Franek

     

     

    Trzymajmy się całej dywizji, nie pojedynczych nazwisk.

     

    1     Cain Velasquez - ciężko cokolwiek powiedzieć o jakimkolwiek progresie. Cain ostatnie 4 zwycięstwa ma z dwoma rywalami - JDS, który idealnie mu przypasował stylistycznie ciągle go klinczując i Silvie, który mimo iż był na koksach i tak nie mógł sobie poradzić z jego presją, tudzież kondycją. Technicznie błędy w stójce wytknął mu doskonale Werdum - mimo urwania pierwszej rundy Brazylijczykowi potem nie miał kompletnie odpowiedzi na technikę podopiecznego Cordeiro.
    2     Junior Dos Santos - walka z Miociciem raczej stanowiła o regresie, ale zobaczymy prawdopodobnie teraz z Alim ile było w tym kontuzji, a ile tego, co zostawił na nim Cain.
    3     Stipe Miocic - również progres, nie chce mi się już sprawdzać od ilu lat w UFC.
    4     Andrei Arlovski - w UFC był już dawno, z małą przerwą, on zrobił progres, nie ma co ukrywać.
    5     Travis Browne - w UFC od 2010 roku. Największy regres wszech czasów, on trenuje z Edmundem, więc jego akcje z góry są przekreślone. Będzie tylko gorzej jeśli nie zmieni klubu, JEŚLI w ogóle kiedykolwiek wróci do oktagonu.
    6     Ben Rothwell - lubię Big Bena za jego autentyczność. W UFC od 2009. Wygrał ostatnie 3 walki, to fakt niezaprzeczalny absolutnie, ale przyjmijmy kilka rzeczy: Vera to emeryt, Overeema znokautował ze złamaną ręką (to też świadczy o kapitalnej szczęce Alistara), a walka z Mattem... ok, w porządku - poddał go, ale żaden z tych występów nie jest w stanie mnie przekonać do tego, że stanowi on realne zagrożenie dla mistrzostwa wagi ciężkiej.
    7     Mark Hunt - od 2010 w UFC. Stoczył 10 walk, wygrał 5, z ostatnich pięciu wygrał tylko jedną. Nie widzę tu rozwoju.
    8     Josh Barnett - najmłodszy w UFC z całego tego rankingu, z bilansem 1-1. Ciężko cokolwiek wyrokować.
    9     Alistair Overeem - od 2011 roku w UFC. Jego bilans w najlepszej organizacji to 7 walk, 3 przegrane. Pokonał Mira, który może obecnie obijać wyłącznie doły dywizji, Struve'a, którego wystrugał Dżepetto i nie chce mi się pisać na temat jego (nie)umiejętności oraz Nelsona, który ma bilans 1-4 w ostatnich walkach, o którym wyżej.
    10     Frank Mir - w UFC od 2001, oczywiście - żywa legenda, ale jego ostatnie skalpy to przeraźliwie słaby Antonio padający od podmuchu wiatru i Todd, który jak to sam Puczi napisałeś grał w Tenisa podczas walki.
    11     Antonio Silva - w UFC od 2012 roku, gdzie jego najlepsze występy były na koksie. Na 5 ostatnich walk wygrał jedną z grubasem, który ma większy bebech ode mnie, na którego postawiłem i nawet nie powinien się nazywać sportowcem - z każdym z TOP 10 BigFoot nie ma najmniejszych szans.
    12     Roy Nelson - w UFC od 2009 roku. 1-4, to jest bilans ostatnich walk. Czy tak przedstawia się zawodnik ciągle rozwijający?
    13     Matt Mitrione - w UFC od 2009 roku. Raczej też nie postawiłbym złotówki, że kiedyś zajdzie wyżej niż jest.
    14     Stefan Struve - w UFC od 2009 roku. Mimo że wygrał z jeszcze bardziej emerytowanym Nogueirą: o jakim rozwoju możemy tu rozmawiać?
    15     Alexey Oliynyk - w UFC od ponad roku, ale raczej szału nie zrobi.

     

    Więcej mi się nie chce dzisiaj pisać, sory.


  26. 


  27. Puczi, odpowiadasz na to, czy dalej kontynuować dysputę z moim ziomeczkiem w Twoim imieniu, bo się wciągnąłem? :SmokingAJoint:


  28. 


  29.  

     

     

    A Aldo rozgrywający spokojnie walkę z Conorem ma Irola w kieszeni. ;) #pozdroWilku

     

    .

     

    Oczywiście. A Daniel Cormier to solidny półciężki. Bądźmy mężczyznami, odłóżmy mleko, wyciągnijmy whiskey. Preferowane irlandzkie


  30. 


  31. #KonradPrzeciwkoWszystkim

     

    Założyłem się już z Boltem o RDA vs Cerrone. To, Wilku, skoro jesteś taki pewny, to pokaż tę pewność i załóż się ze mną o coś konkretnego. ;)


  32. 


  33. W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 


  34. 


  35. Chciałbym się wtrącić, bo właśnie wróciłem z wakacji.

     

    Otóż, Jones mocno zlekceważył Gustafssona, co odbiło się na wszystkim.

     

    To tyle :) Idę nadrabiać...


  36. 


  37. W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.


  38. 


  39.  

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

    Sytuacja jak z Boltem i jego koleżanką z Pawłowic - nie widzę związku :v


  40. 


  41.  

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

     

    Również takich nie ma , bo obie dywizje są tragicznie słabe.

     

    Jednak jak już miałbym wybierać, to jednak uważam ciężką za ciekawszą dywizję. Ciągle te same nazwiska, jednak rankingi nieustannie się zmieniają i nie tak łatwo przewidzieć zwycięzcę. 

     

    W półćiężkiej natomiast rozrzut pomiędzy ścisłym topem a resztą jest katastrofalny, a każdy nowy ,,talent" jest brutalnie weryfikowany. Mamy tutaj top3 (AJ, Gus, Cormier), wiecznych gatekeeperów (Bader, Evans) i newcomerów, którzy najprawdopodobniej nigdy nie będą na takim poziomie, by przedrzeć się chociażby przez tych środkowych.  

     

    No i bardziej cenię sobie Magomedova, Rosholta czy Olyinika, niż Latifiego czy Cumminsa, bo im dawałbym większe szanse na przedarcie się przez bramy gatekeeperów w swojej dywizji. 


  42. 


  43.  

     

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

    Sytuacja jak z Boltem i jego koleżanką z Pawłowic - nie widzę związku :v

     

    /ban scstunner


  44. 


  45.  

     

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

    Sytuacja jak z Boltem i jego koleżanką z Pawłowic - nie widzę związku :v

     

     

    Spoko Wilku, rozumiem. Odkąd zacząłeś przegrywać zamiast wygrywać po prostu się boisz przegranej, więc nie będę nalegać na  żaden zakład, rozumiem obawy. ;)

     

     

     

     

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

     

    Również takich nie ma , bo obie dywizje są tragicznie słabe.

     

    Jednak jak już miałbym wybierać, to jednak uważam ciężką za ciekawszą dywizję. Ciągle te same nazwiska, jednak rankingi nieustannie się zmieniają i nie tak łatwo przewidzieć zwycięzcę. 

     

    W półćiężkiej natomiast rozrzut pomiędzy ścisłym topem a resztą jest katastrofalny, a każdy nowy ,,talent" jest brutalnie weryfikowany. Mamy tutaj top3 (AJ, Gus, Cormier), wiecznych gatekeeperów (Bader, Evans) i newcomerów, którzy najprawdopodobniej nigdy nie będą na takim poziomie, by przedrzeć się chociażby przez tych środkowych.  

     

    No i bardziej cenię sobie Magomedova, Rosholta czy Olyinika, niż Latifiego czy Cumminsa, bo im dawałbym większe szanse na przedarcie się przez bramy gatekeeperów w swojej dywizji. 

     

     

    Czyli kończymy na tym, że ani tu ani tu nie widać prospektów na horyzoncie, a rozchodzi się tylko o sympatię kogo wolisz oglądać, a kogo raczej nie.


  46. 


  47.  

     

     

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

    Sytuacja jak z Boltem i jego koleżanką z Pawłowic - nie widzę związku :v

     

     

    Spoko Wilku, rozumiem. Odkąd zacząłeś przegrywać zamiast wygrywać po prostu się boisz przegranej, więc nie będę nalegać na  żaden zakład, rozumiem obawy. ;)

     

     

     

     

    W kwestii dywizji półciężkiej przypominam, że najciekawszym prospektem w tej kategorii wagowej w UFC już od ponad roku jest Patrick Cummins który ma 35 lat i poza zapasami nic do zaoferowania. To tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, że ta kategoria jest zwyczajnie tragicznie słaba. 

     

    To jako znawca wymień mi prospektów wagi ciężkiej, którzy mają coś więcej do zaoferowania, niż 120 kilo wagi.

     

     

    Również takich nie ma , bo obie dywizje są tragicznie słabe.

     

    Jednak jak już miałbym wybierać, to jednak uważam ciężką za ciekawszą dywizję. Ciągle te same nazwiska, jednak rankingi nieustannie się zmieniają i nie tak łatwo przewidzieć zwycięzcę. 

     

    W półćiężkiej natomiast rozrzut pomiędzy ścisłym topem a resztą jest katastrofalny, a każdy nowy ,,talent" jest brutalnie weryfikowany. Mamy tutaj top3 (AJ, Gus, Cormier), wiecznych gatekeeperów (Bader, Evans) i newcomerów, którzy najprawdopodobniej nigdy nie będą na takim poziomie, by przedrzeć się chociażby przez tych środkowych.  

     

    No i bardziej cenię sobie Magomedova, Rosholta czy Olyinika, niż Latifiego czy Cumminsa, bo im dawałbym większe szanse na przedarcie się przez bramy gatekeeperów w swojej dywizji. 

     

     

    Czyli kończymy na tym, że ani tu ani tu nie widać prospektów na horyzoncie, a rozchodzi się tylko o sympatię kogo wolisz oglądać, a kogo raczej nie.

     

    Do Spamerni zapraszam kolegę, już tam napisałem :>


  48. 


  49.  

    Que?

     

    HW Werdum, Andrzej, Franek

     

     

    Trzymajmy się całej dywizji, nie pojedynczych nazwisk.

     

    1     Cain Velasquez - ciężko cokolwiek powiedzieć o jakimkolwiek progresie. Cain ostatnie 4 zwycięstwa ma z dwoma rywalami - JDS, który idealnie mu przypasował stylistycznie ciągle go klinczując i Silvie, który mimo iż był na koksach i tak nie mógł sobie poradzić z jego presją, tudzież kondycją. Technicznie błędy w stójce wytknął mu doskonale Werdum - mimo urwania pierwszej rundy Brazylijczykowi potem nie miał kompletnie odpowiedzi na technikę podopiecznego Cordeiro.
    2     Junior Dos Santos - walka z Miociciem raczej stanowiła o regresie, ale zobaczymy prawdopodobnie teraz z Alim ile było w tym kontuzji, a ile tego, co zostawił na nim Cain.
    3     Stipe Miocic - również progres, nie chce mi się już sprawdzać od ilu lat w UFC.
    4     Andrei Arlovski - w UFC był już dawno, z małą przerwą, on zrobił progres, nie ma co ukrywać.
    5     Travis Browne - w UFC od 2010 roku. Największy regres wszech czasów, on trenuje z Edmundem, więc jego akcje z góry są przekreślone. Będzie tylko gorzej jeśli nie zmieni klubu, JEŚLI w ogóle kiedykolwiek wróci do oktagonu.
    6     Ben Rothwell - lubię Big Bena za jego autentyczność. W UFC od 2009. Wygrał ostatnie 3 walki, to fakt niezaprzeczalny absolutnie, ale przyjmijmy kilka rzeczy: Vera to emeryt, Overeema znokautował ze złamaną ręką (to też świadczy o kapitalnej szczęce Alistara), a walka z Mattem... ok, w porządku - poddał go, ale żaden z tych występów nie jest w stanie mnie przekonać do tego, że stanowi on realne zagrożenie dla mistrzostwa wagi ciężkiej.
    7     Mark Hunt - od 2010 w UFC. Stoczył 10 walk, wygrał 5, z ostatnich pięciu wygrał tylko jedną. Nie widzę tu rozwoju.
    8     Josh Barnett - najmłodszy w UFC z całego tego rankingu, z bilansem 1-1. Ciężko cokolwiek wyrokować.
    9     Alistair Overeem - od 2011 roku w UFC. Jego bilans w najlepszej organizacji to 7 walk, 3 przegrane. Pokonał Mira, który może obecnie obijać wyłącznie doły dywizji, Struve'a, którego wystrugał Dżepetto i nie chce mi się pisać na temat jego (nie)umiejętności oraz Nelsona, który ma bilans 1-4 w ostatnich walkach, o którym wyżej.
    10     Frank Mir - w UFC od 2001, oczywiście - żywa legenda, ale jego ostatnie skalpy to przeraźliwie słaby Antonio padający od podmuchu wiatru i Todd, który jak to sam Puczi napisałeś grał w Tenisa podczas walki.
    11     Antonio Silva - w UFC od 2012 roku, gdzie jego najlepsze występy były na koksie. Na 5 ostatnich walk wygrał jedną z grubasem, który ma większy bebech ode mnie, na którego postawiłem i nawet nie powinien się nazywać sportowcem - z każdym z TOP 10 BigFoot nie ma najmniejszych szans.
    12     Roy Nelson - w UFC od 2009 roku. 1-4, to jest bilans ostatnich walk. Czy tak przedstawia się zawodnik ciągle rozwijający?
    13     Matt Mitrione - w UFC od 2009 roku. Raczej też nie postawiłbym złotówki, że kiedyś zajdzie wyżej niż jest.
    14     Stefan Struve - w UFC od 2009 roku. Mimo że wygrał z jeszcze bardziej emerytowanym Nogueirą: o jakim rozwoju możemy tu rozmawiać?
    15     Alexey Oliynyk - w UFC od ponad roku, ale raczej szału nie zrobi.

     

    Więcej mi się nie chce dzisiaj pisać, sory.

     

     

    Ale, ale. Powiedziałeś, że w tych dywizjach zawodnicy przestali się rozwijać dawno temu. To Ci podałem nazwiska z czołówki, które się mocno rozwinęły, co ma do tego 15 pierwszych miejsc rankingowych?


  50. 


  51.  

     

    Que?

     

    HW Werdum, Andrzej, Franek

     

     

    Trzymajmy się całej dywizji, nie pojedynczych nazwisk.

     

    1     Cain Velasquez - ciężko cokolwiek powiedzieć o jakimkolwiek progresie. Cain ostatnie 4 zwycięstwa ma z dwoma rywalami - JDS, który idealnie mu przypasował stylistycznie ciągle go klinczując i Silvie, który mimo iż był na koksach i tak nie mógł sobie poradzić z jego presją, tudzież kondycją. Technicznie błędy w stójce wytknął mu doskonale Werdum - mimo urwania pierwszej rundy Brazylijczykowi potem nie miał kompletnie odpowiedzi na technikę podopiecznego Cordeiro.
    2     Junior Dos Santos - walka z Miociciem raczej stanowiła o regresie, ale zobaczymy prawdopodobnie teraz z Alim ile było w tym kontuzji, a ile tego, co zostawił na nim Cain.
    3     Stipe Miocic - również progres, nie chce mi się już sprawdzać od ilu lat w UFC.
    4     Andrei Arlovski - w UFC był już dawno, z małą przerwą, on zrobił progres, nie ma co ukrywać.
    5     Travis Browne - w UFC od 2010 roku. Największy regres wszech czasów, on trenuje z Edmundem, więc jego akcje z góry są przekreślone. Będzie tylko gorzej jeśli nie zmieni klubu, JEŚLI w ogóle kiedykolwiek wróci do oktagonu.
    6     Ben Rothwell - lubię Big Bena za jego autentyczność. W UFC od 2009. Wygrał ostatnie 3 walki, to fakt niezaprzeczalny absolutnie, ale przyjmijmy kilka rzeczy: Vera to emeryt, Overeema znokautował ze złamaną ręką (to też świadczy o kapitalnej szczęce Alistara), a walka z Mattem... ok, w porządku - poddał go, ale żaden z tych występów nie jest w stanie mnie przekonać do tego, że stanowi on realne zagrożenie dla mistrzostwa wagi ciężkiej.
    7     Mark Hunt - od 2010 w UFC. Stoczył 10 walk, wygrał 5, z ostatnich pięciu wygrał tylko jedną. Nie widzę tu rozwoju.
    8     Josh Barnett - najmłodszy w UFC z całego tego rankingu, z bilansem 1-1. Ciężko cokolwiek wyrokować.
    9     Alistair Overeem - od 2011 roku w UFC. Jego bilans w najlepszej organizacji to 7 walk, 3 przegrane. Pokonał Mira, który może obecnie obijać wyłącznie doły dywizji, Struve'a, którego wystrugał Dżepetto i nie chce mi się pisać na temat jego (nie)umiejętności oraz Nelsona, który ma bilans 1-4 w ostatnich walkach, o którym wyżej.
    10     Frank Mir - w UFC od 2001, oczywiście - żywa legenda, ale jego ostatnie skalpy to przeraźliwie słaby Antonio padający od podmuchu wiatru i Todd, który jak to sam Puczi napisałeś grał w Tenisa podczas walki.
    11     Antonio Silva - w UFC od 2012 roku, gdzie jego najlepsze występy były na koksie. Na 5 ostatnich walk wygrał jedną z grubasem, który ma większy bebech ode mnie, na którego postawiłem i nawet nie powinien się nazywać sportowcem - z każdym z TOP 10 BigFoot nie ma najmniejszych szans.
    12     Roy Nelson - w UFC od 2009 roku. 1-4, to jest bilans ostatnich walk. Czy tak przedstawia się zawodnik ciągle rozwijający?
    13     Matt Mitrione - w UFC od 2009 roku. Raczej też nie postawiłbym złotówki, że kiedyś zajdzie wyżej niż jest.
    14     Stefan Struve - w UFC od 2009 roku. Mimo że wygrał z jeszcze bardziej emerytowanym Nogueirą: o jakim rozwoju możemy tu rozmawiać?
    15     Alexey Oliynyk - w UFC od ponad roku, ale raczej szału nie zrobi.

     

    Więcej mi się nie chce dzisiaj pisać, sory.

     

     

    Ale, ale. Powiedziałeś, że w tych dywizjach zawodnicy przestali się rozwijać dawno temu. To Ci podałem nazwiska z czołówki, które się mocno rozwinęły, co ma do tego 15 pierwszych miejsc rankingowych?

     

     

    Puczi, czytanie ze zrozumieniem... :Just_Cuz_19:

     

    Średnia, półciężka i ciężka cierpią na pewien rodzaj stagnacji biorący się z tego, że dużo tam nazwisk, które są już od lat w świecie MMA, a jako zawodnicy przestali się rozwijać już dawno temu.

     

    Nigdzie nie napisałem, że WSZYSCY zawodnicy przestali się rozwijać - chodziło mi o o zdecydowaną WIĘKSZOŚĆ dywizji, toteż napisałem "DUŻO", nie użyłem słowa "cała dywizja", "wszystkie nazwiska", "wszyscy zawodnicy".

     

    To samo jest w średniej. W pierwszej piątce mamy Belforta pozbawionego swojego TRT, który nie odzyska już dawnego blasku, Machidę z walki na walkę wyglądającego coraz tragiczniej. Potem idziemy do drugiej części dziesiątki, jest Mousasi marnujący swój potencjał na absolutną czołówkę leciwym podejściem do walk, przeciętniak Kennedy, który ma bliżej do zakończenia kariery niż walki o pas, Bisping ala Hrabia, który zawsze będzie dobrym, aż dobrym i tylko dobrym zawodnikiem, Leites również trzymający pewien poprawny poziom, ale nie potrafiący się wzbić ponad, Dollaway, który może obijać średniaków, ale w potyczce z kimś lepszym zawsze będzie przegrywał. W ostatniej, trzeciej części tej piętnastki mamy takie nazwiska jak Henderson czy Boetsch, które automatycznie wykluczają słowa rozwój.

     

    W pierwszej piętnastce wagi średniej naliczyłem więc 9 zawodników, którzy raczej nie pójdą krok w przód ze swoimi umiejętnościami. Największą szansę z nich ma Gegard, ale jak Bolt napisał Holender to "śpioch" - nie widzę u niego zacięcia, chęci rozwoju, udowodniła to walka z Jacare. Nie jest więc tak, że tylko dywizja półciężka jest słaba, nie rozwija się, ogarnęła ją stagnacja itp. itd. - to się tyczy zarówno średniej, półciężkiej jak i ciężkiej. Ze świecą tu szukać prospektów.


  52. 


  53. W średniej jednak co jakiś czas Leites czy Dolloway zyskują drugie życie, pojawiają się Whittakery oraz zwyczajnie więcej zawodników na świecie walczy w tej wadze, niż w wyższych, co czysto matematycznie przekłada się na większą ilość talentów. No i dalej, porównajmy same umiejętności czołówki - jasne, są tam anomalie jak Hendo (którego poskładałoby sporo gości spoza top 15), ale nie ma tam takich postaci jak OSP, który jest dosyć ograniczony. W średniej jest gość, który go przypomina - Tavares - tylko, że on robi wszystko lepiej (jego stójka jest znacznie lepsza) oraz...jest zbyt słaby na ścisły top.

     

    Tak w ogóle, to najlepszym zawodnikiem w historii MMA był GSP, mimo, że nie lubię oglądać jego walk. Trudna dywizja i przed kontuzją, poza tą nieszczęsną walką z Serrą, brak oznak słabości.


  54. 


  55. Ja z kolei uważam Jonesa za najlepszego zawodnika na świecie jakiego miałem okazję oglądać, zaznaczając, że widziałem sporo obron mistrzowskich GSP. Nie można za wszystko winić kontuzji, wg mnie George od pewnego czasu przestał się rozwijać w tym samym tempie co kiedyś, dywizja zaczęła go ścigać, czego walka z Hendricksem była najlepszym przykładem. Nie gloryfikowałbym też półśredniej na jakąś zabójczą dywizję - w ostatnich pięciu obronach GSP pokonywał Koscheka, Shieldsa czy Diaza. Żadnego z nich nie ma sklasyfikowanego w rankingach, dwóch pierwszych nie ma już w UFC, a Diaz to... Diaz, walczy bardziej dla rekreacji, pieniędzy niż samej wygranej - daje poprawne występy, ale jego rozwój został zatrzymany pięćdziesiąt lat temu. Dochodzimy więc do wniosku, że GSP miał dwóch poważnych rywali przez ostatnie 5 lat - Condita, który przez swoje upośledzone zapasy pasował mu idealnie (chociaż i tak zaliczył tam knockdown) oraz Hendricksa, z którym tak naprawdę mógł przegrać i nikt nie miałby pretensji. Nie było więc tak kolorowo z tymi rzekomo "mocnymi" rywalami GSP.


  56. 


  57. Waga półśrednia właściwie co dwa - trzy miesiące wzmacnia się o kolejne mocne nazwisko w stylu Gasteluma czy Nelsona z tych klasyfikowanych, a co miesiąc tam napływają Tumenovy czy Joubainy. Tego samego o półciężkiej powiedzieć się nie da, bo ostatnim "mocnym" nowym nazwiskiem był...OSP w 2013 roku, po przejściu ze Strikeforce. Zwróćmy uwagę na rywali GSP i jakie zagrożenia prezentowali.

    1.Koscheck - mocny zapaśnik, który został całkowicie zneutralizowany w stójce

    2.Fitch - numer drugi dywizji przez długi czas, bardzo wysokie umiejętności zapaśnicze i grapplerskie, nie był kaleką w stójce - dziwię się, jak przetrwał tę walkę, bo był tam niszczony

    3.Penn - po prostu superfight i rewanż, faktycznie niepowalający rywal

    4.Alves miał wtedy świetny ciąg, mordował ludzi swoim MT i dysponował znakomitą obroną obaleń - GSP rozwiał ten mit

    5.Hardy - opinia dobrego strikera, doprowadzony do TSa trochę w stylu Conora jako duma Angoli - gdyby nie jego twardość i nieodklepanie łamiącej rękę balachy (!) zostałby skończony

    6.Shields przechodził jako mistrz Strikeforce, który między innymi poddał wtedy walcząc w wyższej wadze wysoko notowanego wtedy Dana Hendersona

    7.Condita zdrowy GSP by zdominował i nie byłoby knockdownu, ale i tak poradził sobie z niebezpiecznym strikerem, który sprawił mu piekło w parterze

    8.Diaz - TS z kosmosu i pewne oznaki regresu po kontuzji, zmęczenie, ale też ciągła presja ze strony Diaza, poza tym złamanym nosem i kilkoma nieudanymi o dziwo obaleniami perfekcyjna walka

    9.Kontrowersyjna walka z Hendricksem, ale mówimy tu o gościu, który walczył całe życie i wracał po najpaskudniejszej kontuzji w tym sporcie

     

    Jakby co mogę jeszcze rozjechać LHW, do usług ;)


  58. 


  59. Rozkładaj Bolt, ale to strata czasu, nie przekonasz mnie z jednego względu - tak samo jak napisałeś, że niesprawiedliwym byłby superfight Andersona z Jonesem tak samo uważam, że nie ma sensu porównywać rywali GSP z przeciwnikami Nose'a z jednego względu: inna generacja zawodników.

     

    Większość rywali GSP była jednowymiarowa. Co Koschek ma do zaoferowania poza zapasami, Fitch poza grapplingiem/zapasami (to że ktoś nie jest kaleką w stójce nie znaczy, że ją ogarnia), nie powiesz mi tak samo, że Shields jest dobrym uderzaczem (to głównie grappler/zapaśnik), dlaczego BJ Penn przegrywał z rywalami przekrojowymi jak Frankie Edgar czy MacDonald? Inna generacja zawodników, porównania są nieco bezsensu.

     

    Poza tym...Condit ze swoim TDD nie zagrzeje długo nigdy miejsca na tronie nawet jeśli uda mu się go zdobyć, Diaz w UFC wygrał... jedną walkę. Z emerytowanym BJ Pennem. Przyszedł Hendricks, który jest całkiem mocnym zapaśnikiem + prezentuje więcej niż gówno w stójce i GSP prawie przegrał. Pozdro ;)

     

    Żeby nie było - cenię Georga, był na pewno jednym z 5 najlepszych zawodników MMA w historii tego sportu, ale gloryfikowanie jego zwycięstw i czynienie z zawodników, z którymi wygrał półbogów w każdym aspekcie MMA jest nie na miejscu - on wyprzedzał swoją generację o dwie klasy. Wyprzedzał, bo odległość ta zmalała niesamowicie. Wygrywał, bo jako jeden z bardzo niewielu był niebezpieczny w każdej płaszczyźnie, mimo że jego gra opierała się na kilku aspektach to doskonała realizacja ich zapewniały mu decyzje za decyzją. Dzisiaj szczerze nie postawiłbym złotówki na Kanadyjczyka, jeśli przykładowo doszłoby do jego starca tak z Lawlerem, jak i Hendricksem.


  60. 


  61. Ale wiesz, że Jackson czy Rua, któremu Jones zabrał pas to byli zawodnicy starej generacji walczący ze sztandarem nowej? ;) Nie chce mi się teraz rozpisywać, ale jak tylko wyrazisz taką ochotę, to mogę o tym napisać dłużej.


  62. 


  63. Ale wiesz, że Jackson czy Rua, któremu Jones zabrał pas to byli zawodnicy starej generacji walczący ze sztandarem nowej? ;) Nie chce mi się teraz rozpisywać, ale jak tylko wyrazisz taką ochotę, to mogę o tym napisać dłużej.

     

    Shogun był wówczas po trzech doskonałych walkach i nic nie zapowiadało, że zostanie przeżuty i wypluty, zwłaszcza że Jones walczył niespełna 1,5 miesiąca wcześniej. Shogun w starciach z Machidą poprzedzających walkę z Jonesem pokazał też sporą inteligencję i doskonały gameplan - więc przed pojedynkiem z Amerykaninem trudno było określić go mianem "starej generacji" (w domyśle zawodnika, który utknął gdzieś w przeszłości, podczas gdy świat poszedł do przodu), bo wciąż się rozwijał.

     

    Ale to tak tylko nawiasem mówiąc, po pojawiło się nazwisko mojego ulubieńca :)


  64. 


  65. Shogun do walki z Jonesem wychodził po niemal rocznej przerwie spowodowanej kontuzją, która pozbawiła go największego atutu w postaci mocarnych kopnięć. Walczył już wtedy od dziewięciu lat - ciągle też zdaje się charakteryzował się wtedy mocnymi kopnięciami, boksem opartym na sile, a nie technice, słabymi defensywnymi i mocnymi ofensywnymi zapasami oraz niezłym parterem. Nie wiem jaki rozwój zrobił od czasów PRIDE do tej walki - bo gdy ta walka się odbywała, to UFC nie mówiło mi kompletnie nic - ale jak na moje to była już stara gwardia MMA. Walka z Lyoto była wybitną partią szachów, ale ona pokazała inteligencję, a nie nowe zagrania w arsenale.


  66. 


  67. Ale wiesz, że Jackson czy Rua, któremu Jones zabrał pas to byli zawodnicy starej generacji walczący ze sztandarem nowej? ;) Nie chce mi się teraz rozpisywać, ale jak tylko wyrazisz taką ochotę, to mogę o tym napisać dłużej.

     

    Odbiję piłeczkę: z iloma zawodnikami, którzy w każdej płaszczyźnie są groźni (tj. mają dobrą stójkę, dobre zapasy, dobry parter, są groźni w klinczu) walczył George, a z iloma Jones?


  68. 


  69.  Nie odbijasz piłeczki, bo George bił się ze swoją generacją, a poza tym dokładnie to samo można zarzucić Jonesowi - bo chyba nikt z nas nie ma Rashada za groźnego strikera czy Jacksona za kogoś, kto będzie jednocześnie zagrażał w stójce oraz obaleniami. Jedyny naprawdę groźny w dwóch płaszczyznach rywal ostatnimi czasy to był Cormier, a przedtem Belfort, choć tu wyszło raczej nieopierzenie Jonesa w grapplingu (który podobno zaczął zwracać większą uwagę na ten aspekt dopiero po tym starciu). Jedyny mistrz w cięższych wagach, który ma takich rywali (cięższe wagi - od średniej w górę) to Weidman - ciąg Rockhold/Souza/Romero to wszechstronniejsi rywale niż ktokolwiek, kto bił się z Jonem.


  70. 


  71. ciąg Rockhold/Souza/Romero to wszechstronniejsi rywale niż ktokolwiek, kto bił się z Jonem.

     

    Po pierwsze, pragnąłbym zauważyć, że Weidman nie wygrał ani jednej walki z żadnym z tych zawodników. Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Poza tym, chciałbym również zauważyć, że Jones zrobił z Belforta mielonkę, który to zrobił mielonkę później z Rockholda - ktoś powie, że na koksach - owszem, na koksach, ale z Jonesem też czysty nie walczył. ;)

     

    Jestem daleki od przyjmowania argumentacji: zawodnik A wygrał z zawodnikiem B, a zawodnik C przegrał z zawodnikiem B, więc teraz zawodnik A go pokona, ale obrazuje to pewne fakty dotyczące formy Phenoma w owym czasie.

     

     Nie odbijasz piłeczki, bo George bił się ze swoją generacją,

     

    Po drugie nie powiesz mi, że poprzednie generacje były obfitsze w lepszych zawodników niż dzisiaj. Trend jest jednoznaczny - z każdym rokiem poziom MMA się rozwija, nie tylko w UFC, ale i na całym świecie. Dlatego więc kiedyś Dżorż dominować nad takimi Pennami czy Koschekami, dziś sądzę, że każdy z trójki Lawler/Hendricks/Rory ma realne szanse na wygranie z nim. 

     

    Najlepszym przykładem jest podany przez Ciebie Thiago Alves.

     

    4.Alves miał wtedy świetny ciąg, mordował ludzi swoim MT i dysponował znakomitą obroną obaleń - GSP rozwiał ten mit

     

    Gdzie on był wtedy walcząc z Georgem, a gdzie jest dzisiaj. Masz odpowiedź na pytanie, która generacja zawodników jest lepsza.

     

    Jon Jones -> GSP. Amen.


  72. 


  73. Shogun do walki z Jonesem wychodził po niemal rocznej przerwie spowodowanej kontuzją, która pozbawiła go największego atutu w postaci mocarnych kopnięć. Walczył już wtedy od dziewięciu lat - ciągle też zdaje się charakteryzował się wtedy mocnymi kopnięciami, boksem opartym na sile, a nie technice, słabymi defensywnymi i mocnymi ofensywnymi zapasami oraz niezłym parterem. Nie wiem jaki rozwój zrobił od czasów PRIDE do tej walki - bo gdy ta walka się odbywała, to UFC nie mówiło mi kompletnie nic - ale jak na moje to była już stara gwardia MMA. Walka z Lyoto była wybitną partią szachów, ale ona pokazała inteligencję, a nie nowe zagrania w arsenale.

     

    Rozwój oznaczał właśnie odwołanie się do gameplanu i żelaznej taktyki, aby każdą niemal akcję kończyć lowkingiem albo middlem. Dla mnie rozwój to nie tylko pokazanie nowego uderzenia, ale też nowy sposób wykorzystania dotychczasowych umiejętności. Jeśli chodzi natomiast o aspekt techniczny, to nikt wcześniej nie skontrował tak Machidy, a i Shogun był pierwszym, który go znokautował, obalając mit nieuchwytnego Smoka.

     

    Jeśli chodzi o kontuzje - Shogun miał je co walkę, a wtedy po drugim starciu z Machidą nie była ona poważna. To nie było zerwanie więzadła.

     

     Nie odbijasz piłeczki, bo George bił się ze swoją generacją, a poza tym dokładnie to samo można zarzucić Jonesowi - bo chyba nikt z nas nie ma Rashada za groźnego strikera czy Jacksona za kogoś, kto będzie jednocześnie zagrażał w stójce oraz obaleniami. Jedyny naprawdę groźny w dwóch płaszczyznach rywal ostatnimi czasy to był Cormier, a przedtem Belfort, choć tu wyszło raczej nieopierzenie Jonesa w grapplingu (który podobno zaczął zwracać większą uwagę na ten aspekt dopiero po tym starciu). Jedyny mistrz w cięższych wagach, który ma takich rywali (cięższe wagi - od średniej w górę) to Weidman - ciąg Rockhold/Souza/Romero to wszechstronniejsi rywale niż ktokolwiek, kto bił się z Jonem.

     

    Trzeba by dokładnie zdefiniować sformułowanie "groźny w dwóch płaszczyznach", bo jeden gość może być, powiedzmy, dość groźny w dwóch płaszczyznach, drugi - kurewsko groźny w jednej. I wtedy, nie wdając się w szczegóły, ten drugi > ten pierwszy.

     

    A nawiasem mówiąc, uważam, że Cormier nie był groźny w dwóch płaszczyznach (przyjmując trzy - stójka, zapasy, bjj) - tylko w jednej, w zapasach.

     

    Machida był super groźny w jednej. Shogun już pisałem. Do tego Belfort, Gustafsson.

     

    Moje zdanie jest takie - zgadzam się, że nikt tak naprawdę nie stawił (dużego) oporu Jonesowi, ale nie dlatego, że wszyscy tacy lisi, tylko dlatego, że Bones taki dobry. Oczywiście jedno z drugim się łączy, ale czynnik jego umiejętności > czynnik klasy jego rywali.


  74. 


  75. @Konrad

    Jon również nie wygrał z nikim, kto zagrażałby mu w każdej płaszczyźnie, bo zwyczajnie takich ludzi w jego dywizji nie ma. Ergo jest słabsza.

    W przypadku WW, ale też LW poprzednie generacje były obfitsze i teraz także są obfitsze, bo zwyczajnie walczy w nich więcej zawodników. Przypominam, że ostatnim "prospektem" przed tym nowym Ruskiem, którego podpisało UFC był Hans Stringer. Jak dla mnie to trochę gorsza nowa marka niż Joseph Duffy czy Albert TUmenov.

    Alves to zawodnik zniszczony przez kontuzję i stara generacja - czyli taką, z którą w większości walczył Jon.

     

    @naiver

    O, w takim razie przyznaję niewiedzę, byłem przekonany, że trzecie zerwanie wiązadła i spaprana rekonstrukcja były po Machidzie 2. Natomiast dalej nie do końca się zgodzę z tym, że to był jakiś niesamowity rozwój - Shogun po prostu przypomniał sobie to, co jest wymagane w zadaniówkach na MT gdzieś tak po miesiącu trenowania: dorzucaj nogę na końcu akcji. Nie odbieram mu w żaden sposób chwały z powodu rozmontowania Machidy, bo było to niezwykle imponujące, ale to był genialny wtedy karateka stosujący co walkę te same akcje, a nie mocny zapaśnik z morderczym GnP i kreatywną, groźną dla uderzaczy stójką.

     

    Nie odbieram klasy Bonesowi (bo to najlepszy obecnie zawodnik), ale powtarzam, że to było wejście nowej generacji w starą - nie ma więc co dziwić się temu, że zgwałcił zapaśniczo Shoguna między latającymi kolanami czy nie miał problemów z Quintonem. Machida został pokonany siłą - choć to imponujące zwycięstwo. Belfort poza balachą nie istniał i każdy wiedział, że poza jakąś szarżą nie ma narzędzi do walki z Jonem (przypominam, to nie był Belfort K1). Gus to w końcu zawodnik nowej generacji. Cormier miał te swoje srogie zapasy, ale jego stójka na pewno nie była słaba czy nawet przeciętna - to dosyć dobry, zwłaszcza w klinczu, bokser.

     

    A miałem dzisiaj czytać książki :(


  76. 



  77. Alves to zawodnik zniszczony przez kontuzję i stara generacja - czyli taką, z którą w większości walczył Jon.

     

    Czyli... George walczył z nową generację, a Jones ze starą? :D

     

    Jon również nie wygrał z nikim, kto zagrażałby mu w każdej płaszczyźnie, bo zwyczajnie takich ludzi w jego dywizji nie ma.

     

    A w której dywizji są? Idziemy wagę niżej, elita: Weidman, Rockhold, Jacare, Romero, Belfort, Machida - z każdego z nich zrobiłby papkę (albo już zrobił, patrz Phenom, Smok), stawiam mieszkanie i opla w gazie, tak by było. Idziemy wagę wyżej: Browne, Arlovski, Miocic, JDS, Velasquez, Werdum - nie widzę kandydatów, jeśli Jones odpowiednio by się przygotował zmieniając wagę (zwiększył masę) to z tej piątki nie widzę nikogo, poza Werdumem w parterze mogącego zagrozić Jonesowi. Przecież już przed jego walką z AJem mówiło się o tym, że Jony będzie zmieniał dywizję, bo nie ma kandydatów - wyczyścił ją całą. To samo zrobiłby z ciężką, skoro Cormier tam ogarniał takich Barnettów, to JBJ mógłby z powodzeniem bić się z czołówką od razu.

     

    Dla mnie Jones jest lepszy od Georga z jeszcze jednego powodu: nikt go nigdy nie pokonał, ani jedna decyzja nawet nie była bliska - to z Gusem to była walka najbardziej wyrównana, ale nie ma opcji, żeby Szwed tam wygrał. On potrafi zdominować każdego w jego własnej płaszczyźnie, nieważne gdzie walka będzie miała miejsce - w klinczu, stójce, zapasach, parterze (tu z Werdumem pewnie miałby kłopoty). Uważam, że George nigdy nie mierzył się z zapaśnikiem klasy Cormiera (który swego czasu uczył latać Hendersona) - a Jony przecież sprawił, że Daniel wyglądał jak AMATOR. Jego największa siła okazała się największą słabością. Możemy tak oczywiście cały dzień, ale dla mnie to co pokazuje Jones w oktagonie jest po prostu unikalne. On ma niespotykany talent, jest niekwestionowanym numerem 1 P4P i osobiście bardzo żałuję, że taki zawodnik, w najlepszym dla siebie czasie nie walczy.

     

    A teraz sorry Bolt, ale idę trochę pożyć, tam gdzieś jest jeszcze świat poza MMA (niestety).


  78. 


  79. GSP walczył ze swoją generacją, a Jon był młodzikiem bijącym starych ludzi ;)

     

    A teraz zejdźmy do na przykład wagi lekkiej - groźny wszędzie i wywierający presję RDA, groźny kopacz i świetny grappler Kowboj z niezłymi zapasami, niezwykle groźny, gdy da mu się okazję w stójce Pettis ze srogim parterem, absurdalnie dobry zapaśniczo Khabib, kapitalny w defensywnych zapasach, dynamiczny i boksujący z różnych kątów Johnson, Bendo z mocną kondycją i solidnością w każdym aspekcie (oraz pewną dozą nietypowości w kopnięciach i wyciąganiu decyzji)... Są tacy ludzie w LHW?

     

    Która walka GSP poza ostatnią (styrany MMA człowiek) była bliska? Ta z Shieldsem, gdzie dostawał palce w oczy? Lucky punch Serry (nawiasem mówiąc wtedy bliska GSP osoba była ciężko chora i był myślami podobno gdzie indziej) może mieć swój odpowiednik w walce Jona z Antkiem, co nie będzie znaczyło, że mam Antka za lepszego zawodnika. A, no i porażka z Hughesem jako młody chłopaczek - Matt był wtedy w ścisłym czubie (może i był pierwszy) w rankingach P4P. Henderson to żaden wyznacznik dobrych zapasów, a wygranie 48 - 47 raczej nie świadczy o zrobieniu z kogoś amatora. Zrobienie amatora z mocnego zawodnika to było mordowanie Fitcha.

     

    No i dowiedziałbym się w końcu jakie odpowiedniki Josephów Duffych regularnie pojawiają się w LHW.

     

    PEWNIE, UCIEKAJ OD SŁÓW PRAWDY.


  80. 


  81. @naiver

    O, w takim razie przyznaję niewiedzę, byłem przekonany, że trzecie zerwanie wi ązadła i spaprana rekonstrukcja były po Machidzie 2. Natomiast dalej nie do końca się zgodzę z tym, że to był jakiś niesamowity rozwój - Shogun po prostu przypomniał sobie to, co jest wymagane w zadaniówkach na MT gdzieś tak po miesiącu trenowania: dorzucaj nogę na końcu akcji. Nie odbieram mu w żaden sposób chwały z powodu rozmontowania Machidy, bo było to niezwykle imponujące, ale to był genialny wtedy karateka stosujący co walkę te same akcje, a nie mocny zapaśnik z morderczym GnP i kreatywną, groźną dla uderzaczy stójką.

     

    Ale ja nie pisałem o "niesamowitym rozwoju". Ale też nie spłaszczałbym tamtej taktyki do zadaniówek MT dla żółtodziobów, bo 3/4 zawodników UFC nie korzysta w walkach z tego, czego uczą na treningach. Równie dobrze można bowiem napisać, że wejścia w nogi Cormiera to standard na treningach zapasów, jaby Mousasiego czy kombo 1-2 to standard na treningach bokserskich, a poprawnie rzucać lowkingi żółtodziób powinien umieć rzucać po kilku miesiącach.

     

    To, że coś jest podstawowe, nie musi oznaczać, że jest mniej skuteczne, zwłaszcza w MMA. W sporcie, w którym istnieje tak wiele sposobów na uszkodzenie rywala, dobre opanowanie danej techniki może nadal być kluczem do sukcesu. To, że w innej dyscyplinie jest to standard, niewiele zmienia i nie stanowi podstawy do umniejszania sukcesów zawodnikom, którzy wcześniej je osiągali.

     

    Odnosząc się do ostatniego pogrubienia - byłbym ostrożny w dezawuowaniu (tak to odczytuję) umiejętności Smoka czy kogokolwiek innego dlatego, że znalazł się na niego mocny a za nim kolejni. Przed tamtą walką (pierwszą z Shogunem) wydawało się całej masie fanów i komentatorów, że nastała era Machidy, którą starogwardzista Rua brutalnie przerwał jako pierwszy - chociaż był gremialnie skreślany. Przypomnę też, że wtedy (w pierwszej walce) zaprezentował takie cardio jak nigdy wcześniej i nigdy później.

     

    Odrobinę przejaskrawiając, jeśli w grudniu okazałoby się, że lowkingi Aldo zdemolują McGregora, czy można stwierdzić, że Irlandczyk był przereklamowany, bo wystarczyła na niego jedna podstawowa - owszem, wykonywana po mistrzowsku, ale jednak - technika MT?


  82. 


  83. GSP walczył ze swoją generacją, a Jon był młodzikiem bijącym starych ludzi ;)

     

    A, no i porażka z Hughesem jako młody chłopaczek - Matt był wtedy w ścisłym czubie (może i był pierwszy) w rankingach P4P.

     

    Po pierwsze: ciekawy, który był Shogun w P4P przed walką z Jonesem. Po drugie Shogun był wtedy również w ścisłym czubie, i w końcu po trzecie - kto bronił GSP jako "młodemu chłopaczkowi" obijać "starych ludzi"? ;)

     

    Widzisz, specjalnie zacytowałem te dwa fragmenty, bo manipulujesz faktami dla poparcia swoich bezowocnych tez. Jones wygrywał z topem za młodu - unicestwiasz to argumentem, iż był młodzieniaszkiem obijającym starych ludzi, ale gdy GSP przegrywał za młodu ze starszym Hughesem - to usprawiedliwiasz go, bo to był "młody chłopaczek, a Hughes to przecież top". Nosz kierwa Panie...

     

    a wygranie 48 - 47 raczej nie świadczy o zrobieniu z kogoś amatora.

     

    Jeśli piszesz o Jonesie vs Cormier to Jony wygrał jednogłośnym werdyktem sędziów 49-46. Tak czy siak chodziło mi raczej o to, że zrobił z niego amatora w jego własnej płaszczyźnie - tyle się mówiło przed walką, że Cormier będzie miał przewagę zapaśniczą, będzie obalał itd. itp. tym czasem z ośmiu prób obaleń Grubego wyszła mu jedna, co daje mu skuteczność 12% - Jony zaś na 5 razy położył DC 3 razy, czyli 60% skutecznych takedownów. Nie jest to może porażająca ilość, ale fakty są takie, że statystycznie uzyskał w tej płaszczyźnie 3 razy więcej obaleń i pięciokrotnie wyższy wynik % skuteczności swoich poczynań w ofensywie zapaśniczej.

     

    Fakty są takie Panie Bolcie, że George z obecnego TOP3 (mam tu na myśli Robbiego, Hendricksa i Rorego) bił się tylko z Rumcajsem i omalże nie przegrał.
     

     

    A teraz zejdźmy do na przykład wagi lekkiej - groźny wszędzie i wywierający presję RDA, groźny kopacz i świetny grappler Kowboj z niezłymi zapasami, niezwykle groźny, gdy da mu się okazję w stójce Pettis ze srogim parterem, absurdalnie dobry zapaśniczo Khabib, kapitalny w defensywnych zapasach, dynamiczny i boksujący z różnych kątów Johnson, Bendo z mocną kondycją i solidnością w każdym aspekcie (oraz pewną dozą nietypowości w kopnięciach i wyciąganiu decyzji)... Są tacy ludzie w LHW?

     

    To akurat argument z kosmosu, bo:

    1) Waga lekka jest najliczniejszą grupą w UFC po wadze półśredniej (105 aktywnych zawodników zakontraktowanych przez organizację). Dla porównania w ciężkiej mamy 35, w półciężkiej 34.

    2) Waga lekka jest najlepiej obsadzoną kategorią wagową w UFC, pójdę krok dalej - jest najlepiej obsadzoną kategorią jeśli idzie o zawodników ze wszystkich wag w obecnym momencie na świecie.

    3) I znów mogę odbić piłeczkę - są tacy ludzie w pozostałych wagach? Powiedzmy sobie szczerze: lekka jest najmocniej obsadzona, a potem dłuuugo, dłuugo nic.


  84. 


  85. Na koce każdy kozak ;)

  86. 


  87. Każdy wie, że najlepszym zawodnikiem wszechczasów jest:

     

    29d6085bd0a45ba0ce2a4016c34653ff.png

     

    Myślę, że temat można zamknąć :}


  88. 


  89. Każdy wie, że najlepszym zawodnikiem wszechczasów jest:

     

    29d6085bd0a45ba0ce2a4016c34653ff.png

     

    Myślę, że temat można zamknąć :}

     

    Kto to tak w ogóle?

     

    Podobny do Putina trochę, pewnie jakiś Rusek.


  90. 


  91. @Konrad

    Zacznę od końca:

    1)I to właśnie przemawia za tym, że jest trudniejsza.

    2)Owszem, jest do tego lepiej obsadzona niż LHW. Tak samo lepiej obsadzona od LHW jest WW, FW, a może i BW - przynajmniej pod kątem tego, że pojawia się tam nowa krew.

    3)Są - zarówno w WW, jak i w FW dałoby się znaleźć ludzi stwarzających różne typy zagrożeń. Poza tym zejście do LW było odpowiedzią na Twoje trzymanie się wagi średniej.

     

    Okej, jeśli idzie o zapasy to zgoda. Jeżeli zestawimy Jona z topem za 5 lata - o ile w końcu napłynie tam jakaś nowa krew, to też może wyjść tak, że z pierwszą trójką przegra. Czy to odbiera mu miano jednego z najlepszych zawodników na świecie? Czy fakt, Hayato Sakurai mając miano najlepszego półśredniego na świecie przegrał z jakimś tam wtedy jeszcze Andersonem SIlvą skreśla jego poprzednie zasługi (jego smutne ciągnięcie kariery w jej ostatnich latach to jeszcze inny temat)?

     

    Tutaj to Ty manipulujesz dla udowodnienia bezowocnych tez (fajna fraza, muszę zapamiętać :D no offence). GSP walczył ze swoją generacją, a że zanim wydarł pas to go pokonał (przegrywając do momentu poddania walkę) będący w prime Matt Hughes. Shogun od momentu walki z Jonem zanotował rekord 4 - 5, co w połączeniu z kontuzją, po której wraca osłabia jednak siłę tego skalpu. Quinton był dziadkiem bez ognia, który powinien mieć 1 - 2 w trzech poprzednich walkach. Machida to świetny łup. Evans zatrzymał się w rozwoju gdzieś tak chwilę po TUF (niech mnie ktoś poprawi, jeżeli się mylę, nigdy nie byłem jego szczególnym fanem). O Belforcie już pisałem. Szale to TS po przegranej, na dodatek gość z niższej wagi. Gus to nowa generacja, Texeira to rzemieślnik, ale skalp okej, Cormier również bardzo ładny skalp. Wypada to słabiej niż obrony Dżordża po wpadce z Serrą.


  92. 


  93. Wypada to słabiej niż obrony Dżordża po wpadce z Serrą.

     

    Niestety nie. Chociaż wypadałoby lepiej, gdyby Dżordż pokonał Lawlera, Hendricksa i MacDonalda. To niestety nie nastąpi. :)

     

    Tutaj to Ty manipulujesz dla udowodnienia bezowocnych tez (fajna fraza, muszę zapamiętać :D no offence).

     

    A za co mam się obrażać? To dobrze, że chcesz się uczyć od najlepszych lingwistów tego świata. :boss:

     

    Dla mnie temat wyczerpany. ;)


  94. 


  95. @naiver

     

    Okej, w tym co piszesz jest dużo prawdy, ale zastosowanie podstawy podstaw to nie to samo co rozwój. To było dopracowanie taktyki do Smoka, a nie pokazanie nowych umiejętności. Jeżeli Gegard wyczai u kogoś podatność na podbródkowe i wygra nimi walkę, to będziemy pisali o tym, że użył słabości rywala czy o tym, że rozwinął się, bo dołożył ciosy podbródkowe?

     

    Niczego nie odbieram Smokowi, ale Rua miał pełną świadomość tego, na co musi być gotowy - Lyoto to nie był tak kompleksowy zawodnik jak Jones. Zniszczenie Pająka przez Weidmana jest imponujące, ale wynikające po części przecież z tego, że z wiekiem zwolnił (walka z Okamim, gdzie swoje przyjął) i nawet nie krył się z tym, że interesuje go tylko walka z kontry. A że widać to dopiero z perspektywy czasu...

     

    To będzie znaczyło, że Conor jest po prostu głupi, bo oczywistość stanowi fakt, że Aldo będzie tej techniki używał, a Conor się na nią nie przygotuje. Kłótnie o przereklamowanie to jeszcze inna kwestia - ja uważam raczej, że to ktoś z gigantycznym potencjałem, kto olewa go na rzecz kultu własnej osoby, w który uwierzył, choć to jeszcze inny temat.


  96. 


  97.  

    Wypada to słabiej niż obrony Dżordża po wpadce z Serrą.

     

    Niestety nie. Chociaż wypadałoby lepiej, gdyby Dżordż pokonał Lawlera, Hendricksa i MacDonalda. To niestety nie nastąpi. :)

     

    Nie znasz się :ph34r:


  98. 


  99. Powiem tylko, że zgadzam się w 90% Boltem, tylko nie mam czasu, ani specjalnej ochoty rozpisywać się. 10% niezgody to fakt, że Bolt powinien w każdym poście podkreślać, że najlepszy w historii jest Ostatni Cesarz.

    Na kolejne zaczepki Konrada nie odpowiadam, wystarczy mi, że faworyzował Paleleia z BigFootem i Mendesa z Conorem.

     

    :hessam4:  


  100. 


  101. Na kolejne zaczepki Konrada nie odpowiadam, wystarczy mi, że faworyzował Paleleia z BigFootem i Mendesa z Conorem.

     

    :hessam4:  

     

    Powiedział gość, który krzyczał najgłośniej przy okazji walki Teixeira - OSP "darmowe dolary, darmowe dolary, Glover taki stary i wymęczony, OSP taki młody i mocny, błyskotliwy i aktywny".

     

    :ugly004:


  102. 


  103. Brutusie, wiesz dobrze, że prowokowałem dyskusję. Pisałem później, że dla mnie to walka 51/49 dla OSP.


  104. 


  105. @naiver
     
    Okej, w tym co piszesz jest dużo prawdy, ale zastosowanie podstawy podstaw to nie to samo co rozwój. To było dopracowanie taktyki do Smoka, a nie pokazanie nowych umiejętności. Jeżeli Gegard wyczai u kogoś podatność na podbródkowe i wygra nimi walkę, to będziemy pisali o tym, że użył słabości rywala czy o tym, że rozwinął się, bo dołożył ciosy podbródkowe?


    Tego nie można tak rozdzielać - tzn. dopracowania taktyki i rozwoju. Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Piszesz tak, jakby warunkiem koniecznym rozwoju było pokazanie nowych technik w oktagonie - i to tylko tych trochę bardziej zaawansowanych. Ja widzę to zupełnie inaczej - jeśli gość, który wcześniej niepotrzebnie się podpalał, a w kolejnych walkach był już bardziej opanowany, nie tracąc tyle sił, to jest to dla mnie rozwój - chociaż od strony czysto technicznej mógł nie pokazać zupełnie nic nowego. Jeśli gość znany ze słabej kondycji, nagle wygląda pod tym względem dużo lepiej - jest to rozwój. Jeśli gość całe życie szedł na żywioł, a potem zastosował dobra taktykę, której nie był w stanie zastosować przed nim nikt - jest to rozwój. Jeśli gość skutecznie korzystał z ciosów prostych w przeszłości, ale rzadko, a teraz ustawia sobie nimi rywala, to pomimo tego, że nie jest to nowa technika w jego arsenale, nadal jest to sygnał świadczący o jego rozwoju - zwiększył bowiem częstotliwość skutecznej techniki. I tak dalej.
     

    @naiver
     
    Niczego nie odbieram Smokowi, ale Rua miał pełną świadomość tego, na co musi być gotowy - Lyoto to nie był tak kompleksowy zawodnik jak Jones. Zniszczenie Pająka przez Weidmana jest imponujące, ale wynikające po części przecież z tego, że z wiekiem zwolnił (walka z Okamim, gdzie swoje przyjął) i nawet nie krył się z tym, że interesuje go tylko walka z kontry. A że widać to dopiero z perspektywy czasu...


    Z perspektywy czasu GSP wyglądał słabo (z różnych powodów), Anderson również, z Jonesem będzie to samo - i tak dalej.
     

    To będzie znaczyło, że Conor jest po prostu głupi, bo oczywistość stanowi fakt, że Aldo będzie tej techniki używał, a Conor się na nią nie przygotuje. Kłótnie o przereklamowanie to jeszcze inna kwestia - ja uważam raczej, że to ktoś z gigantycznym potencjałem, kto olewa go na rzecz kultu własnej osoby, w który uwierzył, choć to jeszcze inny temat.


    Czy Machida, na którego gameplan, jak piszesz, był oczywisty (wystarczyły podstawy), walczył przed starciami z Shogunem z samymi głupcami?  ;)

     

    Nieumiejętność blokowania lowkingów Aldo to nie musi być objaw głupoty i rzekłbym, że praktycznie nigdy nim nie jest, nawet pomimo tego, że blokowanie lowów to podstawy - to kwestia tego, jak Brazylijczyk je kopie/maskuje.


  106. 


  107. Winni się tłumaczą Panie Puczi. :smiley_emoticons_pistolen:

     

    Poza tym, jak ktoś, kto nie walczył nigdy w UFC może być najlepszy w historii?

     

    Równie dobrze mogę powiedzieć, że Waluś jest najlepszym ciężkim w historii. Tyle samo sensu będą miały słowa, że Fedor jest najlepszy.

     

     

    :smiley_emoticons_flucht-mrgreen


  108. 


  109. No tutaj popłynąłeś już po całości. W czasach, gdy istniało PRIDE, było najlepszą organizacją, więc UFC nie było potrzebne do bycia #1.

    Czy jeśli UFC zostanie sprzedane i jakimś cudem KSW będzie największą organizacją świata, to nie nazwiesz Jonesa najlepszym na świecie, bo nie walczył na KSW?


  110. 


  111. No tutaj popłynąłeś już po całości. W czasach, gdy istniało PRIDE, było najlepszą organizacją, więc UFC nie było potrzebne do bycia #1.

    Czy jeśli UFC zostanie sprzedane i jakimś cudem KSW będzie największą organizacją świata, to nie nazwiesz Jonesa najlepszym na świecie, bo nie walczył na KSW?

     

     

    bmsxucbcmaim4ey.jpgbmsxucbcmaim4ey.jpgbmsxucbcmaim4ey.jpg

     

     

    Dostajesz 3 Werdumy w skali 1-3.

     

    Legenda:

    1 Werdum - lekko strollowany

    2 Werdumy - średnio strollowany

    3 Werdumy - mocno strollowany.


  112. 


  113. @naiver

     

    Tutaj powiedziałbym raczej, że jest większa świadomość swoich umiejętności oraz tego, co prezentuje kolejny rywal - można to też nazwać rozwojem. Ja rozwój pojmuję jako zaprezentowanie nowych umiejętności/starych w nieużywany wcześniej sposób (w sensie połączenia ich w coś nowego, a nie przypomnienia sobie o tym, że lewy - prawy - middle kick to podstawa podstaw), przy czym tutaj obawiam się, że nasza dyskusja rozbije się o czystą semantykę. Kondycję wziąłbym jedynie za przygotowanie do walki, a taktykę za posłuchanie trenerów, bo wątpię, by Mauricio dzień i noc siedział na Lyoto, robił z jego walk gify i rozkminiał ;) Najprędzej za rozwój wziąłbym z tego co wymieniłeś mądre używanie ciosów prostych.

     

    Nie uważam, że Smok walczył z głupcami, ale żaden z jego poprzedników nie miał go tak mądrze przeanalizowanego (zasługa sztabu, a nie zawodników) ani nie miał MT/kickboxingu, który pozwalał na łapanie na kopnięcia Smoka, gdy ten się cofał - po prostu przeciętne umiejętności stójkowe Ryśka czy dzicz Thiago nie były narzędziem do walki z tak technicznymi strikerami - a i fakt, jakim Rua był atletą w swoim prime odegrał sporą rolę, bo wątpię, by przeciętny zapaśnik z przeciętną siłą i szybkością, najmocniej nawet trenujący stójkę i znający nawyki Lyoto dałby radę zrobić to, co zrobił Mauricio.

     

    Oczywiście, kopnięcia Aldo będą przechodziły niezależnie od przygotowania Conora, ale mając tyle czasu na przygotowanie, znając styl rywala, swój sposób poruszania się i pozycję ten byłby głupcem nie neutralizując choć części - dawał to radę robić Mendes czy Jung.

     

    Teraz rozumiem słowa Konrada z prywatnej rozmowy, że to forum wygląda na hermetyczne grono :D


  114. 


  115. A Showtime wspomniał tylko, ze chce wkrótce wrócić... :)

  116. 


  117. @Bolt przeciez Thiago zadnej dziczy nie pokazal, nie zadal ani jednego celnego ciosu, liczac nie wiem na co- i mowie to jak psychofan Silvy, gdyby tam chcial zrobic dzicz to wjechalby w Lyoto i go ubil ewentualnie padl jak tenze po kontrze Shoguna, a moj ulubiony fighter po prostu chodzil sobie po klatce przyjmujac setki ciosow- problemy z robieniem wagi to mozna sobie na ALMMAch wciskac a nie w UFC... ale badz co badz ciekawa dyskusja sie wywiazuje, Bolt chyba zlapal zajawke na kontry niczym... Lyoto? :D ktos musi spiac sie mocno, bedzie sie dzialo :D


  118. 


  119. Ja pisałem ogólnie o stylu Thiago, bo z tej walki, mimo, że ją widziałem więcej niż raz, to pamiętam tylko jedną kontrę i skończenie w ostatniej sekundzie.


  120. 


  121. Teraz rozumiem słowa Konrada z prywatnej rozmowy, że to forum wygląda na hermetyczne grono :D


    Znaczy, że rozkminiamy takie tematy? :)

  122. 


  123. Tak :)


  124. 


  125. 2 tysiace kontr i Thiago ruszajacy sie jak mucha w smole, dla mnie jedna z najgorszych walk w historii MMA ever :/


  126. 


  127.  

    Teraz rozumiem słowa Konrada z prywatnej rozmowy, że to forum wygląda na hermetyczne grono :D


    Znaczy, że rozkminiamy takie tematy? :)

     

     

    Owszem, ale nie tylko. Chodzi też o to, że to forum składa się z małego grona ludzi udzielających się (większość osób zna nawyki innych), a jak ktoś już dyskutuje to przeważnie wgłębiając się we wszystko, co tylko może. Czytanie takich stron dyskusji, w której dwie czy więcej stron wgłębiają się z każdym razem coraz bardziej w temat, który można byłoby ogólnikowo zamknąć bardzo szybko powoduje pewne skrępowanie osób, które nie są znane/zarejestrowane, ale mają coś do powiedzenia i być może chciałyby napisać, ale po prostu odstrasza ich skrupulatność tutejszych postów, co powoduje, że wolą siedzieć cicho, coby się nie wygłupić, zamiast palnąć coś i się spalić na starcie. Tak to widzę.

     

    Nazwałbym to "Syndromem lowkinga" - większość osób niezarejestrowanych, które czytają posty niektórych tutaj (nie będę wymieniał nazw użytkowników, bo jeszcze będzie, że wazelinuję, ale wiadomo że chodzi o mnie  :ph34r: ) po prostu czuje, że za mało zjadło chleba, ażeby wtrącać się w cokolwiek. Sam tak miałem. :lol:


  128. 


  129. Ale dobrze się Was czyta ;) Wyjątkowo merytorycznie, jak na klasyczny dla wszystkich forów sportowych temat: "GOAT, czyli rzecz o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia" ;)


  130. 


  131. Odnośnie Bąsa w konfrontacji z HW, taki gif mi sie przypomniał:

     

    bonesbehindbars.gif